sobota, 14 września 2019

#69 Historia nauczycielką życia | CH/4 Dwóch ludzi, trzy historie?

Czyli m.in. o tym czy historii można wierzyć



Czasami ludzie powiadają, że historia to przekłamana dziedzina, bo zależy kto o niej mówi albo pisze. Ten ciągnie w swoją stronę, tamten znów jeszcze inaczej. Nie ma jednej historii, ale nie brakuje różnych teorii spiskowych i niedomówień, które wręcz uniemożliwiają obiektywne patrzenie na historię. To poniekąd prawda. Rzeczywiście historia w dużej mierze przybiera odmienne barwy i odcienie w zależności od tego, kto o niej się wypowiada. Trzeba jednak podkreślić coś bardzo ważnego - historia sama w sobie jest obiektywna, ale czasami cierpi na skutek ludzi, którzy próbują jej nadać takie a nie inne rysy w zależności od poglądów, przewidywanych korzyści, itp. Historii zatem w to nie mieszajmy.


Dwóch ludzi, trzy wersje historii, ale jedna prawdziwa

Nawiązując do tytułu tego odcinka chciałbym podkreślić, że o ile rzeczywiście dwoje ludzi może nam przedstawić trzy różne historie tego samego wydarzenia, ta prawdziwa jest jedna i basta. Weźmy przykład.

Mama Darka i Marka przychodzi do domu i widzi potłuczony wazon. Woła synów i pyta co się stało. Darek mówi, że to Marek stłukł, a Marek zwala winę na Darka. Po dłuższym dochodzeniu okazało się, że między chłopcami doszło do bójki i obaj przewrócili się na stolik, na którym stał wazon. A zatem poniekąd obaj chłopcy mieli rację, ale nie do końca. Przedstawili co najmniej dwie wersje historii, lecz prawdziwa była oczywiście tylko jedna, trzecia wersja - że obaj zawinili. Proste.

fot. mary1826, Pixabay.com
Czy zatem mają rację Ci, którzy degradują i potępiają historię ze względu na mnogość poglądów i sposobów jej okazywania? Myślę, że odpowiedź jest jasna - oczywiście, że nie mają racji! Historia sama w sobie jest piękna. To prawda, że w sposobie mówienia czy pisania o niej bywa dużo subiektywizmu, a nawet kłamstw, ale tym bardziej powinniśmy wyciągać z niej jak najwięcej nauki i docierać do sedna, istoty, a co za tym idzie, najprawdziwszej prawdy ukrytej w jej wnętrzu. I myślę, że właśnie to poniekąd staramy się czynić na tym blogu, kiedy dociekamy czego uczy nas historia, kiedy sięgamy do różnych źródeł i na ich podstawie staramy się wyciągać wnioski. Bądźmy jej wiernymi i dociekliwymi uczniami, a wtedy zapewne odkryje ona przed nami jeszcze wiele swoich tajemnic.

Na koniec odsyłam Was do Biblii, a konkretnie trzeciego rozdziału Pierwszej Księgi Królewskiej (1 Krl 3,16-28 >>>). Myślę, że postawa króla Salomona w tym fragmencie to prawdziwy majstersztyk. Jest on dla nas wszystkich wzorem jak dążyć do obiektywizacji historii i jak wgryzać się w historię prawdziwą, niezmyśloną przez kogokolwiek. Dajcie znać w komentarzach co o tym sądzicie.

Odsyłam Was też to poprzednich odcinków Ciętej historii: pierwszego >>>, drugiego >>> i trzeciego >>> :)

Podoba Wam się ta seria? Wypowiedzcie się w komentarzu, polubcie, udostępnijcie innym. Dzięki!

czwartek, 8 sierpnia 2019

#68 Historia nauczycielką życia | CH/3 Historii nie trzeba lubić...

Czyli m.in. o tym, że wcale nie musisz lubić historii (chociaż gdybyś lubił, tak byłoby najlepiej :)


Mamy już za sobą dwa spotkania w ramach Ciętej historii (>>> i >>>). Dziś przyszedł czas na kolejne. Wiem, że tytuł tego odcinka może brzmieć dziwnie dla miłośników historii i jak oczywistość dla jej przeciwników lub tych, dla których nie ma ona żadnej wartości emocjonalnej. Mitem jest jednak stwierdzenie, że każdy musi lubić historię. Bardzo trudno mi się to pisze, bo jak pewnie dobrze wiecie, historia jest bliska mojemu sercu. A zatem nie każdy musi lubić historię, ale każdy musi ją... O tym dzisiaj.


Miłość niekoniecznie, chapeau bas zawsze

Czasami słyszy się jak ktoś mówi, że historię to trzeba lubić, trzeba mieć zamiłowanie do tych dat, osób, różnych faktów i wydarzeń. Trzeba to lubić, żeby się tym zajmować. I poniekąd to jest prawda, bo nie każdy musi pasjonować się tą dziedziną wiedzy i nią się na co dzień zajmować. Oczywiście oby zawsze jak najwięcej ludzi należało do grona pasjonatów historii, co jest myślę wielkim marzeniem wielu z nas. Kończąc zaczętą w poprzednim akapicie myśl powiedzmy sobie, że nie każdy musi lubić historię, ale każdy musi ją szanować. O tak! Oczywiście mówimy o historii prawdziwej, nie jakiejś tam spiskowej, szemranej czy w jakiś sposób przekłamanej. Chodzi o historię czystą jak łza i szczerą oraz autentyczną do bólu. Bez względu jaka by ona była, trzeba ją szanować.

Fot. JillWellington, Pixabay.com

Powtórzymy to raz jeszcze, że osoba zajmująca się historią zawodowo czy w ogóle nieco więcej na co dzień, powinna oczywiście lubić historię. Jednak i ci wszyscy, którzy z historią mają może do czynienia mniej więcej tyle, że posiadają przodków, żyją w miejscu o jakiejś historii lub po prostu chcąc nie chcąc żyjąc z dnia na dzień tworzą mniej lub bardziej ciekawą historię - wszyscy oni powinni historię szanować.

Przepraszam za dosadne porównanie, ale to w końcu cięta historia - ktoś kto nie szanuje historii przypomina trochę ptaka, który narobił we własne gniazdo. Wszak historia czy tego chcemy, czy nie, jest takim naszym gniazdem, w którym żyjemy. Naszym zadaniem jest ciągle tworzyć nową historię, czyli dobudowywać nowe partie gniazda. Jeśli jednak nie uszanujemy historii oraz dorobku tych, którzy ją tworzyli to czy w takim wypadku można nas nazwać prawdziwymi ludźmi...?

A zatem szanujmy historię i zdejmujmy kapelusz, choćby tylko ten symboliczny, przed tymi, którzy ją pisali. Przebaczajmy błędy przodków, ale rozliczajmy winnych i starajmy się nie powielać ich błędów. Oto jedne z naszych najważniejszych zadań jakie stoją przede mną i przed Tobą, przed nami wszystkimi.

sobota, 13 lipca 2019

#67 Historia nauczycielką życia | CH/2 Kości, ścięgna i mięśnie - to nie cała historia!

Czyli m.in. o tym, że to coś więcej niż niektórzy myślą


Ostatnio wspólnymi siłami próbowaliśmy się rozprawić z pierwszym mitem na temat historii, dość trywialnym: czy warto w ogóle patrzeć za siebie >>>. Dzisiaj pójdziemy krok dalej i zastanowimy się  czy ma rację ktoś, kto być może próbuje Ci wmówić, że historia to tylko daty, osoby i wydarzenia. A Ty mu odpowiedz: a czy Ty to tylko kości, ścięgna i mięśnie?


Szkielet to rekwizyt na biologii, ale historia to życie

Ci, którzy uważają historię za jakiś śmietnik z suchymi datami i wydarzeniami oraz osobami zachowują się tak, jakby siedzieli na lekcji biologii i wpatrywali się w kościotrupa. Pamiętamy jak pani od przyrody prosiła żeby pokazać na nim poszczególne kości. Ale przecież biologia to nie tylko nauka o kościach, więc dlaczego historia miałaby być nauką jedynie o wydarzeniach, osobach i datach? Podobnie jest z matematyką: liczby spotykamy w matematyce niemal na każdym kroku, podobnie jak daty w historii, no ale rzecz jasna najważniejsze są tajemne dla wielu humanistów relacje między nimi i to, co wynika z takiego, a nie innego szeregu liczb, ich koligacji i zestawień, itp. Analogicznie w przypadku historii: daty są w tej dziedzinie ważne, żebyśmy zawsze mieli jakiś punkt odniesienia dla tego o czym rozmawiamy.

fot. massagenerds, Pixabay.com


Jeśli porównamy sobie daty do kości, osoby do ścięgien, a wydarzenia do mięśni to okaże się, że brakuje nam np. skóry, krwi, narządów wewnętrznych i jeszcze jednego elementu, którego istnienie wielu neguje (a szkoda), czyli duszy.

Wiemy przecież dobrze, że w historii znajdziemy szereg ciekawostek z życia wziętych >>>, informacje o codziennym życiu prostych ludzi >>> (nie tylko koronowanych głów), wiele tajemnic zapierających dech w piersiach i do dziś nieodkrytych >>>, afery i skandale >>>, przykłady dzieł wielkich i naprawdę zacnych inicjatyw >>>, itp., itd. Tak można by jeszcze wiele mówić. To wszystko można porównać do widzialnych elementów ciała człowieka, których przykłady wcześniej wymieniliśmy (skóra, narządy, itp.).

A co z duszą? Historia też ją ma. Jak ją znaleźć? Może wystarczy sobie zadać pytanie: Po co i w jakim celu to wszystko powstało i do czego to zmierza?

Niech każdy z nas spróbuje sobie na nie odpowiedzieć.

czwartek, 11 lipca 2019

#66 Historia nauczycielką życia | CH/1 Dziś i jutro, a wczoraj?

Czyli m.in. o tym czy warto patrzeć za siebie


Trwają wakacje. Pomyślałem, że w tym luźniejszym czasie wrzucę kilka tekstów z nowej serii, którą nazwałem "Cięta historia" :) Jak zapewne wiemy, "cięty" znaczy trafnie, ostro, często dosadnie umiejący coś skomentować, nierzadko nawet złośliwie. Dosłowne znaczenie tego słowa dotyczy czegoś, co po prostu zostało ucięte. Chciałbym, żeby takie były te (prawdopodobnie trzy) wakacyjne teksty na tym blogu - po pierwsze rozprawiające się z jakąś kwestią (może unikniemy złośliwości, bo to nikomu nie jest potrzebne, ale dosadność i celność wywodu, to już co innego :), a po drugie zwyczajnie krótkie.

Tematyka tych trzech tekstów może nie będzie tak jak dotychczas dotykać konkretnego wydarzenia historycznego, ale będzie krótką wakacyjną refleksją odnoszącą się do jakiegoś mitu, krzywdzącego osądu na temat historii. Będzie to coś w rodzaju Mitołamacza >>>, tyle że w wydaniu historycznym.

Dodam tylko, że na moim drugim blogu Biblijny Raban w ciągu wakacji ukaże się dziesięć tekstów w ramach serii Pan Bóg na wakacjach >>> (sezon 3).


Czy potrzebne nam jest "wczoraj"?

Od czasu do czasu słyszy się słowa nawet z ust tęgich i zacnych osobistości, że historia to przeżytek, który musi odejść w cień na rzecz innych, bardziej przyszłościowych kierunków. Matematyka, fizyka, chemia, technologia - to są kagańce oświaty i motory napędzające świat do przodu. Wielu żyje głównie po to, żeby zapełnić możliwie najbardziej liczne konta bankowe. Po co im historia, ta "kula u nogi"?

Nie da się zaprzeczyć, że tzw. przedmioty ścisłe to bardzo ważne byty w naszym świecie, bo przecież trzeba coś porachować, trzeba wynaleźć jakiś nowy lek na nieuleczalne choroby, trzeba znać podstawowe prawa fizyki, żeby na przykład nie uznać, że każdy jest supermanem i może bez szwanku skoczyć z dziesiątego piętra na asfalt. Osobiście jednak nie rozumiem przeciwstawiania ich zacnej historii i humanistyce. Moim zdaniem, i wiem, że nie jestem w tym twierdzeniu osamotniony, historia jest przynajmniej tak ważna jak wszelkie inne dyscypliny wiedzy i nauki. Jest tak ważna przede wszystkim nie ze względu na daty, fakty i osoby, ale z tej przyczyny, że jest nauczycielką życia. Mówi ci coś to hasło? ;) To właśnie staram się od 66 wpisów promować, że warto od czasu do czasu zerknąć za siebie, żeby to, co koło nas i to, co przed nami, zostało przez nas jak najlepiej wykorzystane.

W dziedzinach ścisłych ukryte są strzępy historii, ale wszelkie przedmioty ścisłe w całości wpisują się w bieg historii, fot. DarWorkX, Pixabay.com

Jeśli jesteś biznesmenem może warto, żebyś zerkną do historii i poczytał o sukcesach oraz porażkach innych, abyś Ty mógł zwiększyć szanse na powodzenie swoich interesów. Jeśli jesteś matematykiem, fizykiem lub chemikiem warto, żebyś zainspirował się czymś lub kimś z przeszłości; to pomoże Ci też uniknąć wynajdywania koła po raz drugi.

I najważniejsze: historia jako dziedzina humanistyczna jest przede wszystkim nauką o człowieku. Jeśli nie chcesz się stać bezdusznym robotem, ścisłowcem w negatywnym tego słowa znaczeniu, powinieneś uczyć się od historii bycia człowiekiem. Bo to chyba o to tak naprawdę w życiu chodzi. Tego uczy nas historia.

Czy mam rację...?


Bibliografia wpisu:

1. 
sjp.pwn.pl

sobota, 15 czerwca 2019

#65 Historia nauczycielką życia | 38 minut i 500 ofiar - historia najkrótszej wojny w dziejach

Czyli m.in. o tym, jak w niecałą godzinę lekcyjną załatwiono sprawę


Niezwykle krwawymi zgłoskami zapisały się w historii szczególnie dwie wielkie wojny światowe. Pochłonęły niezliczone wręcz masy ludzi i spowodowały mnóstwo zniszczeń. Ogrom dewastacji spotęgowany był przede wszystkim bardzo długim trwaniem tych konfliktów. Ponadto znamy z kart historii również takie konflikty, które kojarzymy m.in. przez pryzmat przedziału czasowego ukrytego w ich nazwach; są to np. wojna stuletnia (1337-1453), wojna trzynastoletnia (1454-1466), wojna trzydziestoletnia (1618-1648), wojna sześciodniowa (5-10 czerwca 1967). O ile już wojna trwająca sześć dni wydaje nam się nadzwyczaj krótka w zestawieniu z pozostałymi przykładami, o tyle wcale nie jest najkrótszą oficjalnie znaną wojną w całej historii. Na czele tej listy znajduje się to, co wydarzyło się 27 sierpnia 1896 r. na kontynencie afrykańskim. Ten konflikt trwał zaledwie... 38 minut, ale pochłonął aż pół tysiąca istnień ludzkich.


Sułtanat Zanzibaru - trochę egzotyczne państwo

Zanzibar znany jest współcześnie jako miasto leżące w południowo-wschodniej Afryce, na wyspie o tej samej nazwie. Jest trzecim co do wielkości miastem Tanzanii. Niegdyś istniało państwo - Sułtanat Zanzibaru. Nie będziemy się tutaj szczegółowo wgryzać w dzieje tego dla nas dość egzotycznego organizmu państwowego, ale na potrzeby naszego dzisiejszego spotkania z historią wystarczy wspomnieć, że od 1886 r. do 1963 r. kontrolę nad Zanzibarem sprawowali Brytyjczycy.

Jak oczywiście nietrudno się domyślić, na tronie sułtanatu zasiadali sułtanowie. 25 sierpnia 1896 r. w wyniku użycia siły nowym sułtanem został niejaki Khalid bin Barghash Al-Busaid, który zastąpił zmarłego poprzednika. Brytyjczykom nieszczególnie podobał się ten nowy człowiek na zanzibarskim tronie. Chyba jego głównym mankamentem było sympatyzowanie z Cesarstwem Niemiec. Co więcej poprzednik Al-Busaida, sprzyjający Brytyjczykom, wyznaczył przed śmiercią następcę, a na dodatek Anglicy mieli prawo na mocy specjalnej umowy mianować kolejnych sułtanów, więc dni uzurpatora na tronie wydawały się policzone.

Sułtan uzurpator
Khalid bin Barghash Al-Busaid, fot.
Bundesarchiv, wikimedia na licencji CC BY-SA 3.0 de
Szybko i skutecznie

Mówiąc krótko, Al-Busaid dostał proste ultimatum: albo do 9 rano dnia 27 sierpnia 1896 r. ustąpisz ze stołka, albo marny twój los (to parafraza, ale o to chodziło ;). Sułtan pozostał nieugięty, więc Brytyjczycy wkroczyli do akcji. Po dwóch stronach barykady stanęły siły brytyjskie i zanzibarskie. Zaczęło się od wypowiedzenia wojny Zanzibarowi przez Wielką Brytanię, potem zmagania zbrojne i podpisanie pokoju. I to wszystko zmieściło się w zaledwie tych 38 wspomnianych minutach!

Al-Busaid zgromadził całkiem spore siły, ale wynik konfrontacji z potężnymi Anglikami zdawał się być przesądzony, oczywiście na korzyść Europejczyków. Co ważne, Brytyjczykom wcale nie zależało na krwawym zaprowadzaniem porządku w Zanzibarze, więc maksymalnie odwlekali godzinę ataku i negocjowali. Uzurpator jednak ani myślał o zrzeczeniu się stanowiska. A zatem zaczęło się!

Brytyjskie okręty zaczęły ostrzeliwać ląd, osłaniając napór sił lądowych. Sułtan-uzurpator bardzo szybko musiał opuścić swój pałac straszliwie niszczony przez siły europejskie. Postanowił schronić się u konsula niemieckiego i osiadł w Niemieckiej Afryce Wschodniej, tzw. Tanganice. Co się odwlecze, to (dosłownie w tym przypadku) nie uciecze. Al-Busaid dostał się w ręce Brytyjczyków, gdy ci w trakcie I wojny światowej zajęli tereny w Afryce do tej pory należące do Niemiec.
Pałac sułtana zniszczony przez Brytyjczyków, fot. w domenie publicznej, wikimedia
Trudno nawet porównywać straty w ludziach po obu stronach konfliktu: podczas gdy tylko jeden Brytyjczyk został ranny, aż 500 żołnierzy walczących dla Zanzibaru zginęło. Zanzibarczycy na dodatek utracili jacht HHS "Glasgow". Musieli też uiścić kwotę reparacji wojennych w ramach żołdu brytyjskim żołnierzom. Koniec końców Zanzibar pozostał pod panowaniem Anglików aż do uzyskania niepodległości w 1963 r. kiedy wszedł w skład nowego państwa o nazwie Tanzania.

Tylko i aż 38 minut

Opisany pokrótce oficjalnie najkrótszy konflikt w dziejach jest doskonałą nauczką/nauką płynącą z historii. To jasne, że konflikt trwał obiektywnie rzecz ujmując niedługo: mniej niż godzina lekcyjna. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę aż pół tysiąca poległych żołnierzy to okaże się, że były to stosunkowo duże straty jak na tak krótki odcinek czasu: 500 unikalnych istnień ludzkich odeszło z tego świata. To jest przykład pewnej względności historii, w której jak wiadomo nie od dziś czas odgrywa znaczącą rolę. Czasami coś co wydaje się niewielkim w innym kontekście oznacza jednak coś znacznego. Trudno powiedzieć tak na 100% kiedy coś należy uznać za "tylko", a kiedy za "aż".

Brytyjscy żołnierze piechoty morskiej stojący przy zanzibarskiej armacie (po zdobyciu pałacu sułtana), fot. w domenie publicznej, wikimedia
Z tej historii można wyciągnąć wiele nauk, ale ta powyżej wyłuskana niech będzie dla nas dzisiaj tą główną, żebyśmy na każde wydarzenie historyczne patrzyli z różnych punktów widzenia i starali się możliwie najbardziej miarodajnie ocenić je i ukazać we właściwym świetle: ani nie przesadzonym, ani nie puszczonym mimochodem.

Zapraszam też do lektury starszych tekstów na Historii nauczycielce życia >>>. Jeśli interesuje Was szczególnie historia XIX w. to zapraszam tutaj >>>, tutaj >>> albo tutaj >>>.

Bibliografia wpisu:

1. 
29 dziwnych faktów historycznych, o których istnieniu nigdy nie słyszałeś w szkole. #9 przerażający;
2. Najkrótsza wojna w historii - starcie Anglii z Zanzibarem;
3.
Najkrótsza wojna w historii świata;

sobota, 25 maja 2019

#64 Historia nauczycielką życia | Korona królów - historia wisząca na włosku

Czyli m.in. o tym, że w historii czasami wielki ciężar wisi na włosku


Wszyscy, a szczególnie miłośnicy historii, znamy chyba to intro:


Wierni fani serialu "Korona królów" zapewne emocjonują się kolejami losu króla Kazimierza i innych bohaterów serialu. Choć oczywiście wiemy jak to wszystko potoczyło się w historii, to jednak oglądając serial możemy przeżywać radości i smutki polskiego króla, w którym rozgrywa się wewnętrzna walka z powodu ścierających się z sobą sfer: sukcesów polityczno-gospodarczych i niepowodzeń w życiu osobistym.

Tytuł tego posta może sugerować, że tą historią wiszącą na włosku są właśnie starania króla o męskiego potomka, któremu mógłby przekazać koronę. Ja jednak chciałbym się cofnąć nieco w dziejach Polski i dotknąć historii, która swego czasu trochę dała mi do myślenia.


Kazimierz Wielki - syn Władysława, syna Kazimierza, syna...

Wiemy dobrze, że król Kazimierz III Wielki był synem Władysława I Łokietka. Prawdopodobnie mniej osób wie, że ten z kolei był synem Kazimierza I Konradowica (zwanego też Kujawskim); Konradowica, gdyż jego ojcem był Konrad I Mazowiecki. Tak, ten Konrad "od Krzyżaków". Wybaczcie tę może przydługą genealogię; już zaraz kończymy :) Ojcem Konrada I był natomiast Kazimierz II Sprawiedliwy, najmłodszy syn Bolesława III Krzywoustego. Nie będziemy brnąć dalej, ale przy okazji zachęcam Was do lektury tekstu o dość niezwykłych narodzinach Bolesława III >>>, ale to już inna opowieść. I właśnie w tym momencie dotarliśmy do sprawy, która jak wiecie zainspirowała mnie swego czasu do pewnej refleksji.

Kazimierz II Sprawiedliwy, fot. wikimedia (domena publiczna)
Bolesław III Krzywousty najczęściej kojarzony jest ze swoim testamentem, w którym podzielił swoje państwo pomiędzy synów: Władysława, Bolesława, Mieszka i Henryka. No dobra, a gdzie najmłodszy Kazimierz? - słusznie ktoś zapyta. Fakt nieuwzględnienia Kazimierza w testamencie jego ojca w opinii wielu historyków należy uznać za dowód tego, że najmłodszy Bolesławowic był pogrobowcem, czyli dzieckiem urodzonym po śmierci ojca. Niektórzy sądzą jednak, że w chwili śmierci księcia Bolesława Krzywoustego w 1138 r. Kazimierz zwany później Sprawiedliwym przyszedł już na świat i był niemowlęciem. Tak czy inaczej jego pozycja wśród braci po śmierci ojca nie prezentowała się okazale, mówiąc oczywiście bardzo delikatnie.

Od zera do lidera

Podczas gdy starsi bracia toczyli mniejsze i większe potyczki o władzę w poszczególnych dzielnicach i zwierzchnictwo nad pozostałymi, mały Kazimierz najpierw prawdopodobnie wychowywany był pod okiem matki Salomei, a po jej śmierci w 1144 r. opiekę nad nim przejął brat Bolesław IV Kędzierzawy. W latach 1157-ok. 1161 prawdopodobnie przebywał na niemieckim dworze cesarskim jako zakładnik. Gdy w 1166 r. zmarł książę Henryk Sandomierski najmłodszy jego brat dostał małą dzielnicę na własność.

W 1173 r. zmarł Bolesław Kędzierzawy zostawiając po sobie małoletniego syna Leszka. Wówczas całość ziemi sandomierskiej przeszła pod władanie Kazimierza, który z kolei wziął pod opiekę bratanka Leszka. Zaledwie cztery lata później Kazimierz przejął władzę w kluczowym regionie - w ziemi krakowskiej, po wygnaniu przez możnych jego brata Mieszka III Starego. Co prawda w 1191 r. na krótko Mieszko odzyskał Kraków, ale Kazimierz stosunkowo szybko wrócił na tamtejszy tron.

Życie Kazimierza II dobiegło końca 5 V 1194 r. Faktem jest, że zmarł w trakcie uczty najprawdopodobniej na skutek otrucia. Nie wiadomo jednak dokładnie kto miałby stać za tym występkiem. Są i tacy, którzy winą obarczają jakąś mieszczkę krakowską, która miała podać księciu napój miłosny, a on go przedawkował i duch go opuścił.

A oto jak o Kazimierzu pisał kronikarz Wincenty Kadłubek >>>:

"Nadzwyczaj szlachetna wytworność tak postaci, jak rysów twarzy oraz sama wysmukła budowa ciała, nieco przewyższająca wysokością ludzi średniego wzrostu. Spojrzenie jego ujmujące, nacechowane jednak jakąś pełną szacunku godnością. Mowa zawsze skromna, zaprawiona jednak wytwornym dowcipem".

Domniemany wizerunek Kazimierza Sprawiedliwego na Płycie wiślickiej, fot. Felis domestica (licencja CC BY-SA 3.0)


Królewska gałąź z morałem

Wiemy już, że to właśnie od Kazimierza Sprawiedliwego wywodzili się dwaj ostatni wielcy Piastowie, o których traktuje "Korona królów". Kiedyś to jakoś szczególnie do mnie dotarło. Nie ci wielcy, starsi, których brał pod uwagę ojciec w swoim testamencie, dali początek linii książęcej, z której w konsekwencji wywodzili się królowie. Nie oni, ale ten być może pogrobowiec, którego własny ojciec pominął, został przodkiem m.in. Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego.

Może to przypadek, a może nie, ale przyznacie chyba, że historia i losy księcia Kazimierza Sprawiedliwego i jego linii dynastycznej dają do myślenia. Płynie z nich dla nas nauka, że jakże często w dziejach to co małe i pozornie nic nieznaczące, pominięte i nieliczące się, odnosi sukces. To częsty motyw baśni i wszelkiej maści filmów, ale takie też koleje losu pisze przede wszystkim samo życie.

Pamiętajmy o tym, gdy będziemy się raczyć kolejnym odcinkiem "Korony królów".

 

PS Jeśli chcesz poczytać więcej na Historii nauczycielce życia serdecznie zapraszam Cię do lektury poprzedniego, 63 odcinka >>> i wcześniejszych >>>.

 

Bibliografia wpisu:

1. 
Kazimierz II Sprawiedliwy;
2. Kazimierz II Sprawiedliwy;
3.
Kazimierz II Sprawiedliwy

sobota, 18 maja 2019

#63 Historia nauczycielką życia | Historia zaklęta w kapsule

Czyli m.in. o tym, że czasami marzenia o podróżach w czasie spełniają się


Choć podróże w czasie wydają się jedynie utopią i czymś rodem z filmów science fiction, to jednak jest coś, co pozwala w pewnym sensie przenosić się w czasie. Tym czymś jest... kapsuła. Weź nie żartuj sobie - ktoś może powie zdegustowany. Jasne, że nie chodzi o takie zupełnie fizyczne przenosiny w czasie, ale jednak tzw. kapsuły czasu pozwalają na bardzo namacalne odsłonięcie przed naszymi oczyma kawałka historii.

Kapsuła czasu? A co to takiego?

Najogólniej rzecz ujmując kapsuła czasu to pojemnik lub miejsce, w którym przedstawiciele danego pokolenia składują pewne ważne przedmioty dla swoich czasów (przynajmniej tak im się może wydawać). Wszystko to z myślą o potomnych, którzy za jakiś tam czas odgrzebią czy w jakikolwiek inny sposób dostaną się do zawartości takiej kapsuły i wtedy przeszłość łączy się z teraźniejszością; zawiązuje się tajemnicza nić międzypokoleniowa. 

Don Harrington Discovery Center w Amarillo w Teksasie, gdzie znajdują się cztery kapsuły czasu, które mają zostać otworzone po 25, 50, 100 i 1000 lat od zamknięcia w 1968 r. fot.
Who What Where Nguyen Why, wikimedia (licencja CC BY-SA 3.0)

Najstarsze kapsuły czasu na świecie i w Polsce

Wobec powyższego interesuje nas zapewne to, gdzie znajdują się najstarsze kapsuły czasu, znane nam współcześnie.

Zaznaczmy jeszcze to, iż samo pojęcie kapsuły czasu jest raczej terminem stosunkowo świeżym. Natomiast zjawisko umieszczania przedmiotów dla potomnych w specjalnych schowkach sięga już prawdopodobnie odległych, starożytnych czasów.

W okresie nowożytnym takie kapsuły najczęściej składowano w wieżach lub kościołach, w stosownych skrytkach.

Obecnie bodaj najstarszą oficjalnie uznawaną kapsułą czasu jest ta z Bostonu, znaleziona w trakcie prac renowacyjnych budynku Old State House w 2004 r. Oczom szczęśliwych odkrywców ukazała się skrzynka datowana na rok 1795. Co w niej się znajdowało? Były tam: tablica z opisem wydarzenia, jakim było wmurowanie kamienia węgielnego pod budynek, ponad 20 monet, w tym najstarsza jeszcze z XVII w., medal okolicznościowy z podobizną pierwszego prezydenta USA oraz gazety.

No dobra, a w Polsce? Gdzie można znaleźć najstarsze tego typu znalezisko? Spieszę z wyjaśnieniem: w 2013 r., w Zespole Szkół w Strzegomiu, odnaleziono miedzianą tubę z 1874 r. Jej wnętrze skrywało dokumenty urzędowe, monety, rękopis, a także tomik wierszy niejakiego Johanna Christiana Günthera.



Część znawców zagadnienia i historyków utrzymuje jednak, że za najstarszą polską kapsułę czasu należałoby uznać tę ze Szczecina, datowaną na czasy... Stefana Batorego! Oficjalnie jednak to strzegomskie znalezisko jest numerem jeden. Prawdopodobnie głównym przedmiotem małych okołokapsułowych niejasności jest to, iż zdaniem niektórych za kapsuły czasu należy uważać tylko te znaleziska, które zawierają sugerowaną datę otwarcia, a zatem ktoś świadomie, z premedytacją je tam wpakował.

Strzegomska kapsuła jest numerem jeden, ale tak ledwo ledwo :) Kilka lat temu w Nowej Soli w Lubuskiem znaleziono kapsułę czasu z roku... 1874. Coś Wam to mówi, prawda? Ta ze Strzegomia to też egzemplarz z 1874 r. Wtedy zapanowała chyba jakaś moda na chowanie kapsuł. Może założono się, którą wcześniej (i czy w ogóle) ktoś odkryje? :) A teraz na poważnie. W nowosolskiej kapsule znajdowały się monety, gazety i pusta butelka po winie.

Rynek w Nowej Soli, fot. Mohylek, wikimedia (licencja CC BY-SA 4.0)

A inne kapsuły?

Nie sposób tutaj wymieniać szczegółowo wszystkich kapsuł znanych nam dotychczas. Ograniczmy się do jeszcze kilku przykładów.

W karmelickim kościele w Krakowie w trakcie prac remontowych dobrano się do jednej z kul zdobiącej krzyż. W kuli znajdowała się tuba, a w niej szereg przedmiotów, które spowite były gazetą pt. "Głos Narodu" (z 1934 r.).

Teraz czas na dwie bardzo słynne, wręcz przełomowe kapsuły. Pierwsza pochodzi z 1939 r. i uważa się ją za przełomową w swoim gatunku. Wtedy też pierwszy raz nazwano coś takiego kapsułą czasu. Zaznaczmy, że niektórzy proponowali nazwę bomba zegarowa, ale to chyba byłby nazewniczy niewypał, prawda? Wtedy to, w 1939 r. w trakcie Wystawy Światowej w Nowym Jorku, przedstawiciele firmy Westinghouse upublicznili i zakopali pod ziemią na głębokości 5 m skrzynię o wadze bagatela 360 kg! Spakowano tam m.im. lalkę, nici i 15-minutowe nagranie filmowe. Zaznaczono, żeby znalazcy otwarli ją w... 6939 r. Ale czy wtedy jeszcze świat jaki znamy będzie istniał?



Jeśli ta ważąca 360 kg skrzynia to według Was gigant, to co powiecie na tzw. Kryptę Cywilizacji w Atlancie. To nawet nie skrzynia, tylko pokój o powierzchni blisko 60 mkw. Wejścia do środka chronią pancerne drzwi, a za nimi ok. tysiąca gadżetów z epoki, czyli z lat 1936-1940, kiedy to sporządzono ową Kryptę. Co znajdą tam potomni? Rzecz jasna darujemy sobie tutaj szczegółowe wyliczenia, ale wystarczy nam jedynie wspomnieć choćby figurkę Kaczora Donalda, pończochy, toster i nagrania głosu Hitlera i Stalina. Kiedy będzie można otworzyć tę kapsułę? Nieprędko... Dopiero w 8113 r.!
     
 Kapsułowy zawrót głowy 

Trzeba przyznać, że wiek XX zaowocował coraz częstszymi akcjami montowania kapsuł czasu. Przyszłe pokolenia, jeśli tylko będą tym zainteresowane, a wierzymy, że będą, na pewno będą mieć sporo ciekawych znalezisk do odkrycie, a potem obejrzenia.

Ciągle też zdarzają się nowe odkrycia, nieraz dość dziwne, o ile prawie wszystkie nie są zaskakujące i mające w sobie sporą dawkę tajemniczości. W jednej z kapsuł znaleziono m.in. jedną z pierwszych myszek komputerowych podarowaną przez samego Steve'a Jobsa. Innym razem, na Kamczatce, znaleziono z kolei... odezwę komunistyczną.

Wspomnijmy jeszcze kapsuły czasu nieco innego typu, można powiedzieć: naturalne. Swego czasu naukowcy w Kanadzie odkryli zbiornik wody, w którym zgromadzona ciecz miała bagatela 2,6 miliarda lat!!! Uczeni nie posiadali się z zachwytu, bo takie kapsuły są da nich kopalnią wiedzy o prastarych czasach. Jedak prawdopodobnie nie znaleziono tam żadnych mikroorganizmów żywych. Znamy jednak przypadki, kiedy było inaczej.



W 2011 r. badacze odkryli w RPA basen solankowy, w którym znajdowały się organizmy, których istnienie w tym miejscu trzeba liczyć w milionach lat.

Rok później rosyjscy naukowcy natknęli się na równie niezwykłe mikroorganizmy w Jeziorze Wostok, znajdującym się pod lodem. Ich materiał genetyczny był tak niesłychanie odmienny od wszystkich znanych obecnie, że mógłby należeć do kosmitów :) Wielu badaczy ma dość spore obawy przed grzebaniem w poszukiwaniu prastarych organizmów. Twierdzą, że o nieszczęście nietrudno i takie organizmy mogą wyrządzić sporo szkód, choćby w postaci nieznanych chorób czy mutacji. Brzmi jak science fiction? Coś w tym jest.


Tradycyjnie pora na morał

Kapsuły czasu to wspaniały łącznik międzypokoleniowy: prezent od tych, którzy byli, dla tych, którzy są teraz i prezent od tych, którzy są teraz dla tych, którzy będą. Przy tej okazji musimy chyba jednak pamiętać czy zachowamy dla przyszłych pokoleń również środowisko naturalne i inne, nawet ważniejsze jeszcze dobra. Bo przecież chyba jest tak, ja jestem w to głęboko przekonany, że najważniejsze w historii są nie tyle jakieś materialne kapsuły, ale to, jakie wartości z sobą niosą; wartości te nie do końca wyrażalne albo w ogóle trudne do czysto fizycznego zmierzenia. Super, że tak wiele my, ludzie współcześni, chcemy zostawić przyszłym pokoleniom w postaci różnorodnych kapsuł czasu, ale jeśli zostawimy dla nich zdewastowaną przyrodę i pustkę duchową, to marny ich los i nasz w ich pamięci...

Otwieram sobie książeczkę Phila Bosmansa pt. "Szczęście na każdy dzień" (Semen, Wrocław 2006). Zerkam pod datę 20 maja i czytam sentencję na ten dzień: "Kultura oznacza taki rozwój ducha i serca, że ludzie mogą stać się bardziej ludzcy".

A Ty, ja? Co zostawimy po sobie dla przyszłych pokoleń, żeby były bardziej ludzkie?

PS Jeśli masz ochotę, zapraszam również do lektury innych tekstów na blogu. Ich wykaz znajdziesz na Liście wpisów >>>



Bibliografia wpisu:


1. 
Budzik, otwieracz do konserw i proszek do zębów. Co zawierają kapsuły czasu?;
2. Najstarsza kapsuła czasu w Strzegomiu;
3.
Odnaleziono najstarszą wodę świata. Co kryje ta niezwykła kapsuła czasu?;
4. W Nowej Soli odkryto kapsułę czasu sprzed 142 lat! [ZDJĘCIA]