Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prehistoria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prehistoria. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 października 2022

#116 Historia nauczycielką życia | CH/12 Od kiedy człowiek to człowiek?

 

Czyli m.in. o tym, że człowiek jest człowiekiem niezależnie od wieku


Przeglądając internet natknąłem się na bardzo ciekawą informację: odkryto prawdopodobnie najstarszy w Europie pochówek dziewczynki w wieku niemowlęcym. Szacuje się, że jego wiek to ok. 10 tys. lat!

Ów pochówek zlokalizowano w jednej z włoskich jaskiń. Badacze sprawy oceniają, że skoro pochowano tam małego człowieka z zestawem różnych kosztownych przedmiotów, to był on, a konkretnie ta dziewczynka, była już kimś ważnym, była pełnoprawnym człowiekiem i członkiem społeczności ludzi w okresie tuż po epoce lodowcowej.

Wspomnianej dziewczynce nadano imię Neve. Jak wynika ze szczegółowych badań, dziewczynka żyła zaledwie 40-50 dni. Podobno znalezione w grobie ozdoby nosiły ślady zużycia, co sugeruje, że były one prezentem dla zmarłego niemowlęcia od członków grupy.

Podobny pochówek dwojga bardzo małych dzieci odkryto też w USA.

foto z Pixabay

Nie wiem jak do Was, ale do mnie ta historia o Neve bardzo przemówiła. Wydaje się bardzo istotna w dobie zastanawiania się nad tym od kiedy człowiek jest człowiekiem. My żyjemy już 10 tys. lat później niż Neve i jej krewni, a nadal mamy problem z oszacowaniem i uznaniem, że człowiek jest człowiekiem od momentu poczęcia i nigdy nim nie przestaje być, bo jego życie się zmienia, ale nigdy się nie kończy...

To niezwykłe, że już tak dawno temu ludzie pochowali z honorami właściwymi dla tamtych czasów tak małą istotę. To zaledwie 40-50-dniowe dzieciątko uznano za prawdziwego człowieka!

Może to tylko hipoteza, ale śmiem twierdzić, że prehistoryczni ludzie widząc kobietę w ciąży nie myśleli, że nosi w sobie coś, jakiś przedmiot, ale wyczuwali, że tam, w brzuchu mamy, rośnie nowy członek ich grupy. Mam jakieś takie przeczucie, że odkąd ludzie osiągnęli zadowalający poziom świadomości, szanowali życie nienarodzonych. To fakt, że w starożytności, np. w Rzymie i Grecji, znano już aborcję. Wydaje mi się, że im człowiek stawał się "inteligentniejszy", częściej sięgał po aborcję. A my współcześni, tak "mądrzy", łamiemy kolejne granice braku poszanowania dla dzieci nienarodzonych.

A może trzeba powrócić do korzeni i po prostu uznać, że zabijanie dziecka, choćby sekundę po poczęciu, to już morderstwo? Dla mnie odpowiedź jest jednoznaczna. A Wy, co myślicie?

Podzielcie się, proszę, opiniami w komentarzach. Dzięki.


poniedziałek, 28 lutego 2022

#108 Historia nauczycielką życia | CH/9 Narozrabiałeś, ale Ja czuwam

Czyli m.in. o tym, że gdy człowiek narozrabia, Bóg i tak czuwa



Drodzy, taka refleksja w związku z datą 22 lutego. 
 
 
Eugeniusz Kazimirowski, Obraz Jezusa Miłosiernego, 1934, fot. Wikimedia w domenie publicznej


Media donosiły, że wtorek 22 lutego br. rano to jest czas, kiedy "pokojowe siły" rosyjskie wkroczyły do separatystycznych republik na terenie Ukrainy - Donbas i Ługańsk. Wielu zadawało sobie pytanie: wojna? Tego wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, ale jedno było, jest i będzie pewne: NIC nie wymyka się Bożej Opatrzności.

