czwartek, 30 czerwca 2022

#112 Historia nauczycielką życia | CH/11 Oddałbyś życie?

 Czyli m.in. o tym, że nie ma nic cenniejszego nad Miłość Bożą


W ostatnim dniu czerwca w Kościele rzymskokatolickim przypada wspomnienie Świętych Pierwszych Męczenników Rzymskich. To upamiętnienie tych wszystkich, którzy w ciągu trzech pierwszych wieków chrześcijaństwa oddali swoje życie za Chrystusa w Rzymie. Tych ludzi, chrześcijan, były tysiące.

Męczennicy w katakumbach (mal. J. E. Lenepveu, 1855), foto z Wikipedii w domenie publicznej

Gdy tak spokojnie zastanowimy się nad ich postawą to da nam ona wiele do myślenia.  Pamiętajmy, że również współcześnie bardzo wielu wyznawców Chrystusa oddaje życie za swojego Mistrza. To nas w sposób naturalny prowadzi do pytania czy nas stać byłoby na taki heroizm? I drugie pytanie: Czy można się zdobyć na taką postawę, gdyby Bóg nie istniał?

Moje zdanie w tym temacie jest jednoznaczne: tylko istniejący rzeczywiście Bóg jest w stanie uzdolnić człowieka do takiej postawy, postawy heroizmu i postawienia wszystkiego na Chrystusa.

Przykładowo w Biblii mamy życiorysy Apostołów, którzy przez długi czas nie byli herosami. Dopiero po Zesłaniu Ducha Świętego, Bóg uzdolnił ich do takiej przemiany, która pozwalała im z odwagą głosić Jezusa. Co więcej, cierpiąc radowali się, że mogą znosić prześladowania dla Jezusa.

Zapewne można sobie ten fenomen tłumaczyć na różne sposoby, również na gruncie psychiki, ale tak naprawdę tylko Bóg jest odpowiedzią. 


A jakie jest Wasze zdanie? Czy Wy bylibyście w stanie oddać życie za Jezusa? Jak bardzo Go kochacie?

Zostawcie komentarze. Dzięki!

wtorek, 31 maja 2022

#111 Historia nauczycielką życia | CH/10 To ON, naprawdę ON!!!

 Czyli m.in. o tym, że mieszkamy w Ziemi Świętej



Chrześcijanie to bez wątpienia najbardziej logiczni ludzie na świecie. Jednocześnie najbardziej racjonalni. Sporo trzeba się nagimnastykować, żeby nie wierzyć w Boga.
 
Posąg i relikwiarz bł. Carlo Acutisa na Filipinach, foto Autorstwa LubGua987 - Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=117514769

Być może znamy albo przynajmniej słyszeliśmy o bł. Carlo Acutisie. To Włoch, jedna z młodszych osób wyniesionych w historii na ołtarze. Mimo młodego wieku, zrobił bardzo wiele i miał bardzo rozsądne podejście do życia. Od czasu Pierwszej Komunii Św. każdego dnia uczestniczył we Mszy św., adorował Pana Jezusa, odmawiał różaniec, co tydzień chodził do spowiedzi św., itp.

Znany jest przede wszystkim z tego, że ewangelizował w internecie, choć w jego czasach internet jeszcze nie był aż tak bardzo rozwinięty jak teraz. Był m.in. autorem stron internetowych o Cudach Eucharystycznych i świętych katolickich.

Choć zmarł na białaczkę w wieku zaledwie 15 lat, jego życie nie było zwyczajne i bezowocne. Przeciwnie: sam mawiał, że nie możemy umierać jako "kserokopie". Poza tym był przekonany, że współcześnie jesteśmy paradoksalnie jeszcze większymi szczęściarzami niż ludzie żyjący w czasach Pana Jezusa, gdyż oni, żeby Go dotknąć, musieli się przemieszczać, co wtedy szczególnie nie było łatwe. My natomiast mamy Boga na wyciągnięcie języka; dosłownie, bo jeśli tylko jesteśmy w stanie łaski uświęcającej, nawet codziennie możemy Go przyjmować do naszych serc. To wielka sprawa, której chyba nie doceniamy. Acutis mawiał też, że mamy pod domem Jerozolimę, bo Pan Jezus jest w każdym kościele w tabernakulum rzeczywiście obecny.

