Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 100plus Cudowna historia Polski_seria specjalna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 100plus Cudowna historia Polski_seria specjalna. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 lutego 2019

#60 Historia nauczycielką życia | 100+ChP/6 Znaki na niebie i szczególny młodzieniec

Czyli m.in. o tym, że warto patrzeć w niebo


Niezmiernie się cieszę, że po około półrocznej przerwie wraca seria specjalna 100+ Cudowna historia Polski, pisana z okazji 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Planowałem ją tworzyć częściej, ale różne czynniki złożyły się na fakt, że jest trochę inaczej. Niemniej wznawiamy serię i myślę, że to jest najważniejsze!

Jak pamiętacie albo już raczej nie, bazuje ona na bardzo interesującej książce "Cuda w historii Polski" Aleksandry Polewskiej i audiobookach na kanale Ku Bogu. Zachęcam do zapoznania się z poprzednimi pięcioma wpisami, jak na przykład tym o dwóch cudownych kobietach. A teraz jedziemy z kolejnym tekstem :)


Księżyc nad Grunwaldem

Jan Matejko, właściwie już kończąc swoje dzieło - słynną Bitwę pod Grunwaldem, wyruszył podobno na pola grunwaldzkie, aby jeszcze nanieść jakieś poprawki czy detale na swoim płótnie. Przybył tam przedarłszy się przez dwie granice zaborów (rozdzielające tereny należące do trzech mocarstw) i być może prócz obowiązków zawodowych chciał też nasiąknąć duchem tego miejsca, które choć znów było pod wrogą okupacją, to jednak unosił się nad nim duch wielkiej wiktorii i wolności.


Jan Matejko, Bitwa pod Grunwaldem, fot. wikimedia (domena publiczna)


Malarz tworząc swoje arcydzieło bardzo często sięgał do wielkiej kroniki Jana Długosza, który szczegółowo opisał także wydarzenia z pamiętnego 15 lipca 1410 r. Kronikarz urodził się wprawdzie pięć lat później, ale w bitwie brał udział jego ojciec, również Jan. Jan Długosz junior miał jeszcze 11 braci, z których co ciekawe jeszcze dwóch innych nosiło imię Jan. Jego stryj Bartłomiej był proboszczem w Kłobucku i prawdopodobnie też kapelanem króla Władysława Jagiełły; odprawiał Mszę św. przed bitwą w namiocie monarchy. Kronikarz przez lata współpracował ze Zbigniewem Oleśnickim, pierwszym kardynałem narodowości polskiej i doradcą Jagiełły oraz jego syna Władysława zwanego Warneńczykiem. To ów Zbigniew miał osłonić króla 15 lipca 1410 r. własnym ciałem, jako wówczas 21-letni członek straży przybocznej króla. Dodajmy, że nie będąc jeszcze wówczas rycerzem, nie został nim nigdy, mimo tak spektakularnego czynu, jakim było zabicie krzyżackiego napastnika, który zagrażał życiu monarchy. Uważano jednak, że Zbigniew postąpił wbrew kodeksowi rycerskiemu, bo nie pokonał w walce, lecz zamordował Krzyżaka. Jednak ta sprawa wyszła Oleśnickiemu na dobre, bo został duchownym i awansując w hierarchii stał się zaufanym doradcą pierwszych Jagiellonów.

Wróćmy teraz do obrazu Matejki. Nad Witoldem i Ulrichem von Jungingenem możemy dostrzec postać klęczącą na chmurze i wznoszącą modły do nieba. Był to św. Stanisław ze Szczepanowa, o którym już kiedyś sobie w tej serii mówiliśmy. Jak się okazuje, nie jest to jakiś pobożny wymysł Matejki, ale odzwierciedlenie zapisu z kroniki Długoszowej, w której zostało opisane zdarzenie, które ponoć miało się pod Grunwaldem zdarzyć.

W noc poprzedzającą wielką bitwę polscy rycerze udali się wcześnie do namiotów, aby wypocząć przed kolejnym dniem, który miał być decydujący. Długosz pisał, że spali dobrze; natomiast w obozie krzyżackim gwałtowny wiatr rozwalał namioty i zakonnicy musieli spędzić wiele czasu krzątając się po obozie, bez chwili wytchnienia.

Dodatkowo Długosz zanotował, że na księżycu w pełni pojawiły się nadzwyczajne zjawiska. Podobno widziano postać królewską zmagającą się z mnichem, który został przez monarchę pokonany i strącony z księżyca. To widzenie potwierdził też kapelan Jagiełły, ks. Bartłomiej (zwany Bartoszem). Z kolei nazajutrz Krzyżacy mieli podobno widzieć nad wojskiem polskim postać biskupa unoszącą się na chmurze.


Co każdy królewicz wiedzieć powinien?

Teraz czas na drugą historię, którą chciałbym Wam dzisiaj pokrótce opowiedzieć. W 1602 r. ekshumowano doczesne szczątki Kazimierza królewicza, wnuka Władysława Jagiełły. Postanowiono to uczynić w związku z kanonizacją tego syna Kazimierza Jagiellończyka. Pomimo znacznej wilgoci panującej w grobowcu znajdującym się w wileńskiej katedrze, ciało młodzieńca znaleziono nienaruszone. Przy głowie zmarłego leżał pergamin ze słowami jego ulubionej pieśni: "Omni die dic Mariae" (Każdego dnia sław Maryję). Dodajmy, że Kazimierz królewicz jest jednym z czterech polskich świętych, których ciała nie uległy rozkładowi po śmierci (pozostali to Stanisław Kostka, Jozafat Kuncewicz i Andrzej Bobola). Jest też pierwszym świętym członkiem rodu królewskiego w Polsce płci męskiej.

Kazimierz zmarł w opinii świętości w Wilnie na gruźlicę 4 marca 1484 r. Jego brat, król Polski Zygmunt Stary rozpoczął starania o kanonizację w 1518 r. Papież wydał stosowną bullę, ale przewożący ją z Rzymu biskup Erazm Ciołek zmarł w czasie epidemii i dokument bezpowrotnie zaginął. Dopiero w 1602 r. udało się wznowić działania kanonizacyjne, już tym razem skutecznie zakończone.


