Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Średniowiecze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Średniowiecze. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 czerwca 2020

#82 Historia nauczycielką życia | Jak cię widzą, tak cię piszą 5 - najdziwniejsze przydomki władców Norwegii

    Czyli o tym, jak dziwne przydomki nosili niektórzy władcy Norwegii (subiektywny ranking)

Dość dawno już nie było na blogu rankingów z przydomkami monarchów. Przydałoby się odświeżyć tradycję. To właśnie czynimy. Wcześniej jednak przypomnijmy poprzednie tego typu zestawienia z przymrużeniem oka ;)
  • przydomki władców ogólnie >>>
  • przydomki władców Francji >>>
  • przydomki władców Anglii i Szkocji >>>
  • przydomki władców Danii >>>

Eryk II Wróg Księży, fot. wikimedia w domenie publicznej


A oto moi kandydaci z tronu norweskiego:
  1. Eryk II Wróg Księży (panował w latach 1280-1299) – ten monarcha z dynastii Yngling zasłużył sobie na taki przydomek znoszeniem przywilejów Kościoła, które mu nadano za czasów małoletności Eryka. Nie pochwalając tego, co ta ksywa oznacza, trzeba przyznać, że to dość wyjątkowy przydomek i dlatego znalazł się u mnie na szczycie norweskiej listy.
  2. Sigurd II Gęba (oryg. Munn) – z dynastii Yngling, panował w latach 1136-1155; jak podaje tłumacz Google Translate Munn w języku norweskim oznacza po prostu usta. Być może zatem niektóre polskie tłumaczenia nieco wypaczyły ksywę tego króla, niemniej jednak jest możliwe, że z racji przykładowo wydatnych ust albo jakiegoś defektu twarzy określenie "Gęba" najbardziej pasowało do monarchy.
  3. Harald II Szara Opończa (król 961-976) – z dynastii Yngling; z polskiego punktu widzenia ciekawostką jest też to, że to ten król właśnie panował w Norwegii w czasie Chrztu Polski. Dlaczego nadano mu taki przydomek? Może po prostu miał charakterystyczną szarą opończę. Proste :)
  4. Eryk I Krwawy Topór (930-934) – z dynastii Yngling; był drugim w historii królem Norwegii, synem Haralda Pięknowłosego (nota bene też ciekawa ksywa :) Eryk I został nazwany Krwawym Toporem z racji jego zamiłowania do zabójstw. Z jego ręki padli nawet bracia.
  5. Harald I Pięknowłosy (872-930) – z dynastii Yngling; pierwszy historyczny władca Norwegii, wspomniany już wyżej. Przydomek dość oczywisty, ale z braku innych bardziej interesujących propozycji w moim odczuciu, ten monarcha wylądował na 5 miejscu.

Królami Norwegii w pewnych okresach byli też Swen I Widłobrody i Harlad I Sinozęby, ale ci władcy już byli wzmiankowani w tekście o królach Danii, więc tutaj ich pominęliśmy. Do powyższego zestawienia dodałbym jeszcze Sigurda III Złego Diakona, ale nie mógł się formalnie znaleźć na liście, bo był antykrólem Norwegii. Rządził w latach 1135-1139.

Oto fragment wpisu o Duńczykach: "Przygotowując ten wpis dowiedziałem się, że od czasów późnego średniowiecza władcy Danii prawie zawsze na przemian – ojciec i syn – noszą imiona Fryderyk i Chrystian. Podobno w praktyce każdy następca tronu nosi wiele imion, a wśród nich zawsze Fryderyk i Chrystian. W chwili koronacji decyduje się na jedno z nich. Tradycję kultywować warto, ale ta akurat wydaje mi się nieco monotonna. Wyobrażacie sobie np. taką konfigurację za ileś tam lat: Fryderyk L, Chrystian L, Fryderyk LI, Chrystian LI, itd., itp. Wcześniej było ciekawiej, choć Eryków też było wielu :)".

Z racji historycznych zależności podobna tradycja dała się zaobserwować także na tronie Norwegii, gdzie rządzili niektórzy królowie Danii.

Tak sobie myślę, że przy okazji tego wpisu możemy wysnuć następującą naukę z historii: co po mnie, po Tobie zostanie? Nie jesteśmy królami (choć w przyszłości nic nie wiadomo :), ale także i po nas może zostać coś na kształt przydomka: czy będzie to "Wielki", "Wspaniały", "Mądry", "Lwie Serce"? A może jedynie "Gruby", "Tłusty", "Chwiejny", "Nijaki"? Czy zastanawiałem się kiedykolwiek nad moją spuścizną dla potomnych? To wcale nie jakaś górnolotna fanaberia, ale realia. Każdy z nas zostawia po sobie ślad i jaki on będzie, zależy od nas.

Trzymajcie się pięknie!


Raz jeszcze zachęcam też do odwiedzenia starszych wpisów z tej serii lub choćby pierwszego i takiego :).

Bywajcie zdrowi.


Bibliografia wpisu:

W przygotowaniu wpisu oparłem się głównie na Wikipedii

sobota, 26 października 2019

#72 Historia nauczycielką życia | Twierdza Tower i jedna z największych tajemnic historii

Czyli m.in. o tym, jak młody zdetronizowany król zniknął bez śladu (no, prawie...)


W poprzednim odcinku Historii nauczycielki życia >>> rozprawialiśmy sobie o królu Anglii Ryszardzie III Yorku, który zginął marnie i po wiekach znaleziono jego ciało... Zainteresowanych odsyłam do stosownego tekstu po szczegóły ;) Dzisiaj w pewnym sensie zakręcimy się w podobnej tematyce. Głównym bohaterem naszego spotkania z historią będzie jednak bratanek króla Ryszarda III - to, w jaki sposób tak naprawdę zakończył żywot, do dzisiaj jest jedną z największych tajemnic historii. Na ile i czy w ogóle był w to zaangażowany jego wuj, pozostaje kwestią otwartą po dziś dzień. Czy uda nam się uchylić rąbka tajemnicy?