Chciałbym przytoczyć kilka faktów i hipotez, które być może rzucą na temat cenne światło. 22 lutego 1931 r., a zatem dokładnie 91 lat temu Pan Jezus ukazał się św. s. Faustynie w Płocku i poprosił o namalowanie słynnego dziś wizerunku "Jezu, ufam Tobie". Cytat z Dzienniczka 48: "Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję także, już tu na ziemi, zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmierci. Ja sam bronić ją będę jako swej chwały". Przypadek?

91 lat to 7 okresów po 13 lat. Liczba 13 kojarzy się z Fatimą, gdzie było dużo mowy o tym, że jeśli ludzie będą praktykować nabożeństwo 5 pierwszych sobót miesiąca, świat zostanie uratowany. Była też prośba o zawierzenie Rosji Sercu Matki Bożej Niepokalanej. Z kolei liczba 7 symbolizuje pełnię. Fatima się wypełnia? Poza tym liczba 91 odnosi nas do psalmu o tym numerze, który w pandemii był często cytowany. Jest to psalm o Bożej opiece. Przypomnijmy też, że Putin urodził się 7 października 1952 r., a zatem w dniu Matki Bożej Różańcowej.

Nie chcę, żeby powyższe fakty były czymś w rodzaju sensacji, ale aby kierowały naszą uwagę na Pana, który tak czy inaczej jest Bogiem Miłosiernym, który nie chce naszej zguby i nieustannie się o nas troszczy. Tylko nie przestawajmy ufać. Ja jestem pierwszym, który potrzebuje nawrócenia.

I jeszcze coś: 22 lutego obchodziliśmy święto katedry św. Piotra. Wedle obietnicy Jezusa, Piotr jest opoką, której bramy piekielne nie przemogą. A jakby tego było mało, 22. dzień miesiąca jest szczególnie poświęcony św. Ricie - patronce od spraw trudnych i po ludzku beznadziejnych. Gdzie zatem nasz ratunek? Przede wszystkim w Bożym Miłosierdziu, w którym można się zanurzyć poprzez Różaniec św., trwanie w Kościele - opoce zbawienia - i uciekanie się do św. Rity oraz innych potężnych orędowników. 

Wiemy, że 24 lutego już otwarcie wybuchł konflikt na Ukrainie, ale Jezus zdaje się mówić do człowieka, do ludzkości: Narozrabiałeś, ale Ja czuwam.

Nie jest to zachęta do "rozrabiania", ale ufności, że Bóg jest najsilniejszy i nad WSZYSTKIM ma pieczę.

A co Ty o ty myślisz, o takich "przypadkowych" zbieżnościach?
 

Dziękuję za uwagę i do następnego poczytania.

Poprzedni wpis:

 
Poczytajcie też:


 

piątek, 20 listopada 2020

#93 Historia nauczycielką życia | A jaki my zostawimy ślad???


 Czyli m.in. o tym, jak być może matka z dzieckiem 10 tys. lat temu sobie szła

 
Około miesiąc temu natknąłem się w mediach na informację, która mnie nieco rozczuliła i mocno zainteresowała. Oto w Nowym Meksyku (USA), a konkretnie w wyschniętym dnie jeziora Otero, w Parku Narodowym White Sands, odkryto najdłuższy prehistoryczny ciąg ludzkich śladów odbitych w podłożu. Znaleziono ok. 400 takich skamieniałych tropów (ok. 1,5 km drogi). Były to ślady osoby dorosłej (najprawdopodobniej kobiety lub młodego mężczyzny) i od czasu do czasu pojawiające się dodatkowo ślady dziecka. Wyniki opisano szczegółowo w "Quaternary Science Reviews".
 
fot. MichaelGaida, pixabay.com
 
Badaczom udało się ustalić, że ta tajemnicza osoba sprzed ponad 10 tys. lat (niektórzy uważają, że nawet ok. 13 tys.) wędrowała na północ w deszczu, bo jej stopy ślizgały się w błocie. O ile w jedną stronę wędrowała z dzieckiem (ok. 2-, może 3-letnim), o tyle w drodze powrotnej przemierzała szlak już samotnie.

