Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cięta historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cięta historia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 października 2022

#116 Historia nauczycielką życia | CH/12 Od kiedy człowiek to człowiek?

 

Czyli m.in. o tym, że człowiek jest człowiekiem niezależnie od wieku


Przeglądając internet natknąłem się na bardzo ciekawą informację: odkryto prawdopodobnie najstarszy w Europie pochówek dziewczynki w wieku niemowlęcym. Szacuje się, że jego wiek to ok. 10 tys. lat!

Ów pochówek zlokalizowano w jednej z włoskich jaskiń. Badacze sprawy oceniają, że skoro pochowano tam małego człowieka z zestawem różnych kosztownych przedmiotów, to był on, a konkretnie ta dziewczynka, była już kimś ważnym, była pełnoprawnym człowiekiem i członkiem społeczności ludzi w okresie tuż po epoce lodowcowej.

Wspomnianej dziewczynce nadano imię Neve. Jak wynika ze szczegółowych badań, dziewczynka żyła zaledwie 40-50 dni. Podobno znalezione w grobie ozdoby nosiły ślady zużycia, co sugeruje, że były one prezentem dla zmarłego niemowlęcia od członków grupy.

Podobny pochówek dwojga bardzo małych dzieci odkryto też w USA.

foto z Pixabay

Nie wiem jak do Was, ale do mnie ta historia o Neve bardzo przemówiła. Wydaje się bardzo istotna w dobie zastanawiania się nad tym od kiedy człowiek jest człowiekiem. My żyjemy już 10 tys. lat później niż Neve i jej krewni, a nadal mamy problem z oszacowaniem i uznaniem, że człowiek jest człowiekiem od momentu poczęcia i nigdy nim nie przestaje być, bo jego życie się zmienia, ale nigdy się nie kończy...

To niezwykłe, że już tak dawno temu ludzie pochowali z honorami właściwymi dla tamtych czasów tak małą istotę. To zaledwie 40-50-dniowe dzieciątko uznano za prawdziwego człowieka!

Może to tylko hipoteza, ale śmiem twierdzić, że prehistoryczni ludzie widząc kobietę w ciąży nie myśleli, że nosi w sobie coś, jakiś przedmiot, ale wyczuwali, że tam, w brzuchu mamy, rośnie nowy członek ich grupy. Mam jakieś takie przeczucie, że odkąd ludzie osiągnęli zadowalający poziom świadomości, szanowali życie nienarodzonych. To fakt, że w starożytności, np. w Rzymie i Grecji, znano już aborcję. Wydaje mi się, że im człowiek stawał się "inteligentniejszy", częściej sięgał po aborcję. A my współcześni, tak "mądrzy", łamiemy kolejne granice braku poszanowania dla dzieci nienarodzonych.

A może trzeba powrócić do korzeni i po prostu uznać, że zabijanie dziecka, choćby sekundę po poczęciu, to już morderstwo? Dla mnie odpowiedź jest jednoznaczna. A Wy, co myślicie?

Podzielcie się, proszę, opiniami w komentarzach. Dzięki.


czwartek, 30 czerwca 2022

#112 Historia nauczycielką życia | CH/11 Oddałbyś życie?

 Czyli m.in. o tym, że nie ma nic cenniejszego nad Miłość Bożą


W ostatnim dniu czerwca w Kościele rzymskokatolickim przypada wspomnienie Świętych Pierwszych Męczenników Rzymskich. To upamiętnienie tych wszystkich, którzy w ciągu trzech pierwszych wieków chrześcijaństwa oddali swoje życie za Chrystusa w Rzymie. Tych ludzi, chrześcijan, były tysiące.

Męczennicy w katakumbach (mal. J. E. Lenepveu, 1855), foto z Wikipedii w domenie publicznej

Gdy tak spokojnie zastanowimy się nad ich postawą to da nam ona wiele do myślenia.  Pamiętajmy, że również współcześnie bardzo wielu wyznawców Chrystusa oddaje życie za swojego Mistrza. To nas w sposób naturalny prowadzi do pytania czy nas stać byłoby na taki heroizm? I drugie pytanie: Czy można się zdobyć na taką postawę, gdyby Bóg nie istniał?

Moje zdanie w tym temacie jest jednoznaczne: tylko istniejący rzeczywiście Bóg jest w stanie uzdolnić człowieka do takiej postawy, postawy heroizmu i postawienia wszystkiego na Chrystusa.

