sobota, 26 września 2020

#89 Historia nauczycielką życia | Podsumowanie rocznicowe nr 3 (2019-2020)

 

3 lata za nami! A co przed nami?

Tak było, tak jest, a co będzie?...


Był 26 sierpnia 2017 r. (o tym, dlaczego ta data przeczytaj stosowny tekst). Tamtego dnia powstał mój drugi blog Historia nauczycielką życia. Nieco wcześniej, 3 maja 2017 r., pojawił się mój debiutancki blog funkcjonujący do dziś - biblijnyraban.blogspot.com. Za nami dwa podsumowania rocznicowe na blogu historycznym (pierwsze >>> i drugie >>>). Serdecznie zapraszam na trzecie, które poniżej.

A to fragment zeszłorocznego podsumowania, który do dziś jest aktualny: "Bardzo dobrze zapewne orientujecie się, że temu blogowi przyświeca słynna dewiza Cycerona. Poświęciłem jej też osobny tekst. Po lekturze tekstu na stronie głównej możecie się dowiedzieć m.in. tego, że jeszcze w moich czasach gimnazjalnych ta dewiza przylgnęła do mnie, gdyż często powtarzał nam ją nauczyciel. I tak to już jest, że piszę tu o historii zawsze w kontekście jej przydatności dla nas dziś i jutro, czyli obecnie i w przyszłości. Oczywiście, nie można pisać zawsze tylko w stylu bardzo poważnym i górnolotnym. Nie! Z tego względu macie na blogu do wyboru teksty przyporządkowane do różnych kategorii (oto przykładowe: rocznice, 100plus Cudowna historia Polski_seria specjalna, Ciekawostki-mininauki i nauczki, Jak cię widzą tak cię piszą (o intrygujących przydomkach władców) i wpisy specjalne oraz najnowsze o nazwach Cięta historia i Historyczne wakacje) i myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Mam jednak nadzieję, że niezależnie od kategorii wszystkie artykuły mogą się okazać przydatne i interesujące jeśli tylko okaże się trochę dobrej woli".
fot. Edar, Pixabay.com


Czas na garść statystyk (stan na 23 września 2020)


Oto mała porcyjka statystyk: zbiorczo z trzech lat funkcjonowania bloga.

Blog ma 27,5 tys. wyświetleń (po dwóch latach 16 tys., po roku było 7 tys.), powstało w sumie 89 tekstów (po dwóch latach 70, po roku 50), stronę odwiedziło 2971 użytkowników (po dwóch latach 1371, po roku 470); wśród nich 233 takich, którzy zawitali na bloga przynajmniej 2 razy (po dwóch latach 114, po roku było ich 36).

I jeszcze media społecznościowe: 213 polubień profilu Biblia i Historia na Facebooku (po dwóch latach 190, po roku 120), 111 obserwujących na Twitterze (po dwóch latach 74, po roku 35) i jeszcze kilku sympatyków w serwisach Zblogowani i Wykop (9). Bardzo się cieszę, że tworzymy razem biblijno-historyczną rodzinę!

Wiem: też liczby nie powalają na kolana wielkich blogerów :) Ja się jednak cieszę, że wzrosty statystyk są znaczące i systematycznie rośnie liczba miłośników Historii, która uczy nas jak żyć.

Mam też wielką prośbę do Was: każde Wasze polubienie, każde udostępnienie daje blogowi większe szanse na dotarcie do innych. Nie chodzi o mnie, ale mam nadzieję, że prezentowane tutaj treści chociaż w jakimś stopniu są dla kogoś ważne i przydatne, więc z góry jestem Wam wdzięczny za pomoc przy promowaniu tych tekstów. Dzięki!!!
 
fot. pixel2013, pixabay.com


Marzenia i cele - poniekąd niezmienne...

Niezmiennie od początku istnienia bloga:

"Podstawowym marzeniem jest to, ażeby jak najwięcej ludzi uczyło się żyć od historii i przynajmniej ją szanowało.

Lubię powtarzać, że nie każdy musi pasjonować się historią, ale każdy powinien ją szanować. Oczywiście najlepiej byłoby, żeby jak najwięcej osób także się nią pasjonowało i to jest moje kolejne marzenie.

Cele? Rozszerzanie działalności, docieranie do użytkowników wszystkimi sposobami". 

A to marzenie z zeszłego roku, ciągle aktualne :)

"A tak pół żartem, pół serio, moim wielkim marzeniem jest dogonić i przegonić twórców pewnego amerykańskiego serialu, emitowanego również w Polsce, który zasłynął jako najdłuższy tasiemiec, obecnie ma już w USA ponad 8 tys. odcinków, a w Polsce ponad 7 tys. Co byście powiedzieli na to, żeby Historia nauczycielka życia też miała tyle? Oczywiście nie mogę tego obiecać, ale oby się spełniło ;) Wtedy wyglądałoby to tak: #10000 Historia nauczycielką życia | ...".

 

Laur Przyjaciela Historii - po raz trzeci!

fot. 3dman_eu (Pixabay.com)

Dwa lata temu miałem przyjemność i zaszczyt wręczyć Laury po raz pierwszy >>>. Listę laureatów także z zeszłego roku można sprawdzić tutaj >>>.