Co więcej, naukowcy odkryli dodatkowo ślady mamuta i leniwca olbrzymiego w pobliżu trasy, którą poruszał się prehistoryczny człowiek, a nawet na tej samej trasie (ślady ludzkie i zwierzęce przecinały się gdzieniegdzie). Żeby było jeszcze ciekawiej okazało się, że leniwiec stawał od czasu do czasu na dwóch łapach być może po to, aby węszyć za ludźmi.
 
 
Odkryte ślady stają się nietrwałe, więc naukowcy wykonali odbitki i modele 3D. Ich rozmieszczenie zdaniem badaczy sugeruje, że osoba idąca tędy najpewniej z dzieckiem spieszyła się (tempo chodu to jakieś 1,7 m na s). Jest wielce prawdopodobne, że od czasu do czasu podróżnik przeskakiwał przez jakąś przeszkodę, bo rozstaw tropów jest niezwykle duży. Podobno nacisk lewej stopy piechura idącego na północ był silniejszy niż prawej co by potwierdzało, że osoba niosła dziecko, być może po lewej stronie ciała. Ślady z podróży powrotnej nie wykazują już takiej prawidłowości.

To podobno jeszcze nie koniec badań w tym regionie USA.
 
Naukowcy zwracają także uwagę na fakt, że taka długa wyprawa była szczególnie niebezpieczna. Ludzie bardzo łatwo mogli paść łupem groźnych zwierząt. Poza tym fakt, że matka (lub chłopak) z dzieckiem szli szybko, nie zbaczając z wyznaczonej trasy, sugeruje istnienie pewnej organizacji społecznej, bo te osoby udawały się najprawdopodobniej w jasno sprecyzowane i ustalone z kimś miejsce. 
 

Powyższa historia jest jednym z nieprzeliczonych przykładów, w większości nieznanych, kiedy w historii odcisnął się (w tym przypadku dosłownie :) zapis jakiegoś konkretnego wydarzenia z odległej przeszłości. Dziś możemy już tylko gdybać dlaczego ta osoba szła w jedną stronę z dzieckiem, a potem już sama? Czy zostawiła komuś dziecko i wróciła? Jeśli tak, to komu? A może je znalazła? Niemożliwym jest, żebyśmy dziś coś takiego ustalili z zupełną pewnością, niemniej ten smaczek tajemnicy tym bardziej przydaje historii uroku.

Powyższa historia może być dla nas okazją do wyciągnięcia różnorakich nauk. Niedawno zaznaczyliśmy, że właśnie m.in. dzięki takim opowieściom historia jest ciekawa. Popatrzmy: mowa tu o wielu tysiącach lat, a my mamy jako żywo przed oczyma matkę z dzieckiem; dwoje ludzi i ich zakrytą przed nami historię w mrokach tak odległych dziejów... Poza tym zwłaszcza w obecnym czasie ta historia może być pochwałą na cześć dzielnej matki, która szła z dzieckiem mimo zagrożeń i przeciwności. Prawdopodobnie była bohaterką.

Mnie powyższa opowieść jakoś dziś tak szczególnie nastraja do troski o to, żebym ja, żebyśmy my jako ludzie XXI w. pozostawili coś po sobie, coś wartościowego. Z uwagi na olbrzymi rozwój technologii i współczesne bogactwo kulturowe jesteśmy w stanie zostawić po sobie zdecydowanie więcej niż ludzie paleolitu, neolitu i nawet późniejszych epok. Szczególnie w kontekście listopada i częstszych niż zwykle wizyt na cmentarzach powinniśmy częściej zadawać sobie pytanie: Co ja zostawię po sobie? Czy ludzie będą o mnie pamiętać? A jeśli tak, to z jakiej przyczyny? W związku z tym nie chodzi o to, że kiedy sobie to uświadomimy to musimy nerwicowo krzątać się i biegać, byle tylko jak najwięcej po sobie zostawić. Może przede wszystkim chodzi o to, żebyśmy po prostu byli wartościowymi ludźmi i realizowali swoje powołanie, które my wierzący uznajemy jako dar i zadanie od Boga? Tylko tyle i aż tyle... A zatem, jaki zostawimy po sobie ślad??? Oby nie tylko ślad węglowy...


