środa, 5 lipca 2023

#117 Historia nauczycielką życia | HW10 / Gratka! Antyczne zwoje online

Czyli m. in. o tym, że możesz się poczuć jak archeolog w Qumran, nie wychodząc z domu


Są wakacje, a zatem witam Was serdecznie w odcinku z serii Historyczne wakacje! 

Zapewne wiecie, ale od ponad 10 lat można sobie w sieci przeglądać kilka zwojów znad Morza Martwego. Pewnie znamy ich historię jak to przypadkowo beduińscy chłopcy natrafili na nieodkryte jaskinie podczas wypasana kóz na Zachodnim Brzegu Jordanu w 1947 r. 

Grota 4 z Qumran, foto: Autorstwa Grauesel - Photo taken by Grauesel, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=182887


Po wejściu na stronię dss.collections.imj.org.il znajdujemy dokładnie pięć zdigitalizowanych bardzo ważnych zwojów: Wielki Zwój Izajasza (1QIsa), Zwój Wojny (1QM), Zwój Świątynny (11Q19), Komentarz do Księgi Habakuka (1QpHab) oraz Reguła Zrzeszenia (Podręcznik Dyscypliny, 1QS). Wszystkich rękopisów jest podobno ok. 800, a poza tym istnieje jeszcze ok. 30 tys. mniejszych kawałeczków. Zapewne stopniowo będą także trafiać do internetu.

Cały ten projekt digitalizacji to pomysł Muzeum Izraela w Jerozolimie przy wsparciu Izraelskiego Zarządu Starożytności oraz Google. Rozdzielczość wstawionych fotografii jest gigantycznie wysoka. Sięga podobno nawet 1200 megapikseli; to ok. 200 razy lepiej niż w aparatach cyfrowych.

Bardzo zachęcam, żeby podczas tych wakacji i nie tylko korzystać z tej strony i poczuć się jak prawdziwi odkrywcy Qumran. Dzięki technologiom internetowym nawet nie trzeba być na miejscu, żeby te zwoje przeglądać.


A z tego odcinka niech płynie nastepująca nauka: pasja + internet = gratka dla miłośników Biblii i Historii!

W związku z tym, że ten temat jest mocno biblijny, zapraszam też serdecznie na mojego drugiego bloga: Biblijny Raban >>>

Życzę Wam wszystkim wspaniałych, historycznych wakacji!

Pozdrawiam Was serdecznie!

Poprzedni wpis:



Zachęcam też do odwiedzenia strony: archeologiabiblijna.wordpress.com >>>
 

Teksty na blogu z aktualnie największą liczbą odsłon (stan na 03.07.2023):


sobota, 29 października 2022

#116 Historia nauczycielką życia | CH/12 Od kiedy człowiek to człowiek?

 

Czyli m.in. o tym, że człowiek jest człowiekiem niezależnie od wieku


Przeglądając internet natknąłem się na bardzo ciekawą informację: odkryto prawdopodobnie najstarszy w Europie pochówek dziewczynki w wieku niemowlęcym. Szacuje się, że jego wiek to ok. 10 tys. lat!

Ów pochówek zlokalizowano w jednej z włoskich jaskiń. Badacze sprawy oceniają, że skoro pochowano tam małego człowieka z zestawem różnych kosztownych przedmiotów, to był on, a konkretnie ta dziewczynka, była już kimś ważnym, była pełnoprawnym człowiekiem i członkiem społeczności ludzi w okresie tuż po epoce lodowcowej.

Wspomnianej dziewczynce nadano imię Neve. Jak wynika ze szczegółowych badań, dziewczynka żyła zaledwie 40-50 dni. Podobno znalezione w grobie ozdoby nosiły ślady zużycia, co sugeruje, że były one prezentem dla zmarłego niemowlęcia od członków grupy.