Umarł król, niech żyje król

9 kwietnia 1483 r. po śmierci króla Anglii Edwarda IV władza przeszła w ręce ok. 13-letniego wówczas Edwarda, najstarszego jego syna, który tym samym został Edwardem V. Jako że wiek młodego monarchy nie był jeszcze odpowiedni do sprawowania samodzielnej władzy, opiekę nad nim objął brat ojca, czyli wuj - Ryszard, co było zgodne z testamentem Edwarda IV. Mimo to do głosu doszła rodzina matki małego Edwarda V - Elżbiety Woodville. To oni przejęli władzę nad nowym królem z czym oczywiście nie godził się Ryszard Gloucester. Koniec końców to on przejął funkcję lorda protektora; po drodze najpewniej niektóre głowy pospadały z szyi, które nie były po myśli Ryszarda. W ten to sposób brat ojca zajął się w pełni opieką nad bratankami (oprócz Edwarda V był jeszcze Ryszard, jego młodszy, ok. 10-letni brat).

Edward i Ryszard w Tower, obraz Delaroche'a, fot. wikimedia (domena publiczna)

Jeśli ktoś twierdzi, że Ryszard Gloucester był kochanym wujaszkiem, to niestety musi się rozczarować. Wujo dowiódł przed angielskim parlamentem, że tak naprawdę Edward V i jego braciszek Ryszard są nieślubnymi dziećmi (ich ojca wiązała przysięga z inną kobietą). W ten właśnie sposób zdetronizowano Edwarda V pod koniec czerwca 1483 r. i królem jak nietrudno się domyślić został Ryszard, dobrze nam znany z poprzedniego odcinka - Ryszard III York.

Dzieci zostały osadzone w twierdzy Tower of London. Chłopcy byli widywani np. w trakcie zabawy na placu twierdzy, ale potem słuch po nich zaginął i właściwie do dziś trudno powiedzieć coś absolutnie pewnego w ich kwestii. Chyba najczęściej obwinia się o śmierć dzieci właśnie Ryszarda III. Wiadomo, że dorastający bratankowie mogli kiedyś stać się dla niego przeszkodą. Inni znów twierdzą, że za śmierć Edwarda i Ryszarda winę ponosiła matka przyszłego króla Henryka VII - Małgorzata Beaufort. Dodajmy, że jej syn poślubił starszą siostrę Edwarda V - Elżbietę York uznawaną za jedną z najlepszych królowych Anglii w historii, przynajmniej tak się zapisała w pamięci poddanych. Jeśli do śmierci dzieci miałoby dojść z polecenia Ryszarda III - najprawdopodobniej przyczynił się do niej zaufany rycerz monarchy - James Tyrrell, który po latach poddany torturom miał się przyznać do tego niecnego postępku. Później jednak poddawano w wątpliwość jego zwierzenia.

Dużo pytań, mało odpowiedzi

Nie wiemy też w jaki sposób pozbawiono książąt życia. Prawdopodobnie było to w lipcu 1483 r. choć są i tacy, którzy przesuwają ją na wrzesień. Mówiło się o uduszeniu podczas snu. Niektórzy sądzili, że ich ciała wrzucono do Tamizy, ale pojawiła się też hipoteza, że książęta zostali pochowani pod schodami Tower of London. Żeby było ciekawiej, w 1674 r. w trakcie remontów znaleziono dwa szkielety pod schodami: jeden większy od drugiego. Król Karol II urządził im godny pochówek. W latach 30. XX w. przeprowadzono badania szczątków, ale niewiele to dało. Na nowe nie zgadza się obecna monarchini Elżbieta II.

Tower od London, fot. Kazimierz Mendlik, wikmedia (CC BY-SA 3.0)

Kilka lat temu pewna Angielka w czasie wizyty w Tower jak każdy przeciętny turysta robiła sobie zdjęcia. Przeglądając je w domu natknęła się na jedno, na którym oprócz swojej podobizny zobaczyła też... tajemniczą twarz dziecka. Kobieta twierdziła, że na zdjęciu ujawnił się duch Edwarda V. Miał być nawet podobny do swoich odwzorowań z portretów i obrazków. Angielka uważa, że jej zdjęcie jest dowodem na rozwiązanie zagadki twierdzy Tower.

Twierdza Tower of London była świadkiem olbrzymiej liczby makabrycznych i często nie do końca wyjaśnionych zdarzeń. Dzisiaj jest za to uznanym muzeum, choć lepiej nie udawać się tam nocą. Można spotkać duchy i to nie tylko Edwarda V...

A co na to Historia nauczycielka życia?

No właśnie, czego uczy nas to dzisiejsze spotkanie z historią? Pewnie m.in. tego, co jest bardzo oczywiste: dzieje ludzkości pełne są zagadek, ale przez to historia jest ciekawa; zawsze jest coś, co czeka na odkrycie, ale najprawdopodobniej nigdy się to nie uda w 100%. Jeśli za śmiercią dzieci stał rzeczywiście Ryszard III York (nie możemy go potępiać, bo nie ma pewnych dowodów, a gdyby nawet były, to należy potępić czyn, nie człowieka), to jego żywot jest dowodem na to, że raz się jest na wozie, raz pod wozem. Kto czytał poprzedni odcinek, ten wie o czym mowa. Z kolei Edward IV był podobno odpowiedzialny za śmierć Henryka VI, króla odchodzącego od zmysłów, którego osadził również w Tower of London. Po latach jego synowie zginęli także w tej twierdzy. Znów dowód na wzloty i upadki; kto pod kim dołki kopie, sam w nie wpada...

I jeszcze jedno: niezależnie od tego czy na wspomnianym zdjęciu był duch Edwarda V, czy nie, w takich miejscach jak Tower trzeba wyrazić szacunek dla przeszłości i tych, którzy tam tragicznie zginęli. W takich miejscach niemal namacalnie można doświadczyć rzeczywistości nadprzyrodzonej. Ktoś powie, że to tylko legendarne bajania. Może nie do końca... Zapewne większość z tych śmierci wynikała z tego, że ktoś nie myślał o konsekwencjach, ale żył tu i teraz, byle tylko dobrać się do władzy. Paradoksalnie jak sobie powiedzieliśmy, w Tower czuć, że życie nie kończy się definitywnie tu na ziemi. Potrzeba jedynie odrobiny wiary, żeby tego doświadczyć. I szczypty dobrej woli...

A według Ciebie, czego jeszcze uczy nas tajemnica twierdzy Tower?

PS Mała ciekawostka: ten tekst został opublikowany w 26 miesięcznicę istnienia bloga Historia nauczycielką życia :) Jeśli Ci się spodobał, polub, skomentuj, poślij dalej. Dzięki. 