W maju 2018 rozdałem Złote Rabany 2017/2018 >>>, podobnie w maju tamtego roku >>> i tego >>>.

W tym roku statuetka Laur Przyjaciela Historii wędruje do Ryszarda Koszczyńskiego. W tamtym roku wyróżniony, w tym już Przyjaciel Historii. Serdeczne gratulacje.


Laur Przyjaciela Historii jest nagrodą tylko wirtualną, ale za laureata odmówię modlitwę Ojcze nasz - za niego i jego dzieła. Oczywiście nie zapominam w modlitwie także o całej Społeczności.
 


Tradycyjne odnowienie zawierzenia

Cytuję sprzed roku i lat dwóch; odnawiamy też nasze zawierzenie: "Chodzi o zawierzenie mojego blogowania Panu Bogu i Matce Bożej. Wielu pewnie się z tym nie zgadza, ale według mnie historia bez Opatrzności Bożej zwyczajnie nie ma sensu. Mógłbym pisać o historii tylko areligijnie i "neutralnie", ale wtedy byłbym wobec Was hipokrytą i obłudnikiem, a ja tego nie chcę, bo po prostu Was lubię i szanuję.

Dlatego też polecam to nasze wspólne blogowanie opiece z Wysoka, a także Was wszystkich".


"Do poczytania zatem w następnych tekstach i do siego roku, bo wierzę, że już za rok ukaże się czwarty wpis rocznicowy. Musimy przecież gonić 10 tys. odcinków, no nie? ;)" - tak było rok temu; wierzymy, że może już za rok przyjdzie nam się spotkać w ramach 4 podsumowania i w powiększonym gronie.


Pozdrawiam Was najserdeczniej.

sobota, 12 września 2020

#88 Historia nauczycielką życia | O Bohaterze, co wiedział, Komu się pod Wiedniem kłaniać

 Czyli m.in. o tym, że Polak to się równa Bohater


Bohater, którego dotyczy ta historia, nazywał się Andrzej Modrzewski (w literaturze spotyka się też: Modrzejowski, nie mylić z Andrzejem Fryczem Modrzewskim) herbu Grzymała. Był on pułkownikiem królewskim oraz podskarbim nadwornym koronnym (w 1683 r.). Zanim dostąpił tych godności, najzwyczajniej w świecie przyszedł na świat - w rodzinie Krzysztofa i Heleny Cebrowskiej. Było to najpewniej w latach 20. XVII w. To postać, która pięknie wiąże się z 12 września, czyli kolejną rocznicą odsieczy wiedeńskiej dziś przypadającą.

Chrzest bojowy przeszedł Modrzewski prawdopodobnie w czasach powstania Chmielnickiego w 1648 r. Po raz pierwszy źródła historyczne napomknęły o nim przy okazji bitwy pod Gródkiem Jagiellońskim (Bruchnalem) stoczonej 29 września 1655 r. Tam już wsławił się swoim bohaterstwem ratując wraz z innym szlachcicem z opresji hetmana Stanisława Potockiego. Nie wiemy czy jegomość Modrzewski walczył w okresie potopu szwedzkiego, natomiast gdzieś w roku 1660 r. był już rotmistrzem.

Andrzej Modrzewski stopniowo awansował w hierarchii i brał udział w kolejnych wojnach i potyczkach, z których jedną z ważniejszych była np. bitwa pod Mątwami z 1666 r., którą stoczył po stronie króla Jana II Kazimierza. Brał udział również w kampaniach tureckich i kozackich. Walczył m.in. pod Niemirowem (1672) i Chocimiem (1673). Stopniowo otrzymywał coraz ważniejsze zadania bojowe i dyplomatyczne, gdyż przewodził misjom dyplomatycznym.

Jan Damel, Bitwa pod Wiedniem, fot. wikimedia w domenie publicznej
 
Po wstąpieniu na tron Jana III Sobieskiego jeszcze bardziej uwydatniło się przywiązanie jakie ich łączyło; król bardzo cenił Modrzewskiego, który brał udział nawet w polowaniach monarchy i korzystał z jego pomocy przy ubieganiu się o bogatą przyszłą żonę (drugą w kolejności). Do ślubu doszło w 1678 r.

Wreszcie nastał rok 1683 r., kiedy wojska Rzeczypospolitej ruszyły pod Wiedeń. Modrzewski był tam jednym ze zdecydowanie najbliższych wojskowych w armii króla Sobieskiego (podobno sypiał u boku króla). Dowodził też najznamienitszymi chorągwiami.

Andrzej Modrzewski zapewne był pod Wiedniem jednym z tych, którzy kulom się nie kłaniali, a mówiąc mniej metaforycznie, nie kłaniali się Turkom. Kłaniali się jednak Bogu i Maryi, a odniesione zwycięstwo dedykowali właśnie Bogu; dzień wiktorii - 12 września - do dziś jest dniem wspomnienia Imienia Najświętszej Maryi Panny, czyli Imienin Matki Boskiej.