Podobny pochówek dwojga bardzo małych dzieci odkryto też w USA.

foto z Pixabay

Nie wiem jak do Was, ale do mnie ta historia o Neve bardzo przemówiła. Wydaje się bardzo istotna w dobie zastanawiania się nad tym od kiedy człowiek jest człowiekiem. My żyjemy już 10 tys. lat później niż Neve i jej krewni, a nadal mamy problem z oszacowaniem i uznaniem, że człowiek jest człowiekiem od momentu poczęcia i nigdy nim nie przestaje być, bo jego życie się zmienia, ale nigdy się nie kończy...

To niezwykłe, że już tak dawno temu ludzie pochowali z honorami właściwymi dla tamtych czasów tak małą istotę. To zaledwie 40-50-dniowe dzieciątko uznano za prawdziwego człowieka!

Może to tylko hipoteza, ale śmiem twierdzić, że prehistoryczni ludzie widząc kobietę w ciąży nie myśleli, że nosi w sobie coś, jakiś przedmiot, ale wyczuwali, że tam, w brzuchu mamy, rośnie nowy członek ich grupy. Mam jakieś takie przeczucie, że odkąd ludzie osiągnęli zadowalający poziom świadomości, szanowali życie nienarodzonych. To fakt, że w starożytności, np. w Rzymie i Grecji, znano już aborcję. Wydaje mi się, że im człowiek stawał się "inteligentniejszy", częściej sięgał po aborcję. A my współcześni, tak "mądrzy", łamiemy kolejne granice braku poszanowania dla dzieci nienarodzonych.

A może trzeba powrócić do korzeni i po prostu uznać, że zabijanie dziecka, choćby sekundę po poczęciu, to już morderstwo? Dla mnie odpowiedź jest jednoznaczna. A Wy, co myślicie?

Podzielcie się, proszę, opiniami w komentarzach. Dzięki.


środa, 28 września 2022

#115 Historia nauczycielką życia | Dziewczyna Wielbłąd - nieszczęśliwa szczęściara

 Czyli m.in. o tym, że z nieszczęścia można czasem wyprowadzić nieszczęśliwe szczęście

Ella Evans Harper urodziła się w 1870 r. w amerykańskim stanie Tennessee. Przyszła na świat z wyjątkowym schorzeniem - jej kolana zginały się w drugą stronę. Wydawało się, że dla jej rodziny i dla niej samej będzie to cios nie do udźwignięcia, tymczasem okazało się, że rodzący się nurt rozrywkowy pozwolił jej na ciekawe życie. Było to jednak nieszczęśliwe szczęście...

foto: Ella Evans Harper, wikimedia w domenie publicznej

Trzeba odnotować, że w XIX w. w USA popularne stały się występy tzw. "dziwadeł", dzięki którym ludzie z różnymi defektami ciała mieli szansę na zarabianie i godne życie, na co zapewne nie mogliby liczyć poza cyrkiem. Jednym z takich "dziwadeł" była właśnie Ella.

Przez ok. cztery lata Ella była prawdziwą gwiazdą cyrkową. Nierzadko występowała z wielbłądem, dlatego nadano jej przydomek "Dziewczyny Wielbłąda". Po tych czterech latach, uwielbiana przez jednych i krytykowana przez drugich, postanowiła zakończyć karierę, oddać się studiom i rozpocząć normalniejsze życie.

Straciła ojca w tragicznych okolicznościach. W 1905 r. została żoną. Mała córeczka jednak zmarła, podobnie jak później córeczka adoptowana. Na dodatek po pewnym czasie Ella zachorowała na raka i zmarła mając 51 lat w 1921 r.

Wydaje mi się, że jesteśmy w stanie przywołać więcej historii, w których z jakiegoś nieszczęścia ktoś wyprowadza szczęście. Historia Elli, dość tragiczna, pokazuje jednak sytuację, kiedy z nieszczęścia rodzi się szczęście, które jednak okazuje się nieszczęśliwe. To dlatego Ella, będąc u szczytu cyrkowej sławy, decyduje się na powrót do normalnego życia, o które w jej przypadku nie było łatwo, bo była widziana jako wybryk natury, ktoś nienormalny. Pozostaje jednak pytanie: czy kariera cyrkowa rzeczywiście dawała Elii prawdziwe szczęście, czy była tylko jego atrapą?