Przykładowo w Biblii mamy życiorysy Apostołów, którzy przez długi czas nie byli herosami. Dopiero po Zesłaniu Ducha Świętego, Bóg uzdolnił ich do takiej przemiany, która pozwalała im z odwagą głosić Jezusa. Co więcej, cierpiąc radowali się, że mogą znosić prześladowania dla Jezusa.

Zapewne można sobie ten fenomen tłumaczyć na różne sposoby, również na gruncie psychiki, ale tak naprawdę tylko Bóg jest odpowiedzią. 


A jakie jest Wasze zdanie? Czy Wy bylibyście w stanie oddać życie za Jezusa? Jak bardzo Go kochacie?

Zostawcie komentarze. Dzięki!

wtorek, 31 maja 2022

#111 Historia nauczycielką życia | CH/10 To ON, naprawdę ON!!!

 Czyli m.in. o tym, że mieszkamy w Ziemi Świętej



Chrześcijanie to bez wątpienia najbardziej logiczni ludzie na świecie. Jednocześnie najbardziej racjonalni. Sporo trzeba się nagimnastykować, żeby nie wierzyć w Boga.
 
Posąg i relikwiarz bł. Carlo Acutisa na Filipinach, foto Autorstwa LubGua987 - Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=117514769

Być może znamy albo przynajmniej słyszeliśmy o bł. Carlo Acutisie. To Włoch, jedna z młodszych osób wyniesionych w historii na ołtarze. Mimo młodego wieku, zrobił bardzo wiele i miał bardzo rozsądne podejście do życia. Od czasu Pierwszej Komunii Św. każdego dnia uczestniczył we Mszy św., adorował Pana Jezusa, odmawiał różaniec, co tydzień chodził do spowiedzi św., itp.

Znany jest przede wszystkim z tego, że ewangelizował w internecie, choć w jego czasach internet jeszcze nie był aż tak bardzo rozwinięty jak teraz. Był m.in. autorem stron internetowych o Cudach Eucharystycznych i świętych katolickich.

Choć zmarł na białaczkę w wieku zaledwie 15 lat, jego życie nie było zwyczajne i bezowocne. Przeciwnie: sam mawiał, że nie możemy umierać jako "kserokopie". Poza tym był przekonany, że współcześnie jesteśmy paradoksalnie jeszcze większymi szczęściarzami niż ludzie żyjący w czasach Pana Jezusa, gdyż oni, żeby Go dotknąć, musieli się przemieszczać, co wtedy szczególnie nie było łatwe. My natomiast mamy Boga na wyciągnięcie języka; dosłownie, bo jeśli tylko jesteśmy w stanie łaski uświęcającej, nawet codziennie możemy Go przyjmować do naszych serc. To wielka sprawa, której chyba nie doceniamy. Acutis mawiał też, że mamy pod domem Jerozolimę, bo Pan Jezus jest w każdym kościele w tabernakulum rzeczywiście obecny.

Do czego zmierzam? Do tego, od czego wyszedłem, że wiara w Chrystusa to bardzo logiczna i zdroworozsądkowa postawa życiowa. Wynika to m.in. z:

- gdy się tak szczerze zastanowimy nad otaczającym nas światem to przecież bez trudu uzmysłowimy sobie, że gdyby nie Bóg, to skąd to wszystko by się wzięło; odpowiedzcie, proszę w komentarzu, skąd? Macie jakąś logiczną odpowiedź? ;) Powiedzmy sobie szczerze: poza Bogiem nikt nie ma logicznej odpowiedzi;

- nauka zbadała i potwierdziła do dziś wiele Cudów Eucharystycznych, kiedy to z po ludzku niewyjaśnionych przyczyn Hostia zmieniła się w kawałek mięśnia sercowego, mięśnia w agonii; macie jakieś logiczne wyjaśnienie poza Bogiem? Bądźmy szczerzy: nikt nie ma poza Bogiem;

- a uznane objawienia, egzorcyzmy, itd? Czasami niewierzący zarzucają wierzącym, że skoro nie można w 100 proc. dowieść, że Bóg istnieje, to wobec tego wiara jest mitem. Wielu wierzących daje się nabrać na takie postawienie sprawy, a tymczasem istnienie Boga jest pośrednio udowodnione przez naukę, akceptującą niedające się po ludzku wyjaśnić wydarzenia; bezpośrednio zaś przez odczucia i przekonania ludzi, którzy w swoim sercu doświadczyli Boga. Tymczasem to nie wierzący powinni racjonalizować swoją wiarę, bo ona jest racjonalna, ale spcetpcy winni dowodzić, dlaczego nie akceptują naukowych badań i takich zdarzeń, jak choćby Cuda Eucharystyczne, itp. Bądźmy szczerzy: niewierzący muszą się natrudzić i nagimnastykować, a prawda jest najbardziej oczywista w świecie: BÓG ISTNIEJE!!!

