sobota, 26 października 2019

#72 Historia nauczycielką życia | Twierdza Tower i jedna z największych tajemnic historii

Czyli m.in. o tym, jak młody zdetronizowany król zniknął bez śladu (no, prawie...)


W poprzednim odcinku Historii nauczycielki życia >>> rozprawialiśmy sobie o królu Anglii Ryszardzie III Yorku, który zginął marnie i po wiekach znaleziono jego ciało... Zainteresowanych odsyłam do stosownego tekstu po szczegóły ;) Dzisiaj w pewnym sensie zakręcimy się w podobnej tematyce. Głównym bohaterem naszego spotkania z historią będzie jednak bratanek króla Ryszarda III - to, w jaki sposób tak naprawdę zakończył żywot, do dzisiaj jest jedną z największych tajemnic historii. Na ile i czy w ogóle był w to zaangażowany jego wuj, pozostaje kwestią otwartą po dziś dzień. Czy uda nam się uchylić rąbka tajemnicy?


Umarł król, niech żyje król

9 kwietnia 1483 r. po śmierci króla Anglii Edwarda IV władza przeszła w ręce ok. 13-letniego wówczas Edwarda, najstarszego jego syna, który tym samym został Edwardem V. Jako że wiek młodego monarchy nie był jeszcze odpowiedni do sprawowania samodzielnej władzy, opiekę nad nim objął brat ojca, czyli wuj - Ryszard, co było zgodne z testamentem Edwarda IV. Mimo to do głosu doszła rodzina matki małego Edwarda V - Elżbiety Woodville. To oni przejęli władzę nad nowym królem z czym oczywiście nie godził się Ryszard Gloucester. Koniec końców to on przejął funkcję lorda protektora; po drodze najpewniej niektóre głowy pospadały z szyi, które nie były po myśli Ryszarda. W ten to sposób brat ojca zajął się w pełni opieką nad bratankami (oprócz Edwarda V był jeszcze Ryszard, jego młodszy, ok. 10-letni brat).

Edward i Ryszard w Tower, obraz Delaroche'a, fot. wikimedia (domena publiczna)

Jeśli ktoś twierdzi, że Ryszard Gloucester był kochanym wujaszkiem, to niestety musi się rozczarować. Wujo dowiódł przed angielskim parlamentem, że tak naprawdę Edward V i jego braciszek Ryszard są nieślubnymi dziećmi (ich ojca wiązała przysięga z inną kobietą). W ten właśnie sposób zdetronizowano Edwarda V pod koniec czerwca 1483 r. i królem jak nietrudno się domyślić został Ryszard, dobrze nam znany z poprzedniego odcinka - Ryszard III York.

Dzieci zostały osadzone w twierdzy Tower of London. Chłopcy byli widywani np. w trakcie zabawy na placu twierdzy, ale potem słuch po nich zaginął i właściwie do dziś trudno powiedzieć coś absolutnie pewnego w ich kwestii. Chyba najczęściej obwinia się o śmierć dzieci właśnie Ryszarda III. Wiadomo, że dorastający bratankowie mogli kiedyś stać się dla niego przeszkodą. Inni znów twierdzą, że za śmierć Edwarda i Ryszarda winę ponosiła matka przyszłego króla Henryka VII - Małgorzata Beaufort. Dodajmy, że jej syn poślubił starszą siostrę Edwarda V - Elżbietę York uznawaną za jedną z najlepszych królowych Anglii w historii, przynajmniej tak się zapisała w pamięci poddanych. Jeśli do śmierci dzieci miałoby dojść z polecenia Ryszarda III - najprawdopodobniej przyczynił się do niej zaufany rycerz monarchy - James Tyrrell, który po latach poddany torturom miał się przyznać do tego niecnego postępku. Później jednak poddawano w wątpliwość jego zwierzenia.

Dużo pytań, mało odpowiedzi

Nie wiemy też w jaki sposób pozbawiono książąt życia. Prawdopodobnie było to w lipcu 1483 r. choć są i tacy, którzy przesuwają ją na wrzesień. Mówiło się o uduszeniu podczas snu. Niektórzy sądzili, że ich ciała wrzucono do Tamizy, ale pojawiła się też hipoteza, że książęta zostali pochowani pod schodami Tower of London. Żeby było ciekawiej, w 1674 r. w trakcie remontów znaleziono dwa szkielety pod schodami: jeden większy od drugiego. Król Karol II urządził im godny pochówek. W latach 30. XX w. przeprowadzono badania szczątków, ale niewiele to dało. Na nowe nie zgadza się obecna monarchini Elżbieta II.