Historia Elli pokazuje jeszcze coś: ta kobieta uznawana za "dziwadło", różniła się od ludzi zwyczajnych w zasadzie jedynie tym, że jej kolana zginały się w drugą stronę. Ileż to razy my ludzie wyśmiewamy kogoś czy określamy jako zupełnie nienormalnego, podczas gdy ich inność wynika z prozaicznej kwestii. A może właśnie ta inność paradoksalnie jest tym, co przynosi powód do chluby i może być wykorzystane do pięknych celów. A tak przy okazji: według Biblii słowo "Święty", którym często określany jest Bóg, można rozumieć jako inny.

Podsumowując, to co wiemy o życiu Elli Harper to przestroga przed tym, żeby nikogo nigdy nie skreślać. Jest to jednocześnie zachęta, aby w faktycznych czy rzekomych odmiennościach innych, widzieć ich zalety, a nie wady. Oczywiście jeśli ta inność wynika z grzechu, to nie można widzieć w niej dobra, ale jeśli jest po prostu neutralna, najprawdopodobniej może też okazać się zaletą, a nie wadą.

Znacie takie przypadki?

Opiszcie, proszę, w komentarzach.

Z serdecznymi pozdrowieniami!



#17 Historia nauczycielką życia | Czas ucieka..., a co nas czeka? >>>
 
 
Top 3 spośród aktualnie ponad 100 tekstów na blogu z największą liczbą odsłon (stan na 28.09.2022):

1. #95 Historia nauczycielką życia | Stalin świętym...??? Na tropie "niemożliwego" >>>

2. #46 Historia nauczycielką życia | "Nic ponad sandał, szewcze!" >>>

3. #34 Historia nauczycielką życia | „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono >>>


Bibliotrafia

1. Ella Harper - the Camel Girl, ciekawostkihistoryczne.pl, https://ciekawostkihistoryczne.pl/2022/01/22/ella-harper-the-camel-girl/

2. Do historii przeszła jako dziwadło. Jej życie było naznaczone tragedią, https://kobieta.wp.pl/do-historii-przeszla-jako-dziwadlo-jej-zycie-bylo-naznaczone-tragedia-6731245822610112a

2. "Najwspanialszy wybryk natury". Oto smutna, ale i niezwykła historia Elli, nazywanej wielbłądem, natemat.pl, https://natemat.pl/445066,zadbaj-o-zdrowie-z-oczyszczaczem-marki-hoover-oddychaj-czystym-powietrzem

środa, 31 sierpnia 2022

#114 Historia nauczycielką życia | HW9 / Roboty się "chyć!"

  Czyli m. in. o tym, że długo nie znaczy dobrze


Witam Was w drugim i ostatnim tegorocznym wpisie wakacyjnym! 

 Znacie faraona Pepiego II? Dziś o nim trochę.

Już niebawem dzieci i młodzież, a także wielu dorosłych, czeka powrót do pracy i szkoły. Niektórzy może czekają z utęsknieniem na nowy start, bo już się nie mogą doczekać spotkania z kolegami i koleżankami, inni może chętnie spędziliby jeszcze trochę czasu na wolnym. Tymczasem zbyt długi czas nie musi przełożyć się na późniejsze sukcesy. Chciałbym to przypomnieć na przykładzie faraona egipskiego Pepiego II, choć potraktujmy go jedynie jako symbol.

Pepi II rządził prawdopodobnie w latach:
2245-2180 p.n.e. (Schneider)
2279-2219 p.n.e. (Kwiatkowski)
2246-2152 p.n.e. (Tiradritti / De Luca).

Nie ma zatem zgodności między badaczami, ale trudno, żeby była, skoro ten gość żył naprawdę dawno. Co ciekawe i najważniejsze, przez niektórych Pepi II jest uznawany jako najdłużej panujący władca w całej historii świata! Mógł rządzić nawet 94 lata (!!!), bo podobno wstąpił na tron mając tych lat 6, a potem dożył sobie sędziwego, zwłaszcza jak na tamte czasy, wieku 100 lat.