To takie właśnie nauki płyną z tego odcinka. Wszystko co wyżej napisałem wypływa z wielkiej miłości do wszystkich, wierzących i niewierzących. Wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga i jednym z największych marzeń Jezusa jest, abyśmy byli jedno.

Naprawdę, szkoda życia na brak wiary, a nie dość, że to psuje życie ziemskie, to jeszcze naraża na utratę życia wiecznego. A tego nikt, na czele z Bogiem, nie chce. To tylko człowiek ma prawo wyboru.

A Ty już wybrałaś/eś?
 

Dziękuję za uwagę i do następnego miłego poczytania.

Poprzedni wpis:

 
Poczytajcie też:


 

poniedziałek, 28 lutego 2022

#108 Historia nauczycielką życia | CH/9 Narozrabiałeś, ale Ja czuwam

Czyli m.in. o tym, że gdy człowiek narozrabia, Bóg i tak czuwa



Drodzy, taka refleksja w związku z datą 22 lutego. 
 
 
Eugeniusz Kazimirowski, Obraz Jezusa Miłosiernego, 1934, fot. Wikimedia w domenie publicznej


Media donosiły, że wtorek 22 lutego br. rano to jest czas, kiedy "pokojowe siły" rosyjskie wkroczyły do separatystycznych republik na terenie Ukrainy - Donbas i Ługańsk. Wielu zadawało sobie pytanie: wojna? Tego wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, ale jedno było, jest i będzie pewne: NIC nie wymyka się Bożej Opatrzności.

Chciałbym przytoczyć kilka faktów i hipotez, które być może rzucą na temat cenne światło. 22 lutego 1931 r., a zatem dokładnie 91 lat temu Pan Jezus ukazał się św. s. Faustynie w Płocku i poprosił o namalowanie słynnego dziś wizerunku "Jezu, ufam Tobie". Cytat z Dzienniczka 48: "Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję także, już tu na ziemi, zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmierci. Ja sam bronić ją będę jako swej chwały". Przypadek?

91 lat to 7 okresów po 13 lat. Liczba 13 kojarzy się z Fatimą, gdzie było dużo mowy o tym, że jeśli ludzie będą praktykować nabożeństwo 5 pierwszych sobót miesiąca, świat zostanie uratowany. Była też prośba o zawierzenie Rosji Sercu Matki Bożej Niepokalanej. Z kolei liczba 7 symbolizuje pełnię. Fatima się wypełnia? Poza tym liczba 91 odnosi nas do psalmu o tym numerze, który w pandemii był często cytowany. Jest to psalm o Bożej opiece. Przypomnijmy też, że Putin urodził się 7 października 1952 r., a zatem w dniu Matki Bożej Różańcowej.

Nie chcę, żeby powyższe fakty były czymś w rodzaju sensacji, ale aby kierowały naszą uwagę na Pana, który tak czy inaczej jest Bogiem Miłosiernym, który nie chce naszej zguby i nieustannie się o nas troszczy. Tylko nie przestawajmy ufać. Ja jestem pierwszym, który potrzebuje nawrócenia.

I jeszcze coś: 22 lutego obchodziliśmy święto katedry św. Piotra. Wedle obietnicy Jezusa, Piotr jest opoką, której bramy piekielne nie przemogą. A jakby tego było mało, 22. dzień miesiąca jest szczególnie poświęcony św. Ricie - patronce od spraw trudnych i po ludzku beznadziejnych. Gdzie zatem nasz ratunek? Przede wszystkim w Bożym Miłosierdziu, w którym można się zanurzyć poprzez Różaniec św., trwanie w Kościele - opoce zbawienia - i uciekanie się do św. Rity oraz innych potężnych orędowników. 

Wiemy, że 24 lutego już otwarcie wybuchł konflikt na Ukrainie, ale Jezus zdaje się mówić do człowieka, do ludzkości: Narozrabiałeś, ale Ja czuwam.

Nie jest to zachęta do "rozrabiania", ale ufności, że Bóg jest najsilniejszy i nad WSZYSTKIM ma pieczę.

A co Ty o ty myślisz, o takich "przypadkowych" zbieżnościach?
 

Dziękuję za uwagę i do następnego poczytania.