A Ty, droga Czytelniczko, drogi Czytelniku, jak uważasz? Jakie jest Twoje spojrzenie na ten temat? Napisz w komentarzu, a jeśli Ci się spodobało, udostępnij. Dzięki.
 
Wszystkiego dobrego. Miejcie się najlepiej.



Poprzedni wpis:


Czytaj również (dotychczasowe wpisy z etykietą "prehistoria"):


  
Teksty na blogu z aktualnie największą liczbą odsłon (stan na 20.11.2020):


1. #3 Historia nauczycielką życia | Gdy szkiełko i oko wymiękają >>>
2. #34 Historia nauczycielką życia | „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono >>>
3. #46 Historia nauczycielką życia | "Nic ponad sandał, szewcze!" >>>

 

Bibliografia wpisu:

1. Niesamowite odkrycie. Ślady mają 13 tysięcy lat i opowiadają historię matki, o2.pl

2. Ślady z epoki lodowej opowiadają wyjątkową historię matki i dziecka, geekweek.com

3. Tajemnica śladów sprzed 10 000 lat rozwikłana. Dziś wiemy, kto tędy podróżował, focus.pl

4. Wyprawa kobiety z dzieckiem sprzed 10 000 lat została uwieczniona w odciskach stóp w Nowym Meksyku, spidersweb.pl   

sobota, 22 lutego 2020

#78 Historia nauczycielką życia | Ale giganci!

Czyli m.in. o tym czy giganci chodzili (chodzą...?) po naszej ziemi


Pamiętam, że jako dziecko słyszałem od babci i dziadka opowieści o ludziach niezwykle olbrzymich. Byli tak duzi, że jeden drugiemu podawał siekierę z jednego wzgórza na drugie. A owe wzgórza dzieli potężna odległość. Wtedy tego typu historie wydawały mi się interesujące i wiarygodne, choć nawet mimo mojej bujnej wyobraźni trudno mi w to było tak całkowicie uwierzyć.

Z drugiej jednak strony w Biblii czytamy o ludziach niezwykłego wzrostu, którzy żyli bardzo, bardzo dawno temu na obszarze Bliskiego Wschodu. Prawdopodobnie większość ludzi kładzie takie opowieści między bajki, ale czy na pewno mają rację?

fot. Efraimstochter, Pixabay.com

O gigantach czytamy już w początkowych rozdziałach Księgi Rodzaju (np. Rdz 6;1-2; 6,4-6; por. też Pwt 7,3-4; Ba 3,26-28). Niektórzy sugerują, że nie byli ludźmi, ale kimś w rodzaju upadłych aniołów, którzy zawędrowali na ziemię. Może byli uosobieniem mitycznych herosów. Inni dopatrują się w nich po prostu ludzi, tylko obdarzonych niespotykanym dziś wzrostem.

Giganci pojawiają się też w innych księgach biblijnych, np. Liczb (Lb 13,32) i Pierwszej Samuela (1 Sm 17); wszak słynny Goliat, z którym potykał się jeszcze sławniejszy Dawid >>>, również był olbrzymem.

Tak czy inaczej giganci wyginęli z ziemi. Być może lwia ich część odeszła z tego świata na skutek biblijnego potopu. W najnowszych czasach spotykało się wprawdzie ludzi znacznego wzrostu, ale najczęściej ich wzrost związany był z jakąś chorobliwą anomalią ciała. Tacy ludzie nierzadko mieli problemy z poruszaniem się i stosunkowo szybko umierali jak np. Robert Wadlow mierzący przed śmiercią w wieku 22 lat aż 272 cm. To oficjalnie najwyższy znany nam człowiek. Nie licząc rzecz jasna gigantów z pradawnych czasów, o których dziś rozprawiamy.
 