Św. Kazimierz Królewicz, wizerunek w bazylice św. Piusa X w Lourdes


W późniejszych latach pojawiły się niczym niepoparte twierdzenia, jakoby kanonizacja Kazimierza było tylko narzędziem w ręku możnych litewskich, którzy chcieli podnieść znaczenie ojczyzny poprzez posiadanie pierwszego świętego. Niektórzy spekulowali nawet, że królewicz po nieudanej próbie objęcia tronu węgierskiego jako 13-letni młodzieniec miał przejść załamanie nerwowe i uciec od polityki w dewocję. Tymczasem twarde dowody historyczne przeczą takiej hipotezie. Nauczyciele Kazimierza, m.in. Jan Długosz i Kallimach dowodzili, że królewicz nie tylko nie załamał się pod wpływem tamtych wydarzeń, ale nadto niczym ktoś dorosły zrozumiał jak często polityka jest tylko czymś, co rodzi nietrwale owoce i jest przyczyną wielu krzywd. Dorastając był prawą ręką ojca w działaniach politycznych, ale wiedział, że są sprawy od polityki znacznie ważniejsze.



Na jednym z obrazów Leona Wyczółkowskiego możemy dostrzec królewicza Kazimierza, który drzemie przy drzwiach katedry; przy nim jest nauczyciel Jan Długosz. Postawa młodzieńca dowodzi, że jeszcze niedawno się modlił. Kronikarz opisał wiele sytuacji, gdy syn Kazimierza Jagiellończyka wymykał się pod osłoną nocy, żeby oddać się modlitwie. Słynął też z częstych umartwień i postów oraz licznych czynów miłosierdzia. Jan Długosz wielokrotnie podkreślał również wielką mądrość jaką cechował się młody następca tronu.

Dodajmy jeszcze, że po zakończeniu procesu kanonizacyjnego ciało Kazimierza ulegało stopniowemu rozkładowi. Podobnie było później z ciałem św. Stanisława Kostki.

Zgodnie z naszą już 60-odcinkową tradycją przyszła pora, żeby wysnuć z naszego dzisiejszego spotkania jakowąś naukę tudzież nauki. Były i są na świecie rzeczy oraz sprawy, które tak patrząc czysto logicznie wydają się dość dziwaczne albo nieżyciowe, np. jakiś od wieków już nieżyjący biskup ukazujący się na chmurze, młody królewicz, który zamiast zażywać przyjemności dworskich wymyka się nocami na modlitwę, itp. Może nawet koś ma ochotę skwitować coś takiego ironicznym uśmiechem (albo już to zrobił). Niemniej historia dowodzi, co też przewija się w różnych wpisach na tym blogu, że to wcale tak do końca nie jest zerojedynkowo. Dobrym przykładem jest też tekst o ampułce z krwią, która nie może doczekać się zmartwychwstania. Oczywiście musimy analizować historię na drodze rozumowej, to jasne; z drugiej jednak strony to nie wystarczy! Warto czasami nie podążać głównym nurtem, warto iść nieco inną drogą, która nie to, że nie jest tylko i wyłącznie duchowa, ale na dodatek da się ją naukowo, z dużym prawdopodobieństwem objaśnić i można ją uznać za prawdziwą.

Czy nie uznasz takiej drogi?


Bibliografia wpisu:

1. Cuda w historii Polski cz. 10 (Księżyc nad Grunwaldem);
2. Cuda w historii Polski cz. 11 (Co każdy królewicz wiedzieć powinien?)

środa, 20 czerwca 2018

#43 Historia nauczycielką życia | 100+ChP/5 Cudowne kobiety

Czyli o dwóch niezwykłych kobietach, które trwale wpisały się w historię Polski


Właśnie powraca seria okolicznościowa z okazji 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Zapraszam też do lektury poprzedniego wpisu i starszych


Św. Kinga (fot. domena publiczna)



Żyła w XIII w. Mając 13 lat poślubiła 21-letniego polskiego księcia Bolesława zwanego później Wstydliwym. Jako córka króla Węgier Beli IV odnowiła relacje polsko-węgierskie. Mowa o księżnej Kindze, żonie, a później założycielce klasztoru sióstr klarysek w Starym Sączu, od 1999 r. świętej Kościoła rzymskokatolickiego.

Udając się do Polski zapragnęła dostać od ojca w posagu kopalnię soli i specjalistów, którzy mogliby nauczyć Polaków jak wydobywać sól. Wrzuciła swój pierścionek zaręczynowy do szybu w Marmarosz Sziget. Co ciekawe, już po jej przybyciu do mocno rozdrobnionej na dzielnice Polski, gdy rozpoczęto prace mające na celu odkrycie złóż soli, w pierwszej solnej bryłce znaleziono ten sam pierścień, który ongiś wrzuciła do kopalni na Węgrzech. Dodajmy, że miejsce to zostało cudownie wskazane przez nadprzyrodzone zjawiska, które tam się uprzednio rozgrywały. To dzięki Kindze (zwanej też Kunegundą) polskie górnictwo solne, szczególnie w Bochni i Wieliczce, rosło na znaczeniu.

Pozytywny wpływ księżnej na wielopoziomowy rozwój jej księstwa był znaczny. Warto nadmienić, że olbrzymią sumę posagu w wysokości 40 tys. grzywien w umiejętny sposób zainwestowała, nie będąc przy tym skąpą dla ubogich i potrzebujących. Do najważniejszych dzieł Kingi prócz rozwoju wydobycia soli należą też m.in. skuteczne ubieganie się o kanonizację biskupa Stanisława ze Szczepanowa, lokacja Krakowa w czasach jej współrządów z mężem oraz wspomniane uprzednio założenie klasztoru w Starym Sączu.

Przeżyła też wiele trudnych chwil jak choćby wtedy, gdy Polskę najeżdżali Mongołowie, czyli Tatarzy. Istnieje legenda, wedle której Kinga uciekała pewnego razu z mniszkami przed Tatarami. Spotkały chłopa wysiewającego ziarno. Ten chciał im pomóc kłamstwem, aby zmylić pościg, ale Kinga prosiła, żeby powiedział prawdę. Tak też zrobił, ale ku jego zaskoczeniu zrezygnowani najeźdźcy odjechali. Dopiero wtedy chłop zorientował się, że znajdował się wśród dorodnych łanów zbóż, które w cudowny sposób wyrosło tak szybko. Tym samym kmieć nie okłamał Tatarów, powiedział prawdę – widział uciekające mniszki w trakcie wysiewania zboża. Pan Bóg wynagrodził jego prawdomówność.

Inna legenda podaje, że pewnego razu mniszki pod przewodnictwem św. Kingi znów uciekały przed Tatarami. Księżna rzuciła za siebie różaniec i wyrosły z niego góry, ale napastnicy sforsowali tę przeszkodę. Potem rzuciła grzebień i z niego wyrósł las; ta przeszkoda też okazała się niewystarczająca. Wreszcie cisnęła wstążkę, a ona zamieniła się w rzekę Dunajec. Tej przeszkody Mongołowie nie byli już w stanie pokonać.