Pod Wiedniem Modrzewski walczył u boku królewicza Aleksandra. Ruszył na czele wojsk chrześcijańskich z takim animuszem, że zostawił w tyle towarzyszy i jako pierwszy wpadł w szeregi nieprzyjaciela. Przewaga Turków nad nim samym była oczywista, dlatego wielokrotnie ugodzony dzidami, Modrzewski wydał ostatnie tchnienie, stając się prawdziwym bohaterem dla potomnych. Śmierć Modrzewskiego opisał w liście jeden z dworzan. Relacjonował, że bardzo wiele ran dostał jegomość Andrzej, ale nie odcięto mu głowy, gdyż Turcy zlękli się nadciągających wojsk polskich, które niebawem pomściły śmierć wielkiego wojownika.

Wiele nauk można by wydobyć z dzisiejszego spotkania z Historią, ale my skupmy się może przede wszystkim na jednej: dobrze jest być żołnierzem, który się kulom nie kłania; w sensie: nieprzyjacielowi. Ale jeszcze lepiej być człowiekiem, który się kłania Bogu i u niego szuka pomocy oraz ratunku. O skuteczności takiego kłaniania przekonali się dobitnie Polacy pod Wiedniem. Wielu marzyło nawet o śmierci za wiarę, w której obronie jakże skutecznie wystąpili.
 
 

Zapraszam już teraz na kolejne odcinki. Tak się składa, że 26 sierpnia br. przypadała 3. rocznica istnienia bloga historianauczycielkazycia.blogspot.com. Przypuszczam, że  jeszcze we wrześniu ukaże się okolicznościowy wpis z tej okazji. Już teraz serdecznie zapraszam.


Wszystkiego dobrego. Miejcie się najlepiej.



 


Teksty na blogu z aktualnie największą liczbą odsłon (stan na 11.09.2020):

1. #3 Historia nauczycielką życia | Gdy szkiełko i oko wymiękają >>>
2. #34 Historia nauczycielką życia | „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono >>>
3. #46 Historia nauczycielką życia | "Nic ponad sandał, szewcze!" >>>

 Bibliografia wpisu:

  1. Andrzej Modrzewski h. Grzymała >>>;
  2. Andrzej Modrzewski - bohater spod Wiednia >>>;
  3. Modrzewski Andrzej h. Grzymała (zm. 1683) >>>

środa, 26 sierpnia 2020

#87 Historia nauczycielką życia | HW/4 Teraz Twoja kolej

 Czyli m.in. o tym, że bardzo wiele od Ciebie zależy



Kochani!

Mamy końcówkę sierpnia, a to niezbity dowód na to, że wielkimi krokami zbliża się rok szkolny. To również zapowiada koniec tegorocznej wakacyjnej serii na Historii nauczycielce życia. Czas zatem na ostatni akord, który jest zarazem początkiem...

Do tej pory powiedzieliśmy sobie, że wakacje to dobry czas, żeby zacząć szperać za historią wokół nas. Wobec nieraz dużej liczby materiałów niezbędne jest wybieranie na czym szczególnie skupimy naszą uwagę. Po trzecie, w tym wybieraniu bardzo przydatna jest pomoc innej osoby/osób, którzy mogą pomóc w zgłębianiu tajników historii we właściwy sposób. Gdy już to wszystko zrobimy, a nawet możemy jeszcze wcześniej, bo kolejność tych etapów nie jest tak naprawdę zupełnie sztywna, przychodzi kolej na nas. Ale nie na jakichś abstrakcyjnych nas, bliżej nieokreślone byty, ale konkretnie na mnie i na Ciebie. Tak, na Ciebie! Tu nie chodzi o górnolotne sformułowania, ale historia Ciebie potrzebuje.
 
fot. marcart, pixabay.com

Generalnie chodzi o to, że Twoim zadaniem jest wychodzić do innych z tym, co już dowiedziałeś się na temat historii. Historia jest na tyle bogata, że nikt nie jest w stanie wiedzieć wszystkiego, dlatego całkiem realne jest to, że Ty jesteś jedną z nielicznych osób, która może przywołać pamięć jakiejś zapomnianej osoby w Twojej miejscowości, jakiegoś powstańca, o którym poza jego kilkoma krewnymi nikt już nie pamięta, jakiegoś wydarzenia, które na swój sposób było wyjątkowe i niesie w sobie wspaniałe przesłanie, a mało kto lub prawie nikt nie wie, że coś takiego się wydarzyło.

W tym wszystkim bardzo ważne są konkrety. Jak docierać do innych z historią? No cóż, pomysłów jest wiele: zwykłe zaproszenie kogoś na herbatę i pogadanie o historii, rozmowa z kimś na poczekalni, pisanie tekstów lub robienie filmików, a może nawet zorganizowanie większego spotkania, zaproszenie ciekawych gości, otwarcie warsztatów historycznych, izby pamięci, itp. itd.

Tu liczę na Waszą pomysłowość. Podzielcie się, proszę, w komentarzach Waszymi propozycjami na docieranie z historią do innych.

Wakacyjna seria się kończy, ale tak jak wspomnieliśmy, dopiero zaczyna się propagowanie historii. Może nawet rozpoczynający się rok szkolny jest dobrą okazją, żeby coś konkretnego wokół historii zbudować bazując na trzech poprzednich etapach, które opracowaliśmy w trakcie wakacji. Jeśli jesteś studentem lub wakacje Cię po prostu nie dotyczą, zawsze masz pole do popisu; najlepiej zacznij już teraz, jeśli jeszcze w kierunku historii do tej pory nie działałeś.