Tower od London, fot. Kazimierz Mendlik, wikmedia (CC BY-SA 3.0)

Kilka lat temu pewna Angielka w czasie wizyty w Tower jak każdy przeciętny turysta robiła sobie zdjęcia. Przeglądając je w domu natknęła się na jedno, na którym oprócz swojej podobizny zobaczyła też... tajemniczą twarz dziecka. Kobieta twierdziła, że na zdjęciu ujawnił się duch Edwarda V. Miał być nawet podobny do swoich odwzorowań z portretów i obrazków. Angielka uważa, że jej zdjęcie jest dowodem na rozwiązanie zagadki twierdzy Tower.

Twierdza Tower of London była świadkiem olbrzymiej liczby makabrycznych i często nie do końca wyjaśnionych zdarzeń. Dzisiaj jest za to uznanym muzeum, choć lepiej nie udawać się tam nocą. Można spotkać duchy i to nie tylko Edwarda V...

A co na to Historia nauczycielka życia?

No właśnie, czego uczy nas to dzisiejsze spotkanie z historią? Pewnie m.in. tego, co jest bardzo oczywiste: dzieje ludzkości pełne są zagadek, ale przez to historia jest ciekawa; zawsze jest coś, co czeka na odkrycie, ale najprawdopodobniej nigdy się to nie uda w 100%. Jeśli za śmiercią dzieci stał rzeczywiście Ryszard III York (nie możemy go potępiać, bo nie ma pewnych dowodów, a gdyby nawet były, to należy potępić czyn, nie człowieka), to jego żywot jest dowodem na to, że raz się jest na wozie, raz pod wozem. Kto czytał poprzedni odcinek, ten wie o czym mowa. Z kolei Edward IV był podobno odpowiedzialny za śmierć Henryka VI, króla odchodzącego od zmysłów, którego osadził również w Tower of London. Po latach jego synowie zginęli także w tej twierdzy. Znów dowód na wzloty i upadki; kto pod kim dołki kopie, sam w nie wpada...

I jeszcze jedno: niezależnie od tego czy na wspomnianym zdjęciu był duch Edwarda V, czy nie, w takich miejscach jak Tower trzeba wyrazić szacunek dla przeszłości i tych, którzy tam tragicznie zginęli. W takich miejscach niemal namacalnie można doświadczyć rzeczywistości nadprzyrodzonej. Ktoś powie, że to tylko legendarne bajania. Może nie do końca... Zapewne większość z tych śmierci wynikała z tego, że ktoś nie myślał o konsekwencjach, ale żył tu i teraz, byle tylko dobrać się do władzy. Paradoksalnie jak sobie powiedzieliśmy, w Tower czuć, że życie nie kończy się definitywnie tu na ziemi. Potrzeba jedynie odrobiny wiary, żeby tego doświadczyć. I szczypty dobrej woli...

A według Ciebie, czego jeszcze uczy nas tajemnica twierdzy Tower?

PS Mała ciekawostka: ten tekst został opublikowany w 26 miesięcznicę istnienia bloga Historia nauczycielką życia :) Jeśli Ci się spodobał, polub, skomentuj, poślij dalej. Dzięki. 

Bibliografia wpisu:

1. Ciekawostki o Tower of London >>>
;
2. Edward V >>>;
3. Czy jedno zdjęcie rozwiąże tajemnicę śmierci synów Edwarda IV? >>>;
4. Więzienie Tower of London - miejsce najokrutniejszych zbrodni >>>

sobota, 12 października 2019

#71 Historia nauczycielką życia | Z tronu na parking

Czyli m.in. o królu, którego śmierć i ponowny pogrzeb dzieliły setki lat


Ryszard III York przez bardzo wielu uznawany jest za niezwykle krwawego i godnego pogardy króla. Są jednak i tacy, którzy mniej lub bardziej skutecznie próbują przywrócić mu honor. A jak to było z tym władcą naprawdę? I jak to się stało, że jego pogrzeb odbył się kilkaset lat po śmierci? I co król Ryszard ma wspólnego ze współczesnym parkingiem? O tym dzisiaj.


Krwawe życie

Nie da się zaprzeczyć, że życie Ryszarda III Yorka było burzliwe i splamione krwią. Stał się on niechlubnym bohaterem m.in. jednego ze słynnych dramatów Szekspira.