Robert Wadlow, fot. wikipedia w domenie publicznej

Jeśli kogoś nie przekonują biblijne opisy powinien zerknąć do internetu. Po wpisaniu choćby hasła "giganci" wujaszek Google przedstawia nam szereg zaskakujących fotografii, na których widać ogromne ludzkie szkielety, wydobywane z ziemi przez naukowców. Jeśli zagłębimy się w temat przekonamy się, że istnieje na ziemi kilka miejsc, gdzie odkryto tego typu znaleziska. Chyba jednym z najsłynniejszych jest odkrycie szczątków tzw. człowieka z Adeny. Na znalezisko natrafiono pod koniec XIX w. w posiadłości Adena w Chillicothe w Stanach Zjednoczonych. Okazało się, że ziemia skrywała tam szkielety należące do istot ludzkich o wzroście dochodzącym nawet do 3 m!

Są i tacy, którzy takie odkrycia i fotografie uznają za sztucznie spreparowane i niezgodne z rzeczywistością. Jednakże nie można ot tak tych zdarzeń wyrzucić do kosza historii. Zainteresowanych tematem zachęcam do odbycia podróży po internecie, także na strony w języku angielskim (można wpisać np. Adena skeleton). Zdaje się, że wiele z tych znalezisk jest całkiem dobrze udokumentowanych. A jeśli ktoś nadal wątpi warto wybrać się na miejsce i tam zbadać sprawę.


Gdy już całkiem złapiemy bakcyla na treści poświęcone gigantom zapewne warto sięgnąć po książkę Patricka Chouinarda pt. "Zaginiona rasa gigantów".

Nie będziemy tutaj zbytnio wikłać się w "gigantomachię" i roztrząsanie tematu w nieskończoność. Już na podstawie powyższych informacji jesteśmy w stanie z dużym prawdopodobieństwem przyznać, że coś jest na rzeczy. To jest w pewnym sensie nauka płynąca z naszego dzisiejszego spotkania z historią. Jeśli nawet coś na gruncie czysto zdroworozsądkowym wydaje ci się absolutnie niemożliwe i kompletnie niewiarygodne, pomyśl dwa, a najlepiej więcej razy, zanim coś od razu skreślić i odłożysz na półkę z bajkami.

Trzeba podkreślić jeszcze przynajmniej jedną sprawę powiązaną z powyższą. Jeśli nawet wiele spraw ukazanych w Biblii jawi się jako irracjonalne może się okazać, że pomimo może dużej dozy nieprawdopodobieństwa zawierają w sobie sporo prawdy i niejednym mogą nas zaskoczyć. Na moim drugim blogu stworzyłem specjalną serię zatytułowaną Mitołamacz, gdzie staram się przekonywać m.in., że oficjalne nauczanie Kościoła wcale nie zakłada dosłownego czytania Biblii. Otóż wiele obrazów w niej zawartych z założenia nie jest kronikarskim zapisem dziejów czy mapą geograficzną, ale są to zwyczajnie symbole. W historii liczą się przede wszystkim fakty, w Biblii wiara i sprawy duchowe. To ważne rozróżnienie. Jeśli zatem giganci nigdy nie istnieli, to ich obecność w Biblii wcale nie pomniejsza jej znaczenia. Proste, prawda?

Na koniec powiedzmy sobie, że opowieści o gigantach są też może wyrazem jakiejś ukrytej dążności, pragnienia człowieka do bycia kimś znaczącym, wielkim, silnym, niepokonanym. Z drugiej strony wielkość nierzadko budzi grozę, więc opowieści o gigantach mogły być dobrymi straszakami na dzieci. Raz po raz przekonujemy się, że tak naprawdę to nie w wielkości ciała, a we wnętrzu człowieka ukryta jest prawdziwa siła. W związku z tym walka Dawida z Goliatem jest niejako symbolem zwycięstwa tego co niepozorne nad siłą i potęgą widzianą czysto po ludzku. Tego między innymi uczy nas nasza nauczycielka - Pani Historia.

Zapraszam Was oczywiście do dyskusji i wypowiadania się w tym temacie. Podajcie też dalej. Co o tym myślicie?