Pamiętaj, historia Cię potrzebuje, bo bardzo wiele zależy od Ciebie. Teraz Twoja kolej.

Dzięki, że byliście ze mną w ramach tej wakacyjnej serii. Zapraszam na kolejne "zwykłe" odcinki od września. Tak się składa, że 26 sierpnia br. przypada 3. rocznica istnienia bloga historianauczycielkazycia.blogspot.com. Przypuszczam, że we wrześniu ukaże się jeszcze okolicznościowy wpis z tej okazji. Już teraz serdecznie zapraszam.

Wszystkiego dobrego. Miejcie się najlepiej.



 

Teksty na blogu z aktualnie największą liczbą odsłon (stan na 24.08.2020):

1. #3 Historia nauczycielką życia | Gdy szkiełko i oko wymiękają >>>
2. #34 Historia nauczycielką życia | „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono >>>
3. #46 Historia nauczycielką życia | "Nic ponad sandał, szewcze!" >>>

środa, 12 sierpnia 2020

#86 Historia nauczycielką życia | HW/3 Co dwie głowy...

 Czyli m.in. o tym, że w historii ważny jest drugi człowiek



Drodzy!

Za nami dwa odcinki Historycznych wakacji. Powiedzieliśmy sobie już >>>, że wakacje to dobry czas, żeby po raz pierwszy lub na nowo odkrywać historię. Zaznaczyliśmy >>>, że wobec mnogości materiału nierzadko lub prawie zawsze musimy wybierać albo przynajmniej decydować, jakim kwestiom poświęcamy więcej uwagi.

Dzisiaj chciałbym zwrócić uwagę na dwie sprawy, które podprowadzą nas do głównego tematu tego wpisu.
fot. PublicDomainImages, Pixabay.com

Po pierwsze, niedawno na stronie Katolickiej Agencji Informacyjnej odkryłem bardzo budującą i pokrzepiającą informację: "Coraz więcej Polaków upamiętnia dzieje przodków". Dzięki Bogu, że tak właśnie jest. Ludzie coraz chętniej przeczesują rodzinne, parafialne, itd. archiwa i interesują się jej przeszłością. Przeczytajcie sobie ten tekst na stronie niedziela.pl >>>. To bardzo pięknie wpisuje się w temat pierwszego odcinka naszej wakacyjnej serii. Jeśli jeszcze ktoś z nas ma opory przed wejściem na drogę odkrywania tajemnic historii, szczególnie tej rodzinnej, niech czuje się zachęcony.

Po drugie, zbliża się jedna z najważniejszych rocznic tego roku: 100. rocznica tzw. Cudu nad Wisłą. To właśnie 15 sierpnia 1920 r. wydarzyło się coś, co pozwoliło unicestwić pochód bolszewizmu na Zachód Europy. My Polacy głęboko wierzymy, że stało się tak za wstawiennictwem Królowej Polski, Maryi Częstochowskiej. Tak niezwykła rocznica (inne sierpniowe rocznice >>>) jest doskonałą okazją, żeby tak na serio zainteresować się historią, nie tylko teoretycznie, ale przede wszystkim praktycznie.

Po trzecie, dochodzimy do głównego przesłania tego trzeciego, wakacyjnego spotkania z historią. Grzebanie w archiwach i odkrywanie ciekawych miejsc i rzeczy historycznych to jedno, wybieranie interesujących i ważnych dla nas wątków z historii to drugie, ale w tym wszystkim czynnikiem bardzo pomocnym może okazać się drugi człowiek. Oczywiście tych drugich może być zdecydowanie więcej :) Chodzi o to, żeby nawiązać relację z innymi ludźmi, którzy mogą mieć bardzo wiele do powiedzenia w dziedzinie historii. Wakacje to znów idealny czas, żeby takie znajomości zawrzeć lub zwyczajnie nawiązać.
fot. dassel, Pixabay.com
 
Zawsze lubiłem filmy dla dzieci i młodzieży, i nie tylko, kiedy np. młodzi ludzie w trakcie spędzania wakacji u dziadków odkrywali jakieś ciekawe fakty z historii lub po prostu z przeszłości swojej rodziny. Dziadkowie lub jacyś starsi ludzie z pasją opowiadali intrygujące historie i robili wiele, żeby mali ludzie, jak to się mówi, połknęli bakcyla historii. Ba, sam mam w pamięci wiele takich wydarzeń z mojego życia.

No właśnie, najczęściej, a mówiąc bezpośrednio, zawsze inni ludzie mogą nam bardzo pomóc w odkrywaniu historii, a może przede wszystkim, w wyborze najważniejszych kwestii i spraw, którymi powinniśmy się zainteresować, żeby nie pobłądzić w przepastnych nieraz odmętach dziejów.

Bardzo ważne jest też to, że tacy mądrzy ludzie, pasjonaci historii, najpewniej uchronią nas przed zgubnym wpływem historii wypaczonej, zafałszowanej, której niewprawne oko może w porę nie wychwycić.

To jest zatem kolejne zadanie dla nas nie tylko na czas wakacji, ale na wieki wieków - nawiązywać relacje z mądrymi ludźmi, dla których historia to prawdziwa skarbnica wiedzy i mądrości; po prostu - życiowa pasja.