Nie będziemy tutaj wchodzić w szczegóły dotyczące Pepiego II, których w sumie i tak zbyt wielu nie znamy, ale skupimy się na skutkach długiego panowania jednego z ostatnich faraonów VI dynastii tzw. Starego Państwa. 

Niezależnie od tego czy Pepi II rządził 94 lata, czy trochę krócej, to było zapewne długie panowanie. W wyniku tego administracja państwowa uległa skostnieniu, a poszczególni możni panowie byli niemal samodzielnymi władcami lokalnymi. Rywalizacja między możnowładcami pogłębiła się jeszcze z chwilą śmierci faraona, gdyż rozpoczęła się walka o władzę. 

Generalnie egiptolodzy są zdania, że za Pepiego II Egipt podupadł politycznie i gospodarczo, a faraon został pochowany w południowej Sakkarze w piramidzie noszącej jego imię. Sakkara to miejsce, gdzie byli grzebani władcy Starego Państwa.

Piramida Pepiego II, fot. Autorstwa Jon Bodsworth - http://www.egyptarchive.co.uk/html/saqqara_pyramids_08.html, Copyrighted free use, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1363766 

I jaka z tego wszystkiego płynie dla nas nauka u schyłku wakacji i na progu nowego roku szkolnego? Nie oceniam i nie oskarżam Pepiego II o bezczynność, bo nie był bezczynny. Utrzymywał kontakty handlowe, prowadził też kampanie wojskowe, itp. Niemniej jednak jakoś tak mi się skojarzyło, że jego długie panowanie i nie najlepsze oceny historyków mogą nas nauczyć tego, że zbyt długie wakacje pożytku nam nie przynoszą. Następuje skostnienie i potem jeszcze trudniej powrócić do pracy.

Pepi II, fragment rzeźby z Brooklyn Museum of Art w Nowym Jorku, fot. Autorstwa Keith Schengili-Roberts - Praca własna (photo), CC BY-SA 2.5, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1625227 

W związku z tym poniższy filmik niech będzie dla nas wszystkich zachętą do wytężonej pracy i stawiania na jakość, nie ilość, bo w pracy też można "zbyt długo panować" ;)

 


Życzę Wam wszystkim udanego wejścia w nowy rok nauki i pracy; proszę o komentarz w temacie powyższego jeszcze wakacyjnego odcinka.

Pozdrawiam Was serdecznie! 

Poprzedni wpis:


 

Teksty na blogu z aktualnie największą liczbą odsłon (stan na 31.08.2022):


środa, 20 lipca 2022

#113 Historia nauczycielką życia | HW8 / UWAGA: straszy!

 Czyli m. in. o tym, że duchy istnieją


Witajcie w serii wakacyjnej na Historii nauczycielce życia!

Dzisiaj chciałbym pokrótce odnieść się jeszcze do tematu, który podejmowałem w odcinku 74. Zachęcam Was także do jego lektury.

foto z pixabay

Chodzi o to, że w czasie wakacji, ale nie tylko, czasami odwiedzamy miejsca, w których rzekomo straszy. Jedni panicznie boją się takich miejsc, inni znów śmieją się z tego kompletnie w to nie wierząc. Jaka jest prawda? Sprawa jest dość oczywista, choć często o tym zapominamy.

Kościół katolicki jasno podaje, że istnieje Trójca Przenajświętsza, a w niej obok Ojca i Syna, także Duch Święty. No właśnie, Duch Święty.

Poza tym istnieją inne duchy zwane aniołami, które mają inteligencję, wolną wolę, są nieśmiertelne i osobowe. Nie mają ciała, a więc są duchami.

Istnieją ponadto duchy upadłe, czyli tzw. diabły. One też kiedyś były piękne i nieskalane, ale sprzeciwiły się Bogu i zdradziły Miłość.

I wreszcie są jeszcze duchy świętych i dusz czyśćcowych, które mogą nawiedzać człowieka i np. poprosić o coś, przykładowo o modlitwę. Co do nich Kościół nie wypowiedział się jednoznacznie, ale Tradycja Kościoła nie neguje licznych wizyt nadprzyrodzonych gości w naszej rzeczywistości.