Poprzedni wpis:

 
Poczytajcie też:


 

czwartek, 27 maja 2021

#99 Historia nauczycielką życia | CH/8 Czegoś mi brak...

Czyli m.in. o tym, że człowiek to istota nienasycona



Oddaję w Wasze ręce 99. odcinek na blogu. Ta okazja zainspirowała mnie do pewnej refleksji.
 
fot. Myriams-Fotos, Pixabay
 
 
Na przestrzeni dziejów aż roi się od królestw, księstw, władztw, itp. Ileż to już przeszło po ziemskim padole koronowanych głów, które dwoiły się i troiły, żeby wzmacniać swoją pozycję i podnosić znaczenie własnego państwa. Z jednej strony takie poczynania są zrozumiałe, ale z drugiej strony jeśli weźmie się pod uwagę przypadki intryg i dosłownie chodzenia po trupach do celu, wszystko to nabiera jakiegoś tragikomicznego wydźwięku. Życie jest tak krótkie, że dziw bierze, iż my ludzie, także królowie, żyjemy w dużej mierze intrygami i skupiamy się na tym, co widoczne. Nawet siwiejące włosy nas nie przekonują, że tutaj jesteśmy tylko przelotem. Tymczasem poza granicą życia i śmierci jest ON...
 
Każdy człowiek, nawet król, posiada w swoim wnętrzu mniej lub bardziej uświadomione poczucie braku czegoś. W związku z tym dzieje świata przypominają coś w rodzaju życia na 99,(9) procent. Człowiek może wszelkimi sposobami dążyć do 100 procent, ale jest to dla niego nieosiągalne.

Ową "stówką" może być bardzo wiele spraw i kwestii. Powiedzmy, że w takim podstawowym ujęciu jest nią tajemnica życia i śmierci. Pomimo potęgi swojego rozumu i olbrzymiej wiedzy, poza Bogiem człowiek śmierci nie przeskoczył i nie przeskoczy. Ba! Tak naprawdę nawet do tego 99 człowiekowi daleko.

Jestem głęboko przekonany, że uczenie się życia od Historii, będącej jego nauczycielką, może pomóc w maksymalnym zbliżeniu się do tych 100 procent.

A co Ty o ty myślisz?
 
PS Nietrudno policzyć, że kolejny wpis będzie tym wyjątkowym, bo setnym. Będę miał dla Was specjalny prezent.

Dzięki za uwagę i do następnego poczytania.
 
#17 Historia nauczycielką życia | Czas ucieka..., a co nas czeka? >>>
 
 

wtorek, 30 marca 2021

#97 Historia nauczycielką życia | CH/7 Najważniejsza HISTORIA w dziejach

Czyli m.in. o tym, że istnieje Historia, która nie ma sobie równej


Wiele było, jest i będzie historii w dziejach ludzkości. Były te powszechnie znane, ale i niezliczone ilości tych prozaicznych, pisanych przez całe rzesze ludzi wszystkich czasów. Czasami komentatorzy ważnych wydarzeń sportowych czy po prostu jakichś innych szczególnych z jakiegoś względu, lubią powtarzać, że historia pisze się na naszych oczach. Myślę, że to prawda, ale nierzadko chyba zawężamy znaczenie tego zwrotu. Słysząc coś takiego lubimy sobie myśleć, że dzieje się coś arcyważnego. Tymczasem historia dzieje się cały czas, pisze ją każdy z nas, codziennie, nieprzerwanie od początku życia. To, czy jest to historia piękna, czy całkiem niefajna, to już inna sprawa.

Jeśli już chcielibyśmy powyższego zwrotu użyć w odniesieniu do jakiejś  jednej, konkretnej historii, to wydarzyła się ona ok. 33 r. n.e. Mam na myśli śmierci Jezusa z Nazaretu, który został ukrzyżowany i zmartwychwstał, jak donieśli czterej Ewangeliści, a później ich następcy. Ważne też, żebyśmy pamiętali, iż tę historię naszego życia piszemy na mocy daru, jakim jest wolna wola, ale z drugiej strony nie jesteśmy w stanie niczego napisać (tj. zrobić, itd.) w tej historii bez woli lub przynajmniej tzw. dopustu Bożego.

I w tym miejscu można by przywoływać najróżniejsze argumenty zwolenników i przeciwników historyczności Jezusa, ale darujmy to sobie; wystarczy, że On po prostu tego dokonał i że jest Bogiem-Człowiekiem, który JEST. Możemy walić się po głowach argumentami i prowadzić mniej lub bardziej uczone dyskusje, ale praktycznie zawsze wszystko sprowadza się do decyzji: WIERZĘ. Wiara jest też łaską, czyli darem od Boga, a dostać go mogą ci, którzy przejawiają choć odrobinę dobrej woli, żeby uwierzyć. Bóg nie wciska niczego na siłę.