Bibliografia wpisu:

1. Ciekawostki o Tower of London >>>
;
2. Edward V >>>;
3. Czy jedno zdjęcie rozwiąże tajemnicę śmierci synów Edwarda IV? >>>;
4. Więzienie Tower of London - miejsce najokrutniejszych zbrodni >>>

sobota, 12 października 2019

#71 Historia nauczycielką życia | Z tronu na parking

Czyli m.in. o królu, którego śmierć i ponowny pogrzeb dzieliły setki lat


Ryszard III York przez bardzo wielu uznawany jest za niezwykle krwawego i godnego pogardy króla. Są jednak i tacy, którzy mniej lub bardziej skutecznie próbują przywrócić mu honor. A jak to było z tym władcą naprawdę? I jak to się stało, że jego pogrzeb odbył się kilkaset lat po śmierci? I co król Ryszard ma wspólnego ze współczesnym parkingiem? O tym dzisiaj.


Krwawe życie

Nie da się zaprzeczyć, że życie Ryszarda III Yorka było burzliwe i splamione krwią. Stał się on niechlubnym bohaterem m.in. jednego ze słynnych dramatów Szekspira.

Jego rodzina usadowiła się na angielskim tronie kosztem Lancasterów, którzy musieli ustąpić po buncie Yorków. Do dzisiaj tamte zmagania, trwające aż 30 lat, znane są jako Wojna Dwóch Róż. Te piękne kwiaty obecne były w herbach rodów Lancasterów i Yorków: odpowiednio czerwona u tych pierwszych i biała u drugich. To były prawdziwie tragiczne lata. Ok. 80% angielskich rodów angielskich zostało wyciętych w pień. Odbywała się prawdziwa gra o tron: raz jedni, raz drudzy byli górą. Przez pewien czas panował Edward IV York, ale i tak trudno było mówić o spokojnych czasach za jego panowania.

Gdy Edward IV opuścił ziemski padół wzrosły notowania jego młodszego brata Ryszarda. Następcą Edwarda IV miał zostać małoletni Edward V (i został na 2,5 miesiąca), ale po krwawej ścieżce na tron wdrapał się sam Ryszard i został monarchą - Ryszardem III. Co się stało z Edwardem V, tego do dziś do końca nie wiadomo...

fot. Król Ryszard III, wikimedia (domena publiczna)
Pomimo okrutnie trudnych czasów Ryszard III starał się trzymać dzielnie za sterami Anglii. Szczęście odwróciło się od niego 22 sierpnia 1485 r. Doszło wtedy do słynnej bitwy pod Bosworth, uznawanej przez niektórych za ostatnią wielką bitwę średniowiecza; kończyła ona wspomnianą Wojnę Dwóch Róż; tam, mając nieco ponad 30 lat, poległ król Ryszard, a jego śmierć była najprawdopodobniej niezwykle tragiczna i pełna boleści. Zwycięzcami i pogromcami władcy okazali się stronnicy Lancasterów pod wodzą Henryka Tudora, który został królem jako Henryk VII. Monarchę pochowano w klasztorze franciszkańskim w Leicester, który został zburzony w 1538 r.

Słuch po Ryszardzie III prawie zaginął aż do 2012 r., kiedy to na jednym z angielskich parkingów dokonano niezwykłego odkrycia.

 Niecodzienne znalezisko na parkingu 

Właśnie w 2012 r. naukowcom udało się zlokalizować miejsce pochówku Ryszarda III. Znaleziono kości ludzkie, które na podstawie badań (porównano DNA z materiałem genetycznym Kanadyjki, która jest krewną rodziny monarchy - 17 pokoleń później) i porównań ze źródłami historycznymi dość jednoznacznie powiązano z osobą wspomnianego monarchy. Ustalono m.in., że zmarły miał poważną deformację kręgosłupa co zgadza się przykładowo z opisami zaczerpniętymi ze sztuki Wiliama Szekspira. Dowiedziono, że zajadał się owocami morza. Znaleziono też liczne ślady obrażeń czaszki i ciała, co dowodzi, że monarcha wiele się nacierpiał.

Szczątki spoczywały pod obskurnym parkingiem. Dzięki penetracji starych zapisów historycznych historykom udało się ustalić miejsce, gdzie niegdyś stał klasztor franciszkański, a to już było krokiem milowym w procesie poszukiwania grobu Ryszarda III. 

W marcu 2015 r. pochowano doczesne szczątki Ryszarda III w katedrze św. Marcina w Leicester.

fot. Trumna ze szczątkami Ryszarda III, Kris1973 - Praca własna, wikimedia (licencja CC BY-SA 4.0)
Co ciekawe, w XIX i XX w. powstały organizacje mające na celu przywrócenie czci i godności Ryszardowi III - władcy, który jak wiemy ma w historiografii opinię tyrana. Są to m.in. Stowarzyszenie Przyjaciół Króla Ryszarda III oraz Towarzystwo Ryszarda III.

Tradycyjna nauka

Ten blog nie nazywałby się Historia nauczycielką życia, gdybyśmy nie wrzucali jakiegoś morału płynącego z opowiadanych historii. Nie inaczej będzie oczywiście dzisiaj. Czego zatem uczy nas historia z królem Ryszardem III, jego tragiczna śmierć i miejsce spoczynku na angielskim parkingu? Myślę, że może warto zwrócić dzisiaj uwagę na kwestię dość oczywistą, ale bardzo ważną: w życiu nie chodzi o to żeby jak najwięcej mieć, ale liczy się coś głębszego. Jasne, że trzeba się starać, żeby żyć godnie, ale może jeszcze większy nacisk trzeba kłaść żeby i innym żyło się jak najlepiej. Niezależnie od pochodzenia i sprawowanych funkcji wszyscy kończymy w trumnach. Historia tego dowodzi już od niepamiętnych czasów.

fot. Wikilmages, Pixabay.com

I jeszcze coś: nie możemy nikogo definitywnie potępiać i skreślać, musimy tylko potępiać złe zachowania. Wspomniane instytucje przywracające cześć Ryszardowi III są może dobrym pomysłem, byle tylko nie przeginały w drugą stronę, gloryfikując władcę. Natomiast jeśli będą obalać krzywdzące mity na jego temat, to znakomicie.

A Wam jaka nauka nasuwa się po dzisiejszej lekturze?