Do czego zmierzam? Do tego, od czego wyszedłem, że wiara w Chrystusa to bardzo logiczna i zdroworozsądkowa postawa życiowa. Wynika to m.in. z:

- gdy się tak szczerze zastanowimy nad otaczającym nas światem to przecież bez trudu uzmysłowimy sobie, że gdyby nie Bóg, to skąd to wszystko by się wzięło; odpowiedzcie, proszę w komentarzu, skąd? Macie jakąś logiczną odpowiedź? ;) Powiedzmy sobie szczerze: poza Bogiem nikt nie ma logicznej odpowiedzi;

- nauka zbadała i potwierdziła do dziś wiele Cudów Eucharystycznych, kiedy to z po ludzku niewyjaśnionych przyczyn Hostia zmieniła się w kawałek mięśnia sercowego, mięśnia w agonii; macie jakieś logiczne wyjaśnienie poza Bogiem? Bądźmy szczerzy: nikt nie ma poza Bogiem;

- a uznane objawienia, egzorcyzmy, itd? Czasami niewierzący zarzucają wierzącym, że skoro nie można w 100 proc. dowieść, że Bóg istnieje, to wobec tego wiara jest mitem. Wielu wierzących daje się nabrać na takie postawienie sprawy, a tymczasem istnienie Boga jest pośrednio udowodnione przez naukę, akceptującą niedające się po ludzku wyjaśnić wydarzenia; bezpośrednio zaś przez odczucia i przekonania ludzi, którzy w swoim sercu doświadczyli Boga. Tymczasem to nie wierzący powinni racjonalizować swoją wiarę, bo ona jest racjonalna, ale spcetpcy winni dowodzić, dlaczego nie akceptują naukowych badań i takich zdarzeń, jak choćby Cuda Eucharystyczne, itp. Bądźmy szczerzy: niewierzący muszą się natrudzić i nagimnastykować, a prawda jest najbardziej oczywista w świecie: BÓG ISTNIEJE!!!

To takie właśnie nauki płyną z tego odcinka. Wszystko co wyżej napisałem wypływa z wielkiej miłości do wszystkich, wierzących i niewierzących. Wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga i jednym z największych marzeń Jezusa jest, abyśmy byli jedno.

Naprawdę, szkoda życia na brak wiary, a nie dość, że to psuje życie ziemskie, to jeszcze naraża na utratę życia wiecznego. A tego nikt, na czele z Bogiem, nie chce. To tylko człowiek ma prawo wyboru.

A Ty już wybrałaś/eś?
 

Dziękuję za uwagę i do następnego miłego poczytania.

Poprzedni wpis:

 
Poczytajcie też:


 

sobota, 30 kwietnia 2022

#110 Historia nauczycielką życia | Farmer udowodnił, że Bóg istnieje

Czyli m.in. o tym, że "dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego" (Łk 1,37)

To po prostu nie miało się prawa wydarzyć. W 1983 r. jeden z najbardziej morderczych ultramaratonów świata (z Sydney do Melbourne; 875 km) został wygrany przez... rolnika, farmera. Człowiek ten, który nazywał się Cliff Young, pokonał zawodowców o dwa dni. Przebiegł dystans w ciągu 5 dni. Jak to możliwe???!

Cliff Young w biegu, Autorstwa Vasilijem113-12 - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=32431240


Okazało się, że Young jako farmer wiele dni, nawet ze trzy, biegał po polach za owcami. Pomyślał, że skoro tyle się udawało, to da radę przebiec jeszcze kilka dni więcej.

Gdy zjawił się do zapisów, aby wziąć udział w biegu, chyba nikt nie traktował poważnie jego kandydatury. Dodajmy, że mężczyzna zjawił się w rolniczych butach - gumiakach. Tymczasem jednak on dopiął swego i wystartował, nie mając zupełnie profesjonalnego stroju; tylko buty przywdział sportowe, a reszta to strój farmera.

Prawdopodobnie na skutek pomyłki, po pierwszym dniu biegu, który zdecydowanie przegrał z młodszymi rywalami (oni mieli zazwyczaj poniżej 30 lat, a on już ponad 60!), kolejnego dnia wstał po bardzo krótkim śnie i wybiegł na trasę zdecydowanie przed rywalami. I w kolejnych dniach już tylko zwiększał swoją przewagę. O śnie prawie nie myślał, bo nie wydawał mu się on potrzebny.

Koniec końców jak wiemy zwyciężył. Nawet nie wiedział, że czekała na niego nagroda finansowa! Postanowił ją podzielić między 5 kolejnych zawodników, których uznawał za lepszych od siebie, choć oczywiście ten wyścig z nim przegrali.

Jego styl biegania, początkowo wyśmiany, został później od jego nazwiska określony jako Young Shuffle (Powłóczenie nogami Younga). Uznano go za bardzo ergonomiczny.

Zachęcam też do obejrzenia poniższego filmiku, żeby dowiedzieć się więcej:


Historia Younga to oczywiście materiał na świetny film albo książkę i pewnie takie powstały, zwłaszcza w Australii. Myślę, że stosunkowo nietrudno wyciągnąć naukę z tej opowieści. Człowiek niedoceniany początkowo, odnosi sukces; brzydkie kaczątko przeobraża się w pięknego łabędzia. Poza tym upór i choćby nawet nieudolne wykonywanie zadania, ale w sposób efektywny, przynosi ostatecznie sukces. Pewnie jeszcze inne nauki spokojnie damy radę z tej historii wyciągnąć.

Dla mnie jednak Cliff Young jest człowiekiem, który udowadnia swoją postawą, że Pan Bóg istnieje. Jeśli nawet nie tyle poprzez swoją postawę sportową, to na pewno jako symbol człowieka, który pomimo różnych zmagań, szczęśliwie dociera do celu, bo wierzy, że z Bożą pomocą mu się uda: dla nas chrześcijan tym celem jest Niebo.

Na koniec dodam, że pewnego razu słyszałem też historyjkę, opowiadaną przez pewnego zakonnika, o babci, która szybciej dotarła na szczyt niż dwaj chłopcy. Jak to się stało? Podczas gdy oni ją zlekceważyli i od czasu do czasu urządzali sobie przystanki w drodze na szczyt, ona nieustannie dreptała. I gdy im wydawało się, że jeszcze mają czas, w pewnym momencie zorientowali się, że starsza kobiecina już przekroczyła metę.

A czy Ty, w historii Twojego życia, masz wyznaczony cel i czy wytrwale dążysz do jego realizacji? Czy jesteś bardziej zawodowcem, czy Cliffem Youngiem? Albo czy jesteś młodzieńcem, czy starszą kobieciną z powyższej historyjki? 

Zostawcie komentarze. Dzięki!

Polecam też:


środa, 30 marca 2022

#109 Historia nauczycielką życia | Mariupol, czyli człowieku, uwierz wreszcie!

Czyli m.in. o tym, że jest coś więcej niż czubek naszego nosa

Wojna. To słowo przewija się niemal wszędzie. Słyszymy, czytamy, piszemy, mówimy o wydarzeniach, jakże tragicznych, które mają miejsce na Ukrainie.

fot. pixabay.com

Wiemy dobrze, że jednym z miast ukraińskich, które najmocniej ucierpiały na skutek działań wojennych, jest Mariupol. Pewnie wielu z nas albo większość wie, że to miasto ze swej nazwy jest po prostu: miastem Maryi. Ktoś może powie, że z racji jego ważnego położenia jest ono ważnym obiektem do zdobycia i nic więcej. Ja jednak, podobnie jak wielu obserwatorów, jestem wprost przekonany, że to nie o dane położenie chodzi w pierwszej kolejności, ale o sprawy duchowe.

Każda wojna, a szczególnie to co na naszych oczach dzieje się na Ukrainie, to dowód na to, że rzeczywistość, która nas otacza, jest zdecydowanie bogatsza niż ta, którą uznają tzw. ateiści. Tego typu zdarzenia są straszliwą manifestacją sił zła. Przywódcy, żołnierze to nie wszystko; zdecydowanie groźniejsze są siły, z ramienia których oni działają - moce zła. Paradoksalnie zło samo sobie strzela w kostkę, bo emanując swoimi działaniami ułatwia przekonanie o swoim istnieniu; choć z drugiej strony mimo to nie wszyscy w to wierzą, co Bóg przez proroka Izajasza już przewidział (por. Iz 6; https://biblia.deon.pl/2010/rozdzial.php?id=478&werset=3#W3).

W związku z powyższym ludzkie działania są arcyważne, ale zdecydowanie nie wolno na nich poprzestawać. My jako wierzący mamy zdecydowanie potężniejszy oręż, a są nim modlitwa, pokuta, ofiara, itp. Matka Boża w Fatimie wyraźnie mówiła, że aby Rosja się nawróciła, potrzebne jest zawierzenie jej Niepokalanemu Sercu Maryi. To się dokonało w 1984 r. i niedawno 25 marca br. Maryja prosiła też o codzienną modlitwę różańcową, pokutę i nabożeństwo 5 pierwszych sobót miesiąca. Bez tego, bez tego oręża, nigdy nie odniesiemy prawdziwego zwycięstwa nad siłami zła, bo my nie walczymy z ludźmi, ale stajemy oko w oko z diabłem, naszym odwiecznym przeciwnikiem, tym, który dzieli. Nie stajemy sami, ale właśnie z Bogiem, Maryją i całymi zastępami świętych, błogosławionych i aniołów.

Zachęcam też do lektury jednego z pierwszych tekstów na blogu, które tej tematyce był poświęcony:

Jeszcze mi się nasunęła taka analogia: jeśli chcemy pokonać złych ludzi bez odniesień do spraw duchowych to tak, jakbyśmy leczyli człowieka z choroby bez dobrej diagnozy albo faszerowali go jedynie lekami przeciwbólowymi, bez likwidacji prawdziwej przyczyny choroby i bólu. W świecie ludzie źle czyniący to jedno, ale siły zła, któremu się poddali, to co innego. To zło jest bezpośrednim źródeł wszelkiego zła. Pamiętajmy o tym.

Aby jeszcze bardzo utwierdzić nas w przekonaniu, że czubek naszego nosa to nie wszystko, przypominam o niezwykłym zdarzeniu, które zaobserwowano w Moskwie niedługo po wybuchu wojny na Ukrainie. Otóż Ikona Matki Bożej Łagodzącej Złe Serca, która znajduje się w głównej cerkwi rosyjskich sił zbrojnych, zaczęła płakać krwawymi łzami. Obejrzycie sobie poniższy materiał. Serdecznie polecam!


Poza tym niedługo przed atakiem Rosji na Ukrainę krwawą ciecz zaobserwowano również na twarzy figury św. Michała Archanioła, patrona Kijowa, która znajduje się w Kolorado.

Dodam jeszcze, że widziałem też nagranie, na którym w trakcie modlitwy o pokój w jakimś miejscu na Ukrainie w trakcie nabożeństwa do świątyni wleciał gołąbek i usiadł nad ołtarzem na oczach wszystkich.

I jeszcze ciekawostka: nie wiem czy wiecie, że Putin urodził się 7 października 1952 r. Tego dnia przypada wspomnienie Matki Bożej Różańcowej. Według mnie to nie jest przypadek, ale dowód na to, że nawet Putin jeszcze nie jest totalnie przegrany duchowo, mimo ogromu czynionego zła. Zresztą odsyłam do tekstu o Stalinie na tym blogu, który w tym momencie jest najczęściej czytanym artykułem blogowym >>>.

Nie wiem jak Wy, ale ja nie mam wątpliwości, że dobro i zło istnieją nie tylko jako piękne metafory, ale jako rzeczywistości realne, a przede wszystkim jako istoty. Mamy kochającego Boga Ojca, ale jest też zły duch, szatan, wróg Boga i ludzi. To z jeszcze większą mocą uświadamiamy sobie w kontakcie z okrucieństwem wojny. 

Z drugiej jednak strony te wydarzenia jeszcze dobitniej pokazują, że przede wszystkim niezwykły jest Bóg, który obdarzył ludzi dobrą wolą i choć oni mogą nawet wybierać zło, nic nie wymyka się spod kontroli Boga. Dobro już wygrało, choć zupełnie niesłusznie wydaje się, że jest odwrotnie. To kłamstwo zła, a prawda jest jedna: Bóg zwyciężył i jeśli Jego się trzymamy, też jesteśmy zwycięzcami.

W tym temacie polecam też serię na blogu Biblijny Raban:

Chciałbym ten materiał zakończyć wymownym cytatem z Listu św. Pawła do Efezjan (Ef 6,10-20): 

10 W końcu bądźcie mocni w Panu - siłą Jego potęgi. 11 Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła. 12 Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich3. 13 Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. 14 Stańcie więc [do walki] przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość4, 15 a obuwszy nogi w gotowość [głoszenia] dobrej nowiny o pokoju5. 16 W każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. 17 Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże6 - 18 wśród wszelakiej modlitwy i błagania. Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu! Nad tym właśnie czuwajcie z całą usilnością i proście za wszystkich świętych 19 i za mnie, aby dane mi było słowo, gdy usta moje otworzę, dla jawnego i swobodnego głoszenia tajemnicy Ewangelii, 20 dla której sprawuję poselstwo jako więzień, ażebym jawnie ją wypowiedział, tak jak winienem.



A czy ja dostrzegam w wojnie na Ukrainie i wszystkich wydarzeniach przejawy dobra i zła, a przede wszystkim Bożej Opatrzności?


Zostawcie komentarze. Dzięki!


Bibliografia:


Polecam też:
oraz


poniedziałek, 28 lutego 2022

#108 Historia nauczycielką życia | CH/9 Narozrabiałeś, ale Ja czuwam

Czyli m.in. o tym, że gdy człowiek narozrabia, Bóg i tak czuwa



Drodzy, taka refleksja w związku z datą 22 lutego. 
 
 
Eugeniusz Kazimirowski, Obraz Jezusa Miłosiernego, 1934, fot. Wikimedia w domenie publicznej


Media donosiły, że wtorek 22 lutego br. rano to jest czas, kiedy "pokojowe siły" rosyjskie wkroczyły do separatystycznych republik na terenie Ukrainy - Donbas i Ługańsk. Wielu zadawało sobie pytanie: wojna? Tego wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, ale jedno było, jest i będzie pewne: NIC nie wymyka się Bożej Opatrzności.

Chciałbym przytoczyć kilka faktów i hipotez, które być może rzucą na temat cenne światło. 22 lutego 1931 r., a zatem dokładnie 91 lat temu Pan Jezus ukazał się św. s. Faustynie w Płocku i poprosił o namalowanie słynnego dziś wizerunku "Jezu, ufam Tobie". Cytat z Dzienniczka 48: "Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję także, już tu na ziemi, zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmierci. Ja sam bronić ją będę jako swej chwały". Przypadek?

91 lat to 7 okresów po 13 lat. Liczba 13 kojarzy się z Fatimą, gdzie było dużo mowy o tym, że jeśli ludzie będą praktykować nabożeństwo 5 pierwszych sobót miesiąca, świat zostanie uratowany. Była też prośba o zawierzenie Rosji Sercu Matki Bożej Niepokalanej. Z kolei liczba 7 symbolizuje pełnię. Fatima się wypełnia? Poza tym liczba 91 odnosi nas do psalmu o tym numerze, który w pandemii był często cytowany. Jest to psalm o Bożej opiece. Przypomnijmy też, że Putin urodził się 7 października 1952 r., a zatem w dniu Matki Bożej Różańcowej.

Nie chcę, żeby powyższe fakty były czymś w rodzaju sensacji, ale aby kierowały naszą uwagę na Pana, który tak czy inaczej jest Bogiem Miłosiernym, który nie chce naszej zguby i nieustannie się o nas troszczy. Tylko nie przestawajmy ufać. Ja jestem pierwszym, który potrzebuje nawrócenia.

I jeszcze coś: 22 lutego obchodziliśmy święto katedry św. Piotra. Wedle obietnicy Jezusa, Piotr jest opoką, której bramy piekielne nie przemogą. A jakby tego było mało, 22. dzień miesiąca jest szczególnie poświęcony św. Ricie - patronce od spraw trudnych i po ludzku beznadziejnych. Gdzie zatem nasz ratunek? Przede wszystkim w Bożym Miłosierdziu, w którym można się zanurzyć poprzez Różaniec św., trwanie w Kościele - opoce zbawienia - i uciekanie się do św. Rity oraz innych potężnych orędowników. 

Wiemy, że 24 lutego już otwarcie wybuchł konflikt na Ukrainie, ale Jezus zdaje się mówić do człowieka, do ludzkości: Narozrabiałeś, ale Ja czuwam.

Nie jest to zachęta do "rozrabiania", ale ufności, że Bóg jest najsilniejszy i nad WSZYSTKIM ma pieczę.

A co Ty o ty myślisz, o takich "przypadkowych" zbieżnościach?
 

Dziękuję za uwagę i do następnego poczytania.

Poprzedni wpis:

 
Poczytajcie też:


 

środa, 19 stycznia 2022

#107 Historia nauczycielką życia | Godzina ocalenia

Czyli m.in. o tym, że potrzeba tylko jednego

Główny bohater dzisiejszego odcinka urodził się 8 września 1906 r. Jak się później okaże, ta data nie była przypadkowa. W 1927 r. został lotnikiem po ukończeniu szkoły w Dęblinie. Mowa o kpt. Władysławie Polesińskim. To on jest bohaterem tego wpisu, który inauguruje 6. sezon mojego historycznego bloga.



Fotografia pilota Władysława Polesińskiego na jego grobie na Cmentarzu Wilanowskim w Warszawie, fot. Autorstwa Mateusz Opasiński - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=22853851   

Przełomowe wydarzenie w jego życiu miało miejsce w 1930 r. W trakcie ćwiczeń zdarzył się wypadek. Młody pilot cudem uniknął śmierci. Jak później relacjonował, usłyszał w duszy wskazówki, jak wydostać się z samolotu. Mężczyzna posłuchał i wydostał się z maszyny zanim ta eksplodowała. Było to w Kujawach pod Krakowam (obecnie dzielnica Nowej Huty). Dziś upamiętnia to wydarzenie krzyż.

fot. qentet / YouTube, screen

Okazało się, że o godz. 21:00, kiedy mężczyzna walczył o życie, jego żona modliła się za niego do Matki Bożej, akurat w tej godzinie. Życie kpt. Władysława Polesińskiego już nie było takie jak do tej pory: mężczyzna żył odtąd z głęboką wiarą, która emanowała z niego na innych oficerów. Powołał nawet do życia organizację - Rycerski Zakon Krzyża i Miecza. 80 kapitanów zrzeszonych w tej organizacji wzajemnie dbało o rozwój swojej wiary i różnorodnych cnót, aby stawać się coraz lepszymi ludźmi i chrześcijanami. A zatem jego data urodzin - 8 września, kiedy świętujemy narodzenie Maryi - nie była datą przypadkową.

Wydarzenie z udziałem kpt. Polesińskiego nie było jedynie epizodem, a nawet początkiem istnienia ważnej i szczytnej organizacji. Stało się ono w pewnym sensie zalążkiem znanego do dziś jakże ważnego nabożeństwa z udziałem (fizycznie i poprzez transmisję) tysięcy Polaków: Apelu Jasnogórskiego. Punktualnie o godz. 21:00 każdego dnia z Kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze płynie modlitwa do Maryi, która szczególnie czczona jest właśnie w tym miejscu Polski - w jej duchowej stolicy - jak często określa się Częstochowę.

To właśnie o 21:00 członkowie Rycerskiego Zakon Krzyża i Miecza mieli w zwyczaju meldować się Matce Bożej. Teraz czynią to liczni Polacy codziennie. Dodajmy, że oficjalnie Apel Jasnogórski powołał do życia Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński wraz z ojcami paulinami 8 grudnia 1953 r., ale to Matka Boża sama poprzez historię życia kpt. Polesińskiego niejako zasugerowała, aby szczególnie czcić ją o godz. 21:00.

W kontekście rosnącego napięcia w stosunkach polsko-niemieckich kpt. Polesiński starał się podnosić na duchu nie tylko ludzi ze swojego środowiska, ale nawet przemawiał w radiu zaraz po prezydencie Warszawy Stefanie Starzyńskim w pamiętnym okresie kampanii wrześniowej. 16 września 1939 r. został zestrzelony i zmarł ciężko ranny najprawdopodobniej pod koniec września 1939 r.



Grób pilota Władysława Polesińskiego na Cmentarzu Wilanowskim w Warszawie, fot. Autorstwa Mateusz Opasiński - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=22853842  

Kilka lat temu powołano do życia Stowarzyszenie "Krzyż i Miecz", które nawiązuje do organizacji kpt. Polesińskiego.

Nie byłby to blog Historia nauczycielka życia, gdybyśmy nie wyciągnęli jakiejś nauki z dzisiejszego wpisu. Jak zazwyczaj może ich być wiele, ale ja chciałbym podkreślić nomen omen jedną sprawę: że w życiu człowieka potrzeba tak naprawdę tylko jednego (por. Łk 10,38-42). Kpt. Polesiński odkrył tę sprawę. Może to brzmieć trochę jak frazes, ale jeśli nasz wzrok duszy nie jest wyczulony na sprawy pozaziemskie, wykraczające poza to, co odczuwamy zmysłami, to nic nie ma sensu. Jeśli zaś przyjmujemy postawę życiową podobną do Polesińskiego, wygramy życie, a przecież o to chodzi. W życiu Kapitana ważna była godzina ocalenia, gdy cudownie uniknął śmierci, ale paradoksalnie o wiele ważniejszą godziną ocalenia była dla niego ta, gdy zginął. Jestem przekonany, że w nagrodę za swoje piękne życie został ocalony od piekła i zaproszony do wiecznej szczęśliwości.


Czy potrafię w historii mojego życia być tak wyczulonym na dobre natchnienia jak było to w przypadku kpt. Polesińskiego?


Zachęcam Was do zostawienia komentarzy. Dzięki!


Bibliografia:


Polecam również do obejrzenia:


piątek, 31 grudnia 2021

#106 Historia nauczycielką życia | Podsumowanie rocznicowe nr 4 (2020-2021)

 

Ponad 4 lata już za nami...

Tak było, tak jest, a co będzie?...


Być może wiecie, że 26 sierpnia 2017 r. to ważna data na tym blogu (o tym, dlaczego ta data przeczytaj stosowny tekst, szczególnie jeśli nie jesteś zorientowany w temacie). Z kolei wcześniej, bo 3 maja 2017 r. pojawił się mój debiutancki blog istniejący do dziś - biblijnyraban.blogspot.com. Do tej pory powstały trzy podsumowania rocznicowe na blogu historycznym (pierwsze >>> i drugie >>>, i trzecie >>>). 

A poniżej znajdziecie kolejne - czwarte. Serdecznie zapraszam. W tym roku publikuję je nieco później niż zazwyczaj, ale ostatni dzień roku kalendarzowego jest ku temu dobrą okazją.

Za chwilę przeczytacie fragment zeszłorocznych podsumowań, który nadal pozostaje aktualny. Oto on: "Bardzo dobrze zapewne orientujecie się, że temu blogowi przyświeca słynna dewiza Cycerona. Poświęciłem jej też osobny tekst. Po lekturze tekstu na stronie głównej możecie się dowiedzieć m.in. tego, że jeszcze w moich czasach gimnazjalnych ta dewiza przylgnęła do mnie, gdyż często powtarzał nam ją nauczyciel. I tak to już jest, że piszę tu o historii zawsze w kontekście jej przydatności dla nas dziś i jutro, czyli obecnie i w przyszłości. Oczywiście, nie można pisać zawsze tylko w stylu bardzo poważnym i górnolotnym. Nie! Z tego względu macie na blogu do wyboru teksty przyporządkowane do różnych kategorii (oto przykładowe: rocznice100plus Cudowna historia Polski_seria specjalnaCiekawostki-mininauki i nauczkiJak cię widzą tak cię piszą (o intrygujących przydomkach władców) i wpisy specjalne oraz nowsze o nazwach Cięta historia i Historyczne wakacje) i myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Mam jednak nadzieję, że niezależnie od kategorii wszystkie artykuły mogą się okazać przydatne i interesujące jeśli tylko okaże się trochę dobrej woli".

fot. pixabay.com

Czas na garść statystyk (stan na 29 grudnia 2021) 


Oto porcja statystyk, obejmując prawie 4,5 roku dotychczasowego istnienia bloga.

Blog ma 34488 wyświetleń (po trzech latach 27,5 tys., po dwóch latach 16 tys., po roku było 7 tys.), powstało w sumie 106 tekstów (po trzech latach 89, po dwóch latach 70, po roku 50), stronę odwiedziło 4594 użytkowników (po trzech latach 2971, po dwóch latach 1371, po roku 470); wśród nich 341 takich, którzy zawitali na bloga przynajmniej 2 razy (po trzech latach 233, po dwóch latach 114, po roku było ich 36).

I jeszcze media społecznościowe: 304 polubienia profilu Biblia i Historia na Facebooku (po trzech latach 213, po dwóch latach 190, po roku 120), 132 obserwujących na Twitterze (po trzech latach 111, po dwóch latach 74, po roku 35) i jeszcze kilku sympatyków w serwisie Wykop (13). Bardzo się cieszę, że tworzymy razem biblijno-historyczną rodzinę!

Wiem: te liczby nie powalają na kolana wielkich blogerów :) Ja się jednak cieszę, że wzrosty statystyk są znaczące i systematycznie rośnie liczba miłośników Historii, która uczy nas jak żyć.

Mam też wielką prośbę do Was: każde Wasze polubienie, każde udostępnienie daje blogowi większe szanse na dotarcie do innych. Nie chodzi o mnie, ale mam nadzieję, że prezentowane tutaj treści chociaż w jakimś stopniu są dla kogoś ważne i przydatne, więc z góry jestem Wam wdzięczny za pomoc przy promowaniu tych tekstów. Dzięki!!!
 
fot. pixabay.com


Marzenia i cele - poniekąd niezmienne...

Tutaj też cytaty z poprzednich lat, bo są ciągle aktualne:

"Podstawowym marzeniem jest to, ażeby jak najwięcej ludzi uczyło się żyć od historii i przynajmniej ją szanowało.

Lubię powtarzać, że nie każdy musi pasjonować się historią, ale każdy powinien ją szanować. Oczywiście najlepiej byłoby, żeby jak najwięcej osób także się nią pasjonowało i to jest moje kolejne marzenie.

Cele? Rozszerzanie działalności, docieranie do użytkowników wszystkimi sposobami". 

A to marzenie z zeszłego roku, ciągle aktualne :) 

"A tak pół żartem, pół serio, moim wielkim marzeniem jest dogonić i przegonić twórców pewnego amerykańskiego serialu, emitowanego również w Polsce, który zasłynął jako najdłuższy tasiemiec, obecnie ma już w USA ponad 8 tys. odcinków, a w Polsce ponad 7 tys. Co byście powiedzieli na to, żeby Historia nauczycielka życia też miała tyle? Oczywiście nie mogę tego obiecać, ale oby się spełniło ;) Wtedy wyglądałoby to tak: #10000 Historia nauczycielką życia | ...".

 

Laur Przyjaciela Historii - po raz czwarty! 

fot. 3dman_eu (Pixabay.com)

Cztery lata temu miałem przyjemność i zaszczyt wręczyć Laury po raz pierwszy >>>. Listę laureatów sprzed dwóch lat można sprawdzić tutaj >>>. A tak było rok temu >>>.

W maju 2018 rozdałem Złote Rabany 2017/2018 >>>, podobnie w maju dwa lata temu >>> i rok temu >>> oraz w tym roku >>>.

W tym roku Laur Przyjaciela Historii wręczam dość nietypowo: dostaje się on tym, którzy często wpadają i czytają treści na tym blogu, ale się nie ujawniają. Niech ta zbiorowa nagroda będzie dla Was, Drodzy, zachętą do komentowania i coraz szerszego podawania tych treści dalej, aby nasza społeczność ciągle się rozrastała jak ma to miejsce dotychczas.

Ponadto wręczam jeszcze wyróżnienie Ryszardowi Koszczyńskiemu, który jest najbardziej utytułowanym Czytelnikiem obu moich blogów. 

Wszystkim Laureatom składam serdeczne gratulacje!


Laur Przyjaciela Historii jest nagrodą tylko wirtualną, ale za laureata odmówię modlitwę Ojcze nasz - za niego i jego dzieła. Oczywiście nie zapominam w modlitwie także o całej Społeczności. 
 
fot. pixabay.com

Tradycyjne odnowienie zawierzenia

Najważniejsze niezmiennie na koniec wpisu rocznicowego i na początek kolejnego roku blogowania: "Chodzi o zawierzenie mojego blogowania Panu Bogu i Matce Bożej. Wielu pewnie się z tym nie zgadza, ale według mnie historia bez Opatrzności Bożej zwyczajnie nie ma sensu. Mógłbym pisać o historii tylko areligijnie i "neutralnie", ale wtedy byłbym wobec Was hipokrytą i obłudnikiem, a ja tego nie chcę, bo po prostu Was lubię i szanuję.

Dlatego też polecam to nasze wspólne blogowanie opiece z Wysoka, a także Was wszystkich".


"Do poczytania zatem w następnych tekstach i do siego roku, bo wierzę, że już za rok ukaże się piąty wpis rocznicowy. Musimy przecież gonić 10 tys. odcinków, no nie? ;)" - tak było rok temu; wierzymy, że może już za rok przyjdzie nam się spotkać w ramach 5. podsumowania w jeszcze większym gronie. Będziemy mieć zatem mały jubileusz :)


Pozdrawiam Was najserdeczniej, kończąc 5. sezon blogowania historycznego. W styczniu zapewne zainaugurujemy wspólnie szósty. A tymczasem życzę Wam wspaniałego Nowego Roku 2022, w tym jak najżarliwszej miłości do Historii, nauczycielki życia (czyt. do Pana Boga, bo to On kieruje historią) oraz tego, abyście jak najczęściej wpadali na moje blogi :)