Jeśli ktoś pragnie rozpatrywać wiarę jedynie w kategoriach rozumowych, to przecież na logikę jest w stanie "wyczaić", że świat nie mógł się wziąć z niczego, a cały szereg cudowności jest poważną przesłanką na drodze do uznania Istoty Najwyższej - Boga. Powtórzmy jednak raz jeszcze: zawsze pozostaje sprawa kluczowa: WIERZĘ albo nie. Muszę jednak być świadomy, że biorę na siebie odpowiedzialność i konsekwencje takiego wyboru: a zatem jeśli człowiek nie uwierzy, musi się liczyć z tym, że po śmierci spotka go przykra niespodzianka i wieczne potępienie. Nie z woli Bożej, ale samego takiego człowieka, który to wybrał. Strach pomyśleć: wieczne nieszczęście, które NIGDY się nie kończy... Brrr...  A życie przemija, jest tylko pewnym etapem, który się kończy. I co potem...?

Jest jednak druga strona medalu: przyjęcie Jezusa z wiarą skutkuje zbawieniem i szczęściem wiecznym. Na tym powinniśmy się skupiać. Ważne jest też to, że Historia Jezusa z Nazaretu trwa i możemy w niej trwać wiecznie, jeśli uznamy ją za taką, jaką była - prawdziwą.

W związku z powyższym HISTORIA Jezusa, której dokonał zwłaszcza na krzyżu, jest tą najważniejszą w dziejach, bo decyduje o naszej wieczności. Wszystkie ludzkie historie wpisują się w tę najważniejszą - Historię zbawienia. To nie są żarty, to jest szalenie poważna, ale i budząca nadzieję sprawa.

Historia uczy nas, że warto o tym pamiętać nie tylko przy okazji Wielkiego Tygodnia i Wielkanocy, ale zawsze i wszędzie.

Czy mam tego świadomość...?
 
PS A jeśli chcecie więcej poczytać o najważniejszej Historii w dziejach odsyłam do Pisma Świętego. Można też zajrzeć na mojego drugiego bloga - Biblijny Raban - gdzie tym kwestiom poświęcam więcej miejsca >>>.

sobota, 18 kwietnia 2020

#80 Historia nauczycielką życia | CH/6 Koronawirus, czyli (prawie) déjà vu

Czyli m.in. o tym, że historia kołem się toczy


Koronawirus jako temat (na szczęście nie on sam...) już gościł w poprzednim tekście na blogu, we wpisie poświęconym niezwykłemu zakonnikowi, który w tym roku miał się ukazać pewnej Libance i przekazać jej receptę na sporządzenie skutecznego leku na COVID-19. Po szczegóły odsyłam do tamtego tekstu >>>. Tym razem zapraszam na kolejny odcinek miniserii w ramach bloga zatytułowanej "Cięta historia" >>>.

Koronawirus. To fakt, że ostatnimi czasy słyszy się o nim i mówi bardzo, bardzo często. Taki mały i niewidoczny gołym okiem, a zatrząsł całym światem i poruszył go w posadach. Na dodatek żaden prokurator ni sędzia mu niestraszny. Niełatwo wsadzić gościa za kratki, gdy skutecznie chowa się w ludzkich organizmach. Dla miłośników historii COVID-19 jest dobrą okazją do tego, żeby powspominać dawniejsze czasy i inne zarazy i epidemie, które pustoszyły wiele regionów i państw świata. Nierzadko wykraczały daleko poza granice jednego państwa.

fot. TheDigitalArtist, Pixabay.com
Moim celem na dziś nie jest szczegółowa analiza jakichś konkretnych epidemii z przeszłości, tym bardziej, że w całych dziejach ich nie brakowało. Jeśli chcecie poszerzyć swoją wiedzę w tej materii polecam jeden z Polimatów Radka Kotarskiego (link w bibliografii). Chciałbym się za to podzielić z Wami refleksją, którą powyższy bardzo interesujący filmik youtubera jeszcze bardziej we mnie ugruntował.

Tak sobie myślę, że ten cały COVID-19 możemy potraktować jako... dowód na istnienie i ciągłość historii. Czasami ktoś przeglądając sobie zapiski historyczne czy zdjęcia dotyczące przykładowo potężnej epidemii dżumy (tzw. czarnej śmierci) z okresu średniowiecza, może nawet podejść do sprawy z ironicznym uśmieszkiem malującym się na twarzy: "To jakieś na wpół baśniowe, legendarne opowieści. To było tak dawno, że nie ma sobie co tym głowę zawracać". I tacy antyhistoryczni malkontenci żyją sobie z dnia na dzień, jakby historii (i Boga) nie było. Z jednej strony to prawda, że czasami opowieści i wydarzenia, a raczej ich autorzy, mają to do siebie, że lubią je podkolorować i ubarwić. Podobnie jest wszakże w wielu przypadkach również współcześnie, więc nihil novi sub sole. Z drugiej jednak strony pandemia koronawirusa i wszelkie zmiany jakie przez nią dokonały się na niemal całym świecie uzmysławiają nam, że tego typu zdarzenia to nie tylko przedmiot niemodnych opowieści, ale historia dziejąca się na naszych oczach.

fot. Ilustracja przedstawiająca ofiary czarnej śmierci, wikimedia w domenie publicznej
Sam przyznam, że obrazki ze średniowiecza ukazujące stosy trumien i ludzi, wynoszących zwłoki niemal z każdego domostwa, jawiły mi się jako coś właściwego tylko dla tamtych odrębnych czasów. A teraz co? Jak popatrzymy na wiadomości współcześnie, w XXI w., okazuje się, że np. w takich Włoszech również leżą stosy trumien, a kostnice nie wyrabiają na zakręcie - brakuje miejsc i sił do przyjmowania ciągle napływających ciał zmarłych.

Nie wiem jakie są Wasze odczucia, ale mnie się takie właśnie nasunęły. Podzielcie się proszę swoimi przemyśleniami w związku z COVID-19 i historią.

Dzięki za uwagę i do następnego poczytania.

Teksty na blogu z aktualnie największą liczbą odsłon (stan na 18.04.2020):

1. #3 Historia nauczycielką życia | Gdy szkiełko i oko wymiękają >>>
2. #34 Historia nauczycielką życia | „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono >>>
3. #5 Historia nauczycielką życia | Październikowe nauki >>>

 
Bibliografia wpisu:

1. Radek Kotarski, Polimaty 2, Koronawirus. Kiedy to się skończy? >>> 

sobota, 25 stycznia 2020

#76 Historia nauczycielką życia | CH/5 Opowieść o trzech braciach

Czyli o tym jak dotrzeć do celu


Pewnego razu trzech braci stanęło u wejścia do tunelu. Nazwijmy ich Alfusem, Betem i Gammem. Ich zadanie było wielce karkołomne: mieli przed sobą siedem komnat. Z każdej prowadziło kilka ścieżek. Na ścianach i wśród licznych tam rekwizytów znajdowały się wskazówki jaką drogę wybrać, żeby szczęśliwie przejść wszystkie komnaty. Co ważne, drzwi prowadzące do dróg, z których jedna wiodła do kolejnej komnaty, a inne były pułapkami, po pewnym czasie zamykały się i nie było już odwrotu, dlatego trzeba było się spieszyć żeby nie zostać więźniem w którejś z komnat na zawsze. A u celu czekała nagroda...


fot. 132369, Pixabay.com

Trzej bracia przekroczyli próg pierwszej z komnat. Ich oczom ukazały się przepiękne malowidła, oraz najróżniejsze przedmioty, cudne dla oczu i rozbudzające zmysły człowieka. Pierwszy z braci, Bet, był nimi szczególnie poruszony; wprost nie mógł oderwać wzroku od najróżniejszych detali i wyobrażeń, które tam się znajdowały. Drugi z kolei, Alfus, przyglądał się wszystkiemu wnikliwie, ale przede wszystkim analizował malowidła, inskrypcje i przedmioty pod kątem ich przydatności i wskazówek, jaką drogą pójść dalej. Znajdowało się tam m.in. wiele motywów z przeszłości i teraźniejszości, a także prognoz na przyszłość.  Co więcej, Alfus dzielił się swoimi przemyśleniami z braćmi i zachęcał ich do pójścia drogą, która wydawała mu się najwłaściwsza; dzielił się swoimi argumentami, które wykoncypował z analizy wskazówek; pytał również braci o zdanie. Bet nie zwracał jednak uwagi na Alfusa. Trzeci brat o imieniu Gamm podobnie: przemknął niepostrzeżenie i skrycie wyśmiewał postawę obu swoich braci. Wybrał pierwsze lepsze drzwi z nadzieją dotarcia do kolejnej komnaty.

Tak też się stało. Z jeszcze większym politowaniem ów trzeci brat myślał o dwóch pozostałych, gdy zorientował się, że bez żadnych "ceregieli" znalazł właściwe drzwi i już był w komnacie numer 2. Rozejrzał się z pogardą po ścianach i przedmiotach. Znowu na chybił trafił wybrał drzwi i... był już w komnacie trzeciej! Teraz już śmiał się wniebogłosy ze swoich braci. Jakby od niechcenia przechadzał się po wnętrzu komnaty trzeciej i choć była jeszcze cudniej urządzona niż dwie poprzednie, niespecjalnie cokolwiek go interesowało. Podniósł nawet jeden okazały zabytkowy dzban i cisnął go w lustro, które z hukiem rozsypało się na kawałki. Gdy ów brat miał ochotę wyrządzić jeszcze jakieś większe szkody nagle zorientował się, że Alfus wszedł do tej samej komnaty, pozdrowił go i zabrał się za podziwianie eksponatów. Nie zapomniał również zachęcić Gamma do pójścia wybraną przez siebie drogą. Potrafił docenić kunszt malowideł i rekwizytów, ale przede wszystkim szukał tam wskazówek, jak iść dalej. Gamm odpowiedział bratu jedynie wrogim spojrzeniem i pobiegł dalej, do pierwszych lepszych drzwi. Rozejrzał się wkoło i zorientował, że jest w czwartej komnacie. Odczekał chwilę, a po chwili nie zważając już na nic wybrał kolejne drzwi i znalazł się w następnej komnacie. Ponownie odczekał chwilę i zaraz zabrał się za szukanie kolejnych drzwi.

Wszedł znowu na chybił trafił. O ile w poprzedniej komnacie już czuł się nieswojo, o tyle teraz to uczucie jeszcze się wzmocniło. Mimo to nie spoglądając na ściany i przedmioty wybrał kolejne drzwi. Dopiero teraz rozejrzał się dokoła i zdał sobie sprawę z tego, że zabłądził. To już nie była cudna komnata, ale jakieś byle jakie pomieszczenie. Na próżno Gamm próbował znaleźć jakieś wskazówki. Ich już tam nie było. Żadnych. We wcześniejszych komnatach można było przynajmniej znaleźć wskazania na wypadek zgubienia się, ale teraz już nie było odwrotu. Póki była szansa, Gamm nawet nie zwracał na nią uwagi. Wszystkie drzwi były już zamknięte, nawet te powrotne i nie pomogły rozpaczliwe próby wydostania się z tego ohydnego miejsca. Zrozpaczony Gamm został tam na zawsze. Nie dotarł do wyznaczonego celu.

Bet, po wnikliwej analizie i licznych zachwytach nad pierwszą komnatą z trudem dotarł do drugiej. Do trzeciej dostał się rzutem na taśmę, bo podczas zwiedzania komnaty o mały włos nie zapomniał o odszukaniu wskazówki i wcisnął się przez zamykające się już drzwi. W komnacie numer 5 zabawił jednak na tyle długo, że nie zdążył... Przypuszczał, które drzwi są poprawne, ale one już zamknęły się przed nim i pomimo niezwykle bogatego wachlarza doświadczeń i wspaniałej wiedzy został w komnacie piątej na zawsze. Nie dotarł do wyznaczonego celu.

A co z Alfusem? Ten z braci potrafił nacieszyć wzrok bogactwem każdej z komnat, przez które przechodził. Każda z nich była coraz piękniejsza. Szczególnie ta siódma wprost przykuwała człowieka do siebie swoim arcypięknem. Zachwycony Alfus potrafił jednak wydobyć z komnaty to co najważniejsze - wskazówkę jak pójść dalej - nie tracąc nic z jej bogactwa.

Po wyjściu z komnaty siódmej Alfus nie mógł uwierzyć własnym oczom. Dotarł do wyznaczonego celu, ale to, co tam zobaczył, niech póki co pozostanie tajemnicą. Warto tam dążyć z całych sił.



Moi drodzy,

bardzo się cieszę, że prześledziliście tę historyjkę do końca. Jak widać tym razem nie jest to zapis jakiejś rzeczywistej historii, ale opowieść, która jak wierzę rzuca cenne światło na sprawę podejścia do historii. Myślę, że to jeden z moich ważniejszych wpisów. Nie ukrywam, że postawa Alfusa imponuje mi i chciałbym zawsze podążać taką właśnie ścieżką po drogach historii. Bynajmniej nie oceniam innych jako zupełnie i w każdej sytuacji niewłaściwe, ale najbardziej bezpieczna jest trasa wybrana przez Alfusa. Marzę o tym, żeby ten blog był tego typu podążaniem za Historią, która jak wiemy jest nauczycielką życia.

A co Ty o tym wszystkim sądzisz?

Zachęcam również do lektury innych tekstów z miniserii Cięta historia, przykładowo tego: #69 Historia nauczycielką życia | CH/4 Dwóch ludzi, trzy historie? Zerknijcie też do poprzedniego blogowego tekstu o polskich korzeniach znanego odkrywcy oraz do innych, które znajdziecie na tym oraz drugim moim blogu.

A jeśli wpis/wpisy spodobały Ci się, proszę o ich polubienie i udostępnienie. Jak zawsze proszę też o komentarze i Wasze opinie. Bądźmy jak Alfus :) Dzięki wielkie.

sobota, 14 września 2019

#69 Historia nauczycielką życia | CH/4 Dwóch ludzi, trzy historie?

Czyli m.in. o tym czy historii można wierzyć



Czasami ludzie powiadają, że historia to przekłamana dziedzina, bo zależy kto o niej mówi albo pisze. Ten ciągnie w swoją stronę, tamten znów jeszcze inaczej. Nie ma jednej historii, ale nie brakuje różnych teorii spiskowych i niedomówień, które wręcz uniemożliwiają obiektywne patrzenie na historię. To poniekąd prawda. Rzeczywiście historia w dużej mierze przybiera odmienne barwy i odcienie w zależności od tego, kto o niej się wypowiada. Trzeba jednak podkreślić coś bardzo ważnego - historia sama w sobie jest obiektywna, ale czasami cierpi na skutek ludzi, którzy próbują jej nadać takie a nie inne rysy w zależności od poglądów, przewidywanych korzyści, itp. Historii zatem w to nie mieszajmy.


Dwóch ludzi, trzy wersje historii, ale jedna prawdziwa

Nawiązując do tytułu tego odcinka chciałbym podkreślić, że o ile rzeczywiście dwoje ludzi może nam przedstawić trzy różne historie tego samego wydarzenia, ta prawdziwa jest jedna i basta. Weźmy przykład.

Mama Darka i Marka przychodzi do domu i widzi potłuczony wazon. Woła synów i pyta co się stało. Darek mówi, że to Marek stłukł, a Marek zwala winę na Darka. Po dłuższym dochodzeniu okazało się, że między chłopcami doszło do bójki i obaj przewrócili się na stolik, na którym stał wazon. A zatem poniekąd obaj chłopcy mieli rację, ale nie do końca. Przedstawili co najmniej dwie wersje historii, lecz prawdziwa była oczywiście tylko jedna, trzecia wersja - że obaj zawinili. Proste.

fot. mary1826, Pixabay.com
Czy zatem mają rację Ci, którzy degradują i potępiają historię ze względu na mnogość poglądów i sposobów jej okazywania? Myślę, że odpowiedź jest jasna - oczywiście, że nie mają racji! Historia sama w sobie jest piękna. To prawda, że w sposobie mówienia czy pisania o niej bywa dużo subiektywizmu, a nawet kłamstw, ale tym bardziej powinniśmy wyciągać z niej jak najwięcej nauki i docierać do sedna, istoty, a co za tym idzie, najprawdziwszej prawdy ukrytej w jej wnętrzu. I myślę, że właśnie to poniekąd staramy się czynić na tym blogu, kiedy dociekamy czego uczy nas historia, kiedy sięgamy do różnych źródeł i na ich podstawie staramy się wyciągać wnioski. Bądźmy jej wiernymi i dociekliwymi uczniami, a wtedy zapewne odkryje ona przed nami jeszcze wiele swoich tajemnic.

Na koniec odsyłam Was do Biblii, a konkretnie trzeciego rozdziału Pierwszej Księgi Królewskiej (1 Krl 3,16-28 >>>). Myślę, że postawa króla Salomona w tym fragmencie to prawdziwy majstersztyk. Jest on dla nas wszystkich wzorem jak dążyć do obiektywizacji historii i jak wgryzać się w historię prawdziwą, niezmyśloną przez kogokolwiek. Dajcie znać w komentarzach co o tym sądzicie.

Odsyłam Was też to poprzednich odcinków Ciętej historii: pierwszego >>>, drugiego >>> i trzeciego >>> :)

Podoba Wam się ta seria? Wypowiedzcie się w komentarzu, polubcie, udostępnijcie innym. Dzięki!