Jego rodzina usadowiła się na angielskim tronie kosztem Lancasterów, którzy musieli ustąpić po buncie Yorków. Do dzisiaj tamte zmagania, trwające aż 30 lat, znane są jako Wojna Dwóch Róż. Te piękne kwiaty obecne były w herbach rodów Lancasterów i Yorków: odpowiednio czerwona u tych pierwszych i biała u drugich. To były prawdziwie tragiczne lata. Ok. 80% angielskich rodów angielskich zostało wyciętych w pień. Odbywała się prawdziwa gra o tron: raz jedni, raz drudzy byli górą. Przez pewien czas panował Edward IV York, ale i tak trudno było mówić o spokojnych czasach za jego panowania.

Gdy Edward IV opuścił ziemski padół wzrosły notowania jego młodszego brata Ryszarda. Następcą Edwarda IV miał zostać małoletni Edward V (i został na 2,5 miesiąca), ale po krwawej ścieżce na tron wdrapał się sam Ryszard i został monarchą - Ryszardem III. Co się stało z Edwardem V, tego do dziś do końca nie wiadomo...

fot. Król Ryszard III, wikimedia (domena publiczna)
Pomimo okrutnie trudnych czasów Ryszard III starał się trzymać dzielnie za sterami Anglii. Szczęście odwróciło się od niego 22 sierpnia 1485 r. Doszło wtedy do słynnej bitwy pod Bosworth, uznawanej przez niektórych za ostatnią wielką bitwę średniowiecza; kończyła ona wspomnianą Wojnę Dwóch Róż; tam, mając nieco ponad 30 lat, poległ król Ryszard, a jego śmierć była najprawdopodobniej niezwykle tragiczna i pełna boleści. Zwycięzcami i pogromcami władcy okazali się stronnicy Lancasterów pod wodzą Henryka Tudora, który został królem jako Henryk VII. Monarchę pochowano w klasztorze franciszkańskim w Leicester, który został zburzony w 1538 r.

Słuch po Ryszardzie III prawie zaginął aż do 2012 r., kiedy to na jednym z angielskich parkingów dokonano niezwykłego odkrycia.

 Niecodzienne znalezisko na parkingu 

Właśnie w 2012 r. naukowcom udało się zlokalizować miejsce pochówku Ryszarda III. Znaleziono kości ludzkie, które na podstawie badań (porównano DNA z materiałem genetycznym Kanadyjki, która jest krewną rodziny monarchy - 17 pokoleń później) i porównań ze źródłami historycznymi dość jednoznacznie powiązano z osobą wspomnianego monarchy. Ustalono m.in., że zmarły miał poważną deformację kręgosłupa co zgadza się przykładowo z opisami zaczerpniętymi ze sztuki Wiliama Szekspira. Dowiedziono, że zajadał się owocami morza. Znaleziono też liczne ślady obrażeń czaszki i ciała, co dowodzi, że monarcha wiele się nacierpiał.

Szczątki spoczywały pod obskurnym parkingiem. Dzięki penetracji starych zapisów historycznych historykom udało się ustalić miejsce, gdzie niegdyś stał klasztor franciszkański, a to już było krokiem milowym w procesie poszukiwania grobu Ryszarda III. 

W marcu 2015 r. pochowano doczesne szczątki Ryszarda III w katedrze św. Marcina w Leicester.

fot. Trumna ze szczątkami Ryszarda III, Kris1973 - Praca własna, wikimedia (licencja CC BY-SA 4.0)
Co ciekawe, w XIX i XX w. powstały organizacje mające na celu przywrócenie czci i godności Ryszardowi III - władcy, który jak wiemy ma w historiografii opinię tyrana. Są to m.in. Stowarzyszenie Przyjaciół Króla Ryszarda III oraz Towarzystwo Ryszarda III.