Czy masz już na oku takie osoby? Jeśli nie, rozejrzyj się. Może w Twoim domu jest babcia, dziadek lub jakaś starsza osoba, z którą tak naprawdę nigdy nie porozmawiałeś o historii? Może w Twoim sąsiedztwie są takie "chodzące skarbnice historii"? Może mógłbyś nawiązać relację z jakimś historykiem lub lokalnym pasjonatem historii? Może w internecie masz kogoś takiego na oku, kto mógłby Ci chętnie przybliżyć jakieś arkana dziejów?

Opcji jest wiele. Spróbuj, a nie pożałujesz :)



Teksty na blogu z aktualnie największą liczbą odsłon (stan na 10.08.2020):

1. #3 Historia nauczycielką życia | Gdy szkiełko i oko wymiękają >>>
2. #34 Historia nauczycielką życia | „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono >>>
3. #46 Historia nauczycielką życia | "Nic ponad sandał, szewcze!" >>>

sobota, 8 sierpnia 2020

#85 Historia nauczycielką życia | HW/2 To są historyczne wybory

Czyli m.in. o tym, że w kontekście historii musimy wybierać


Kochani!

W pierwszym odcinku tej wakacyjnej serii zachęcałem Was do rozejrzenia się wokół i wyruszenia na odkrywanie historii, która nierzadko kryje się bardzo blisko: w szafie, piwnicy, na półce bibliotecznej, na strychu, itd. itp. Dziś, w odcinku nr 2 "Historycznych wakacji", podrzucam Wam krótką refleksję, która może pomóc nam rozpracować rezultaty odcinka pierwszego. Zatem, ad rem.

fot. Sophieja23, Pixabay.com

Nie wiem jak Wy, ale mnie od czasu do czasu towarzyszy takie przeświadczenie, że nieunikniona jest konieczności wybierania. Nie chodzi tu oczywiście w tym wypadku o wybór prezydenta czy innego polityka, ale wybory dotyczące historii. Rozglądając się za historią możemy prędzej czy później odnieść wrażenie, że choćbyśmy nie wiem jak długo żyli, nie mamy realnych szans na przejrzenie wszystkiego, co dotyczy historii, na przeczytanie wszystkich książek jej poświęconych, na obejrzenie wszystkich filmów, itp. Przyznam, że jako dziecko byłem przekonany, że przeczytam wszystkie książki świata :) Teraz wiem, że to były piękne, ale jednak infantylne wizje.

Jest to swego rodzaju powód do małego zawodu lub frustracji, że tak wiele kwestii związanych z kochaną historią nie jesteśmy w stanie przerobić. Przecież rodzina, praca, dom, itd. Ba, nawet zawodowi historycy nie są w stanie mówiąc brzydko - przetrawić wszystkiego. Jest duża szansa, że z czymś genialnym w tej materii możemy nie zetknąć się przez całe życie i utracimy to w pewnym sensie bezpowrotnie.

Co zatem począć? Jak rozkminić ten problem?

Wydaje mi się, że przede wszystkim trzeba sobie jasno odpowiedzieć przynajmniej na dwa pytania: czego oczekuję w kontekście interesowania się historię? Czy to, czego oczekuję, jest rzeczywiście tym najlepszym?

Przykładowo dla kogoś historia to może przede wszystkim kopalnia ciekawostek. Taka osoba przeczesuje dzieje właśnie pod tym kątem. Czy to źle? Moim zdaniem zdecydowanie nie. Ale odpowiedź na drugie pytanie może trochę dać do myślenia. Czy rzeczywiście ciekawostki z historii są tym czymś najważniejszym, co możemy wydobywać ze skarbca historii?

Inni znów będą może węszyć za teoriami spiskowymi. To będzie dla nich sens istnienia historii.

Jeśli chodzi o mnie, to w zgodzie z motywem przewodnim tego bloga za najważniejsze w historii uważam wyciąganie z niej wniosków przydatnych na teraz, jutro i całą przyszłość.

Przynajmniej do publikacji kolejnego odcinka zostawiam Was z tą sprawą. Jeśli ktoś nie zabrał się jeszcze za pierwszy odcinek, można to nadrobić. Oprócz tego spróbuj sobie odpowiedzieć na dwa postawione dziś pytania. W trakcie kolejnego spotkania dotkniemy sprawy, która pomoże nam uporządkować fakty i pójść dalej.

Proszę, jeśli spodobał Ci się pomysł na tę serię, udostępnij innym, podaj dalej, skomentuj.
Wielkie dzięki, Przyjaciele Historii!



Teksty na blogu z aktualnie największą liczbą odsłon (stan na 03.08.2020):

1. #3 Historia nauczycielką życia | Gdy szkiełko i oko wymiękają >>>
2. #34 Historia nauczycielką życia | „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono >>>
3. #46 Historia nauczycielką życia | "Nic ponad sandał, szewcze!" >>>

środa, 22 lipca 2020

#84 Historia nauczycielką życia | HW/1 Historia bliżej niż myślimy

Czyli m.in. o tym, że historia czai się u Ciebie na strychu


Moi Drodzy!

Trwają wakacje. Wiem, że takie stwierdzenie to nic odkrywczego, niemniej jednak bardzo chciałbym, żeby te wakacje były dla nas odkrywcze, przede wszystkim w kontekście historii.

