środa, 17 października 2018

#54 Historia nauczycielką życia | To one tam żyły?

Czyli m.in. coś o nosorożcach i hipopotamach

Tak się składa, że na Historii nauczycielce życia jeszcze nie pojawił się ani jeden tekst bezpośrednio dotykający prehistorii - czas to zmienić. Do czasów starożytnych sięgałem choćby tutaj i tutaj, ale do prehistorii jeszcze nie nawiązywałem.


Swego czasu natknąłem się na informację o odkryciu przez archeologów prastarych petroglifów (wyrytych w skale rysunków) w skalistym regionie indyjskich miast - Ratnagiri i Rajapur (stan Macharasztra). W takiej sytuacji można zachować się przynajmniej na dwa sposoby: nie przejąć się tym ani trochę; coś w stylu: a co tam, nie mam ochoty rozpływać się nad bazgrołami z niepamiętnych czasów; jest tego sporo na świecie. Inna postawa z kolei polega na czymś w rodzaju: a nuż to będzie coś wyjątkowego... I właśnie tekst, który czytasz, jest wynikiem tego drugiego podejścia do sprawy :)




fot. grafikacesky (Pixabay.com)



Okazuje się, że indyjskie petroglify z jednej strony były czymś odkrywczym, z drugiej nie bardzo. Chodzi o to, że miejscowa ludność wiedziała o ich istnieniu, a niektórzy nawet oddawali cześć tajemniczym rysunkom. Oczywiście dla kogoś spoza lokalnej społeczności takie odkrycie to coś absolutnie niezwykłego.

Co przedstawiają te petroglify? Sa tam wyobrażenia ludzi, zwierząt i figur geometrycznych. Ktoś powie - prehistoryczny standard. Może i tak, ale badaczy szczególnie zaskoczył fakt, że wśród obecnych tam "bazgrołów" znajdowały się hipopotamy i nosorożce. Kto choć trochę orientuje się w tego typu sprawach wie, że hipopotam to zwierzę afrykańskie, a tzw. nosorożec pancerny jest spotykany w Indiach, ale raczej nie na tych terenach, gdzie odkryto petroglify. Może kiedyś mieszkał sobie też na innych terenach Półwyspu Indyjskiego.

Jeśli chodzi o hipopotamy oczywiście niewykluczone, że te istoty podobne do Muminków, wyglądające niewinnie, ale mogące być bardzo niebezpieczne dla ludzi, również zamieszkiwały niegdyś Azję, choć dzisiaj kojarzą się nam z Afryką.

Wedle innej hipotezy pradawni mieszkańcy Indii przywędrowali z Afryki i mieli jeszcze świeżo w pamięci poprzednie siedziby i ryli je sobie odbywając w wyobraźni podróż sentymentalną do dawnej ojczyzny. Może teraz nieco zmyślam z tą podróżą sentymentalną, ale całkiem pokaźne ziarnko prawdy może tkwić w tej migracji przodków Hindusów.


Niektóre z hinduskich rycin (odnaleziono ich ok. 400 w 52 miejscowościach) pokryte były błotem i glebą, inne wyzierały na zewnątrz przyciągając m.in., jak wspomnieliśmy, wyznawców kultów pradawnych. Wiek tych trzeba przyznać ogólnie bardzo dobrze zachowanych petroglifów oszacowano na ok. 12 tys. lat. Ładnie, prawda? A zatem są to jedne z najstarszych tego typu obiektów na świecie. 

Niektórzy naukowcy spekulują, że petroglify wyszły spod rąk jakiejś nieznanej lub zapomnianej współcześnie cywilizacji, która być może trudniła się zbieractwem i łowiectwem. Ich dzieła nie posiadają żadnych odniesień właściwych kulturze rolniczej.

Trzeba wierzyć, że dalsze badania przyniosą jakieś nowe ustalenia. Na ten cel rządzący w Indiach przekazali 240 mln rupii, czyli ok. 12 tys. zł.

Podsumowując, owe indyjskie reliefy są wyjątkowe ze względu na obecność podobizn zwierząt, które współcześnie mało albo w ogóle nie kojarzą się z Indiami. Mało tego - ze względu na unikalny charakter petroglifów i brak podobieństw do innych odkryć tego typu naukowcy spekulują, że maczali w tym palce przedstawiciele ludu nam nieznanego lub zapomnianego.

I znowu przyszedł czas na wyłuskanie jakiejś nauki z naszego dzisiejszego spotkania z historią. Myślę sobie, że odkrycie, nad którym się rozwodziliśmy, jest kolejnym dowodem na piękno historii. Czym ono między innymi się objawia? A no tym, że my sobie możemy mieć jakieś tam ustalenia, a życie często weryfikuje to co wiemy. Historia to nie matematyka i w niej nie zawsze 2+2=4. I to jest właśnie pociągające. Ileż jest jeszcze spraw nieodkrytych i takich, o których tu na ziemi pewnie wszystkiego nigdy się nie dowiemy. Musimy zawsze być otwarci na nowe i zaskakujące odkrycia, które mogą przekreślić wiele z tych rzeczy, o których mniemamy, że bardzo dobrze je znamy.

Wiem, że dla wielu może to być nie do przyjęcia, ale ja jestem głęboko przekonany, że kiedyś, w życiu przyszłym, wszystkiego się dowiemy i cała historia wyświetli się przed nami jak w kinie. Warto żyć mając i to na uwadze.










środa, 26 września 2018

#53 Historia nauczycielką życia | A to ci dopiero ser!

Czyli m.in. o tym czym charakteryzuje się pewien ser odkryty przez archeologów


Ostatnio blogowy wpis mieścił się w kategorii historii kulinariów. Dzisiaj pociągniemy temat, choć zmienimy danie będące głównym bohaterem tekstu. Ostatnio były to frytki i chipsy, dzisiaj ser. Będzie to ser niezwykły, ale po kolei.

fot. OpenClipart-Vectors (Pixabay.com)

Kilka lat temu archeolodzy dłubiący w egipskiej ziemi, a konkretnie w starożytnym grobowcu niejakiego Ptahmesa - burmistrza Memfis - żyjącego w XIII w. p. n. e., odkryli pewną substancję. Wzięli ją pod mikroskop i okazało się, że mieli przed sobą jeden z najstarszych na świecie... serów. To, co w zasadzie go nie przypominało, było najprawdopodobniej właśnie twardym serem, który liczył sobie bagatela ok. 3200 lat! Wokół znaleziska znajdowały się potłuczone naczynia, w których zapewne ów ser spoczywał. Odnaleziono tam jeszcze kawałek materiału. Przypuszcza się, że służył jako nakrycie naczyń z serem.

Wspomniany grobowiec odkryto już w latach 80. XIX w., ale potem na skutek burz piaskowych zapomniano, gdzie się znajdował. Ponownie dogrzebano się do niego w 2010 r.

Jako ciekawostkę dodajmy, że w badaniach nad owym serem czy raczej tym, co z niego pozostało, użyto technik zwanych spektrometrią mas (?) i chromatografią cieczową (?). Z analiz wynikło m.in., że ów serek wykonano z mleka krowiego oraz owczego lub koziego. Był to produkt stały, a nie ciecz, co wywnioskowano z rodzaju materiału tam, jak wiemy, również odnalezionego.

Badania dowiodły czegoś jeszcze - otóż w próbkach znaleziono zanieczyszczenia bakteriami Brucella melitensis, które wywołują chorobę o nazwie bruceloza. Przenosiła się ona z ludzi na zwierzęta, głównie na skutek spożywania niepasteryzowanych produktów mlecznych.

Naukowcy przeprowadzający rzeczone badania uważają, że analizowany ser miał najprawdopodobniej konsystencję sera koziego - łatwo się rozsmarowywał, był kwaśny i szybko ulegał zepsuciu.
  
No i przyszedł czas na kolejną naukę czy może w tym przypadku jakąś nauczkę. Może to jest zbyt prozaiczne i oczywiste, ale ta historia z prastarym serem jest dla mnie jednym z dowodów na to, że my teraz i ci goście z lat bardzo dawnych wcale tak mocno się od nas nie różnili. Wiem, że to trywialna prawda, ale chyba często o tym zapominamy. Skupiamy się nierzadko na wielkich bitwach i życiu historycznych wyższych sfer, a tymczasem ludzie z epok minionych mieli bardzo wiele wspólnego z nami.

A zatem jeśli zajadasz się jakimś serkiem na śniadanie pomyśl przez chwilę, że 3200 lat wcześniej jakiś Egipcjanin oddawał się podobnej czynności :)
 
Przy okazji dzisiejszego tematu chciałbym zachęcić do odwiedzania strony Podkop.com, gdzie autorka ciekawie przedstawia historię głównie z punktu widzenia archeologii. Polecam!








środa, 19 września 2018

#52 Historia nauczycielką życia | George Crum - wynalazca z przypadku

Czyli m.in. o tym, jak powstała popularna współcześnie przekąska


Zaczęło się od frytek. Ten znany i lubiany także współcześnie przysmak był niegdyś w jeszcze większym poważaniu niż teraz. Dzisiaj każdy, jeśli tylko chce, zajada się frytasami do woli. Chyba zgodzimy się, że nie jest to jakieś szczególnie wykwintne danie, które mogłoby gościć na szczycie menu  restauracji. Kiedyś było inaczej i nawet wielce nobliwe jadłodajnie chętnie serwowały frytki i szczyciły się tym daniem.


W USA przepisy na frytki zagościły za sprawą prezydenta Thomasa Jeffersona, który jeśli ich tam nie przywiózł bezpośrednio ze Starego Kontynentu to przynajmniej upowszechnił. 

Frytki serwowano też w restauracji Moon Lake Lodge w Saratoga Springs (stan Nowy Jork). Pewnego razu zdarzyło się, że jeden z klientów nie był zadowolony z podanego mu dania - upierał się, że jego frytki były zbyt grube i rozmokłe. Zaznaczmy, że w tamtych czasach frytki nie były słupkami jak dziś, ale plastrami. Zajmujący się przygotowaniem dania, niejaki George "Speck" Crum dopilnował, żeby kolejna porcja była już wedle uznania klienta. Co ciekawe, ten dalej uważał, że frytki są zbyt grube.


fot. George Crum i jego szwagierka "Aunt Kate" Weeks (Wikimedia)


Crum, choć z pochodzenia Indianin, zdenerwował się podobno nie na żarty i chcąc zrobić psikusa biesiadnikowi, pociął plastry tak cienko jak tylko się dało, żeby nie można ich było zjeść z użyciem widelca, co było sporym nietaktem w tamtych czasach.

Nadeszła chwila prawdy. Klient spróbował i... zachwycił się. Odtąd tamten dzień, 24 sierpnia 1853 r., uznaje się za narodziny chipsów ziemniaczanych, których rodzicami okazali się frytki i przypadek :) "Saratoga Chips" zyskały sławę, którą dopiero nieco przyćmił sukces biznesu niejakiego Hermana Laya i jego czipsów w XX w.

Tak naprawdę nie wiadomo czy to Crum wymyślił chipsy. Pojawiają się głosy, że za tym pomysłem stała jego szwagierka lub żona właściciela lokalu. Niektórzy byli zdania, że z kolei owym marudzącym biesiadnikiem był potężny przedsiębiorca niejaki Komodor Vanderbilt. Trudno to jednak potwierdzić. Tak czy inaczej Crum, a raczej jego wynalazek stał się znany i wkrótce George mógł opuścić dotychczasowe miejsce pracy i założyć własny lokal.

Nie nazywałby się ten blog Historia nauczycielką życia, gdybyśmy nie spróbowali przynajmniej zastanowić się jaka nauka płynie z opisanej dzisiaj historii. Jedna nauka czy raczej nauczka wydaje się oczywista: tak to już jest w dziejach, że jakiś wyjątkowy wynalazek powstaje często z przypadku. Ot, tak, po prostu. Pewnie to co napiszę teraz komuś może nie przypadnie do gustu, ale takie są fakty. W przypadku czipsów ten nomen omen przypadek zrodził też swego rodzaju zagrożenie. Bo czy chipsy są zdrowe i nie zagrażają w żaden sposób ludzkiemu zdrowiu? Znamy odpowiedź na to pytanie... Przypadki bywają zatem niebezpieczne.

I historia uczy nas czegoś jeszcze, tak z przymrużeniem oka ;) Uczy tego, że może czasami marudzenie przy stole nie musi być koniecznie czymś niestosownym i karygodnym.

Jeśli ktoś jest chętny zapraszam do lektury wpisu z okazji pierwszej rocznicy istnienia mojego bloga historycznego w Sieci oraz oczywiście pozostałych blogowych tekstów.


Bibliografia wpisu:

1. Z innej beczki: Chipsy ziemniaczane


środa, 12 września 2018

#51 Historia nauczycielką życia | Dokopali się do piekła?

Czyli m.in. o tym, jakie straszności odkryli Rosjanie na Półwyspie Kolskim



„Jako komunista nie wierzę w niebo czy w Pismo Święte, ale jako naukowiec wierzę od teraz w piekło” - powiedział niejaki dr Azzakow, komentując wpływ tamtych wydarzeń na jego wiarę. O jakie wydarzenia chodzi. Poniżej objaśniam co i jak.


fot. Półwysep Kolski -  teatr tamtych wydarzeń (Pixabay.com)

W 1970 r. sowieci rozpoczęli bardzo ambitny projekt - postanowili wykonać najgłębszy odwiert w historii. Dziewięć lat później Supergłęboki Odwiert Kolski (SG-3) dotarł na głębokość prawie 10 km. To ciągle było jednak za mało. Kopano dalej.

Prace postępowały jednak coraz wolniej m.in. z powodu nagłych skoków temperatury, która na poziomie 12 km wynosiła już blisko 200 stopni Celsjusza. To, z czego słynna stałą się ta historia, zdarzyło się jednak nieco głębiej.

Otóż po osiągnięciu 12,262 km czujniki wskazywały już prawie 1100 stopni Celsjusza (!), a wiertło zaczynało płatać figle. W końcu naukowcy mieli wrażenie, że natrafili na jakąś pustą przestrzeń, coś w rodzaju pieczary. Najbardziej tajemnicze i najstraszniejsze były jednak dźwięki, które podobno udało się tam zarejestrować. Na nagraniach, które udostępniono (dostępne w linku bibliograficznym), słychać ludzkie jęki, jakby to tam właśnie znajdowały się dusze potępionych.

Mimo tego, że nie osiągnięto planowanych 15 km głębokości prace przerwano w 1994 r. Niektórzy z ekipy badawczej podobno odmówili dalszej współpracy. O pikantnych i tajemniczych szczegółach tamtych wydarzeń rozpisywały się gazety, choć podstawowe informacje wyszły prawdopodobnie z jakiegoś fińskiego dziennika.

Ktoś jednak postanowił zweryfikować fakty i okazało się, że najprawdopodobniej sprawa z głosami potępionych była sfingowana i pochodziły one z jakiegoś horroru włoskiego. Prawdą jest natomiast to, że prace przerwano z powodu wzrostów temperatur.

Czego uczy nas ta historia? Pozornie wygląda na to, że chrześcijanie mogą się czuć zawiedzeni tą historią - bo przecież opowieść o piekle mogłaby służyć za straszak na niewiernych. Ateiści natomiast pozornie mogą się podśmiewywać, że chrześcijańskie piekło to tylko fikcja stworzona i skierowana przeciwko nim. A w rzeczywistości my chrześcijanie nie potrzebujemy żadnych dowodów na istnienie piekła, więc dla nas nie ma znaczenia czy Rosjanie dokopali się do piekła, czy tylko cała ta historia była sfingowana. Nie brakuje wszak mistyków i wizjonerów, którzy widzieli piekło. A ateista, który nie chce się przekonać, nie przekona się, choćby nie wiem co. Zawsze znajdzie jakieś ale. Nie znaczy to, że jesteśmy zwolnieni z mówienia o Bogu. Tak czy inaczej prawda wyjdzie na jaw dopiero po śmierci. Musimy o niej mówić, żeby potem ci, którzy pójdą na zatracenie, nie mieli do nas pretensji, że nie próbowaliśmy ich przekonać. 

Wybór Boga nie zależy od strachu przed piekłem, ale wolnej decyzji każdego z nas.


środa, 5 września 2018

#50 Historia nauczycielką życia | Podsumowanie rocznicowe nr 1 (2017-2018)

To już rok :)

Marzenia się spełniają. I ciągle rodzą się nowe... 

 

Ten blog jest na to dowodem. Gdy 26 sierpnia 2017 r. (dlaczego ta data? - przeczytaj stosowny tekst) urodziła się historianauczycielkazycia.blogspot.com od 3 maja 2017 r. istniał już mój pierwszy blog - biblijnyraban.blogspot.com. Jako że Biblia i historia to moje dwie wielkie pasje, toteż przyszedł na świat również i ten zbiór tekstów, na którym teraz jesteście.

 fot. Free Photos (Pixabay.com)

Pisanie o historii to jedna sprawa, a sposób pisania, podejście, to już inna kwestia. Od moich lat szkolnych, słynna dewiza Cycerona (której poświęciłem osobny tekst) jakoś szczególnie wyraziście pobrzmiewała w moich uszach i historycznym wnętrzu. W dużej mierze za sprawą naszego znakomitego nauczyciela, który często zachęcał nas do nauki historii, gdyż "historia magistra vitae est". I tak już trwa to do dziś, od roku zwłaszcza na tym blogu.

Oczywiście o historii można pisać na bardzo wiele sposobów i nie mam zamiaru tego wartościować. Potrzebne są i ciekawostki historyczne, i skupianie się na konkretnych epokach, i zagłębianie się w historię ekonomii czy polityki, itd. To wszystko jest bardzo interesujące, nieraz może bardzo chwytliwe i przyciągające. Co do mnie poczułem jednak misję do pisania o historii właśnie w kontekście jej wpływu na teraźniejszość i przyszłość. Nie znaczy to, że każdy wpis musi być bardzo poważny i czysto szkolny. Wręcz przeciwnie - czego dowodem jest choćby seria Ciekawostki-mininauki i nauczki, która dowodzi, że i pozornie błahe i śmieszne wydarzenia mogą nas czegoś nauczyć.

Osobiście cenię różne podejścia do historii, ale jestem zdecydowanie przeciwny wyszukiwaniu w przeszłości tylko i wyłącznie pikantnych spraw, aby kogoś wyszydzić czy z czegoś zakpić. Takiej pseudohistorii mówię zdecydowane "NIE!!!". Jasne, że historyk czy tego chce, czy nie, musi pisać i mówić o tym co było pozytywnego, ale i co było po prostu klapą. Wydobywanie tego z odmętów przeszłości ma jednak sens tylko i wyłącznie wtedy, gdy chcemy wyciągnąć z tego jakąś naukę.

Czytelnicy tego bloga na pewno wiedzą już, że moje teksty na swój sposób przesiąknięte są wiarą - wiarą w Boga. Jestem wszak przekonany, że to Opatrzność, a nie ślepy los, czuwa nad historią. Przyznam, że miałem taką pokusę, żeby pisać "neutralnie", ale cieszę się, że ją odrzuciłem. Pisząc wbrew sobie i przekonaniom, które popierają rzesze ludzi i moja skromna osoba, byłbym po prostu w stosunku do Was nieuczciwy. Możecie zgadzać się z nimi lub nie, ale musicie uszanować. Oczywiście najfajniej byłoby, gdybyśmy w tych fundamentalnych sprawach byli zgodni, ale to jest właśnie jedno z moich marzeń :)


fot. Free Photos (Pixabay.com)

Pora na garść statystyk (stan na 26 sierpnia 2018)

 

Ponad 7 tys. wyświetleń, 50 tekstów i ponad 470 unikalnych użytkowników, niestety tylko 36 weszło na bloga przynajmniej 2 razy - wiem, że dane są dalekie od ideału szczególnie z perspektywy znanych, potężnych blogerów. Jestem przekonany, że gdybym pisał o innych kwestiach, bardziej lifestylowych, mógłbym zbudować wokół bloga większą społeczność. Może też zabrakło jakichś większych działań promocyjnych, ale na to przyjdzie czas.

Tak czy inaczej cieszę się, że mogę pisać o tym, co jest dla mnie (i nie tylko) ważne. Ważny jest każdy pojedynczy użytkownik i z każdego z nich bardzo się cieszę. Tych najwierniejszych pragnę wyróżnić, ale o tym później.

I zwracam się też z prośbą do Was, żebyście polubili i udostępniali treści blogowe. To jest ważne - nie tylko przeczytaj, ale polub i udostępnij tekst, jeśli Ci się spodobał. Nawet może nie wiesz, jak bardzo przyczynisz się w ten sposób do popularyzacji wiedzy o historii jako naszej nauczycielce, nauczycielce życia.
 
Jeśli chodzi o mój profil Biblia i Historia w mediach społecznościowych dane przedstawiają się następująco: 120 polubień brutto (w rzeczywistości kilka, może kilkanaście mniej) na Fejsie, 127 udostępnień brutto na Fejsie, 35 obserwujących na Twitterze (profil Biblia_Hist), 3 obserwujących na Google Plus i po jednym obserwującym na Zblogowani (BibliaiHistoria) i Wykopie (Biblia_i_Historia).


To razem daje ok. 160 osób. Wierzę, że będzie nas coraz więcej.


"I have a dream", czyli marzenia i cele

 

Podstawowym marzeniem jest to, ażeby jak najwięcej ludzi uczyło się żyć od historii i przynajmniej ją szanowało.

Lubię powtarzać, że nie każdy musi pasjonować się historią, ale każdy powinien ją szanować. Oczywiście najlepiej byłoby, żeby jak najwięcej osób także się nią pasjonowało i to jest moje kolejne marzenie.

Cele? Rozszerzanie działalności, docieranie do użytkowników wszystkimi sposobami, może założenie grupy dyskusyjnej powiązanej z blogiem, itp.

Mam jeszcze inne marzenia i cele, ale o nich (przynajmniej póki co) pisać nie będę :)

Obecnie na blogu prócz kategorii tekstów poświęconych kolejnym epokom istnieją też serie takie jak: rocznice, 100plus Cudowna historia Polski_seria specjalna, Ciekawostki-mininauki i nauczki, Jak cię widzą tak cię piszą (o intrygujących przydomkach władców) i wpisy specjalne, jak choćby ten, który właśnie czytasz :) Na razie tyle, a może kiedyś urodzi się jeszcze więcej serii.

 

Rozdanie nagrody Laur Przyjaciela Historii

fot. 3dman_eu (Pixabay.com)

W maju rozdałem Złote Rabany 2017/2018, teraz chciałbym wręczyć Laury Przyjaciela Historii 2017/2018 :)

Powędrują one w ręce czterech Użytkowników, którzy szczególnie wpisali się w pierwszy rok istnienia bloga historianauczycielkazycia.blogspot.com

Na Facebooku nagroda leci do Mieczysława Pająka i Tomasza Saneckiego. Pierwszy z nich jest moim najwierniejszym Czytelnikiem, drugi - prowadzący bloga Mój Historyczny Blog, był pierwszą osobą, która polubiła mój profil na Fejsie i obserwowała mnie na Twitterze.

Na Twitterze nagroda wędruje do Bartosza Rozwadowskiego z bloga Rozbria.pl. On również często sięga po moje teksty i przede wszystkim wiele pisze i propaguje historię.

Natomiast na Google Plus chciałbym wyróżnić profil Historia Polski i jego autora za pracę na rzecz historii i czytanie moich tekstów.

Laur Przyjaciela Historii jest nagrodą tylko wirtualną, ale za każdego z czterech nagrodzonych odmówię modlitwę Ojcze nasz za nich i prowadzone przez nich dzieła.

 

 

Odnowienie zawierzenia

 

Chodzi o zawierzenie mojego blogowania Panu Bogu i Matce Bożej. Wielu pewnie się z tym nie zgadza, ale według mnie historia bez Opatrzności Bożej zwyczajnie nie ma sensu. Mógłbym pisać o historii tylko areligijnie i "neutralnie", ale wtedy byłbym wobec Was hipokrytą i obłudnikiem, a ja tego nie chcę, bo po prostu Was lubię i szanuję.

Dlatego też polecam to nasze wspólne blogowanie opiece z Wysoka, a także Was wszystkich.

Do poczytania zatem w następnych tekstach i do siego roku, bo wierzę, że już za rok ukaże się drugi wpis rocznicowy :)

Trzymajcie się zdrowo.



środa, 29 sierpnia 2018

#49 Historia nauczycielką życia | Sierpniowe nauki

    I jeszcze sierpień, a w nim...

W tym miesiącu wyjątkowo wpis rocznicowy ukazuje się nie w pierwszą, ale ostatnią środę.
Nie zmienia to faktu, że najserdeczniej jak potrafię zapraszam Was na te najważniejsze i mniej ważne wydarzenia, których wspólnym mianownikiem jest tym razem ósmy miesiąc roku.



fot. _Kardinal_ (Pixabay.com)

5 rocznic, o których musimy/powinniśmy pamiętać:


1. 1 sierpnia 1944 r. (w 2018 r. przypada 74 rocznica wydarzenia) – Wybuch Powstania Warszawskiego
Proponowana przeze mnie nauka z wydarzenia: Tej daty chyba nikomu nie trzeba specjalnie przedstawiać. Pamiętajmy oczywiście w pierwszej kolejności o naszych bohaterach, którzy oddali życie też pośrednio za nas, żebyśmy mogli żyć tak jak żyjemy. Może jednak trzeba by chociaż przez chwilę pomyśleć też o tych, którzy zginęli po drugiej stronie barykady. Czy ich matki, żony, dzieci cierpiały mniej od polskich? Abstrahujemy w tej chwili od słuszności walk i kwestii ideologiczno-politycznych, a patrzymy tak bardzo po ludzku. Ten problem poruszył nie tak dawno jeden z moich rozmówców i myślę, że warto go w tym kontekście przywołać.

2. 6 sierpnia 1945 r. (73 rocznica) – Atak bombowy na Hiroszimę
Nauka: Znowu to samo - decyzje zapadają na wysokich szczeblach, a cierpią niewinni. Hiroszima i trzy dni późniejsze Nagasaki to powody do głębokiego rachunku sumienia ludzkości. A gdyby tak ktoś kiedyś odpalił bombę, która mogłaby zniszczyć już nie miasto, ale kulę ziemską. Zachowaj nas od tego, Boże...

3. 15 sierpnia 1920 r. (98 rocznica) – Bitwa Warszawska (Cud nad Wisłą)
Nauka:
Myślcie sobie, jak tam chcecie. A ja przecież wam powiadam: Cuda są na świecie! - Pozwoliłem sobie sparafrazować fragment książki M. Konopnickiej, żeby oddać to, co czują i czego są pewne rzesze Polaków - wtedy, 15 sierpnia 1920 r. nie obyło się bez cudownej interwencji z Wysoka. Tego uczy nas choćby Cova da Iria i tyle miejsc na świecie.

4. 28 sierpnia 1963 r. (55 rocznica) – Słynne przemówienie pastora Martina Luthera Kinga w Waszyngtonie
Nauka: Jedno z przełomowych wydarzeń w walce z segregacją rasową. Jak to dobrze, że wszyscy jesteśmy równi i zmierzamy do tego samego ostatecznego celu, choć w różnym stopniu sobie to uświadamiamy. W tym miejscu pozwolę sobie zachęcić do lektury "Chaty Wuja Toma", kultowej książki, którą swego czasu przeczytałem z wielkim zainteresowaniem. Trzeba od czasu do czasu wracać do klasyków.

5. 31 sierpnia 1980 r. (38 rocznica) – Podpisanie porozumień sierpniowych
Nauka: Przez bardzo wielu ta data uznawana jest za jedną z absolutnie kluczowych na drodze wychodzenia Polski z mroków komunizmu. Zacytujmy eksperta:
Zmienił on (dokument porozumień sierpniowych) rzeczywistość, stał się wyłomem w murze komunizmu w Polsce i dowodem porozumień osiągniętych z władzami komunistycznym (źródło).


Pamiętajmy też m.in. o:

1 sierpnia 1944 r. lądowanie Dywizji Pancernej gen. S. Maczka w Normandii;
2 sierpnia 1943 r. – wybuch powstania w Treblince;
4 sierpnia 1944 r. – śmierć K. K. Baczyńskiego;
10 sierpnia 1932 r. – podniesienie bandery ORP Burza;
14 sierpnia 1980 r. początek wydarzeń sierpnia '80;
16 sierpnia 1919 r. wybuch pierwszego powstania śląskiego;
16 sierpnia 1943 r. – wybuch powstania w getcie białostockim;
20 sierpnia 1943 r. – śmierć T. Zawadzkiego ps. "Zośka";
20 sierpnia 1968  r. koniec praskiej wiosny;
23 sierpnia 1572 r. początek nocy św. Bartłomieja we Francji;
23 sierpnia 1939 r. pakt Ribbentrop-Mołotow;
29 sierpnia 1943. – ludobójstwa bojówek UPA w ramach rzezi wołyńskiej;
31 sierpnia 1933 r. – odkrycie pozostałości osady w Biskupinie


Festyn Archeologiczny w skansenie w Biskupinie
fot: Andrzej Łuczak, woochuck@onet.eu - Praca własna, CC BY 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=9392693

5 rocznic, o których możemy pamiętać:


1. 2 sierpnia 1945 roku (w 2018 r. przypada 73 rocznica wydarzenia) – Zakończenie konferencji pokojowej w Poczdamie
Proponowana przeze mnie nauka z wydarzenia: Może to zabrzmi dla niektórych jak żart, ale spośród trójki (Churchill, Truman, Stalin) obradującej w Poczdamie tylko ten trzeci był za tym, żeby zwrócić Polsce tzw. Ziemie Zachodnie... A Anglia, Francja? Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie...


2. 16 sierpnia 1858 r. (160 rocznica) – Królowa brytyjska Wiktoria i prezydent USA James Buchanan wymienili się telegramami z pozdrowieniami, inaugurując tym samym oficjalnie działalność transatlantyckiego kabla telegraficznego.
Nauka: Przede wszystkim był to milowy krok na drodze porozumiewania się między ludźmi na znaczne odległości. Czy jednak współcześnie zdecydowanie bardziej rozwinięte środki komunikacji zbliżają czy oddalają ludzi od siebie? Czasami jest też tak, że dumne wynalazki człowieka mają mankamenty lub są niewypałami albo niszczeją wskutek zdarzeń losowych. Tak było ze słynnym statkiem Titanic. Tak było również ze wspomnianą linią telegraficzną, która miesiąc po korespondencji królowej i prezydenta na skutek zbyt wysokiego napięcia uległa zniszczeniu.

3.  22 sierpnia 1849 r. (169 rocznica) Austriacy przypuścili pierwszy w dziejach atak powietrzny (użyli balonów).
Nauka: Te balony stanowiły wówczas wielkie zagrożenie, ale mnie wydają się jakoś takie niepozorne i może trochę groteskowe. Ale do czego zmierzam? Zestawienie tej historii z powyższymi Hiroszimą i Nagasaki pokazuje jak nieraz zło jest najpierw może dość niewinne, a potem przybiera straszne rozmiary.
 
4. 24 sierpnia 1853 r. (165 rocznica) – Niejaki George Crum (przypadkowo) wynalazł chipsy ziemniaczane.
Nauka: Tak to już jest - bardzo często przypadek decyduje o pojawieniu się jakiegoś wynalazku. Tej historii poświęcę może kiedyś osobny wpis.

5. 26 sierpnia 2017 r. (1 rocznica) – Powstanie bloga Historia nauczycielka życia :)
Nauka: Marzenia się spełniają - tego m.in. dowodzi powyższa data. Więcej refleksji na temat mojego rocznego pisania o historii przedstawię w kolejnym, 50 wpisie na blogu, który ukaże się już prawdopodobnie za tydzień, góra dwa.


Można też pamiętać m.in. o:

5 sierpnia 1858 r. – przesłanie pierwszego telegramu między Europą i Ameryką Północną;
8 sierpnia 1963 r. – napad stulecia na pociąg w Wielkiej Brytanii;
10 sierpnia 1519 r. początek wyprawy F. Magellana dookoła świata;
13 sierpnia 1923 r. żaglowiec „Lwów” w trakcie rejsu do Brazylii jako pierwsza jednostka przepłynął równik (pod polską banderą);
15 sierpnia 778 r. – śmierć Rolanda w wąwozie Roncevaux;
17 sierpnia 1991 nadanie pierwszego e-maila w historii polskiego internetu (R. Pietrak);
19 sierpnia 1587 r. Zygmunt III Waza królem Polski;
19 sierpnia 1913 r. – Adolphe Pégoud, lotnik z Francji, dokonał pierwszego w historii skoku ze spadochronem z samolotu;
21 sierpnia 1911 r. – słynna kradzież obrazu "Mona Lisa" z Luwru;
26 sierpnia 1939 r. pierwszy, próbny sygnał telewizyjny nadany przez Telewizję Polską;
29 sierpnia 1918  r. opatentowanie motocykla (G. Daimler)


Replika motocykla Daimlera

Za nami 12 wpisów rocznicowych. Póki co nie będę publikował nowych tekstów tego typu choć oczywiście rocznice same w sobie są integralną częścią historii i z konieczności pojawiają się mniej lub bardziej jawnie w historycznych tekstach :)

Dzięki za wspólnie spędzony czas z comiesięcznymi naukami. Przyznam, że były to jedne z najbardziej pracochłonnych tekstów na blogu, ale tym bardziej się cieszę, że przeszliśmy razem taką długą drogę. 

Zapraszam jeszcze do pierwszego i wszystkich tekstów z tej serii dla przypomnienia i do poczytania w kolejnych odsłonach Historii nauczycielki życia. Z góry dzięki za komentarze i udostępnianie tych treści.

Czy wykazy rocznicowe podobały się Wam?


środa, 22 sierpnia 2018

#48 Historia nauczycielką życia | Jak cię widzą, tak cię piszą 4 – najdziwniejsze przydomki władców Danii

    Czyli o tym, jak dziwne przydomki nosili niektórzy władcy Danii (subiektywny ranking)

Czas na historię w wydaniu „z przymrużeniem oka” :) Zapraszam na kolejny ranking przydomków, tym razem wybieramy się do Danii.



Oto i on - król Danii Eryk I Zawsze Dobry - zwycięzca dzisiejszego rankingu (fot. domena publiczna)

Oto moi kandydaci:
  1. Eryk I Zawsze Dobry (1095-1103) – jejku, muszę przyznać, że to naprawdę bardzo piękny przydomek. Może trochę mniej pikantny niż poniższe, ale moim zdaniem zasługuje na pierwsze miejsce. Jest pewnie dość dziwny, ale podoba mi się bardzo :) Władca nie dość, że dobry, to jeszcze zawsze. Historia byłaby chyba mniej krwawa, gdyby wszyscy królowie byli Zawsze Dobrzy. Utopia?
  2. Eryk IV Denar od Pługa (oryg. Erik 4. Plovpenning) – z dynastii Estrydsenidów, panował w latach 1241-1250, choć koronowany był już za życia ojca w 1232 r. Jego przydomek ma swoje źródło w planach władcy dotyczących krucjaty w Estonii. Na jej potrzeby król obciążył wysokimi podatkami poddanych, zwłaszcza chłopów. Niezadowolenie ludu wykorzystał brat Eryka IV Abel, który sprzymierzył się z przedstawicielami duchowieństwa.
  3. Olaf I Głód (król 1086-1095) – masz ci los; prawdopodobnie nie dość, że za czasów władcy zapanował jakiś nieurodzaj, to jeszcze od niego nadano mu przydomek. Tak naprawdę chyba nie do końca wiadomo czy tak to było. Może chodzi o głód sukcesu, chwały, a może potomstwa... Olaf I zmarł bowiem bezpotomnie.
  4. Eryk III Jagnię (1137-1146) – całkiem ładny przydomek. Być może król był bardzo łagodnym i dobrym człowiekiem. A może miał jakieś ulubione jagnię, które hodował... To już chyba jakieś fantazje :)
  5. Eryk II Pamiętny (1134-1137) – w tym przypadku chodzi chyba o zmagania z Magnusem Silnym i jego ojcem Mikołajem I. Po kilku latach udało mu się pokonać tego pierwszego i pozbawić życia Mikołaja I. Poza tym Magnus zamordował niegdyś przyrodniego brata Eryka II, a zatem król Pamiętny wyrównał rachunki...

Na dzisiejszej liście wylądowało aż czterech kolejnych Eryków; jakoś tak się złożyło. Można by jeszcze wspomnieć o może bardziej znanych władcach Danii, takich jak Swen I Widłobrody czy zwłaszcza Harald I Sinozęby, od którego jak wiemy pochodzi nazwa bluetooth.

Przygotowując ten wpis dowiedziałem się, że od czasów późnego średniowiecza władcy Danii prawie zawsze na przemian – ojciec i syn – noszą imiona Fryderyk i Chrystian. Podobno w praktyce każdy następca tronu nosi wiele imion, a wśród nich zawsze Fryderyk i Chrystian. W chwili koronacji decyduje się na jedno z nich. Tradycję kultywować warto, ale ta akurat wydaje mi się nieco monotonna. Wyobrażacie sobie np. taką konfigurację za ileś tam lat: Fryderyk L, Chrystian L, Fryderyk LI, Chrystian LI, itd., itp. Wcześniej było ciekawiej, choć Eryków też było wielu :)

Czego dziś, pod koniec wakacji, uczy nas historia? Może tego, że po prostu nawet w czasie wolnym warto sięgać po historię, bo zawsze możemy się trochę pośmiać i dowiedzieć czegoś ciekawego :)

Zachęcam też do odwiedzenia starszych wpisów z tej serii lub choćby pierwszego i poprzedniego.

Bywajcie zdrowi.


Bibliografia wpisu:

W przygotowaniu wpisu oparłem się głównie na Wikipedii i stronie zamki.name.