Tradycyjna nauka

Ten blog nie nazywałby się Historia nauczycielką życia, gdybyśmy nie wrzucali jakiegoś morału płynącego z opowiadanych historii. Nie inaczej będzie oczywiście dzisiaj. Czego zatem uczy nas historia z królem Ryszardem III, jego tragiczna śmierć i miejsce spoczynku na angielskim parkingu? Myślę, że może warto zwrócić dzisiaj uwagę na kwestię dość oczywistą, ale bardzo ważną: w życiu nie chodzi o to żeby jak najwięcej mieć, ale liczy się coś głębszego. Jasne, że trzeba się starać, żeby żyć godnie, ale może jeszcze większy nacisk trzeba kłaść żeby i innym żyło się jak najlepiej. Niezależnie od pochodzenia i sprawowanych funkcji wszyscy kończymy w trumnach. Historia tego dowodzi już od niepamiętnych czasów.

fot. Wikilmages, Pixabay.com

I jeszcze coś: nie możemy nikogo definitywnie potępiać i skreślać, musimy tylko potępiać złe zachowania. Wspomniane instytucje przywracające cześć Ryszardowi III są może dobrym pomysłem, byle tylko nie przeginały w drugą stronę, gloryfikując władcę. Natomiast jeśli będą obalać krzywdzące mity na jego temat, to znakomicie.

A Wam jaka nauka nasuwa się po dzisiejszej lekturze?


Bibliografia wpisu:

1. Ryszard III York - krwawa gra o tron >>>
;
2. Szukali i znaleźli. Szczątki króla na parkingu >>>
3. Umierał w mękach, przeciwnicy nie mieli litości. Jak zginął król Ryszard III? >>>

czwartek, 26 września 2019

#70 Historia nauczycielką życia | Podsumowanie rocznicowe nr 2 (2018-2019)

To już 2 lata :)

Tempus fugit, aeternitas manet...


Wszystko zaczęło się 26 sierpnia 2017 r. (o tym, dlaczego ta data przeczytaj stosowny tekst). Wtedy to powstał mój drugi blog Historia nauczycielką życia. Jak pewnie wielu z Was się orientuje, 3 maja 2017 r. pojawił się mój debiutancki blog funkcjonujący do dziś - biblijnyraban.blogspot.com. Dzisiaj pragnę się z Wami podzielić garścią informacji i refleksji, jakie rodzą się w mojej głowie na bazie tych dwóch minionych lat.

 
Bardzo dobrze zapewne orientujecie się, że temu blogowi przyświeca słynna dewiza Cycerona. Poświęciłem jej też osobny tekst. Po lekturze tekstu na stronie głównej możecie się dowiedzieć m.in. tego, że jeszcze w moich czasach gimnazjalnych ta dewiza przylgnęła do mnie, gdyż często powtarzał nam ją nauczyciel. I tak to już jest, że piszę tu o historii zawsze w kontekście jej przydatności dla nas dziś i jutro, czyli obecnie i w przyszłości. Oczywiście, nie można pisać zawsze tylko w stylu bardzo poważnym i górnolotnym. Nie! Z tego względu macie na blogu do wyboru teksty przyporządkowane do różnych kategorii (oto przykładowe: rocznice, 100plus Cudowna historia Polski_seria specjalna, Ciekawostki-mininauki i nauczki, Jak cię widzą tak cię piszą (o intrygujących przydomkach władców) i wpisy specjalne oraz najnowsza o nazwie Cięta historia) i myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Mam jednak nadzieję, że niezależnie od kategorii wszystkie artykuły mogą się okazać przydatne i interesujące jeśli tylko okaże się trochę dobrej woli.

Pora na garść statystyk (stan na 15 września 2019)


No to czas na małą porcyjkę statystyk: zbiorczo z dwóch lat funkcjonowania bloga.

Blog przekroczył 16 tys. wyświetleń (po 1 roku było 7 tys.), powstało w sumie 70 tekstów (po roku 50), stronę odwiedziło 1371 użytkowników (po roku 470); wśród nich 114 takich, którzy zawitali na bloga przynajmniej 2 razy (po roku było ich 36).

I jeszcze media społecznościowe: 190 polubień profilu Biblia i Historia na Facebooku (po roku 120), 74 obserwujących na Twitterze (po roku 35) i jeszcze kilku sympatyków w serwisach Zblogowani i Wykop. Jak wiemy, Google Plus jakiś czas temu przestało istnieć. Gdyby tak zebrać całą Społeczność ze wszystkich profili uzbiera się ok. ćwierć tysiąca osób. Bardzo się cieszę, że tworzymy razem biblijno-historyczną rodzinę!

fot. rawpixel, Pixabay.com
Wiem: też liczby nie powalają na kolana wielkich blogerów :) Ja się jednak cieszę, że wzrosty statystyk są znaczące i systematycznie rośnie liczba miłośników Historii, która uczy nas jak żyć.