Zachęcam do lektury innych tekstów, a na przykład poprzedniego o głosach z zaświatów >>>

Jeśli podoba ci się tematyka prehistoryczna może zainteresuje cię również to >>>
 

Bibliografia wpisu:

1. Czy giganci faktycznie istnieli? >>>
;
2. GIGANCI – CZY BIBLIJNI NEFILIMOWIE ISTNIELI NAPRAWDĘ? >>>;
3. Kim byli ludzie z Adeny? Jak odnaleziono kości gigantów >>>

sobota, 8 lutego 2020

#77 Historia nauczycielką życia | Głosy z zaświatów

Czyli m.in. o tym, że mumia może przemówić


W styczniu br. świat nauki obiegła wiadomość, że naukowcom z Wielkiej Brytanii udało się odtworzyć głos kapłana egipskiego o imieniu Nesyamun, który żył ok. 3 tys. lat temu za panowania Ramzesa XI (1103-1070) - ostatniego władcy XX dynastii. To coś zupełnie niecodziennego. Możliwość usłyszenia czyjegoś głosu sprzed tylu tysiącleci to prawdziwa gratka dla fanów historii i nie tylko.

Mumia Nesyamuna znajduje się na co dzień w muzeum w Leeds. To szczątki doczesne kapłana z Teb (dzisiejszy Luksor), który zmarł w wieku ok. 50 lat. Spekuluje się, że mógł zostać uduszony lub zmarł na skutek reakcji alergicznej po ukąszeniu owada; wówczas miał ucierpieć jego język.

fot. OpenClipart-Vectors, Pixabay.com
Ktoś może ciągle pozostaje nieprzekonany: jak ktoś nieżyjący od tak dawna może nagle przemówić. Już spieszę z wyjaśnieniem. Brytyjscy naukowcy rzecz jasna w żaden sposób nie próbowali wskrzesić umarłego kapłana, ale z pomocą najnowszych technologii najpierw zrekonstruowali aparat mowy Nesyamuna, a następnie odtworzyli dźwięki wydawane przez niego. Nie będziemy tutaj wnikać w szczegóły wykorzystanych technologii; wspomnijmy tylko, że cały projekt został zainicjowany już w 2013 r. Wyniki prac prowadzonych przez tęgie umysły z różnorodnych dziedzin znalazły się w magazynie "Scientific Reports".

Upływ 3 tys. lat zrobił swoje, ale mimo braków i usterek w aparacie mowy mumii naukowcom udało się jak wiemy przeprowadzić ciekawe i owocne prace badawcze. Posłuchajcie jak brzmi. Jako kapłan, Nesyamun musiał mieć donośny głos. Ciekawe uczucie, gdy sobie człowiek pomyśli, że słyszy gościa sprzed wieków, no nie?



W internecie dostępne jest zatem króciutkie nagranie jednego dźwięku. Może nas dziwić, że głos cenionego i wysoko postawionego tebańskiego kapłana przypomina jakiś jęk albo beczenie owcy. Naukowcy zapewniają, że nie jest to jeszcze efekt końcowy prac, ale pewien krok milowy, na bazie którego będzie można pokusić się o rekonstrukcję słów, a nawet całych zdań. Czekamy zatem cierpliwie. Dodajmy jeszcze, że naukowcy zamierzają wykorzystać swoją interesującą metodę, aby oddać głos wielu innym zacnym osobistościom sprzed lat, które znów po wiekach, a nawet tysiącleciach mogłyby przemówić.

Przy okazji tworzenia tego tekstu dowiedziałem się, że istnieje również nagranie głosu jegomościa o imieniu Otzi. Chodzi o mumię człowieka sprzed tysięcy lat, tzw. "człowieka lodu". Znaleziono ją w Alpach blisko już 30 lat temu. Dzięki dobrze zachowanym szczątkom udało się odpowiedzieć na wiele ważnych pytań na temat ludzi sprzed wieków. Niestety nie do końca udało się ustalić jak w rzeczywistości funkcjonował aparat mowy Otziego. Mimo to bazując na przesłankach i podpierając się intuicją naukowcy opracowali nagranie zestawu samogłosek wypowiadanych w taki sposób, w jaki prawdopodobnie wypowiadał je Otzi za życia. Ciekawe, prawda?