Zastanawiając się nad tym, jak będą wyglądać wakacje na tym blogu, w końcu zauważyłem w głowie pomysł, żeby powstała seria nazwana Historyczne wakacje. Dlaczego historyczne? Bo dotyczące historii, ale także historyczne z tego względu, że ważne; z kolei ważne z tej przyczyny, że spróbujemy podejść do historii najbardziej praktycznie w trakcie naszych dotychczasowych z nią spotkań. Moim wielkim marzeniem jest, żeby każdy wpis na tym blogu kładł nacisk przede wszystkim na życiowy, praktyczny wymiar wydarzeń i zjawisk dziejowych. Nie skądinąd wzięła się też nazwa tego bloga - Historia nauczycielką życia. Wierzę, że założenia udało się mniej lub bardziej udolnie zrealizować. Poczułem jednak natchnienie, żeby przynajmniej na czas tych wakacji jeszcze bardziej praktycznie podejść do sprawy. Wakacje są właśnie wyśmienitym czasem, bo wielu z nas ma trochę więcej wolnego czasu i może więcej tegoż czasu poświęcić historii. I to bardzo praktycznie.

fot. blende12, Pixabay.com

Oto moja propozycja na początek: spróbujmy rozejrzeć się za historią wokół nas. Może to brzmi dość trywialnie, ale czasami tego właśnie nam brakuje; nierzadko znamy historię, a przynajmniej jakieś nieliczne jej wycinki, z mocno teoretycznej strony. Tymczasem chodzi o to, żebyśmy poszukali jej tak bardzo namacalnie. Jak to zrobić? Może masz w domu strych lub jakieś inne miejsce, gdzie zalegają od dawien dawna już mocno zakurzone artefakty po dziadkach, rodzicach, innych krewnych, itp. Może już tam nie byłeś od wieków niepamiętnych. A może mamy stare albumy, które gdzieś tam w kąciku żebrzą o chwilę Twojej uwagi? A może gdzieś tam głęboko w piwnicy kryją się prawdziwe skarby po przodkach, które zamierzasz w najbliższym czasie wyrzucić na śmietnik? A może znamy na przykład jakąś starą osobę, którą moglibyśmy odwiedzić z dobrym ciastkiem w ręku i posłuchać ciekawych historycznych opowieści? A może Ty masz jakiś swój własny pamiętnik lub pamiątki po Twoim dzieciństwie, do których już dawno nie zaglądałeś? A może gdzieś tam kiedyś rzucił Ci się w oczy stary film, książka, jakikolwiek materiał w internecie, na których przeglądanie nigdy nie miałeś czasu? Może właśnie wakacje są dobrym czasem żeby nadrobić te historyczne zaległości? A może wreszcie niedaleko Twojego domu kryją się jakieś tajemnice: zapomniana bitwa, inne ważne wydarzenie, coś szczególnego sprzed wieków, pomnik, itp.?

A może masz jeszcze jakiś inny pomysł/pomysły jak praktycznie dobrać się do historii w Twoim otoczeniu???

W związku z powyższym dość gadania :) Czas ruszać do dzieła i przepoczwarzyć się w odkrywcę historii. W kolejnym odcinku wakacyjnej serii pociągniemy troszkę inny aspekt sprawy, a teraz życzę sobie i Wam owocnych podróży historycznych. Chodzi też o to, żebyśmy na nowo złapali historycznego bakcyla.

Wakacje wakacjami, ale nauka z historii musi być ;) Nauką z dzisiejszego naszego spotkania niech będzie to, że historia jest bliżej, niż myślimy i czai się u nas na strychu ;)

Proszę, jeśli spodobał Ci się pomysł na tę serię, udostępnij innym, podaj dalej, skomentuj.
Wielkie dzięki, Przyjaciele Historii!



Teksty na blogu z aktualnie największą liczbą odsłon (stan na 22.07.2020):

1. #3 Historia nauczycielką życia | Gdy szkiełko i oko wymiękają >>>
2. #34 Historia nauczycielką życia | „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono >>>
3. #46 Historia nauczycielką życia | "Nic ponad sandał, szewcze!" >>>

sobota, 4 lipca 2020

#83 Historia nauczycielką życia | Uwaga: pandemia przybiera na sile!

Czyli m.in. o tym, że istnieje pandemia, która ciągle przybiera na sile


I stało się - w miejscu X, w dniu Y zaistniał pierwszy przypadek. Bardzo szybko okazało się, że nie będzie odosobniony, gdyż w tej samej mieścinie/wioseczce/osadzie, a następnie w okolicznych wioskach przybywało tego typu praktyk. Kolejne ogniska złowrogiej pandemii wybuchały w różnych miejscach. Z każdym dniem, tygodniem, miesiącem, rokiem - było tego coraz więcej, więcej i więcej.

Dawaj kwarantannę! Niech wprowadzą kwarantannę! Niech rządy, jacyś ludzie decyzyjni, zareagują póki jeszcze czas - krzyczysz, słuchając tej historii. Nauczony COVID-em-19 jesteś bogatszy w doświadczenia. I słuszne masz zamiary, ale muszę Cię zmartwić - tej pandemii, o której tu mowa, nie zatrzymano na czas, wybuchła już bardzo dawno temu i jej początków już nikt z żywych nie pamięta; mało tego: wobec jej katastrofalnych skutków we współczesnym świecie bardzo niewiele w stosunku do ogromu zjawiska, udało się zrobić. Dla przykładu w 2019 r. ta pandemia zabiła średnio ponad 115 tys. istot ludzkich w ciągu doby! Razem dało to ok. 42 milionów (!) w całym roku.