Mam też wielką prośbę do Was: każde Wasze polubienie, każde udostępnienie daje blogowi większe szanse na dotarcie do innych. Nie chodzi o mnie, ale mam nadzieję, że prezentowane tutaj treści chociaż w jakimś stopniu są dla kogoś ważne i przydatne, więc z góry jestem Wam wdzięczny za pomoc przy promowaniu tych tekstów. Dzięki!!!

Marzenia i cele - poniekąd niezmienne...

Gdy sobie zerknąłem do wpisu rocznicowego z tamtego roku to zorientowałem się, że moje marzenia i cele związane z tym blogiem w dużej mierze pozostały niezmienne. Dlatego cytuję je Wam poniżej:

"Podstawowym marzeniem jest to, ażeby jak najwięcej ludzi uczyło się żyć od historii i przynajmniej ją szanowało.

Lubię powtarzać, że nie każdy musi pasjonować się historią, ale każdy powinien ją szanować. Oczywiście najlepiej byłoby, żeby jak najwięcej osób także się nią pasjonowało i to jest moje kolejne marzenie.

Cele? Rozszerzanie działalności, docieranie do użytkowników wszystkimi sposobami". 

A tak pół żartem, pół serio, moim wielkim marzeniem jest dogonić i przegonić twórców pewnego ameykańskiego serialu, emitownego również w Polsce, który zasłynął jako najdłuższy tasiemiec, obecnie ma już w USA ponad 8 tys. odcinków, a w Polsce ponad 7 tys. Co byście powiedzieli na to, żeby Historia nauczycielka życia też miała tyle? Oczywiście nie mogę tego obiecać, ale oby się spełniło ;) Wtedy wyglądałoby to tak: #10000 Historia nauczycielką życia | ...


Laur Przyjaciela Historii - po raz drugi!

fot. 3dman_eu (Pixabay.com)

Rok temu miałem przyjemność i zaszczyt wręczyć Laury po raz pierwszy. Listę laureatów można sprawdzić w zeszłorocznym tekście podsumowującym pierwszy rok blogowania.

W maju 2018 rozdałem Złote Rabany 2017/2018, podobnie w maju tego roku.

W tym roku chciałbym szczególnie docenić Bartosza Rozwadowskiego. To on dostaje Laur Przyjaciela Historii. Jest autorem bloga Rozbria.pl. To już jego druga "statuetka" :) Gratulacje! Dzięki za zaangażowanie w promowanie wiedzy historycznej i aktywność w internecie, szczególnie w mediach społecznościowych.


Poza "statuetką" pragnę wręczyć również wyróżnienia. One wędrują do Ryszarda Koszczyńskiego, Jakuba J. Nowaka i Anny Zapolnik. Gratulacje!


Laur Przyjaciela Historii jest nagrodą tylko wirtualną, ale za laureata odmówię modlitwę Ojcze nasz - za niego i jego dzieła. Oczywiście nie zapominam w modlitwie także o całej Społeczności. 

 

Tradycyjne odnowienie zawierzenia

 

  Cytuję z zeszłego roku i na nowo zawierzamy:

"Chodzi o zawierzenie mojego blogowania Panu Bogu i Matce Bożej. Wielu pewnie się z tym nie zgadza, ale według mnie historia bez Opatrzności Bożej zwyczajnie nie ma sensu. Mógłbym pisać o historii tylko areligijnie i "neutralnie", ale wtedy byłbym wobec Was hipokrytą i obłudnikiem, a ja tego nie chcę, bo po prostu Was lubię i szanuję.

Dlatego też polecam to nasze wspólne blogowanie opiece z Wysoka, a także Was wszystkich".


Do poczytania zatem w następnych tekstach i do siego roku, bo wierzę, że już za rok ukaże się trzeci wpis rocznicowy. Musimy przecież gonić 10 tys. odcinków, no nie? ;)


Pozdrawiam Was najserdeczniej.


sobota, 14 września 2019

#69 Historia nauczycielką życia | CH/4 Dwóch ludzi, trzy historie?

Czyli m.in. o tym czy historii można wierzyć



Czasami ludzie powiadają, że historia to przekłamana dziedzina, bo zależy kto o niej mówi albo pisze. Ten ciągnie w swoją stronę, tamten znów jeszcze inaczej. Nie ma jednej historii, ale nie brakuje różnych teorii spiskowych i niedomówień, które wręcz uniemożliwiają obiektywne patrzenie na historię. To poniekąd prawda. Rzeczywiście historia w dużej mierze przybiera odmienne barwy i odcienie w zależności od tego, kto o niej się wypowiada. Trzeba jednak podkreślić coś bardzo ważnego - historia sama w sobie jest obiektywna, ale czasami cierpi na skutek ludzi, którzy próbują jej nadać takie a nie inne rysy w zależności od poglądów, przewidywanych korzyści, itp. Historii zatem w to nie mieszajmy.