To tyle prehistorii i historii starożytnej na dziś. Pozostało jeszcze bodaj najważniejsze - nauka, wnioski jakie płyną z tego naszego dzisiejszego spotkania z Historią Nauczycielką Życia.

Na trumnie Nesyamuna znajdował się podobno zapis głoszący, że kapłan chciał być słyszany również po śmierci. To nie była jakaś zachcianka, ale pragnienie wynikające z wierzeń. Kapłan nie mógł przypuszczać, że po 3 tys. lat ktoś poniekąd umożliwi mu realizację marzenia. Tak sobie myślę, że wielu rzeczy, spraw dzisiaj nie wiemy. Co by było, gdyby to ktoś z nas był na miejscu Nesyamuna? A nikt nie gwarantuje, jak potoczą się losy naszych ciał. No, chyba że wcześniej nastąpi koniec świata.

Niejaki ks. Pawlukiewicz świetnie zauważył, że ludzie, których w Pompejach zalał Wezuwiusz nawet w najskrytszych snach nie mogli przypuszczać, że po upływie wieków ich ciała będą oglądane przez turystów; i to nieraz ciała w pozycjach nader intymnych.

A gdyby tak teraz nagle nastąpił koniec świata albo po prostu jakaś katastrofa, to co byłoby z nami? Co byśmy po sobie zostawili? Coś wartościowego, czy kompletne badziewie? Nie chodzi tu oczywiście tylko o rzeczy materialne, ale przede wszystkim spuściznę, dokonania, bogactwo kulturowe, itp.

Te zamieszczone wyżej historie opowiadają o realizacji marzeń, o możliwości "wypowiadania" się nawet po upływie tysiącleci, o przekraczaniu barier dzięki technologii, ale właśnie nade wszystko to historie o tym, żeby jak najlepiej wykorzystywać dany nam czas i pamiętać, że czy tego chcemy, czy nie, historia jest splotem tego co było, jest i będzie.

A co ja po sobie zostawię?

Wpis o rzekomo polskich korzeniach Krzysztofa Kolumba >>>





Bibliografia wpisu:

1. Mumia przemówiła zza grobu. Posłuchaj >>>
;
2. Odtworzono głos egipskiego kapłana sprzed 3 tys. lat >>>;
3. Przemówił! Posłuchaj głosu martwego od 5 tys. lat człowieka lodu! >>>

środa, 17 października 2018

#54 Historia nauczycielką życia | To one tam żyły?

Czyli m.in. coś o nosorożcach i hipopotamach

Tak się składa, że na Historii nauczycielce życia jeszcze nie pojawił się ani jeden tekst bezpośrednio dotykający prehistorii - czas to zmienić. Do czasów starożytnych sięgałem choćby tutaj i tutaj, ale do prehistorii jeszcze nie nawiązywałem.


Swego czasu natknąłem się na informację o odkryciu przez archeologów prastarych petroglifów (wyrytych w skale rysunków) w skalistym regionie indyjskich miast - Ratnagiri i Rajapur (stan Macharasztra). W takiej sytuacji można zachować się przynajmniej na dwa sposoby: nie przejąć się tym ani trochę; coś w stylu: a co tam, nie mam ochoty rozpływać się nad bazgrołami z niepamiętnych czasów; jest tego sporo na świecie. Inna postawa z kolei polega na czymś w rodzaju: a nuż to będzie coś wyjątkowego... I właśnie tekst, który czytasz, jest wynikiem tego drugiego podejścia do sprawy :)




fot. grafikacesky (Pixabay.com)



Okazuje się, że indyjskie petroglify z jednej strony były czymś odkrywczym, z drugiej nie bardzo. Chodzi o to, że miejscowa ludność wiedziała o ich istnieniu, a niektórzy nawet oddawali cześć tajemniczym rysunkom. Oczywiście dla kogoś spoza lokalnej społeczności takie odkrycie to coś absolutnie niezwykłego.