Bibliografia wpisu:

1. Ryszard III York - krwawa gra o tron >>>
;
2. Szukali i znaleźli. Szczątki króla na parkingu >>>
3. Umierał w mękach, przeciwnicy nie mieli litości. Jak zginął król Ryszard III? >>>

sobota, 25 maja 2019

#64 Historia nauczycielką życia | Korona królów - historia wisząca na włosku

Czyli m.in. o tym, że w historii czasami wielki ciężar wisi na włosku


Wszyscy, a szczególnie miłośnicy historii, znamy chyba to intro:


Wierni fani serialu "Korona królów" zapewne emocjonują się kolejami losu króla Kazimierza i innych bohaterów serialu. Choć oczywiście wiemy jak to wszystko potoczyło się w historii, to jednak oglądając serial możemy przeżywać radości i smutki polskiego króla, w którym rozgrywa się wewnętrzna walka z powodu ścierających się z sobą sfer: sukcesów polityczno-gospodarczych i niepowodzeń w życiu osobistym.

Tytuł tego posta może sugerować, że tą historią wiszącą na włosku są właśnie starania króla o męskiego potomka, któremu mógłby przekazać koronę. Ja jednak chciałbym się cofnąć nieco w dziejach Polski i dotknąć historii, która swego czasu trochę dała mi do myślenia.


Kazimierz Wielki - syn Władysława, syna Kazimierza, syna...

Wiemy dobrze, że król Kazimierz III Wielki był synem Władysława I Łokietka. Prawdopodobnie mniej osób wie, że ten z kolei był synem Kazimierza I Konradowica (zwanego też Kujawskim); Konradowica, gdyż jego ojcem był Konrad I Mazowiecki. Tak, ten Konrad "od Krzyżaków". Wybaczcie tę może przydługą genealogię; już zaraz kończymy :) Ojcem Konrada I był natomiast Kazimierz II Sprawiedliwy, najmłodszy syn Bolesława III Krzywoustego. Nie będziemy brnąć dalej, ale przy okazji zachęcam Was do lektury tekstu o dość niezwykłych narodzinach Bolesława III >>>, ale to już inna opowieść. I właśnie w tym momencie dotarliśmy do sprawy, która jak wiecie zainspirowała mnie swego czasu do pewnej refleksji.

Kazimierz II Sprawiedliwy, fot. wikimedia (domena publiczna)
Bolesław III Krzywousty najczęściej kojarzony jest ze swoim testamentem, w którym podzielił swoje państwo pomiędzy synów: Władysława, Bolesława, Mieszka i Henryka. No dobra, a gdzie najmłodszy Kazimierz? - słusznie ktoś zapyta. Fakt nieuwzględnienia Kazimierza w testamencie jego ojca w opinii wielu historyków należy uznać za dowód tego, że najmłodszy Bolesławowic był pogrobowcem, czyli dzieckiem urodzonym po śmierci ojca. Niektórzy sądzą jednak, że w chwili śmierci księcia Bolesława Krzywoustego w 1138 r. Kazimierz zwany później Sprawiedliwym przyszedł już na świat i był niemowlęciem. Tak czy inaczej jego pozycja wśród braci po śmierci ojca nie prezentowała się okazale, mówiąc oczywiście bardzo delikatnie.

Od zera do lidera

Podczas gdy starsi bracia toczyli mniejsze i większe potyczki o władzę w poszczególnych dzielnicach i zwierzchnictwo nad pozostałymi, mały Kazimierz najpierw prawdopodobnie wychowywany był pod okiem matki Salomei, a po jej śmierci w 1144 r. opiekę nad nim przejął brat Bolesław IV Kędzierzawy. W latach 1157-ok. 1161 prawdopodobnie przebywał na niemieckim dworze cesarskim jako zakładnik. Gdy w 1166 r. zmarł książę Henryk Sandomierski najmłodszy jego brat dostał małą dzielnicę na własność.

W 1173 r. zmarł Bolesław Kędzierzawy zostawiając po sobie małoletniego syna Leszka. Wówczas całość ziemi sandomierskiej przeszła pod władanie Kazimierza, który z kolei wziął pod opiekę bratanka Leszka. Zaledwie cztery lata później Kazimierz przejął władzę w kluczowym regionie - w ziemi krakowskiej, po wygnaniu przez możnych jego brata Mieszka III Starego. Co prawda w 1191 r. na krótko Mieszko odzyskał Kraków, ale Kazimierz stosunkowo szybko wrócił na tamtejszy tron.

Życie Kazimierza II dobiegło końca 5 V 1194 r. Faktem jest, że zmarł w trakcie uczty najprawdopodobniej na skutek otrucia. Nie wiadomo jednak dokładnie kto miałby stać za tym występkiem. Są i tacy, którzy winą obarczają jakąś mieszczkę krakowską, która miała podać księciu napój miłosny, a on go przedawkował i duch go opuścił.

A oto jak o Kazimierzu pisał kronikarz Wincenty Kadłubek >>>:

"Nadzwyczaj szlachetna wytworność tak postaci, jak rysów twarzy oraz sama wysmukła budowa ciała, nieco przewyższająca wysokością ludzi średniego wzrostu. Spojrzenie jego ujmujące, nacechowane jednak jakąś pełną szacunku godnością. Mowa zawsze skromna, zaprawiona jednak wytwornym dowcipem".

Domniemany wizerunek Kazimierza Sprawiedliwego na Płycie wiślickiej, fot. Felis domestica (licencja CC BY-SA 3.0)


Królewska gałąź z morałem

Wiemy już, że to właśnie od Kazimierza Sprawiedliwego wywodzili się dwaj ostatni wielcy Piastowie, o których traktuje "Korona królów". Kiedyś to jakoś szczególnie do mnie dotarło. Nie ci wielcy, starsi, których brał pod uwagę ojciec w swoim testamencie, dali początek linii książęcej, z której w konsekwencji wywodzili się królowie. Nie oni, ale ten być może pogrobowiec, którego własny ojciec pominął, został przodkiem m.in. Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego.

Może to przypadek, a może nie, ale przyznacie chyba, że historia i losy księcia Kazimierza Sprawiedliwego i jego linii dynastycznej dają do myślenia. Płynie z nich dla nas nauka, że jakże często w dziejach to co małe i pozornie nic nieznaczące, pominięte i nieliczące się, odnosi sukces. To częsty motyw baśni i wszelkiej maści filmów, ale takie też koleje losu pisze przede wszystkim samo życie.

Pamiętajmy o tym, gdy będziemy się raczyć kolejnym odcinkiem "Korony królów".

 

PS Jeśli chcesz poczytać więcej na Historii nauczycielce życia serdecznie zapraszam Cię do lektury poprzedniego, 63 odcinka >>> i wcześniejszych >>>.