Dwóch ludzi, trzy wersje historii, ale jedna prawdziwa

Nawiązując do tytułu tego odcinka chciałbym podkreślić, że o ile rzeczywiście dwoje ludzi może nam przedstawić trzy różne historie tego samego wydarzenia, ta prawdziwa jest jedna i basta. Weźmy przykład.

Mama Darka i Marka przychodzi do domu i widzi potłuczony wazon. Woła synów i pyta co się stało. Darek mówi, że to Marek stłukł, a Marek zwala winę na Darka. Po dłuższym dochodzeniu okazało się, że między chłopcami doszło do bójki i obaj przewrócili się na stolik, na którym stał wazon. A zatem poniekąd obaj chłopcy mieli rację, ale nie do końca. Przedstawili co najmniej dwie wersje historii, lecz prawdziwa była oczywiście tylko jedna, trzecia wersja - że obaj zawinili. Proste.

fot. mary1826, Pixabay.com
Czy zatem mają rację Ci, którzy degradują i potępiają historię ze względu na mnogość poglądów i sposobów jej okazywania? Myślę, że odpowiedź jest jasna - oczywiście, że nie mają racji! Historia sama w sobie jest piękna. To prawda, że w sposobie mówienia czy pisania o niej bywa dużo subiektywizmu, a nawet kłamstw, ale tym bardziej powinniśmy wyciągać z niej jak najwięcej nauki i docierać do sedna, istoty, a co za tym idzie, najprawdziwszej prawdy ukrytej w jej wnętrzu. I myślę, że właśnie to poniekąd staramy się czynić na tym blogu, kiedy dociekamy czego uczy nas historia, kiedy sięgamy do różnych źródeł i na ich podstawie staramy się wyciągać wnioski. Bądźmy jej wiernymi i dociekliwymi uczniami, a wtedy zapewne odkryje ona przed nami jeszcze wiele swoich tajemnic.

Na koniec odsyłam Was do Biblii, a konkretnie trzeciego rozdziału Pierwszej Księgi Królewskiej (1 Krl 3,16-28 >>>). Myślę, że postawa króla Salomona w tym fragmencie to prawdziwy majstersztyk. Jest on dla nas wszystkich wzorem jak dążyć do obiektywizacji historii i jak wgryzać się w historię prawdziwą, niezmyśloną przez kogokolwiek. Dajcie znać w komentarzach co o tym sądzicie.

Odsyłam Was też to poprzednich odcinków Ciętej historii: pierwszego >>>, drugiego >>> i trzeciego >>> :)

Podoba Wam się ta seria? Wypowiedzcie się w komentarzu, polubcie, udostępnijcie innym. Dzięki!

czwartek, 8 sierpnia 2019

#68 Historia nauczycielką życia | CH/3 Historii nie trzeba lubić...

Czyli m.in. o tym, że wcale nie musisz lubić historii (chociaż gdybyś lubił, tak byłoby najlepiej :)


Mamy już za sobą dwa spotkania w ramach Ciętej historii (>>> i >>>). Dziś przyszedł czas na kolejne. Wiem, że tytuł tego odcinka może brzmieć dziwnie dla miłośników historii i jak oczywistość dla jej przeciwników lub tych, dla których nie ma ona żadnej wartości emocjonalnej. Mitem jest jednak stwierdzenie, że każdy musi lubić historię. Bardzo trudno mi się to pisze, bo jak pewnie dobrze wiecie, historia jest bliska mojemu sercu. A zatem nie każdy musi lubić historię, ale każdy musi ją... O tym dzisiaj.


Miłość niekoniecznie, chapeau bas zawsze

Czasami słyszy się jak ktoś mówi, że historię to trzeba lubić, trzeba mieć zamiłowanie do tych dat, osób, różnych faktów i wydarzeń. Trzeba to lubić, żeby się tym zajmować. I poniekąd to jest prawda, bo nie każdy musi pasjonować się tą dziedziną wiedzy i nią się na co dzień zajmować. Oczywiście oby zawsze jak najwięcej ludzi należało do grona pasjonatów historii, co jest myślę wielkim marzeniem wielu z nas. Kończąc zaczętą w poprzednim akapicie myśl powiedzmy sobie, że nie każdy musi lubić historię, ale każdy musi ją szanować. O tak! Oczywiście mówimy o historii prawdziwej, nie jakiejś tam spiskowej, szemranej czy w jakiś sposób przekłamanej. Chodzi o historię czystą jak łza i szczerą oraz autentyczną do bólu. Bez względu jaka by ona była, trzeba ją szanować.