Co przedstawiają te petroglify? Sa tam wyobrażenia ludzi, zwierząt i figur geometrycznych. Ktoś powie - prehistoryczny standard. Może i tak, ale badaczy szczególnie zaskoczył fakt, że wśród obecnych tam "bazgrołów" znajdowały się hipopotamy i nosorożce. Kto choć trochę orientuje się w tego typu sprawach wie, że hipopotam to zwierzę afrykańskie, a tzw. nosorożec pancerny jest spotykany w Indiach, ale raczej nie na tych terenach, gdzie odkryto petroglify. Może kiedyś mieszkał sobie też na innych terenach Półwyspu Indyjskiego.

Jeśli chodzi o hipopotamy oczywiście niewykluczone, że te istoty podobne do Muminków, wyglądające niewinnie, ale mogące być bardzo niebezpieczne dla ludzi, również zamieszkiwały niegdyś Azję, choć dzisiaj kojarzą się nam z Afryką.

Wedle innej hipotezy pradawni mieszkańcy Indii przywędrowali z Afryki i mieli jeszcze świeżo w pamięci poprzednie siedziby i ryli je sobie odbywając w wyobraźni podróż sentymentalną do dawnej ojczyzny. Może teraz nieco zmyślam z tą podróżą sentymentalną, ale całkiem pokaźne ziarnko prawdy może tkwić w tej migracji przodków Hindusów.


Niektóre z hinduskich rycin (odnaleziono ich ok. 400 w 52 miejscowościach) pokryte były błotem i glebą, inne wyzierały na zewnątrz przyciągając m.in., jak wspomnieliśmy, wyznawców kultów pradawnych. Wiek tych trzeba przyznać ogólnie bardzo dobrze zachowanych petroglifów oszacowano na ok. 12 tys. lat. Ładnie, prawda? A zatem są to jedne z najstarszych tego typu obiektów na świecie. 

Niektórzy naukowcy spekulują, że petroglify wyszły spod rąk jakiejś nieznanej lub zapomnianej współcześnie cywilizacji, która być może trudniła się zbieractwem i łowiectwem. Ich dzieła nie posiadają żadnych odniesień właściwych kulturze rolniczej.

Trzeba wierzyć, że dalsze badania przyniosą jakieś nowe ustalenia. Na ten cel rządzący w Indiach przekazali 240 mln rupii, czyli ok. 12 tys. zł.

Podsumowując, owe indyjskie reliefy są wyjątkowe ze względu na obecność podobizn zwierząt, które współcześnie mało albo w ogóle nie kojarzą się z Indiami. Mało tego - ze względu na unikalny charakter petroglifów i brak podobieństw do innych odkryć tego typu naukowcy spekulują, że maczali w tym palce przedstawiciele ludu nam nieznanego lub zapomnianego.

I znowu przyszedł czas na wyłuskanie jakiejś nauki z naszego dzisiejszego spotkania z historią. Myślę sobie, że odkrycie, nad którym się rozwodziliśmy, jest kolejnym dowodem na piękno historii. Czym ono między innymi się objawia? A no tym, że my sobie możemy mieć jakieś tam ustalenia, a życie często weryfikuje to co wiemy. Historia to nie matematyka i w niej nie zawsze 2+2=4. I to jest właśnie pociągające. Ileż jest jeszcze spraw nieodkrytych i takich, o których tu na ziemi pewnie wszystkiego nigdy się nie dowiemy. Musimy zawsze być otwarci na nowe i zaskakujące odkrycia, które mogą przekreślić wiele z tych rzeczy, o których mniemamy, że bardzo dobrze je znamy.

Wiem, że dla wielu może to być nie do przyjęcia, ale ja jestem głęboko przekonany, że kiedyś, w życiu przyszłym, wszystkiego się dowiemy i cała historia wyświetli się przed nami jak w kinie. Warto żyć mając i to na uwadze.