Na stronie internetowej worldometers.info >>> gromadzone są i na bieżąco aktualizowane dane na temat tej pandemii, podawane za Światową Organizacją Zdrowia (WHO). Na ten moment to już ponad 21,5 miliona ofiar tej pandemii od 1 stycznia 2020 r. do dziś. Dla porównania słynny, również bardzo groźny koronawirus, zabił do tej pory ponad 500 tys. ludzi na całym świecie. A zatem pandemia, o której mowa, w 2020 r. pozbawiła do tej pory życia ok. 40-krotnie więcej ludzi niż COVID-19. Tyle, że uśmierciła osoby jeszcze nienarodzone - bardzo często w majestacie prawa, bez zbytniego rozczulania się nad każdym zgasłym istnieniem, ot tak jakby nigdy nic.

Tak, pandemia, o której mowa, to aborcja...

fot. GDJ, Pixabay.com
Moi Drodzy,

ten temat chodził mi po głowie już od dość dawna, niemal od wybuchu COVID-19. Nie jest moim celem jakiekolwiek pomniejszanie tragizmu obecnej pandemii koronawirusa, bo każde ludzkie życie jest na wagę złota, a już ponad pół miliona zgonów na COVID-19 to niewymowny dramat ludzkości i wszystkich osób, których każda śmierć najmocniej dotknęła. Niemniej czyż nie większym dramatem jest śmierć już ponad 21,5 miliona nienarodzonych dzieci...? Wiem, że takie zestawienie dwóch pandemii, może się wydawać dość sztampowe, ale przecież to są realne liczby: pół miliona zgonów w stosunku do 21,5 miliona. Możemy przejść obojętnie wobec aborcji...? Osoby takie jak Kaja Godek i wiele innych przypominają, że nie możemy.

Tu ważna uwaga: 42 miliony zgonów z powodu aborcji w 2019 r. czynią ją najpoważniejszą przyczyną śmierci na świecie. Dodajmy, że w tym samym 2019 r. na raka zmarło nieco ponad 8 milionów ludzi, a papierosy wykończyły 5 milionów. Przepaść... Robi się ona jeszcze większa, jeśli zauważymy, że na świecie dokonuje się najprawdopodobniej o wiele więcej aborcji niezamieszczanych w oficjalnych statystykach. Włosy stają na głowie z przerażenia...

Trochę przedwojennej historii

Jeśli poszperamy w źródłach historycznych dotyczących II RP (1918-1939) okaże się, że po powstaniu wolnej Polski ruszyło z mocą lobby promujące legalizację aborcji. Wśród wielu innych, ważniejszych (?) tematów tamtego okresu, aborcja i stosunek do nienarodzonych dzieci może się wydawać tematem drugorzędnym. Tymczasem ni stąd ni zowąd w 1932 r. doszło do zalegalizowania aborcji. Jak podają źródła, duży w tym udział mieli m.in. Tadeusz Boy-Żeleński i Irena Krzywicka-Goldberg.

Jakie dzieci wolno było zabijać od 1932 r.? Otóż te, których eliminację zalecano ze względów zdrowotnych matki i gdy dziecko poczęło się jako skutek czynu zabronionego. O zgrozo, przepisy nie podawały, do którego momentu ciąży wolno dokonywać aborcji ani nie określały zupełnie jasno, kiedy rzeczywiście zachodzą przesłanki do dokonania aborcji.

Jak podają źródła, aborcja w II RP (legalna i nielegalna) w okresie 1932-1939 mogła pochłonąć życie ok. miliona Polaków! Jeszcze gorzej przedstawiały się cyfry w okresie II wojny światowej.

Jeśli doliczymy do tego wszystkiego problem prostytucji, która kwitła w przedwojennej Warszawie, robi się wielce nieciekawie.

Na zmianę tej sytuacji próbowało wpłynąć Niebo. Jednym z przejawów troski z Wysoka były objawienia jakich doświadczyła Sługa Boża Rozalia Celakówna, której Jezus polecił, aby Polska schroniła się w Jego Boskim Sercu, które jest jedynym ratunkiem wobec ogromu zła i przewin mieszkańców II RP. Co więcej, pod koniec lutego 1939 r. Rozalia miała mieć wizję, w której Jezus przepowiedział wybuch strasznej wojny, która będzie poniekąd karą także dla Polaków szczególnie za grzechy przeciwko czystości, morderstwa i nienawiść. Poprosił o Jego intronizację na Króla, co byłoby szansą na uchronienie Polski przed zagładą. Do intronizacji wówczas nie doszło, a co się stało dalej, wiemy z historii...

Podobny wydźwięk miały nieoficjalne objawienia w Siekierkach w 1943 r. Maryja miała tam powiedzieć, że podczas strasznej wojny "krew będzie płynęła rynsztokami", bo ludzie się nie nawracają.