Fot. JillWellington, Pixabay.com

Powtórzymy to raz jeszcze, że osoba zajmująca się historią zawodowo czy w ogóle nieco więcej na co dzień, powinna oczywiście lubić historię. Jednak i ci wszyscy, którzy z historią mają może do czynienia mniej więcej tyle, że posiadają przodków, żyją w miejscu o jakiejś historii lub po prostu chcąc nie chcąc żyjąc z dnia na dzień tworzą mniej lub bardziej ciekawą historię - wszyscy oni powinni historię szanować.

Przepraszam za dosadne porównanie, ale to w końcu cięta historia - ktoś kto nie szanuje historii przypomina trochę ptaka, który narobił we własne gniazdo. Wszak historia czy tego chcemy, czy nie, jest takim naszym gniazdem, w którym żyjemy. Naszym zadaniem jest ciągle tworzyć nową historię, czyli dobudowywać nowe partie gniazda. Jeśli jednak nie uszanujemy historii oraz dorobku tych, którzy ją tworzyli to czy w takim wypadku można nas nazwać prawdziwymi ludźmi...?

A zatem szanujmy historię i zdejmujmy kapelusz, choćby tylko ten symboliczny, przed tymi, którzy ją pisali. Przebaczajmy błędy przodków, ale rozliczajmy winnych i starajmy się nie powielać ich błędów. Oto jedne z naszych najważniejszych zadań jakie stoją przede mną i przed Tobą, przed nami wszystkimi.

sobota, 13 lipca 2019

#67 Historia nauczycielką życia | CH/2 Kości, ścięgna i mięśnie - to nie cała historia!

Czyli m.in. o tym, że to coś więcej niż niektórzy myślą


Ostatnio wspólnymi siłami próbowaliśmy się rozprawić z pierwszym mitem na temat historii, dość trywialnym: czy warto w ogóle patrzeć za siebie >>>. Dzisiaj pójdziemy krok dalej i zastanowimy się  czy ma rację ktoś, kto być może próbuje Ci wmówić, że historia to tylko daty, osoby i wydarzenia. A Ty mu odpowiedz: a czy Ty to tylko kości, ścięgna i mięśnie?


Szkielet to rekwizyt na biologii, ale historia to życie

Ci, którzy uważają historię za jakiś śmietnik z suchymi datami i wydarzeniami oraz osobami zachowują się tak, jakby siedzieli na lekcji biologii i wpatrywali się w kościotrupa. Pamiętamy jak pani od przyrody prosiła żeby pokazać na nim poszczególne kości. Ale przecież biologia to nie tylko nauka o kościach, więc dlaczego historia miałaby być nauką jedynie o wydarzeniach, osobach i datach? Podobnie jest z matematyką: liczby spotykamy w matematyce niemal na każdym kroku, podobnie jak daty w historii, no ale rzecz jasna najważniejsze są tajemne dla wielu humanistów relacje między nimi i to, co wynika z takiego, a nie innego szeregu liczb, ich koligacji i zestawień, itp. Analogicznie w przypadku historii: daty są w tej dziedzinie ważne, żebyśmy zawsze mieli jakiś punkt odniesienia dla tego o czym rozmawiamy.

fot. massagenerds, Pixabay.com


Jeśli porównamy sobie daty do kości, osoby do ścięgien, a wydarzenia do mięśni to okaże się, że brakuje nam np. skóry, krwi, narządów wewnętrznych i jeszcze jednego elementu, którego istnienie wielu neguje (a szkoda), czyli duszy.

Wiemy przecież dobrze, że w historii znajdziemy szereg ciekawostek z życia wziętych >>>, informacje o codziennym życiu prostych ludzi >>> (nie tylko koronowanych głów), wiele tajemnic zapierających dech w piersiach i do dziś nieodkrytych >>>, afery i skandale >>>, przykłady dzieł wielkich i naprawdę zacnych inicjatyw >>>, itp., itd. Tak można by jeszcze wiele mówić. To wszystko można porównać do widzialnych elementów ciała człowieka, których przykłady wcześniej wymieniliśmy (skóra, narządy, itp.).