Znamy bardzo wiele przypadków odwiedzin wśród ludzi zarówno świętych, dusz czyśćcowych jak i diabłów oraz aniołów.

Czy zatem opowieści wakacyjne o duchach, które rzekomo straszą w jakichś opuszczonych zamczyskach są prawdziwe? Na bazie powyższych treści możemy śmiało powiedzieć, że tak. Jeśli już tam się zjawiają, to najprawdopodobniej są to albo diabły albo dusze w czyśćcu cierpiące.

Jakie jest najlepsze rozwiązanie w tej sytuacji. Na pewno bardzo niezdrowe jest szukanie sensacji i igranie z duchami, a już zupełnie niedopuszczalne jest wywoływanie duchów. Najbezpieczniejsza jest modlitwa, szczególnie kapłana, który wzywając Bożego Imienia nad takim miejscem, gdzie straszy, może odciąć działanie tam świata nadprzyrodzonego. A jeśli tam przychodziła dusza czyśćcowa, może dostać się do nieba.


Życzę Wam wszystkim udanych wakacji i proszę o komentarz w temacie powyższego wakacyjnego odcinka.

Pozdrawiam Was serdecznie! 

Poprzedni wpis:


 

Teksty na blogu z aktualnie największą liczbą odsłon (stan na 19.07.2022):


czwartek, 30 czerwca 2022

#112 Historia nauczycielką życia | CH/11 Oddałbyś życie?

 Czyli m.in. o tym, że nie ma nic cenniejszego nad Miłość Bożą


W ostatnim dniu czerwca w Kościele rzymskokatolickim przypada wspomnienie Świętych Pierwszych Męczenników Rzymskich. To upamiętnienie tych wszystkich, którzy w ciągu trzech pierwszych wieków chrześcijaństwa oddali swoje życie za Chrystusa w Rzymie. Tych ludzi, chrześcijan, były tysiące.

Męczennicy w katakumbach (mal. J. E. Lenepveu, 1855), foto z Wikipedii w domenie publicznej

Gdy tak spokojnie zastanowimy się nad ich postawą to da nam ona wiele do myślenia.  Pamiętajmy, że również współcześnie bardzo wielu wyznawców Chrystusa oddaje życie za swojego Mistrza. To nas w sposób naturalny prowadzi do pytania czy nas stać byłoby na taki heroizm? I drugie pytanie: Czy można się zdobyć na taką postawę, gdyby Bóg nie istniał?

Moje zdanie w tym temacie jest jednoznaczne: tylko istniejący rzeczywiście Bóg jest w stanie uzdolnić człowieka do takiej postawy, postawy heroizmu i postawienia wszystkiego na Chrystusa.

Przykładowo w Biblii mamy życiorysy Apostołów, którzy przez długi czas nie byli herosami. Dopiero po Zesłaniu Ducha Świętego, Bóg uzdolnił ich do takiej przemiany, która pozwalała im z odwagą głosić Jezusa. Co więcej, cierpiąc radowali się, że mogą znosić prześladowania dla Jezusa.

Zapewne można sobie ten fenomen tłumaczyć na różne sposoby, również na gruncie psychiki, ale tak naprawdę tylko Bóg jest odpowiedzią. 


A jakie jest Wasze zdanie? Czy Wy bylibyście w stanie oddać życie za Jezusa? Jak bardzo Go kochacie?

Zostawcie komentarze. Dzięki!

wtorek, 31 maja 2022

#111 Historia nauczycielką życia | CH/10 To ON, naprawdę ON!!!

 Czyli m.in. o tym, że mieszkamy w Ziemi Świętej



Chrześcijanie to bez wątpienia najbardziej logiczni ludzie na świecie. Jednocześnie najbardziej racjonalni. Sporo trzeba się nagimnastykować, żeby nie wierzyć w Boga.
 
Posąg i relikwiarz bł. Carlo Acutisa na Filipinach, foto Autorstwa LubGua987 - Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=117514769

Być może znamy albo przynajmniej słyszeliśmy o bł. Carlo Acutisie. To Włoch, jedna z młodszych osób wyniesionych w historii na ołtarze. Mimo młodego wieku, zrobił bardzo wiele i miał bardzo rozsądne podejście do życia. Od czasu Pierwszej Komunii Św. każdego dnia uczestniczył we Mszy św., adorował Pana Jezusa, odmawiał różaniec, co tydzień chodził do spowiedzi św., itp.