Jest przynajmniej jeszcze jedna legenda o św. Kindze i Tatarach w tle. Otóż zdarzyło się jeszcze, że Kinga ukrywała się z innymi klaryskami na zamku w Pieninach. Modliły się o pomoc z Wysoka, choć po ludzku ich sytuacja wydawała się beznadziejna. Wówczas wokół zamku pojawiła się bardzo gęsta mgła. Zdezorganizowała zastępy tatarskie do tego stopnia, że wielu z nich poginęło spadając wraz z końmi w doliny i przepaście; nic nie widzieli. Kinga i jej towarzyszki były uratowane.

Św. Kinga i książę Bolesław żyli w czystości. Nie mieli potomstwa. Po śmierci męża Kinga służyła radą nowemu księciu na krakowskim tronie – Leszkowi Czarnemu. Zdarzyło się nawet, że władca chciał ją pozbawić ziem posiadanych po mężu, np. Sądecczyzny, ale koniec końców zachowała je dla siebie i działała na rzecz ich rozwoju.


Na trzy lata przed śmiercią wstąpiła do wcześniej założonego przez siebie klasztoru klarysek.


Jej życie, bardzo Ewangeliczne, było jednak przesiąknięte rozumną troską o sprawy przyziemne i poddanych. Można by ją nazwać solą polskiej ziemi, a zarazem kimś, kto rozwijał talenty, jakie otrzymała, choćby w postaci polskich ziem, o których dobro bardzo się starała.



Jej kult szybko się rozwijał. Do grobu Kingi przybywali nie tylko prości ludzie, ale i królowie. Działy się też liczne cuda. Doznał ich też m.in. niejaki kard. Bernard Maciejowski (przełom XVI i XVII w.). Kinga została błogosławioną w 1690 r., a potem, jak już wiemy, w 1999 r. świętą, czego dokonał papież Jan Paweł II.



Tak się składa, że przyjrzymy się dzisiaj jeszcze innej cudownej kobiecie, również pochodzącej z Węgier, nie księżnej jak Kinga, ale królowej Polski. Chodzi o św. Jadwigę.




Jadwiga z wizerunków królów polskich autorstwa Aleksandra Lessera z XIX w. 




Najczęściej kojarzymy tę władczynię z królem Władysławem Jagiełłą, bo to jego pierwszą żoną ona właśnie była. Nim jednak doszło do ich ślubu 18 lutego 1386 r. Jadwiga miała poślubić księcia austriackiego Wilhelma Habsburga. Wydaje się, że para żywiła do siebie wielkie uczucie. Gdy królowa miała 11 lat, narzeczony przybył do Polski. Pomieszkiwał u niejakiego Gniewosza z Dalewa. Odwiedzał Jadwigę na Wawelu.


Polscy możni mieli jednak inne plany dla młodej królowej. Chcieli, aby wyszła za mąż za Litwina Jagiełłę. Było to korzystniejsze dla Polski wobec rosnącego zagrożenia ze strony Krzyżaków. Władczyni delikatnie mówiąc nie była zadowolona z takiej propozycji, uważając późniejszego króla Polski za dzikusa, o wiele od niej starszego i w dodatku poganina, co kontrastowało z szarmanckim Wilhelmem.

Pewnego razu doszło nawet do zdarzenia jak z jakiegoś filmu romantycznego. 15-letni wówczas Wilhelm postanowił siłą wtargnąć do komnaty narzeczonej, aby skonsumować małżeństwo, co pokrzyżowałoby plany możnych. Uniemożliwiono mu jednak dostanie się do środka. Jadwiga, dziewczynka impulsywna i z temperamentem, rzuciła się podobno w pogoń za odegnanym młodzieńcem, ale zamknięto już bramy Wawelu. Królowa dalej nie chciała dać za wygraną i usiłowała siekierą zrobić sobie przejście. Niejaki Dymitr z Goraja przekonywał jednak królową, że dla Polski i Litwy najkorzystniejsze będzie jej małżeństwo z Jagiełłą.

Dziewczynka zalana łzami powoli jednak zaczęła rozumieć powagę sytuacji. Miała podobno po tym zdarzeniu udać się do wawelskiej kaplicy, gdzie oddała się modlitwie błagalnej pytając Ukrzyżowanego, co powinna uczynić. Wtedy zdarzyło się coś niezwykłego. Oto usłyszała głos dobiegający z krzyża: „Jadwigo, ratuj Litwę!”.

Tak zatem doszło do ślubu Jadwigi z Jagiełłą, który 3 dni przed poślubieniem polskiej królowej przyjął chrzest i przybrał imię Władysław. Historycy przekonują, że było to udane małżeństwo, przerwane nagle w 1399 r. śmiercią córeczki Elżbiety Bonifacji, a następnie królowej Jadwigi.

W kronikach i pamięci ludu Jadwiga była postrzegana jako osoba postawna (podobno była mocno zbudowana i mierzyła ok. 180 cm wzrostu), piękna, charakterna (obawiali się jej ponoć nawet dostojnicy krzyżaccy), ale nade wszystko niezwykle pobożna i troskliwa.

Chyba dość powszechnie znane jest opowiadanie o tym jak to w czasie prac przy budowie kościoła karmelitów w Krakowie odwiedzała robotników. Spotkała wtedy jednego bardzo zasmuconego jak się okazało z powodu poważnej choroby jego żony. Królowa postawiła stopę na kamieniu i oderwała złotą klamerkę z pantofla. Kazała ją sprzedać i za uzyskane pieniądze sprowadzić lekarza i zakupić leki dla chorej. Koniec końców kobieta wyzdrowiała, a bucik królowej miał się odbić w kamieniu. Inna wersja opowiadania mówi, że to na pamiątkę niezwykłej interwencji Jadwigi robotnicy wykuli w kamieniu odbicie jej stopy. Tak czy inaczej można ten kamień podziwiać do dziś w kościele karmelitów w Krakowie.

Wedle innej opowieści królowa miała też przyczynić się do wskrzeszenia małego chłopca, syna kotlarza, który wpadł do rzeki. Do dziś istnieje jej płaszcz, którym wtedy okryła martwe ciało dziecka.

Ktoś może zarzuci: co ty piszesz o jakichś tam średniowiecznych bajaniach? Okazuje się, że niezwykłe zdarzenia dzieją się także współcześnie. Otóż w połowie XX w. niejaka Anna Rostafińska-Romiszowska cierpiała na poważną chorobę ucha, która groziła utratą słuchu. Jedynym ratunkiem była operacja i późniejsze żmudne leczenie. Kobiecie polecono jednak modlitwę do św. Jadwigi i przykładanie do ucha z wiarą kawałka tkaniny, w które było zawinięte ciało królowej po śmierci. Co ciekawe, w czwartym dniu nowenny do świętej królowej Polski problem z uchem zniknął całkowicie. Badania wykazały, że choroba nagle zniknęła. To cudowne zdarzenie przyczyniło się do kanonizacji bł. Jadwigi w 1997 r., którego dokonał Jan Paweł II.