 

Bibliografia wpisu:

1. 
Kazimierz II Sprawiedliwy;
2. Kazimierz II Sprawiedliwy;
3.
Kazimierz II Sprawiedliwy

sobota, 9 lutego 2019

#60 Historia nauczycielką życia | 100+ChP/6 Znaki na niebie i szczególny młodzieniec

Czyli m.in. o tym, że warto patrzeć w niebo


Niezmiernie się cieszę, że po około półrocznej przerwie wraca seria specjalna 100+ Cudowna historia Polski, pisana z okazji 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Planowałem ją tworzyć częściej, ale różne czynniki złożyły się na fakt, że jest trochę inaczej. Niemniej wznawiamy serię i myślę, że to jest najważniejsze!

Jak pamiętacie albo już raczej nie, bazuje ona na bardzo interesującej książce "Cuda w historii Polski" Aleksandry Polewskiej i audiobookach na kanale Ku Bogu. Zachęcam do zapoznania się z poprzednimi pięcioma wpisami, jak na przykład tym o dwóch cudownych kobietach. A teraz jedziemy z kolejnym tekstem :)


Księżyc nad Grunwaldem

Jan Matejko, właściwie już kończąc swoje dzieło - słynną Bitwę pod Grunwaldem, wyruszył podobno na pola grunwaldzkie, aby jeszcze nanieść jakieś poprawki czy detale na swoim płótnie. Przybył tam przedarłszy się przez dwie granice zaborów (rozdzielające tereny należące do trzech mocarstw) i być może prócz obowiązków zawodowych chciał też nasiąknąć duchem tego miejsca, które choć znów było pod wrogą okupacją, to jednak unosił się nad nim duch wielkiej wiktorii i wolności.


Jan Matejko, Bitwa pod Grunwaldem, fot. wikimedia (domena publiczna)


Malarz tworząc swoje arcydzieło bardzo często sięgał do wielkiej kroniki Jana Długosza, który szczegółowo opisał także wydarzenia z pamiętnego 15 lipca 1410 r. Kronikarz urodził się wprawdzie pięć lat później, ale w bitwie brał udział jego ojciec, również Jan. Jan Długosz junior miał jeszcze 11 braci, z których co ciekawe jeszcze dwóch innych nosiło imię Jan. Jego stryj Bartłomiej był proboszczem w Kłobucku i prawdopodobnie też kapelanem króla Władysława Jagiełły; odprawiał Mszę św. przed bitwą w namiocie monarchy. Kronikarz przez lata współpracował ze Zbigniewem Oleśnickim, pierwszym kardynałem narodowości polskiej i doradcą Jagiełły oraz jego syna Władysława zwanego Warneńczykiem. To ów Zbigniew miał osłonić króla 15 lipca 1410 r. własnym ciałem, jako wówczas 21-letni członek straży przybocznej króla. Dodajmy, że nie będąc jeszcze wówczas rycerzem, nie został nim nigdy, mimo tak spektakularnego czynu, jakim było zabicie krzyżackiego napastnika, który zagrażał życiu monarchy. Uważano jednak, że Zbigniew postąpił wbrew kodeksowi rycerskiemu, bo nie pokonał w walce, lecz zamordował Krzyżaka. Jednak ta sprawa wyszła Oleśnickiemu na dobre, bo został duchownym i awansując w hierarchii stał się zaufanym doradcą pierwszych Jagiellonów.

Wróćmy teraz do obrazu Matejki. Nad Witoldem i Ulrichem von Jungingenem możemy dostrzec postać klęczącą na chmurze i wznoszącą modły do nieba. Był to św. Stanisław ze Szczepanowa, o którym już kiedyś sobie w tej serii mówiliśmy. Jak się okazuje, nie jest to jakiś pobożny wymysł Matejki, ale odzwierciedlenie zapisu z kroniki Długoszowej, w której zostało opisane zdarzenie, które ponoć miało się pod Grunwaldem zdarzyć.

W noc poprzedzającą wielką bitwę polscy rycerze udali się wcześnie do namiotów, aby wypocząć przed kolejnym dniem, który miał być decydujący. Długosz pisał, że spali dobrze; natomiast w obozie krzyżackim gwałtowny wiatr rozwalał namioty i zakonnicy musieli spędzić wiele czasu krzątając się po obozie, bez chwili wytchnienia.

Dodatkowo Długosz zanotował, że na księżycu w pełni pojawiły się nadzwyczajne zjawiska. Podobno widziano postać królewską zmagającą się z mnichem, który został przez monarchę pokonany i strącony z księżyca. To widzenie potwierdził też kapelan Jagiełły, ks. Bartłomiej (zwany Bartoszem). Z kolei nazajutrz Krzyżacy mieli podobno widzieć nad wojskiem polskim postać biskupa unoszącą się na chmurze.


Co każdy królewicz wiedzieć powinien?

Teraz czas na drugą historię, którą chciałbym Wam dzisiaj pokrótce opowiedzieć. W 1602 r. ekshumowano doczesne szczątki Kazimierza królewicza, wnuka Władysława Jagiełły. Postanowiono to uczynić w związku z kanonizacją tego syna Kazimierza Jagiellończyka. Pomimo znacznej wilgoci panującej w grobowcu znajdującym się w wileńskiej katedrze, ciało młodzieńca znaleziono nienaruszone. Przy głowie zmarłego leżał pergamin ze słowami jego ulubionej pieśni: "Omni die dic Mariae" (Każdego dnia sław Maryję). Dodajmy, że Kazimierz królewicz jest jednym z czterech polskich świętych, których ciała nie uległy rozkładowi po śmierci (pozostali to Stanisław Kostka, Jozafat Kuncewicz i Andrzej Bobola). Jest też pierwszym świętym członkiem rodu królewskiego w Polsce płci męskiej.

Kazimierz zmarł w opinii świętości w Wilnie na gruźlicę 4 marca 1484 r. Jego brat, król Polski Zygmunt Stary rozpoczął starania o kanonizację w 1518 r. Papież wydał stosowną bullę, ale przewożący ją z Rzymu biskup Erazm Ciołek zmarł w czasie epidemii i dokument bezpowrotnie zaginął. Dopiero w 1602 r. udało się wznowić działania kanonizacyjne, już tym razem skutecznie zakończone.