Znany jest przede wszystkim z tego, że ewangelizował w internecie, choć w jego czasach internet jeszcze nie był aż tak bardzo rozwinięty jak teraz. Był m.in. autorem stron internetowych o Cudach Eucharystycznych i świętych katolickich.

Choć zmarł na białaczkę w wieku zaledwie 15 lat, jego życie nie było zwyczajne i bezowocne. Przeciwnie: sam mawiał, że nie możemy umierać jako "kserokopie". Poza tym był przekonany, że współcześnie jesteśmy paradoksalnie jeszcze większymi szczęściarzami niż ludzie żyjący w czasach Pana Jezusa, gdyż oni, żeby Go dotknąć, musieli się przemieszczać, co wtedy szczególnie nie było łatwe. My natomiast mamy Boga na wyciągnięcie języka; dosłownie, bo jeśli tylko jesteśmy w stanie łaski uświęcającej, nawet codziennie możemy Go przyjmować do naszych serc. To wielka sprawa, której chyba nie doceniamy. Acutis mawiał też, że mamy pod domem Jerozolimę, bo Pan Jezus jest w każdym kościele w tabernakulum rzeczywiście obecny.

Do czego zmierzam? Do tego, od czego wyszedłem, że wiara w Chrystusa to bardzo logiczna i zdroworozsądkowa postawa życiowa. Wynika to m.in. z:

- gdy się tak szczerze zastanowimy nad otaczającym nas światem to przecież bez trudu uzmysłowimy sobie, że gdyby nie Bóg, to skąd to wszystko by się wzięło; odpowiedzcie, proszę w komentarzu, skąd? Macie jakąś logiczną odpowiedź? ;) Powiedzmy sobie szczerze: poza Bogiem nikt nie ma logicznej odpowiedzi;

- nauka zbadała i potwierdziła do dziś wiele Cudów Eucharystycznych, kiedy to z po ludzku niewyjaśnionych przyczyn Hostia zmieniła się w kawałek mięśnia sercowego, mięśnia w agonii; macie jakieś logiczne wyjaśnienie poza Bogiem? Bądźmy szczerzy: nikt nie ma poza Bogiem;

- a uznane objawienia, egzorcyzmy, itd? Czasami niewierzący zarzucają wierzącym, że skoro nie można w 100 proc. dowieść, że Bóg istnieje, to wobec tego wiara jest mitem. Wielu wierzących daje się nabrać na takie postawienie sprawy, a tymczasem istnienie Boga jest pośrednio udowodnione przez naukę, akceptującą niedające się po ludzku wyjaśnić wydarzenia; bezpośrednio zaś przez odczucia i przekonania ludzi, którzy w swoim sercu doświadczyli Boga. Tymczasem to nie wierzący powinni racjonalizować swoją wiarę, bo ona jest racjonalna, ale spcetpcy winni dowodzić, dlaczego nie akceptują naukowych badań i takich zdarzeń, jak choćby Cuda Eucharystyczne, itp. Bądźmy szczerzy: niewierzący muszą się natrudzić i nagimnastykować, a prawda jest najbardziej oczywista w świecie: BÓG ISTNIEJE!!!

To takie właśnie nauki płyną z tego odcinka. Wszystko co wyżej napisałem wypływa z wielkiej miłości do wszystkich, wierzących i niewierzących. Wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga i jednym z największych marzeń Jezusa jest, abyśmy byli jedno.

Naprawdę, szkoda życia na brak wiary, a nie dość, że to psuje życie ziemskie, to jeszcze naraża na utratę życia wiecznego. A tego nikt, na czele z Bogiem, nie chce. To tylko człowiek ma prawo wyboru.

A Ty już wybrałaś/eś?
 

Dziękuję za uwagę i do następnego miłego poczytania.

Poprzedni wpis:

 
Poczytajcie też: