środa, 19 stycznia 2022

#107 Historia nauczycielką życia | Godzina ocalenia

Czyli m.in. o tym, że potrzeba tylko jednego

Główny bohater dzisiejszego odcinka urodził się 8 września 1906 r. Jak się później okaże, ta data nie była przypadkowa. W 1927 r. został lotnikiem po ukończeniu szkoły w Dęblinie. Mowa o kpt. Władysławie Polesińskim. To on jest bohaterem tego wpisu, który inauguruje 6. sezon mojego historycznego bloga.



Fotografia pilota Władysława Polesińskiego na jego grobie na Cmentarzu Wilanowskim w Warszawie, fot. Autorstwa Mateusz Opasiński - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=22853851   

Przełomowe wydarzenie w jego życiu miało miejsce w 1930 r. W trakcie ćwiczeń zdarzył się wypadek. Młody pilot cudem uniknął śmierci. Jak później relacjonował, usłyszał w duszy wskazówki, jak wydostać się z samolotu. Mężczyzna posłuchał i wydostał się z maszyny zanim ta eksplodowała. Było to w Kujawach pod Krakowam (obecnie dzielnica Nowej Huty). Dziś upamiętnia to wydarzenie krzyż.

fot. qentet / YouTube, screen

Okazało się, że o godz. 21:00, kiedy mężczyzna walczył o życie, jego żona modliła się za niego do Matki Bożej, akurat w tej godzinie. Życie kpt. Władysława Polesińskiego już nie było takie jak do tej pory: mężczyzna żył odtąd z głęboką wiarą, która emanowała z niego na innych oficerów. Powołał nawet do życia organizację - Rycerski Zakon Krzyża i Miecza. 80 kapitanów zrzeszonych w tej organizacji wzajemnie dbało o rozwój swojej wiary i różnorodnych cnót, aby stawać się coraz lepszymi ludźmi i chrześcijanami. A zatem jego data urodzin - 8 września, kiedy świętujemy narodzenie Maryi - nie była datą przypadkową.

Wydarzenie z udziałem kpt. Polesińskiego nie było jedynie epizodem, a nawet początkiem istnienia ważnej i szczytnej organizacji. Stało się ono w pewnym sensie zalążkiem znanego do dziś jakże ważnego nabożeństwa z udziałem (fizycznie i poprzez transmisję) tysięcy Polaków: Apelu Jasnogórskiego. Punktualnie o godz. 21:00 każdego dnia z Kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze płynie modlitwa do Maryi, która szczególnie czczona jest właśnie w tym miejscu Polski - w jej duchowej stolicy - jak często określa się Częstochowę.

To właśnie o 21:00 członkowie Rycerskiego Zakon Krzyża i Miecza mieli w zwyczaju meldować się Matce Bożej. Teraz czynią to liczni Polacy codziennie. Dodajmy, że oficjalnie Apel Jasnogórski powołał do życia Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński wraz z ojcami paulinami 8 grudnia 1953 r., ale to Matka Boża sama poprzez historię życia kpt. Polesińskiego niejako zasugerowała, aby szczególnie czcić ją o godz. 21:00.

W kontekście rosnącego napięcia w stosunkach polsko-niemieckich kpt. Polesiński starał się podnosić na duchu nie tylko ludzi ze swojego środowiska, ale nawet przemawiał w radiu zaraz po prezydencie Warszawy Stefanie Starzyńskim w pamiętnym okresie kampanii wrześniowej. 16 września 1939 r. został zestrzelony i zmarł ciężko ranny najprawdopodobniej pod koniec września 1939 r.



Grób pilota Władysława Polesińskiego na Cmentarzu Wilanowskim w Warszawie, fot. Autorstwa Mateusz Opasiński - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=22853842  

Kilka lat temu powołano do życia Stowarzyszenie "Krzyż i Miecz", które nawiązuje do organizacji kpt. Polesińskiego.

Nie byłby to blog Historia nauczycielka życia, gdybyśmy nie wyciągnęli jakiejś nauki z dzisiejszego wpisu. Jak zazwyczaj może ich być wiele, ale ja chciałbym podkreślić nomen omen jedną sprawę: że w życiu człowieka potrzeba tak naprawdę tylko jednego (por. Łk 10,38-42). Kpt. Polesiński odkrył tę sprawę. Może to brzmieć trochę jak frazes, ale jeśli nasz wzrok duszy nie jest wyczulony na sprawy pozaziemskie, wykraczające poza to, co odczuwamy zmysłami, to nic nie ma sensu. Jeśli zaś przyjmujemy postawę życiową podobną do Polesińskiego, wygramy życie, a przecież o to chodzi. W życiu Kapitana ważna była godzina ocalenia, gdy cudownie uniknął śmierci, ale paradoksalnie o wiele ważniejszą godziną ocalenia była dla niego ta, gdy zginął. Jestem przekonany, że w nagrodę za swoje piękne życie został ocalony od piekła i zaproszony do wiecznej szczęśliwości.


Czy potrafię w historii mojego życia być tak wyczulonym na dobre natchnienia jak było to w przypadku kpt. Polesińskiego?


Zachęcam Was do zostawienia komentarzy. Dzięki!


Bibliografia:


Polecam również do obejrzenia:


piątek, 31 grudnia 2021

#106 Historia nauczycielką życia | Podsumowanie rocznicowe nr 4 (2020-2021)

 

Ponad 4 lata już za nami...

Tak było, tak jest, a co będzie?...


Być może wiecie, że 26 sierpnia 2017 r. to ważna data na tym blogu (o tym, dlaczego ta data przeczytaj stosowny tekst, szczególnie jeśli nie jesteś zorientowany w temacie). Z kolei wcześniej, bo 3 maja 2017 r. pojawił się mój debiutancki blog istniejący do dziś - biblijnyraban.blogspot.com. Do tej pory powstały trzy podsumowania rocznicowe na blogu historycznym (pierwsze >>> i drugie >>>, i trzecie >>>). 

A poniżej znajdziecie kolejne - czwarte. Serdecznie zapraszam. W tym roku publikuję je nieco później niż zazwyczaj, ale ostatni dzień roku kalendarzowego jest ku temu dobrą okazją.

Za chwilę przeczytacie fragment zeszłorocznych podsumowań, który nadal pozostaje aktualny. Oto on: "Bardzo dobrze zapewne orientujecie się, że temu blogowi przyświeca słynna dewiza Cycerona. Poświęciłem jej też osobny tekst. Po lekturze tekstu na stronie głównej możecie się dowiedzieć m.in. tego, że jeszcze w moich czasach gimnazjalnych ta dewiza przylgnęła do mnie, gdyż często powtarzał nam ją nauczyciel. I tak to już jest, że piszę tu o historii zawsze w kontekście jej przydatności dla nas dziś i jutro, czyli obecnie i w przyszłości. Oczywiście, nie można pisać zawsze tylko w stylu bardzo poważnym i górnolotnym. Nie! Z tego względu macie na blogu do wyboru teksty przyporządkowane do różnych kategorii (oto przykładowe: rocznice100plus Cudowna historia Polski_seria specjalnaCiekawostki-mininauki i nauczkiJak cię widzą tak cię piszą (o intrygujących przydomkach władców) i wpisy specjalne oraz nowsze o nazwach Cięta historia i Historyczne wakacje) i myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Mam jednak nadzieję, że niezależnie od kategorii wszystkie artykuły mogą się okazać przydatne i interesujące jeśli tylko okaże się trochę dobrej woli".

fot. pixabay.com

Czas na garść statystyk (stan na 29 grudnia 2021) 


Oto porcja statystyk, obejmując prawie 4,5 roku dotychczasowego istnienia bloga.

Blog ma 34488 wyświetleń (po trzech latach 27,5 tys., po dwóch latach 16 tys., po roku było 7 tys.), powstało w sumie 106 tekstów (po trzech latach 89, po dwóch latach 70, po roku 50), stronę odwiedziło 4594 użytkowników (po trzech latach 2971, po dwóch latach 1371, po roku 470); wśród nich 341 takich, którzy zawitali na bloga przynajmniej 2 razy (po trzech latach 233, po dwóch latach 114, po roku było ich 36).

I jeszcze media społecznościowe: 304 polubienia profilu Biblia i Historia na Facebooku (po trzech latach 213, po dwóch latach 190, po roku 120), 132 obserwujących na Twitterze (po trzech latach 111, po dwóch latach 74, po roku 35) i jeszcze kilku sympatyków w serwisie Wykop (13). Bardzo się cieszę, że tworzymy razem biblijno-historyczną rodzinę!

Wiem: te liczby nie powalają na kolana wielkich blogerów :) Ja się jednak cieszę, że wzrosty statystyk są znaczące i systematycznie rośnie liczba miłośników Historii, która uczy nas jak żyć.

Mam też wielką prośbę do Was: każde Wasze polubienie, każde udostępnienie daje blogowi większe szanse na dotarcie do innych. Nie chodzi o mnie, ale mam nadzieję, że prezentowane tutaj treści chociaż w jakimś stopniu są dla kogoś ważne i przydatne, więc z góry jestem Wam wdzięczny za pomoc przy promowaniu tych tekstów. Dzięki!!!
 
fot. pixabay.com


Marzenia i cele - poniekąd niezmienne...

Tutaj też cytaty z poprzednich lat, bo są ciągle aktualne:

"Podstawowym marzeniem jest to, ażeby jak najwięcej ludzi uczyło się żyć od historii i przynajmniej ją szanowało.

Lubię powtarzać, że nie każdy musi pasjonować się historią, ale każdy powinien ją szanować. Oczywiście najlepiej byłoby, żeby jak najwięcej osób także się nią pasjonowało i to jest moje kolejne marzenie.

Cele? Rozszerzanie działalności, docieranie do użytkowników wszystkimi sposobami". 

A to marzenie z zeszłego roku, ciągle aktualne :) 

"A tak pół żartem, pół serio, moim wielkim marzeniem jest dogonić i przegonić twórców pewnego amerykańskiego serialu, emitowanego również w Polsce, który zasłynął jako najdłuższy tasiemiec, obecnie ma już w USA ponad 8 tys. odcinków, a w Polsce ponad 7 tys. Co byście powiedzieli na to, żeby Historia nauczycielka życia też miała tyle? Oczywiście nie mogę tego obiecać, ale oby się spełniło ;) Wtedy wyglądałoby to tak: #10000 Historia nauczycielką życia | ...".

 

Laur Przyjaciela Historii - po raz czwarty! 

fot. 3dman_eu (Pixabay.com)

Cztery lata temu miałem przyjemność i zaszczyt wręczyć Laury po raz pierwszy >>>. Listę laureatów sprzed dwóch lat można sprawdzić tutaj >>>. A tak było rok temu >>>.

W maju 2018 rozdałem Złote Rabany 2017/2018 >>>, podobnie w maju dwa lata temu >>> i rok temu >>> oraz w tym roku >>>.

W tym roku Laur Przyjaciela Historii wręczam dość nietypowo: dostaje się on tym, którzy często wpadają i czytają treści na tym blogu, ale się nie ujawniają. Niech ta zbiorowa nagroda będzie dla Was, Drodzy, zachętą do komentowania i coraz szerszego podawania tych treści dalej, aby nasza społeczność ciągle się rozrastała jak ma to miejsce dotychczas.

Ponadto wręczam jeszcze wyróżnienie Ryszardowi Koszczyńskiemu, który jest najbardziej utytułowanym Czytelnikiem obu moich blogów. 

Wszystkim Laureatom składam serdeczne gratulacje!


Laur Przyjaciela Historii jest nagrodą tylko wirtualną, ale za laureata odmówię modlitwę Ojcze nasz - za niego i jego dzieła. Oczywiście nie zapominam w modlitwie także o całej Społeczności. 
 
fot. pixabay.com

Tradycyjne odnowienie zawierzenia

Najważniejsze niezmiennie na koniec wpisu rocznicowego i na początek kolejnego roku blogowania: "Chodzi o zawierzenie mojego blogowania Panu Bogu i Matce Bożej. Wielu pewnie się z tym nie zgadza, ale według mnie historia bez Opatrzności Bożej zwyczajnie nie ma sensu. Mógłbym pisać o historii tylko areligijnie i "neutralnie", ale wtedy byłbym wobec Was hipokrytą i obłudnikiem, a ja tego nie chcę, bo po prostu Was lubię i szanuję.

Dlatego też polecam to nasze wspólne blogowanie opiece z Wysoka, a także Was wszystkich".


"Do poczytania zatem w następnych tekstach i do siego roku, bo wierzę, że już za rok ukaże się piąty wpis rocznicowy. Musimy przecież gonić 10 tys. odcinków, no nie? ;)" - tak było rok temu; wierzymy, że może już za rok przyjdzie nam się spotkać w ramach 5. podsumowania w jeszcze większym gronie. Będziemy mieć zatem mały jubileusz :)


Pozdrawiam Was najserdeczniej, kończąc 5. sezon blogowania historycznego. W styczniu zapewne zainaugurujemy wspólnie szósty. A tymczasem życzę Wam wspaniałego Nowego Roku 2022, w tym jak najżarliwszej miłości do Historii, nauczycielki życia (czyt. do Pana Boga, bo to On kieruje historią) oraz tego, abyście jak najczęściej wpadali na moje blogi :)

środa, 24 listopada 2021

#105 Historia nauczycielką życia | Oby tylko to nie wybuchło, bo byłaby masakra

 Czyli m.in. o tym, że ludzie często sami sobie strzelają w kolano

Pierwszy raz albo przynajmniej pierwszy świadomy dowiedziałem się o tej historii z programu telewizyjnego. Od razu mnie to zaintrygowało i zachęciło do wyciągnięcia pewnych wniosków; mówiąc naszym językiem - nauki z historii.

Sprawa dotyczy amerykańskiego statku towarowego SS Richard Montgomery, który w 1944 r. zatonął u ujścia Tamizy, a zatem od miejsca jego obecnego przebywania do Londynu nie jest wcale daleko. Nie byłoby pewnie w tym wraku nic szczególnego, gdyby nie bardzo kluczowy fakt: na jego pokładzie znajduje się 1500 t materiałów wybuchowych. Przed tym, jak osiadł na mieliźnie, SS Richard Montgomery miał 6 000 t na sobie, ale zanim kadłub pękł, wydobyto 4500 t. 

Dodajmy jeszcze, że statek, o którym mowa, jest jednym z ponad 2700 okrętów amerykańskich typu "Liberty Ships". To były konstrukcje dość nieskomplikowane, ale mogące przewozić nawet do 10000 t materiałów.

fot. Fraser Gray @FraserG32883664 / Twitter

Jest to zadziwiające, że już od blisko 80 lat wrak pozostaje nietknięty z racji tego, że trudno oszacować straty po ewentualnym wybuchu ładunku. Co więcej, istnieje obawa, że nawet zniszczenie i zapadnięcie się masztu może spowodować wybuch, ale z drugiej strony eksperci obawiają się nawet ruszać masztów; wolą dmuchać na zimne. Tylko czy to jeszcze jest zimne, czy już grozi wybuchem...? A wybuch, jak mówią i piszą fachowcy, mógłby mieć naprawdę opłakane skutki. Generalnie teren wokół statku jest oznaczony bojami i nikt tam nie może wpłynąć, ale i bez tego jak widać ryzyko wybuchu jakieś jest zawsze.

Cała ta historia wzbudziła we mnie dziwne uczucie: toż to nie kto inny, ale ludzie, my sami, naważyliśmy sobie tego piwa i teraz boimy się go wypić. O ile już sama wojna jest bezsensem, o tyle przypadek SS Richarda Montgomery to już prawdziwe kuriozum. Ten statek i jego niebezpieczny ładunek, który miał wiadome cele, teraz stał się elementem zupełnie niechcianym i na tyle poważnym, że nawet przy obecnym rozwoju technologii nie za bardzo wiadomo, co zrobić z tym fantem.

Te przemyślenia mogą nas prowadzić dalej, na inne płaszczyzny naszego życia. Czy przypadkiem nie jest tak, że i w naszym życiu, nierzadko, robimy coś złego, a potem z niechcianymi, a czasami może zaskakującymi konsekwencjami, zmagamy się przez lata, a nawet całe życie. Aby uniknąć gołosłowności pierwszy przykład z brzegu: nadużywamy alkoholu, a potem ni stąd ni zowąd zmagamy się z rożnymi przypadłościami zdrowotnymi, z którymi nie wiadomo co począć. Tacy bywamy - my ludzie... Oby ten SS Richard Montgomery był dla nas przestrogą przed bagatelizowaniem zła i bezsensownym pakowaniem się w tarapaty. Na co to komu? "Dosyć ma dzień swojej biedy" (Mt 6,34).

Czy po wodach mojego życia nie pływa przypadkiem taki SS Richard Montgomery, które najlepiej już teraz, zanim jeszcze jest czas, zneutralizować, żeby nie doszło do katastrofy?


Zachęcam Was do zostawienia komentarzy. Dzięki!

PS Informacje o statku podałem korzystając ze strony whatsnext.pl
 
#17 Historia nauczycielką życia | Czas ucieka..., a co nas czeka? >>>
 
 

sobota, 30 października 2021

#104 Historia nauczycielką życia | Zaproszenie! (wpis specjalny)

 Czyli m.in. o tym, że piszemy razem ten wpis!

Nie ukrywam, że dla mnie czymś absolutnie oczywistym jest, że głównym Autorem historii jest Bóg. Głównym, ale nie jedynym, bo każdy z nas razem z nim "współpisze" dzieje. O tym mówiliśmy sobie w trakcie minionych wakacji >>>. Na każdym kroku widać Jego prowadzenie, nawet to, że z wielkiego zła potrafi wyprowadzić dobro.

 fot. Barbara Jackson from Pixabay

Dzisiaj chciałbym zaprosić Was do czegoś, co będzie kolejnym krokiem. Zachęcam, żebyście w komentarzach kończyli tekst, który zacznę poniżej. Nie zwlekajmy zatem, tylko zaczynajmy:

Pan Bóg jest dla mnie Stworzycielem świata i głównym Autorem historii, ponieważ... 



 
A zatem: do dzieła!!! Mogę na Ciebie liczyć, prawda?

Poprzedni wpis:
 
#17 Historia nauczycielką życia | Czas ucieka..., a co nas czeka? >>>
 
 

sobota, 25 września 2021

#103 Historia nauczycielką życia | HW7 / Jakim będziesz współautorem?

Czyli m.in. o tym, że przyszłość to jest coś szalenie ważnego


Cześć!

Dzieci są w szkołach już od paru tygodni, ale to nie przeszkadza nam, żeby oddać się lekturze jeszcze jednego wakacyjnego odcinka w tym sezonie Historycznych wakacji. Studenci jeszcze "leniuchują", więc wakacje mają prawo trwać ;) 

 
Żarty żartami, ale temat dzisiejszy jest szalenie poważny. Chodzi o naszą przyszłość i to nie tylko tę kilkudziesięcioletnią w tym życiu, ale przede wszystkim tę wieczną; bo czy tego chcemy, czy też nie, czeka nas wieczny byt i to tylko od nas zależy, jak będziemy chcieli go spędzić. Do wyboru mamy wieczne szczęście i wieczną rozpacz. Aż dziw bierze, że ciągle się wahamy i niedowierzamy, a tymczasem zegar tyka nieubłaganie...

Powiedzieliśmy sobie już o tym, jak do tej pory prowadziliśmy nasze życie, a raczej współprowadzili, bo pierwszym Autorem jest Bóg. On daje nam wolność i pozwala nam współpisać z Nim dzieje naszego życia, a poprzez to całego świata. W drugim odcinku tej wakacyjnej serii analizowaliśmy jak jest teraz, w jakim miejscu teraz jest nasze życie. Czy tam, gdzie powinno...?

Ten odcinek jest po prostu zachętą, żeby przede wszystkim patrzeć do przodu. W Ewangelii Jezus mówi: "Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego" (Łk 9,62b). Jest to dla nas przestroga, że nieumiejętne patrzenie wstecz na historię, może być opłakane w skutkach. Dlatego puentą tej trylogii wakacyjnej i jak wiemy mottem przewodnim tego bloga jest hasło: "Historia nauczycielką życia". Można oczywiście patrzeć na historię na różne sposoby, ale jeden wydaje się arcyważny: trzeba nam wyciągać wnioski z tego, co było, aby lepiej przeżywać nasze dziś i nasze jutro. To jest BARDZO WAŻNE!

Zdradzę Wam coś: słowo "Historia" na tym blogu tak dokładnie rzecz ujmując nie oznacza historii sensu stricto, ale przede wszystkim Boga, który w tej historii działa.

Jaką zatem współautorką będziesz? Jakim współautorem? Jak poprowadzisz swoje życie, aby go nie przegrać? Wiecie co? Jeśli się człowiek tak dogłębnie i logicznie zastanowi i trzeźwo podejdzie do życia, to życie bez Boga, bez wiary, po prostu nie ma sensu. Moim zdaniem to, że po ludzku, ludzkimi metodami, w 100 proc. nie można udowodnić istnienia Boga nie jest tak ważne jak to, że nie można też zaprzeczyć Jego istnieniu? A zatem skoro tak, to czy naprawdę warto ryzykować utratę szczęścia wiecznego żyjąc byle jak? Nie bardzo lubię takie kalkulowanie, bo o wiele lepiej jest wierzyć z miłości, ale przecież już na logikę widać, że bezsensownie żyć nie warto i bardziej opłaca się żyć wiarą.

Zaufanie to jedna z najpiękniejszych cech. Gdybyśmy widzieli Boga tu na ziemi, nie mielibyśmy wyjątkowej okazji żyć takim zauroczeniem, tęsknotą, jak narzeczeni, którzy jeszcze nie są w pełni ze sobą i bardzo tęsknią.

Tegoroczne Historyczne wakacje pragnę zakończyć cytatem z Psalmu 78, który chyba mógłby być hymnem tego bloga.

1Pieśń pouczająca. Asafowy.

Słuchaj, mój ludu, nauki mojej;
nakłońcie wasze uszy na słowa ust moich.
Do przypowieści* otworzę me usta,
wyjawię tajemnice zamierzchłego wieku.
Cośmy słyszeli i cośmy poznali,
i co nam opowiedzieli nasi ojcowie,
tego nie ukryjemy przed ich synami.
Opowiemy przyszłemu potomstwu
chwałę Pana i Jego potęgę,
i cuda, których dokonał.
Albowiem nadał On w Jakubie przykazania
i ustanowił Prawo w Izraelu,
aby to, co zlecił naszym ojcom,
podawali swym synom,
aby to poznało przyszłe pokolenie,
synowie, co się narodzą,
że mają pokładać nadzieję w Bogu
i nie zapominać dzieł Boga,
lecz strzec Jego poleceń.
A niech nie będą jak ich ojcowie,
pokoleniem opornym, buntowniczym,
pokoleniem o chwiejnym usposobieniu,
którego duch nie dochowuje Bogu wierności (Ps 78<77>,1-8).

Jejku, jaka to piękna dla nas perspektywa - uczyć się poprzez historię cudownego działania Bożego i przekazywać je następnym pokoleniom. Bardzo bym chciał, że na tym blogu były tysiące, miliony odcinków i jeszcze więcej. Oczywiście odcinki nie zawsze muszą być niezwykle poważne, ale każdy, nawet najbardziej prozaiczny temat, niech prowadzi nas do ostatecznego celu, którym dla nas jest Niebo.

Dziękuję Wam, że dotrwaliście do końca tego chyba jednego z najważniejszych wpisów na tym blogu. Dziękuję za cały ten sezon Historycznych wakacji.


Życzę wszystkim studentom udanego wejścia w nowy rok akademicki, a uczniom przyjemnej kontynuacji roku szkolnego. 
 

 
oraz
 

Teksty na blogu z aktualnie największą liczbą odsłon (stan na 24.09.2021):


wtorek, 31 sierpnia 2021

#102 Historia nauczycielką życia | HW/6 Jakim jesteś współautorem?

Czyli m.in. o tym, że tworzysz historię tu i teraz, ale nie sam/a


Witajcie!

Ostatnio zastanawialiśmy się nad tym, jaką historię życia napisaliśmy do tej pory. Dziś o tym, co jest teraz.

fot. pen_ash, Pixabay
 
Przynajmniej od czasu do czasu warto sobie zadać pytanie: w jakim miejscu jest teraz moje życie? W odpowiedzi na to pytanie pomocna może być odpowiedź na pytania z poprzedniego odcinka: jak to było do tej pory? 

Jeśli po osobistym rozeznaniu i rozmowach z autorytetami być może okaże się, że coś nie jest tak, jak być powinno, warto nie czekając, już teraz, zmienić coś na lepsze, być może gruntownie odmienić swoje życie.
 
Dla mnie i dla miliardów ludzi na świecie najwyższym autorytetem jest Bóg. To On jest głównym Autorem historii. To z Nim współpiszemy historię. To wielka odpowiedzialność, dlatego warto w oparciu o Jego przykazania, o Jego Miłość, zasięgając opinii Jego namiestników na ziemi (duchownych) i ludzi szczególnie mu oddanych (też osób konsekrowanych czy osób świeckich), odpowiednio prowadzić swoje życie.

Życie jest zbyt poważne, żeby traktować je niepoważnie. I nie chodzi tu o to, że teraz trzeba zacząć się nerwicować, jeśli jest w nim coś nie tak jak powinno, ale żeby po roztropnym namyśle skierować życiowe koleje na właściwe tory.

Niech to będzie główny morał i historia płynąca z tego odcinka: gdzie jestem..., czy jestem na właściwym miejscu...; jeśli nie to co i jak zmienić...; jeśli tak, jak utrzymać albo najlepiej poprawić to co jest...

Prawie zawsze jest dobry czas na zmiany, ale koniec wakacji to czas szczególnie interesujący w tym względzie.

Życzę wszystkim udanego wejścia w nowy rok szkolny. W tym roku na blogach Historia nauczycielka życia oraz Biblijny Raban >>> wakacje trwają dłużej, bo do końca września :) ; to taki ukłon w stronę studentów ;) We wrześniu jeszcze jeden odcinek z tej małej wakacyjnej trylogii. Do poczytania zatem.
 

 
 

Teksty na blogu z aktualnie największą liczbą odsłon (stan na 31.08.2021):

sobota, 24 lipca 2021

#101 Historia nauczycielką życia | HW/5 Jakim byłaś/eś współautorem?

Czyli m.in. o tym, że byłaś/byłeś współautorem


Drodzy!

Lepiej się złożyć nie mogło: tym wpisem rozpoczynamy drugą secinę tekstów na tym historycznym blogu, a jednocześnie startujemy z drugim sezonem "Historycznych wakacji". W tym roku chciałbym Wam zaproponować trylogię, która chyba dotyka historii jako nauczycielki życia w sposób najbardziej osobisty.

fot. Bruno /Germany, Pixabay 

Chciałbym, żeby w przypadku tych odcinków wakacyjnych było mało gadania, a więcej działania praktycznego.

Czy tego chcemy, czy nie, każdy z nas swoim życiem pisze historię. W przypadku jednych z nas jest to historia, którą śledzą tysiące, a nawet miliony odbiorców; zdecydowanie częściej jednak z naszą historią stykają się jedynie najbliżsi. Tak czy inaczej: piszemy i co do tego nie ma najmniejszej wątpliwości. Tematem tego odcinka jest jednak nie autorstwo, ale współautorstwo. Dlaczego? Osobiście jestem zupełnie przekonany, że naszej historii nie piszemy sami, ale przede wszystkim pisze ją Bóg, który obdarowując nas wolną wolą sprawił, że my piszemy tę historię z Nim, wsółpiszemy ją razem.

Wierzę, że wakacje to właśnie doskonały czas, żeby w trakcie spaceru po lesie albo po łące zastanowić się, ale tak na serio, jaką to ja historię do tej pory napisałem? Przede wszystkim: czego mnie ona uczy?!

Mało tego: nasza historia realnie wpływa na historie życia innych ludzi. To jest niesamowite, że Ty, zapisując karty swojej historii, bardzo często niejako wchodzisz na "linijki" tekstu innych ludzi i albo coś tam poknocisz albo przeciwnie: dzięki Twoim zapiskom czyjaś historia stanie się ciekawsza i bogatsza.

Tyle gadania, a teraz czas na refleksję. Zastanówmy się nad tym, co już było i wyciągnijmy z tego praktyczne wnioski.

Życzę Wam wszystkim udanej drugiej połowy wakacji!
 



 

Teksty na blogu z aktualnie największą liczbą odsłon (stan na 24.07.2021):