Św. Kazimierz Królewicz, wizerunek w bazylice św. Piusa X w Lourdes


W późniejszych latach pojawiły się niczym niepoparte twierdzenia, jakoby kanonizacja Kazimierza było tylko narzędziem w ręku możnych litewskich, którzy chcieli podnieść znaczenie ojczyzny poprzez posiadanie pierwszego świętego. Niektórzy spekulowali nawet, że królewicz po nieudanej próbie objęcia tronu węgierskiego jako 13-letni młodzieniec miał przejść załamanie nerwowe i uciec od polityki w dewocję. Tymczasem twarde dowody historyczne przeczą takiej hipotezie. Nauczyciele Kazimierza, m.in. Jan Długosz i Kallimach dowodzili, że królewicz nie tylko nie załamał się pod wpływem tamtych wydarzeń, ale nadto niczym ktoś dorosły zrozumiał jak często polityka jest tylko czymś, co rodzi nietrwale owoce i jest przyczyną wielu krzywd. Dorastając był prawą ręką ojca w działaniach politycznych, ale wiedział, że są sprawy od polityki znacznie ważniejsze.



Na jednym z obrazów Leona Wyczółkowskiego możemy dostrzec królewicza Kazimierza, który drzemie przy drzwiach katedry; przy nim jest nauczyciel Jan Długosz. Postawa młodzieńca dowodzi, że jeszcze niedawno się modlił. Kronikarz opisał wiele sytuacji, gdy syn Kazimierza Jagiellończyka wymykał się pod osłoną nocy, żeby oddać się modlitwie. Słynął też z częstych umartwień i postów oraz licznych czynów miłosierdzia. Jan Długosz wielokrotnie podkreślał również wielką mądrość jaką cechował się młody następca tronu.

Dodajmy jeszcze, że po zakończeniu procesu kanonizacyjnego ciało Kazimierza ulegało stopniowemu rozkładowi. Podobnie było później z ciałem św. Stanisława Kostki.

Zgodnie z naszą już 60-odcinkową tradycją przyszła pora, żeby wysnuć z naszego dzisiejszego spotkania jakowąś naukę tudzież nauki. Były i są na świecie rzeczy oraz sprawy, które tak patrząc czysto logicznie wydają się dość dziwaczne albo nieżyciowe, np. jakiś od wieków już nieżyjący biskup ukazujący się na chmurze, młody królewicz, który zamiast zażywać przyjemności dworskich wymyka się nocami na modlitwę, itp. Może nawet koś ma ochotę skwitować coś takiego ironicznym uśmiechem (albo już to zrobił). Niemniej historia dowodzi, co też przewija się w różnych wpisach na tym blogu, że to wcale tak do końca nie jest zerojedynkowo. Dobrym przykładem jest też tekst o ampułce z krwią, która nie może doczekać się zmartwychwstania. Oczywiście musimy analizować historię na drodze rozumowej, to jasne; z drugiej jednak strony to nie wystarczy! Warto czasami nie podążać głównym nurtem, warto iść nieco inną drogą, która nie to, że nie jest tylko i wyłącznie duchowa, ale na dodatek da się ją naukowo, z dużym prawdopodobieństwem objaśnić i można ją uznać za prawdziwą.

Czy nie uznasz takiej drogi?


Bibliografia wpisu:

1. Cuda w historii Polski cz. 10 (Księżyc nad Grunwaldem);
2. Cuda w historii Polski cz. 11 (Co każdy królewicz wiedzieć powinien?)

środa, 22 sierpnia 2018

#48 Historia nauczycielką życia | Jak cię widzą, tak cię piszą 4 – najdziwniejsze przydomki władców Danii

    Czyli o tym, jak dziwne przydomki nosili niektórzy władcy Danii (subiektywny ranking)

Czas na historię w wydaniu „z przymrużeniem oka” :) Zapraszam na kolejny ranking przydomków, tym razem wybieramy się do Danii.



Oto i on - król Danii Eryk I Zawsze Dobry - zwycięzca dzisiejszego rankingu (fot. domena publiczna)

Oto moi kandydaci:
  1. Eryk I Zawsze Dobry (1095-1103) – jejku, muszę przyznać, że to naprawdę bardzo piękny przydomek. Może trochę mniej pikantny niż poniższe, ale moim zdaniem zasługuje na pierwsze miejsce. Jest pewnie dość dziwny, ale podoba mi się bardzo :) Władca nie dość, że dobry, to jeszcze zawsze. Historia byłaby chyba mniej krwawa, gdyby wszyscy królowie byli Zawsze Dobrzy. Utopia?
  2. Eryk IV Denar od Pługa (oryg. Erik 4. Plovpenning) – z dynastii Estrydsenidów, panował w latach 1241-1250, choć koronowany był już za życia ojca w 1232 r. Jego przydomek ma swoje źródło w planach władcy dotyczących krucjaty w Estonii. Na jej potrzeby król obciążył wysokimi podatkami poddanych, zwłaszcza chłopów. Niezadowolenie ludu wykorzystał brat Eryka IV Abel, który sprzymierzył się z przedstawicielami duchowieństwa.
  3. Olaf I Głód (król 1086-1095) – masz ci los; prawdopodobnie nie dość, że za czasów władcy zapanował jakiś nieurodzaj, to jeszcze od niego nadano mu przydomek. Tak naprawdę chyba nie do końca wiadomo czy tak to było. Może chodzi o głód sukcesu, chwały, a może potomstwa... Olaf I zmarł bowiem bezpotomnie.
  4. Eryk III Jagnię (1137-1146) – całkiem ładny przydomek. Być może król był bardzo łagodnym i dobrym człowiekiem. A może miał jakieś ulubione jagnię, które hodował... To już chyba jakieś fantazje :)
  5. Eryk II Pamiętny (1134-1137) – w tym przypadku chodzi chyba o zmagania z Magnusem Silnym i jego ojcem Mikołajem I. Po kilku latach udało mu się pokonać tego pierwszego i pozbawić życia Mikołaja I. Poza tym Magnus zamordował niegdyś przyrodniego brata Eryka II, a zatem król Pamiętny wyrównał rachunki...

Na dzisiejszej liście wylądowało aż czterech kolejnych Eryków; jakoś tak się złożyło. Można by jeszcze wspomnieć o może bardziej znanych władcach Danii, takich jak Swen I Widłobrody czy zwłaszcza Harald I Sinozęby, od którego jak wiemy pochodzi nazwa bluetooth.

Przygotowując ten wpis dowiedziałem się, że od czasów późnego średniowiecza władcy Danii prawie zawsze na przemian – ojciec i syn – noszą imiona Fryderyk i Chrystian. Podobno w praktyce każdy następca tronu nosi wiele imion, a wśród nich zawsze Fryderyk i Chrystian. W chwili koronacji decyduje się na jedno z nich. Tradycję kultywować warto, ale ta akurat wydaje mi się nieco monotonna. Wyobrażacie sobie np. taką konfigurację za ileś tam lat: Fryderyk L, Chrystian L, Fryderyk LI, Chrystian LI, itd., itp. Wcześniej było ciekawiej, choć Eryków też było wielu :)

Czego dziś, pod koniec wakacji, uczy nas historia? Może tego, że po prostu nawet w czasie wolnym warto sięgać po historię, bo zawsze możemy się trochę pośmiać i dowiedzieć czegoś ciekawego :)

Zachęcam też do odwiedzenia starszych wpisów z tej serii lub choćby pierwszego i poprzedniego.

Bywajcie zdrowi.


Bibliografia wpisu:

W przygotowaniu wpisu oparłem się głównie na Wikipedii i stronie zamki.name.

środa, 20 czerwca 2018

#43 Historia nauczycielką życia | 100+ChP/5 Cudowne kobiety

Czyli o dwóch niezwykłych kobietach, które trwale wpisały się w historię Polski


Właśnie powraca seria okolicznościowa z okazji 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Zapraszam też do lektury poprzedniego wpisu i starszych


Św. Kinga (fot. domena publiczna)



Żyła w XIII w. Mając 13 lat poślubiła 21-letniego polskiego księcia Bolesława zwanego później Wstydliwym. Jako córka króla Węgier Beli IV odnowiła relacje polsko-węgierskie. Mowa o księżnej Kindze, żonie, a później założycielce klasztoru sióstr klarysek w Starym Sączu, od 1999 r. świętej Kościoła rzymskokatolickiego.

Udając się do Polski zapragnęła dostać od ojca w posagu kopalnię soli i specjalistów, którzy mogliby nauczyć Polaków jak wydobywać sól. Wrzuciła swój pierścionek zaręczynowy do szybu w Marmarosz Sziget. Co ciekawe, już po jej przybyciu do mocno rozdrobnionej na dzielnice Polski, gdy rozpoczęto prace mające na celu odkrycie złóż soli, w pierwszej solnej bryłce znaleziono ten sam pierścień, który ongiś wrzuciła do kopalni na Węgrzech. Dodajmy, że miejsce to zostało cudownie wskazane przez nadprzyrodzone zjawiska, które tam się uprzednio rozgrywały. To dzięki Kindze (zwanej też Kunegundą) polskie górnictwo solne, szczególnie w Bochni i Wieliczce, rosło na znaczeniu.

Pozytywny wpływ księżnej na wielopoziomowy rozwój jej księstwa był znaczny. Warto nadmienić, że olbrzymią sumę posagu w wysokości 40 tys. grzywien w umiejętny sposób zainwestowała, nie będąc przy tym skąpą dla ubogich i potrzebujących. Do najważniejszych dzieł Kingi prócz rozwoju wydobycia soli należą też m.in. skuteczne ubieganie się o kanonizację biskupa Stanisława ze Szczepanowa, lokacja Krakowa w czasach jej współrządów z mężem oraz wspomniane uprzednio założenie klasztoru w Starym Sączu.

Przeżyła też wiele trudnych chwil jak choćby wtedy, gdy Polskę najeżdżali Mongołowie, czyli Tatarzy. Istnieje legenda, wedle której Kinga uciekała pewnego razu z mniszkami przed Tatarami. Spotkały chłopa wysiewającego ziarno. Ten chciał im pomóc kłamstwem, aby zmylić pościg, ale Kinga prosiła, żeby powiedział prawdę. Tak też zrobił, ale ku jego zaskoczeniu zrezygnowani najeźdźcy odjechali. Dopiero wtedy chłop zorientował się, że znajdował się wśród dorodnych łanów zbóż, które w cudowny sposób wyrosło tak szybko. Tym samym kmieć nie okłamał Tatarów, powiedział prawdę – widział uciekające mniszki w trakcie wysiewania zboża. Pan Bóg wynagrodził jego prawdomówność.

Inna legenda podaje, że pewnego razu mniszki pod przewodnictwem św. Kingi znów uciekały przed Tatarami. Księżna rzuciła za siebie różaniec i wyrosły z niego góry, ale napastnicy sforsowali tę przeszkodę. Potem rzuciła grzebień i z niego wyrósł las; ta przeszkoda też okazała się niewystarczająca. Wreszcie cisnęła wstążkę, a ona zamieniła się w rzekę Dunajec. Tej przeszkody Mongołowie nie byli już w stanie pokonać.


Jest przynajmniej jeszcze jedna legenda o św. Kindze i Tatarach w tle. Otóż zdarzyło się jeszcze, że Kinga ukrywała się z innymi klaryskami na zamku w Pieninach. Modliły się o pomoc z Wysoka, choć po ludzku ich sytuacja wydawała się beznadziejna. Wówczas wokół zamku pojawiła się bardzo gęsta mgła. Zdezorganizowała zastępy tatarskie do tego stopnia, że wielu z nich poginęło spadając wraz z końmi w doliny i przepaście; nic nie widzieli. Kinga i jej towarzyszki były uratowane.

Św. Kinga i książę Bolesław żyli w czystości. Nie mieli potomstwa. Po śmierci męża Kinga służyła radą nowemu księciu na krakowskim tronie – Leszkowi Czarnemu. Zdarzyło się nawet, że władca chciał ją pozbawić ziem posiadanych po mężu, np. Sądecczyzny, ale koniec końców zachowała je dla siebie i działała na rzecz ich rozwoju.


Na trzy lata przed śmiercią wstąpiła do wcześniej założonego przez siebie klasztoru klarysek.


Jej życie, bardzo Ewangeliczne, było jednak przesiąknięte rozumną troską o sprawy przyziemne i poddanych. Można by ją nazwać solą polskiej ziemi, a zarazem kimś, kto rozwijał talenty, jakie otrzymała, choćby w postaci polskich ziem, o których dobro bardzo się starała.



Jej kult szybko się rozwijał. Do grobu Kingi przybywali nie tylko prości ludzie, ale i królowie. Działy się też liczne cuda. Doznał ich też m.in. niejaki kard. Bernard Maciejowski (przełom XVI i XVII w.). Kinga została błogosławioną w 1690 r., a potem, jak już wiemy, w 1999 r. świętą, czego dokonał papież Jan Paweł II.



Tak się składa, że przyjrzymy się dzisiaj jeszcze innej cudownej kobiecie, również pochodzącej z Węgier, nie księżnej jak Kinga, ale królowej Polski. Chodzi o św. Jadwigę.