A co z duszą? Historia też ją ma. Jak ją znaleźć? Może wystarczy sobie zadać pytanie: Po co i w jakim celu to wszystko powstało i do czego to zmierza?

Niech każdy z nas spróbuje sobie na nie odpowiedzieć.

czwartek, 11 lipca 2019

#66 Historia nauczycielką życia | CH/1 Dziś i jutro, a wczoraj?

Czyli m.in. o tym czy warto patrzeć za siebie


Trwają wakacje. Pomyślałem, że w tym luźniejszym czasie wrzucę kilka tekstów z nowej serii, którą nazwałem "Cięta historia" :) Jak zapewne wiemy, "cięty" znaczy trafnie, ostro, często dosadnie umiejący coś skomentować, nierzadko nawet złośliwie. Dosłowne znaczenie tego słowa dotyczy czegoś, co po prostu zostało ucięte. Chciałbym, żeby takie były te (prawdopodobnie trzy) wakacyjne teksty na tym blogu - po pierwsze rozprawiające się z jakąś kwestią (może unikniemy złośliwości, bo to nikomu nie jest potrzebne, ale dosadność i celność wywodu, to już co innego :), a po drugie zwyczajnie krótkie.

Tematyka tych trzech tekstów może nie będzie tak jak dotychczas dotykać konkretnego wydarzenia historycznego, ale będzie krótką wakacyjną refleksją odnoszącą się do jakiegoś mitu, krzywdzącego osądu na temat historii. Będzie to coś w rodzaju Mitołamacza >>>, tyle że w wydaniu historycznym.

Dodam tylko, że na moim drugim blogu Biblijny Raban w ciągu wakacji ukaże się dziesięć tekstów w ramach serii Pan Bóg na wakacjach >>> (sezon 3).


Czy potrzebne nam jest "wczoraj"?

Od czasu do czasu słyszy się słowa nawet z ust tęgich i zacnych osobistości, że historia to przeżytek, który musi odejść w cień na rzecz innych, bardziej przyszłościowych kierunków. Matematyka, fizyka, chemia, technologia - to są kagańce oświaty i motory napędzające świat do przodu. Wielu żyje głównie po to, żeby zapełnić możliwie najbardziej liczne konta bankowe. Po co im historia, ta "kula u nogi"?

Nie da się zaprzeczyć, że tzw. przedmioty ścisłe to bardzo ważne byty w naszym świecie, bo przecież trzeba coś porachować, trzeba wynaleźć jakiś nowy lek na nieuleczalne choroby, trzeba znać podstawowe prawa fizyki, żeby na przykład nie uznać, że każdy jest supermanem i może bez szwanku skoczyć z dziesiątego piętra na asfalt. Osobiście jednak nie rozumiem przeciwstawiania ich zacnej historii i humanistyce. Moim zdaniem, i wiem, że nie jestem w tym twierdzeniu osamotniony, historia jest przynajmniej tak ważna jak wszelkie inne dyscypliny wiedzy i nauki. Jest tak ważna przede wszystkim nie ze względu na daty, fakty i osoby, ale z tej przyczyny, że jest nauczycielką życia. Mówi ci coś to hasło? ;) To właśnie staram się od 66 wpisów promować, że warto od czasu do czasu zerknąć za siebie, żeby to, co koło nas i to, co przed nami, zostało przez nas jak najlepiej wykorzystane.

W dziedzinach ścisłych ukryte są strzępy historii, ale wszelkie przedmioty ścisłe w całości wpisują się w bieg historii, fot. DarWorkX, Pixabay.com

Jeśli jesteś biznesmenem może warto, żebyś zerkną do historii i poczytał o sukcesach oraz porażkach innych, abyś Ty mógł zwiększyć szanse na powodzenie swoich interesów. Jeśli jesteś matematykiem, fizykiem lub chemikiem warto, żebyś zainspirował się czymś lub kimś z przeszłości; to pomoże Ci też uniknąć wynajdywania koła po raz drugi.

I najważniejsze: historia jako dziedzina humanistyczna jest przede wszystkim nauką o człowieku. Jeśli nie chcesz się stać bezdusznym robotem, ścisłowcem w negatywnym tego słowa znaczeniu, powinieneś uczyć się od historii bycia człowiekiem. Bo to chyba o to tak naprawdę w życiu chodzi. Tego uczy nas historia.

Czy mam rację...?


Bibliografia wpisu:

1. 
sjp.pwn.pl