Nie będziemy tu już rozwijać tematu, ale warto wspomnieć, że chyba w najbardziej znanych objawieniach polskich tamtego czasu, danych św. Faustynie Kowalskiej, Niebo również zapowiadało karę za wielkie przewinienia i brak skruchy narodu.

Kobieta niezłomna

Przenieśmy się teraz do Włoch. Chiara Corbello Petrillo jest obecnie w drodze na ołtarze. To kobieta, która urodziła dwójkę dzieci, ale i jedno, i drugie zmarło niedługo po porodzie na skutek wrodzonych wad. Jak zapowiedzieli lekarze, była szansa, że trzecia ciąża zakończy się sukcesem. Niestety znów stał się dramat: tym razem matka będąc jeszcze w trzeciej ciąży zachorowała na raka jamy ustnej. Podjęła decyzję, że nie przyjmie chemioterapii, żeby dziecko mogło się urodzić żywe. I urodziła synka, Francesco, zdrowego chłopczyka. Wtedy podjęła się leczenia, ale było już zbyt późno. Odeszła 13 czerwca 2012 r.

Mąż Chiary przekonywał później, że jego żona nigdy nie zwątpiła w słuszność podjętej decyzji - umarła w obronie dziecka. Okrzyknięto ją drugą św. Joanną Berettą Mollą.

O innej niezłomnej (w innym kontekście) kobiecie, poczytasz tutaj >>>. To aktualnie drugi najpoczytniejszy tekst na tym blogu.
Nauka historii, czyli co dalej?
 
Czy koronawirus i ta cała pandemia to poważny problem? Jak najbardziej tak. Czy są większe? Oczywiście - jest nim chociażby pandemia aborcji. Co gorsza, nierzadko szerzy się ona zupełnie legalnie i bardzo, bardzo niewiele jest miejsc i instytucji, które każdego dnia z trwogą podawałyby liczbę zmarłych dzieci na skutek tej pandemii. Wyobraźcie sobie, że telewizja na początku najważniejszych wiadomości dnia podaje, że tyle i tyle dzieci zabito dziś w danym kraju i na całym świecie...

Czy pogrom Polski w czasie II wojny światowej był bezpośrednim skutkiem rozlicznych grzechów Polaków, chociażby tych związanych z prostytucją i aborcją? Nie chciałbym iść aż tak daleko i wysuwać zbyt pochopnych wniosków, bo to temat rozległy i zbyt złożony, żeby sądzić tak zero-jedynkowo. Niemniej jeśli weźmiemy pod uwagę to, iż w objawieniach s. Faustynie Chrystus mówił o szczególnym wybraniu Polski, to wydaje się czymś naturalnym, że wybrane dziecko, niewierne wobec kochającego ojca, zostało ukarane. Pamiętamy o wielu, bardzo wielu Polakach poległych choćby w Powstaniu Warszawskim. I słusznie! Bardzo słusznie, że pamiętamy! Jednakże czy ktoś z nas zdaje sobie sprawę z tego, że w okresie międzywojennym na skutej aborcji zmarło najprawdopodobniej jeszcze więcej małych, bezbronnych Polaków...?

Czy każda kobieta musi być taką bohaterką jak Chiara Corbello Petrillo i uniknąć aborcji, która mogłaby uratować jej życie, a poświęcić lub poważnie zaryzykować istnienie nienarodzonego dziecka? To niesłychanie trudny temat i niesłychanie trudno wypowiadać się, gdy nie staje się przed podobnym dylematem. Tylko spojrzenie na taką sytuację oczyma wiary nadaje sens poświeceniu matki i wznosi na wyżyny heroizmu.
 
Co dalej? Dzięki za przeczytanie tego tekstu. Mam nadzieję, że naświetlił on najważniejsze wątki w tej trudnej materii. Ważne, żeby na miarę swoich możliwości, talentów i sił coś zrobić, aby ratować życie. Sposobów jest wiele: zaangażowanie się w działalność organizacji pro-life, wspieranie matek zmagających się z myślami o aborcji, duchowa adopcja dziecka poczętego >>>.

Nie musimy śnić o bohaterstwie postaci z kreskówek. Wystarczy, że uratujesz jedno, drugie, trzecie i więcej ludzkich żyć, jeszcze nienarodzonych.
 
Wchodzisz w to...?


Teksty na blogu z aktualnie największą liczbą odsłon (stan na 04.07.2020):

1. #3 Historia nauczycielką życia | Gdy szkiełko i oko wymiękają >>>
2. #34 Historia nauczycielką życia | „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono >>>
3. #46 Historia nauczycielką życia | "Nic ponad sandał, szewcze!" >>>

 
Bibliografia wpisu:

1. 42 mln dzieci zabito na całym świecie w 2019 r. w wyniku aborcji, gosc.pl;
2. "Krew będzie płynęła rynsztokami", pch24.pl;
3. Oddała życie, by ratować swoje dziecko - rusza jej proces beatyfikacyjny , gosc.pl;
4. COVID_19/statystyki Google;
5. worldometers.info

Dla chętnych, dla pogłębienia wiedzy:

1. 280 milionów płodów. Jedyny kraj, w którym przeprowadzano aborcję na przemysłową skalę >>>
2. Chiara Petrillo będzie święta >>>
3. Cztery miliony skrobanek. Cała prawda o aborcji w przedwojennej Polsce >>>