Jadwiga z wizerunków królów polskich autorstwa Aleksandra Lessera z XIX w. 




Najczęściej kojarzymy tę władczynię z królem Władysławem Jagiełłą, bo to jego pierwszą żoną ona właśnie była. Nim jednak doszło do ich ślubu 18 lutego 1386 r. Jadwiga miała poślubić księcia austriackiego Wilhelma Habsburga. Wydaje się, że para żywiła do siebie wielkie uczucie. Gdy królowa miała 11 lat, narzeczony przybył do Polski. Pomieszkiwał u niejakiego Gniewosza z Dalewa. Odwiedzał Jadwigę na Wawelu.


Polscy możni mieli jednak inne plany dla młodej królowej. Chcieli, aby wyszła za mąż za Litwina Jagiełłę. Było to korzystniejsze dla Polski wobec rosnącego zagrożenia ze strony Krzyżaków. Władczyni delikatnie mówiąc nie była zadowolona z takiej propozycji, uważając późniejszego króla Polski za dzikusa, o wiele od niej starszego i w dodatku poganina, co kontrastowało z szarmanckim Wilhelmem.

Pewnego razu doszło nawet do zdarzenia jak z jakiegoś filmu romantycznego. 15-letni wówczas Wilhelm postanowił siłą wtargnąć do komnaty narzeczonej, aby skonsumować małżeństwo, co pokrzyżowałoby plany możnych. Uniemożliwiono mu jednak dostanie się do środka. Jadwiga, dziewczynka impulsywna i z temperamentem, rzuciła się podobno w pogoń za odegnanym młodzieńcem, ale zamknięto już bramy Wawelu. Królowa dalej nie chciała dać za wygraną i usiłowała siekierą zrobić sobie przejście. Niejaki Dymitr z Goraja przekonywał jednak królową, że dla Polski i Litwy najkorzystniejsze będzie jej małżeństwo z Jagiełłą.

Dziewczynka zalana łzami powoli jednak zaczęła rozumieć powagę sytuacji. Miała podobno po tym zdarzeniu udać się do wawelskiej kaplicy, gdzie oddała się modlitwie błagalnej pytając Ukrzyżowanego, co powinna uczynić. Wtedy zdarzyło się coś niezwykłego. Oto usłyszała głos dobiegający z krzyża: „Jadwigo, ratuj Litwę!”.

Tak zatem doszło do ślubu Jadwigi z Jagiełłą, który 3 dni przed poślubieniem polskiej królowej przyjął chrzest i przybrał imię Władysław. Historycy przekonują, że było to udane małżeństwo, przerwane nagle w 1399 r. śmiercią córeczki Elżbiety Bonifacji, a następnie królowej Jadwigi.

W kronikach i pamięci ludu Jadwiga była postrzegana jako osoba postawna (podobno była mocno zbudowana i mierzyła ok. 180 cm wzrostu), piękna, charakterna (obawiali się jej ponoć nawet dostojnicy krzyżaccy), ale nade wszystko niezwykle pobożna i troskliwa.

Chyba dość powszechnie znane jest opowiadanie o tym jak to w czasie prac przy budowie kościoła karmelitów w Krakowie odwiedzała robotników. Spotkała wtedy jednego bardzo zasmuconego jak się okazało z powodu poważnej choroby jego żony. Królowa postawiła stopę na kamieniu i oderwała złotą klamerkę z pantofla. Kazała ją sprzedać i za uzyskane pieniądze sprowadzić lekarza i zakupić leki dla chorej. Koniec końców kobieta wyzdrowiała, a bucik królowej miał się odbić w kamieniu. Inna wersja opowiadania mówi, że to na pamiątkę niezwykłej interwencji Jadwigi robotnicy wykuli w kamieniu odbicie jej stopy. Tak czy inaczej można ten kamień podziwiać do dziś w kościele karmelitów w Krakowie.

Wedle innej opowieści królowa miała też przyczynić się do wskrzeszenia małego chłopca, syna kotlarza, który wpadł do rzeki. Do dziś istnieje jej płaszcz, którym wtedy okryła martwe ciało dziecka.

Ktoś może zarzuci: co ty piszesz o jakichś tam średniowiecznych bajaniach? Okazuje się, że niezwykłe zdarzenia dzieją się także współcześnie. Otóż w połowie XX w. niejaka Anna Rostafińska-Romiszowska cierpiała na poważną chorobę ucha, która groziła utratą słuchu. Jedynym ratunkiem była operacja i późniejsze żmudne leczenie. Kobiecie polecono jednak modlitwę do św. Jadwigi i przykładanie do ucha z wiarą kawałka tkaniny, w które było zawinięte ciało królowej po śmierci. Co ciekawe, w czwartym dniu nowenny do świętej królowej Polski problem z uchem zniknął całkowicie. Badania wykazały, że choroba nagle zniknęła. To cudowne zdarzenie przyczyniło się do kanonizacji bł. Jadwigi w 1997 r., którego dokonał Jan Paweł II.

Wypadałoby jeszcze, jak na Historię nauczycielkę życia przystało, podsumować nasze dzisiejsze rozważania morałem :) Przypadek cudownie uzdrowionej Anny dowodzi, że niezwykłości działy się nie tylko gdzieś tam kiedyś w mrokach średniowiecza, ale mogą dziać się cały czas, jeśli tylko uwierzymy. Święte Kinga i Jadwiga uczą nas też, że piastowanie zacnych urzędów i aktywna działalność polityczna mogą być pięknie łączone z autentycznym działaniem na rzecz realnego, a nie tylko obiecywanego, dobra ludu. Polityka wiąże się też często z rezygnacją z własnego dobra, własnych planów i marzeń, na rzecz dobra wspólnego. Kinga i Jadwiga są też wspaniałymi przykładami tego, jak bardzo kobiece cechy takie jak m.in. czułość, troskliwość, serdeczność mogą być pięknie wykorzystane w polityce, a których to cech często brakuje mężczyznom. I jeszcze jedno: święci nie są jakimiś nieskazitelnymi robotami. Chociażby historia Jadwigi pokazuje jej zmagania z trudnym nieraz charakterem. Koniec końców wiara pozwalała jej pogłębiać swoją relację z Panem Bogiem i poddanymi, co zaprowadziło ją ostatecznie na ołtarze.



Wawel (fot. DzidekLasek; Pixabay.com)



Dziękuję za dzisiaj i do poczytania już za tydzień.