Wypadałoby jeszcze, jak na Historię nauczycielkę życia przystało, podsumować nasze dzisiejsze rozważania morałem :) Przypadek cudownie uzdrowionej Anny dowodzi, że niezwykłości działy się nie tylko gdzieś tam kiedyś w mrokach średniowiecza, ale mogą dziać się cały czas, jeśli tylko uwierzymy. Święte Kinga i Jadwiga uczą nas też, że piastowanie zacnych urzędów i aktywna działalność polityczna mogą być pięknie łączone z autentycznym działaniem na rzecz realnego, a nie tylko obiecywanego, dobra ludu. Polityka wiąże się też często z rezygnacją z własnego dobra, własnych planów i marzeń, na rzecz dobra wspólnego. Kinga i Jadwiga są też wspaniałymi przykładami tego, jak bardzo kobiece cechy takie jak m.in. czułość, troskliwość, serdeczność mogą być pięknie wykorzystane w polityce, a których to cech często brakuje mężczyznom. I jeszcze jedno: święci nie są jakimiś nieskazitelnymi robotami. Chociażby historia Jadwigi pokazuje jej zmagania z trudnym nieraz charakterem. Koniec końców wiara pozwalała jej pogłębiać swoją relację z Panem Bogiem i poddanymi, co zaprowadziło ją ostatecznie na ołtarze.



Wawel (fot. DzidekLasek; Pixabay.com)



Dziękuję za dzisiaj i do poczytania już za tydzień.






środa, 11 kwietnia 2018

#33 Historia nauczycielką życia | 100+ChP/4 Sporna historia i cud narodzin

Czyli m.in. o tym, jak nad Krakowem widziano tajemnicze światła i o narodzinach pewnego chłopczyny


Zapraszam serdecznie na nasze czwarte już spotkanie szlakiem cudownych zdarzeń z historii Polski. Zachęcam do lektury poprzedniego wpisu oraz pozostałych z serii „100+ Cudowna historia Polski”.


Zbrodnie, cuda i przepowiednie


Pewnego razu biskup krakowski Stanisław zakupił dobra ziemskie od niejakiego Piotra z Janiszewa na poczet biskupstwa ze stolicą w Krakowie. To, co zdarzyło się jakieś 3 lata później, można by śmiało nazwać średniowieczną aferą gruntową (zresztą takie określenie stosuje Aleksandra Polewska w książce „Cuda w historii Polski”, na której opierają się wpisy z tej serii). Potomkowie zmarłego już Piotra (znanego też jako Piotrowin) wystąpili z roszczeniami, iż transakcja nie została legalnie dokonana przez biskupa. Król Bolesław II zwany współcześnie Śmiałym albo Szczodrym postawił Stanisława przed sąd. Mimo wyjaśnień biskupa sprawa była poważna i skomplikowana, gdyż na rozprawę nie stawili się świadkowie. Stanisław nie zamierzał jednak wyzbywać się prawnie pozyskanych dóbr.

Okazuje się jednak, że w to wszystko zamieszany był sam monarcha. Chociaż w rzeczywistości zakup ziemi odbył się jak najbardziej w zgodzie z prawem, to jednak król podburzył spadkobierców Piotra i zastraszył świadków procesu, przez co chciał mówiąc potocznie wrobić poczciwego biskupa. Od jakiegoś czas monarcha był bowiem nieprzychylnie nastawiony do Stanisława, który wytykał mu różne przewiny, których dopuszczał się Bolesław, jak choćby cudzołóstwo z żoną pewnego woja. Gdy nie pomagały upomnienia, biskup zastosował również klątwę wobec krnąbrnego króla. Ten zwerbował zatem swoich ludzi, żeby za wszelką cenę starali się znaleźć jakieś uchybienia w postępowaniu Stanisława. Niczego jednak nie mogli się doszukać, dlatego też król postanowił posłużyć się oszczerstwem. Do tego posłużył mu właśnie zakup dóbr ziemskich dokonany przez biskupa.

Sytuacja Stanisława była nie do pozazdroszczenia. Zaproponował on jednak rzecz zgoła dziwną: poprosił o przesunięcie momentu ogłoszenia wyroku o 3 dni. Król się zgodził licząc na to, że z tego wyniknie jeszcze większa afera przez co biskup sam się ośmieszy. W tym czasie Stanisław zarządził post i modlitwę, którym to praktykom sam się oddawał. Gdy rzeczony czas miał już upłynąć biskup odprawił Eucharystię i poprosił o odkopanie grobu Piotrowina. Tak też uczyniono. Wtedy biskup w Imię Trójcy Świętej przywrócił Bożą mocą życie temuż zmarłemu. Ten stawił się zatem na sądzie królewskim i potwierdził niewinność Stanisława. Król nie miał wyjścia i uniewinnił biskupa. Co ciekawe, zmarły zapytany o swój dalszy los wybrał powrót do grobu i poprosił o modlitwę, bo już niebawem miał zakończyć odbywanie mąk czyśćcowych.


Wskrzeszenie Piotrowina (Poznańska Fara)
źródło: domena publiczna

Podobno na pamiątkę tego cudownego zdarzenia biskup zerwał gałązkę lipy i wsadził do ziemi. Rzekomo to właśnie drzewo rosło aż do 1930 r., kiedy to uległo zniszczeniu podczas burzy. Wskrzeszenie Piotrowina wykorzystano także jako cud potrzebny do kanonizacji biskupa, która została zatwierdzona przez papieża Innocentego IV w 1253 r.

Król za niedługi czas powrócił do swojej wrogiej polityki prowadzonej przeciwko biskupowi. W 1077 r. doszło do kolejnej klątwy. Monarcha ostentacyjnie jednak łamał zakaz pojawiania się w kościołach na nabożeństwach. Gdy tylko siłą wtargnął do świątyni, biskup przerywał sprawowanie Mszy aż do opuszczenia kościoła przez króla. W końcu sytuacja zaogniła się na tyle, że Stanisław musiał sprawować Msze potajemnie, bo doniesiono mu, że król czyha na jego życie.

Stosowny moment nadarzył się 11 kwietnia 1079 r. Biskup odprawiał Eucharystię w Krakowie na Skałce. Król ze swoją świtą czekał aż Stanisaw skończy Mszę. Nie wytrzymali jednak do końca i jeszcze przed Przeistoczeniem wojowie wpadli do świątyni. Gdy jednak mieli zadać Stanisławowi śmiertelny cios, padali na ziemię i strwożeni wracali do Bolesława II. Ten wyzywał ich „od bab”. Sytuacja się powtarzała, dlatego władca zdecydował się osobiście wkroczyć do akcji. Jemu już nic nie przeszkodziło i ugodziwszy biskupa w głowę, zabił go.

Wojowie, chcąc zrehabilitować się w oczach władcy, zbezcześcili ciało, gdyż rozrąbali je na tysiące małych kawałków i wypełnili rozkaz Bolesława rozrzuciwszy szczątki po całym Krakowie żeby nikt nawet nie śmiał w jakikolwiek sposób ich czcić.

Mieszkańcy miasta mogli zaobserwować jak nad Krakowem krążyły cztery wielkie orły, które jak się okazało, odganiały dziką zwierzynę od cząstek ciała Stanisława. Po zapadnięciu zmroku duchowni i pobożni świeccy wybrali się, żeby potajemnie odnaleźć rozrzucone kawałki biskupiego ciała. Znów zdarzył się cud – nad miastem można było obserwować tajemnicze, niebieskie światła, który wychodziły z różnych miejsc. Ludzie zauważyli, że każda wiązka wskazuje szczątki Stanisława. Ze czcią pozbierano zatem zwłoki i zniesiono je na jedno miejsce. Wtedy orły zleciały tam i dalej pilnowały biskupa. Potem zdarzył się współcześnie dość powszechnie znany cud – ciało Stanisława cudownie się zrosło, co miało być proroctwem zjednoczenia Polski po rozbiciu dzielnicowym.

Papież Grzegorz VII pozbawił tronu króla Polski. Bolesław II mógł dorównać swojemu wielkiemu pradziadowi Bolesławowi I Chrobremu, ale jednak fatalny finał zatargu z biskupem kosztował go bardzo wiele.

Kronikarze w nieco odmienny sposób podchodzą do opisanych powyżej zdarzeń w swoich dziełach. Najwięcej miejsca poświęcił tym wydarzeniom Jan Długosz. Zdecydowanie mniej napisał Wincenty Kadłubek. Natomiast najbardziej oszczędny w słowach był Gall Anonim. Tłumaczy się to najczęściej faktem, że ów kronikarz pisał na dworze Bolesława III Krzywoustego, który był przecież bratankiem Bolesława II. Wskrzeszenie Piotrowina opisał niejaki Wincenty z Kielczy.

Do czasów współczesnych zachowała się tylko relikwia czaszki św. Stanisława. W latach 60. XX w. przeprowadzono gruntowne jej badania i wyszło, że to czaszka mężczyzny po czterdziestce ze śladami licznych wgnieceń, zwłaszcza na potylicy. Chociaż w 100% nie można potwierdzić jej autentyczności, to jednak wyniki badań w żaden sposób nie zaprzeczają, a nawet zdają się potwierdzać pewne aspekty życia świętego biskupa.


Konfesja św. Stanisława w Katedrze na Wawelu
źródło: I, Bogitor, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=2318852

Co stało się z resztą cudownie zrośniętego ciała Stanisława? Są różne hipotezy: być może w pewnym momencie oddzielono głowę od reszty relikwii, jak często czyniono w średniowieczu; może pozostałe kości zwyczajnie uległy rozkładowi. Nie wiemy też, gdzie w ogóle pochowano biskupa. U Jana Długosza czytamy tylko, że nad grobem świętego biskupa krakowskiego wznosiła się tajemnicza smuga niebieskiego światła.


„Takie były narodziny. Owego właśnie chłopczyny”


Druga historia, którą chciałbym Wam, moi Drodzy, jeszcze dzisiaj pokrótce opowiedzieć wydarzyła się w rodzinie brata Bolesława II, który po nim został władcą. Chodzi o księcia Władysława I Hermana i jego żonę Judytę.

Na początku kroniki Galla Anonima znajduje się pieśń ku czci narodzin Bolesława Krzywoustego, bo jego przyjście na świat w żadnym wypadku nie należało do zwyczajnych. Książę Władysław i jego żona przez długi czas nie mogli doczekać się dziecka. Z radą pośpieszył biskup poznański Franko, który zachęcił parę książęcą, aby wysłano poselstwo do sanktuarium św. Idziego w Saint-Gilles (Prowansja) z darami wotywnymi oraz prośbą o przemodlenie tej sprawy w tamtym szczególnym miejscu. Co ciekawe, jednym z owych darów był posążek ze złota wielkości dziecka.

Udali się zatem do Francji wysłannicy księcia i księżnej, którym przewodził kapelan Judyty, niejako Piotr. Zanieśli dary oraz list i wręczyli opatowi Odilonowi. Mnichów nie trzeba było namawiać. Przez 3 dni wytrwale błagali Boga w modlitwach oraz pościli w intencji narodzin dziecka dla polskiej pary.

Co ciekawe, nim posłowie wrócili do ojczyzny, począł się następca tronu, późniejszy książę – Bolesław zwany Krzywoustym. Miało to miejsce prawdopodobnie 20 sierpnia 1086 r. Niestety 24 grudnia tego samego roku zmarła Judyta.

Po cudownych narodzinach Bolesława kult św. Idziego szybko rozprzestrzenił się po Polsce. Dzisiaj głównym sanktuarium poświęconym temu świętemu jest Mikorzyn (diecezja kaliska).


Grób św. Idziego w kościele w Saint-Gilles
źródło: Hawobo - Fotografia własna, CC BY-SA 2.0 de, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=5901536

Wiem, że na pierwszy rzut oka takie historie wydają się jedynie legendami, co najwyżej z wartościowym przesłaniem. Czasami tak jest. Jednak nie skreślajmy zbyt pochopnie czegoś, co logicznie myśląc nie mogło (?) być prawdą, bo możemy się zdziwić.

Ktoś może zarzuci, że powyższe opowieści są tylko wytworami średniowiecznej ciemnoty i zacofania. Gorąco zachęcam Was jednak do obejrzenia poniższych filmików. Nie musicie oglądać w całości; wystarczy włączyć, bo już ustawiłem je tak, żeby odpaliły się w odpowiednim momencie; trwają razem mniej niż 10 minut. Ważne – nie neguj z założenia wartościowego przekazu filmików! Szanuj się, nie oceniaj czegoś przed obejrzeniem.





Czy średniowieczne historie są na pewno tylko legendami?

Zapraszam na kolejny odcinek poświęcony cudownej historii Polski.

PS Inne teksty do poczytania: 

To wcale nie jest żart na prima aprilis! To zdarzyło się naprawdę [wideo], https://pl.blastingnews.com/felietony/2018/03/to-wcale-nie-jest-zart-na-prima-aprilis-to-zdarzylo-sie-naprawde-wideo-002421551.html;

Czekasz na wiosnę i Wielkanoc? Pierwsza wiosna dawno przyszła, ale idą kolejne!, https://pl.blastingnews.com/felietony/2018/03/czekasz-na-wiosne-i-wielkanoc-pierwsza-wiosna-dawno-przyszla-ale-ida-kolejne-002402917.html;



środa, 14 marca 2018

#28 Historia nauczycielką życia | 100+ChP/3 Niezwykłe polowanie i wdowi grosz

Czyli m.in. o tym, co spotkało króla Chrobrego na polowaniu i jak w czasach św. Wojciecha przestało na jakiś czas obowiązywać prawo ciążenia


Witam serdecznie i zapraszam do lektury kolejnego wpisu z serii „100+ Cudowna historia Polski”. W stosownej etykiecie znajdują się poprzednie. Przypomnę tylko, że informacje tutaj prezentowane czerpię głównie z książki Aleksandry Polewskiej „Cuda w historii Polski” (za pośrednictwem kanału Ku Bogu).

Każdy Polak przynajmniej słyszał o królu Bolesławie Chrobrym, który jest odpowiedzią na jedno z pewnie najczęściej zadawanych w szkole pytań: „Kto był pierwszym królem Polski?” Ach, przypominają się czasy szkolne... :)

Czy jednak słyszeliście o Piecie Chrobrego i tajemniczym proroctwie dla króla? Jeśli nie, to tym bardziej powinniście przeczytać dalszą część tego tekstu.

Skulsk, niegdyś miasto, jest obecnie wsią położoną w województwie wielkopolskim, w powiecie konińskim. Co ciekawe, istniejąca tam parafia jest uważana za jedną z najstarszych w diecezji włocławskiej, a najpewniej także w całej Polsce, a jej początków niektórzy upatrują już w prastarej diecezji kruszwickiej (istniała w latach ok. 1015 – maks. początek XII w.), choć sam Skulsk powstał najprawdopodobniej zdecydowanie wcześniej.

W 1760 r. niejaki ks. Grzegorz Pastyński, ówczesny proboszcz Skulska, spisał pewne niezwykłe wydarzenie (prawdopodobnie na bazie zaginionego prastarego manuskryptu), o którym próżno szukać wzmianki w znanych polskich kronikach. Miało ono miejsce w czasach panowania Bolesława Chrobrego.

Pewnego razu zdarzyło się, że monarcha rezydował na zamku w Kruszwicy wraz ze swoją świtą. Zapragnął udać się na polowanie w okolice jezior skulskich. Jak postanowił, tak też uczynił. Psy myśliwskie, towarzyszące polującym, przedostały się na wysepkę. W pewnym momencie zaczęły donośnie skomleć. Rycerze przypuszczali, że powodem takiego zachowania czworonogów jest wytropiona przez nie zwierzyna. Udali się w tamtym kierunku. To co, a raczej Kogo, zobaczyli wprawiło ich w nie lada zdumienie. Oto ujrzeli skulone (zdaniem niektórych, to właśnie od skulonych psów pochodzi nazwa Skulsk) psy, a nieopodal nich Matkę Bożą z umęczonym Jezusem na kolanach (tzw. Pieta). Oddali pokłon i posłali po króla. Ten przybył na miejsce i również pokłonił się Maryi i Jej Synowi. Zawierzył siebie i poddanych opiece Najświętszej Panny. Nie poprzestał jednak na tym. Ufundował także kaplicę na miejscu objawienia oraz sam ofiarował pierwsze wotum – królewski pierścień. Ks. Pastyński odnotował, że kamienna kaplica łudząco przypominała kruszwicką katedrę. Jakiś czas później na jej miejscu powstał kościół, który najprawdopodobniej konsekrowano w 1271 r. (ta data widniała na chrzcielnicy, która zachowała się do XVIII w.).

Wspomniałem o starym manuskrypcie, zaginionym już w czasach ks. Pastyńskiego. Informacje o nim znalazły się w aktach wizytacji biskupiej, przechowywanych w Archiwum Archikatedralnym w Gnieźnie z 1791 r. Odnotowano tam, że w prastarym manuskrypcie opisane zostało cudowne objawienie Matki Bożej królowi Chrobremu i jego rycerzom.

Herb wsi i gminy Skulsk nawiązuje do cudownego objawienia;
źródło: domena publiczna

Z biegiem lat kult Piety szybko się rozwijał, co potwierdzały liczne pielgrzymki tam przybywające. Warto zaznaczyć w ramach ciekawostki, że przed słynną wyprawą do Turcji właśnie skulskiej Piecie zawierzył się król Władysław Warneńczyk. Wynalazłem jeszcze informację, że w 1938 r. w Skulsku modlił się ks. Stefan Wyszyński, któremu właśnie wtedy ówczesny proboszcz ks. Antoni Bogdański miał przepowiedzieć niezwykłą przyszłość, którą znamy z historii Polski okresu PRL.

Podsumowując historię spotkania króla Chrobrego z Pietą odnotujmy, że wielu w tym objawieniu dopatruje się proroctwa dotyczącego dziejów Polski. Podobnie jak Maryja trzymała na rękach umęczone Ciało Syna, tak i dzieje naszej Ojczyzny naznaczone były jak wiemy przykrymi zdarzeniami. Chrystus jednak zmartwychwstał i Polska także trwa po dziś dzień i daj Boże, żeby trwała aż do skończenia świata.


Druga historia (cud), którą chciałbym Wam jeszcze dzisiaj pokrótce przedstawić jest zdecydowanie bardziej znana, ale chyba nie do końca w kwestii ciekawych epizodów. Chodzi mianowicie o męczeńską śmierć św. Wojciecha.

Gall Anonim pisze o tym zdarzeniu zdawkowo; więcej szczegółów przytacza Jan Długosz. Pamiętamy, że Prusacy zgodzili się wydać królowi Bolesławowi ciało męczennika (głowę przywiózł do Polski już wcześniej nieznany Pomorzanin), ale w zamian za taką ilość pieniędzy (chyba nie ma zgodności o jakie konkretnie monety chodziło, choć mówi się dość powszechnie o srebrnych), która zrównoważy ciało Wojciecha. Pojawił się problem, bo król nie miał aż tak dużo monet. Zdarzył się jednak cud. W trakcie, gdy ważono ciało, znalazła się tam tajemnicza wdowa, która rzuciła swój pieniążek na szalę. Okazało się, że grosz przeważył ciało. W konsekwencji nie tylko udało się królowi odzyskać relikwie, ale na dodatek zaoszczędził wiele pieniędzy, bo sam cudowny grosik i trochę innych monet wystarczyło, żeby przeważyć ciało męczennika.

Czy kojarzycie Urbana Thelena? W 1941 r. zaistniało poważne zagrożenie ze strony gestapo – obawiano się, że relikwie św. Wojciecha w Gnieźnie zostaną przez Niemców zarekwirowane i zniszczone. Niejaki ks. Paul Mattausch (po wojnie zmienił nazwisko na Paweł Matausz) poprosił o pomoc znajomego żołnierza Wehrmachtu – Urbana Thelena. Ten zgodził się potajemnie przewieźć paczkę z relikwiami z Gniezna do Inowrocławia, gdzie zamurowano je w posadzce zakrystii kościoła św. Mikołaja. Po wojnie wróciły do Gniezna.

Popatrzmy, jak niezwykle potoczyły się opisane pokrótce losy doczesnych szczątków św. Wojciecha. Pamiętamy, że w 1000 r. oddał im hołd w czasie pamiętnej wizyty w Polsce cesarz Otton III (o tym wydarzeniu pisałem m.in. w marcowych naukach :). W czasie II wojny światowej, jak czytaliśmy, relikwie uratował Niemiec, a na dodatek w 1992 r. uroczyście złożono część relikwii w Kleve, niemieckim mieście, gdzie urodził się właśnie... cesarz Otton III. W uroczystościach uczestniczył Urban Thelen, który w 1997 r. spotkał się z papieżem Janem Pawłem II. Niemiec (nazywany na pamiątkę swojego wyczynu „kurierem kardynała”) został bowiem zaproszony do Gniezna na uroczystości 1000-lecia męczeńskiej śmierci św. Wojciecha.

Zbliżamy się do końca naszego dzisiejszego spotkania z historią. Przyznam, że czasy wczesnopiastowskiej Polski to jeden z moich ulubionych wycinków historii naszej Ojczyzny i nie tylko. Ilekroć mam przyjemność czytać lub pisać o tamtych wydarzeniach, oczyma wyobraźni przenoszę się do tych lasów, pól, nieprzebranych kniei, gdzie wszystko się zaczęło, skąd „nasz rodowód, nasz początek hen od Piasta, Kraka, Lecha”...

Posłuchajmy raz jeszcze i przenieśmy się w tamte czasy:





Dzięki za dzisiaj i do poczytania następnym razem!

Bibliografia wpisu:  
5. Z dziejów kultu Skulskiej Piety
6. wikipedia.pl (wiem, że dla wielu to niezbyt profesjonalne źródło wiedzy; pewnie jest w tym sporo prawdy, są lepsze źródła ;), jednak wikipedia jest znakomitym uzupełnieniem wiedzy; można sobie coś tam na szybko znaleźć i potem pogłębić wiedzę z innych źródeł, choćby i tych książkowych, które podaje również sama wikipedia; dlatego nie bójmy się wikipedii aż tak bardzo :) tylko po prostu korzystajmy z niej z głową; uważam, że skoro z niej korzystam, to powinienem ją wpisać do bibliografii; w przeciwnym razie mogłoby to podchodzić pod kradzież wiedzy :)

środa, 14 lutego 2018

#24 Historia nauczycielką życia | 100+ChP/2 Gallowe bajania czy Boży palec?

Czyli o cudownościach z pradziejów Polski


Właśnie zaczynasz czytać drugi wpis z serii „100+ Cudowna historia Polski”. Jeśli nie zapoznałeś się jeszcze z tekstem wprowadzającym, odsyłam teraz do niego. Tak czy inaczej ruszamy dalej :)

Każdy przeciętny Polak przynajmniej raz słyszał o Kronice Galla Anonima (pełny tytuł: Kronika i czyny książąt czyli władców polskich). Zapewne jednak wielu z nas miało więcej do czynienia z tym niezwykłym dziełem, choćby poprzez jego lekturę. Nie będę tutaj zbytnio rozwodzić się nad kwestiami teoretycznymi w kwestii Kroniki, ale ograniczę się tylko do kilku naprawdę podstawowych informacji.



Początek Kroniki Galla Anonima w Rękopisie Zamoyskich odpis z XIV wieku
źródło: wikipedia (domena publiczna)

Kronika wyszła spod pióra człowieka, którego prawdziwej tożsamości pewnie nigdy nie odkryjemy, choć ja nie lubię nadużywać tego typu określeń. Historia jest wszak piękna m.in. i dlatego, że nigdy nic nie wiadomo. A nuż coś ktoś gdzieś kiedyś odkryje... W każdym razie przyjęło się, że dzieło napisał niejaki Gall Anonim i basta. Tworzył je gdzieś w okresie od 1112 lub 1113 do 1116 r. na dworze księcia Bolesława III Krzywoustego. Doprowadził je do roku 1113 od czasów na poły legendarnych. No właśnie, ale na ile legendarnych? Słyszy się dość powszechnie głosy o tym, że autor Kroniki świadomie przemilczał pewne sprawy i ubarwiał fakty oraz wybielał władców, bo przecież pisał pod okiem księcia piastowskiego. Może jednak trzeba przymknąć oko na pewne odchylenia od prawdy w dziejach Anonima i poczytać nawet między wierszami lub po prostu wyłowić ogólny sens z kolejnych partii tekstu? Aleksandra Polewska w swojej książce „Cuda w historii Polski” zachęciła na początku swojej pracy do sięgnięcia po dwie historie zaczerpnięte z Kroniki Galla i podeszła do zagadnienia w bardzo ciekawy sposób.

Pewnie znamy lepiej lub gorzej historię uczty, którą zorganizował król Popiel z okazji postrzyżyn dwóch swoich synów. Pamiętamy, że przybyli na nią dwaj tajemniczy goście, którzy zostali wypędzeni nawet poza miasto. Tam, na przedmieściach, trafili do domu niejakiego Piasta, oracza książęcego – syna Chościska – oraz jego żony Rzepki, gdzie także miały odbyć się postrzyżyny ich syna, ale w zdecydowanie uboższym wydaniu niż u księcia. Mimo to goście zostali serdecznie przyjęci. Jak się okazało, jedzenia i picia nie brakowało, czemu gospodarze nie mogli się nadziwić. Zaproszono nawet samego księcia z jego świtą. W trakcie postrzyżyn syna Piasta przybysze nazwali Siemowitem (Siemowitajem). Po pewnym czasie ludność obwołała Siemowita księciem i usunęła z tronu Popiela, którego podobno myszy zjadły...

A pamiętacie historię wnuka Siemowita, niejakiego Siemomysła, któremu urodził się ślepy syn, znany nam współcześnie bardzo dobrze jako Mieszko I? Otóż siedmioletni wówczas chłopiec miał cudownie odzyskać wzrok w trakcie uroczystości postrzyżyn, co interpretowano jako zapowiedź oświecenia państwa w czasach panowania Mieszka I właśnie.

Być może niektórzy z Was mają mieszane uczucia po lekturze dwóch powyżej pokrótce opisanych pierwszych cudów z historii Polski. Czy macie ochotę włożyć je między dynastyczne piastowskie bajki? Można łatwo ulec takiej pokusie, ale hola, hola, nie tak szybko :) Popatrzcie, co w tej kwestii miał do powiedzenia Kazimierz Jasiński w Rodowodzie pierwszych Piastów: „Przekaz Galla o Piastach przedmieszkowych zasługuje na zaufanie aż z kilku względów:

  1. intencją kronikarza właśnie w tym fragmencie jego relacji było przekazanie wiadomości, które uważał za prawdziwe, zaczerpnięte z wiernej pamięci (info w nawiasie pisze Biblia i Historia :) fragment Kroniki: „Lecz dajmy pokój rozpamiętywaniu dziejów ludzi, których wspomnienie zaginęło w niepamięci wieków i których skaziły błędy bałwochwalstwa (chodzi o legendę poświęconą królowi Popielowi), a wspomniawszy ich tylko pokrótce, przejdźmy do głoszenia tych spraw, które utrwaliła wierna pamięć”; (przyznam, że w trakcie lektury Korniki ten tekst dał mi do myślenia...),
  2. wiadomości te przechowały się w tradycji dynastycznej przywiązującej dużą wagę do początków dynastii,
  3. treść "trzeciej opowieści" nie zawiera elementów legendarnych (baśniowych), przy czym nie do przyjęcia jest zarzut zmyślenia występujących w niej imion,
  4. lista imion u Galla znajduje poparcie poprzez porównanie jej z podobnymi listami książąt ruskich i czeskich Przemyślidów oraz
  5. autentyczność listy Gallowej potwierdzają wyniki badań nad początkami państwa polskiego, wykazujące, że nie sięgają one dopiero panowania Mieszka I” (i jeszcze jedna dygresja od Biblii i Historii: czyli Mieszko nie urwał się z choinki albo raczej drzewa w pogańskim gaju lub, jak wielu spekuluje, skandynawskiego drzewa, ale istnieli jego słowiańscy przodkowie, którzy stworzyli podwaliny jego państwa – Polski).

Jeśli nawet powyższe treści Was nie przekonują przyznacie, że każda, nawet nieprawdziwa historia, najczęściej niesie z sobą jakiś morał. Osobiście uważam, że Gall wcale nie nazmyślał tak wiele, jak mogłoby się wydawać, ale bazował na ustnych przekazach, które były ugruntowane w świadomości ludzi mu współczesnych, przynajmniej jeśli chodzi o sedno przekazu. I w tym kontekście może nie do końca jest ważne czy rzeczywiście do domu Piasta przybyło dwóch, trzech czy dziesięciu przybyszów i czy Mieszko rzeczywiście 7, a nie przykładowo 9 lat był ślepy. Tu może chodzić o coś znacznie ważniejszego, co trzeba uznać za naukę płynącą z dzisiejszego naszego szczególnego spotkania.

Jak porównamy sobie słowa Pana Jezusa, które wspomniałem poprzednim razem („Polskę szczególnie umiłowałem”) z cudownymi wydarzeniami z pradziejów Polski, wszystko składa nam się w ciekawą całość. Może to właśnie nie Gallowe bajania, ale Boża Opatrzność stoi u początku niezwykłych wydarzeń zanotowanych w Kronice? Na dodatek, o czym też wcześniej sobie mówiliśmy, wiele także logicznych argumentów zdaje się nie zaprzeczać, a może nawet potwierdzać wiarygodność tekstu Galla Anonima.

Na koniec przywołam jeszcze dwie kwestie z książki Aleksandry Polewskiej. Jedna dotyczy spostrzeżenia autorki. Otóż jej zdaniem Gallowe opowieści o przodkach Mieszka wbrew pozorom nie brzmią aż tak bardzo fantastycznie, jak było to w przypadku wielu prahistorii innych narodów czy dynastii. Tak w ogóle to Gall wcale nie wygląda na bajkopisarza, ale właśnie kronikarza, bo bez zbędnych fantastycznych fajerwerków pisze o kolejnych wydarzeniach. Dlaczego do Piasta nie mogli przybyć dwaj przybysze? Dlaczego Mieszko nie mógł urodzić się ślepy? Co do myszy i Popiela sam Gall wyraźnie zaznacza, że w tym przypadku jest to legenda.

Druga kwestia odnosi się do imienia Mieszka, w którym niektórzy upatrują nawiązanie do jego dziecięcej ślepoty. W takim wypadku imię pierwszego historycznego władcy Polski wywodziłoby się od starosłowiańskiego Mieżka (po łacinie Mesco)– ślepiec. Te teorię postulował swego czasu Andrzej Bańkowski.



"Z głębi dziejów, z krain mrocznych, Puszcz odwiecznych, pól i stepów, Nasz rodowód, nasz początek..."

Cała sprawa polega więc na tym, żeby z pozornie zwyczajnych zdarzeń wydobyć morał, a nawet doszukać się Bożej, cudownej interwencji, za których prawdziwością również ja się opowiadam. Oczywiście potrzeba tu minimum wiary, choć nie ma obowiązku w te cuda i dziwy wierzyć. Myślę jednak, że szkoda, bo istnieje zadziwiająco wiele faktów i argumentów całkiem nawet logicznych jak widać. Kliknijcie sobie jeszcze w link i zobaczcie, że cuda ciągle się dzieją. Dlaczego zatem nie mogły się wydarzyć wtedy, ponad 1100 lat temu?


Jeśli macie ochotę posiedzieć jeszcze w tematyce kronikarskiej, odsyłam do wpisu poświęconego Mistrzowi Wincentemu, zwanemu Kadłubkiem. To może być całkiem interesujący dodatek do naszego dzisiejszego spotkania, zwłaszcza dla tych, którzy uparcie uważają opowieści Gallowe tylko i wyłącznie za bajki ;). A już w jedną ze śród marcowych (najprawdopodobniej drugą) zapraszam na trzecią część serii „100+ Cudowna historia Polski”.


Bibliografia wpisu:
  1. Kazimierz Jasiński, Rodowód pierwszych Piastów, 1992, s. 46-47;
  2. Kronika Galla Anonima;
  3. wikipedia.pl (wiem, że dla wielu to niezbyt profesjonalne źródło wiedzy; pewnie jest w tym sporo prawdy, są lepsze źródła ;), jednak wikipedia jest znakomitym uzupełnieniem wiedzy; można sobie coś tam na szybko znaleźć i potem pogłębić wiedzę z innych źródeł, choćby i tych książkowych, które podaje również sama wikipedia; dlatego nie bójmy się wikipedii aż tak bardzo :) tylko po prostu korzystajmy z niej z głową)