środa, 11 kwietnia 2018

#33 Historia nauczycielką życia | 100+ChP/4 Sporna historia i cud narodzin

Czyli m.in. o tym, jak nad Krakowem widziano tajemnicze światła i o narodzinach pewnego chłopczyny


Zapraszam serdecznie na nasze czwarte już spotkanie szlakiem cudownych zdarzeń z historii Polski. Zachęcam do lektury poprzedniego wpisu oraz pozostałych z serii „100+ Cudowna historia Polski”.


Zbrodnie, cuda i przepowiednie


Pewnego razu biskup krakowski Stanisław zakupił dobra ziemskie od niejakiego Piotra z Janiszewa na poczet biskupstwa ze stolicą w Krakowie. To, co zdarzyło się jakieś 3 lata później, można by śmiało nazwać średniowieczną aferą gruntową (zresztą takie określenie stosuje Aleksandra Polewska w książce „Cuda w historii Polski”, na której opierają się wpisy z tej serii). Potomkowie zmarłego już Piotra (znanego też jako Piotrowin) wystąpili z roszczeniami, iż transakcja nie została legalnie dokonana przez biskupa. Król Bolesław II zwany współcześnie Śmiałym albo Szczodrym postawił Stanisława przed sąd. Mimo wyjaśnień biskupa sprawa była poważna i skomplikowana, gdyż na rozprawę nie stawili się świadkowie. Stanisław nie zamierzał jednak wyzbywać się prawnie pozyskanych dóbr.

Okazuje się jednak, że w to wszystko zamieszany był sam monarcha. Chociaż w rzeczywistości zakup ziemi odbył się jak najbardziej w zgodzie z prawem, to jednak król podburzył spadkobierców Piotra i zastraszył świadków procesu, przez co chciał mówiąc potocznie wrobić poczciwego biskupa. Od jakiegoś czas monarcha był bowiem nieprzychylnie nastawiony do Stanisława, który wytykał mu różne przewiny, których dopuszczał się Bolesław, jak choćby cudzołóstwo z żoną pewnego woja. Gdy nie pomagały upomnienia, biskup zastosował również klątwę wobec krnąbrnego króla. Ten zwerbował zatem swoich ludzi, żeby za wszelką cenę starali się znaleźć jakieś uchybienia w postępowaniu Stanisława. Niczego jednak nie mogli się doszukać, dlatego też król postanowił posłużyć się oszczerstwem. Do tego posłużył mu właśnie zakup dóbr ziemskich dokonany przez biskupa.

Sytuacja Stanisława była nie do pozazdroszczenia. Zaproponował on jednak rzecz zgoła dziwną: poprosił o przesunięcie momentu ogłoszenia wyroku o 3 dni. Król się zgodził licząc na to, że z tego wyniknie jeszcze większa afera przez co biskup sam się ośmieszy. W tym czasie Stanisław zarządził post i modlitwę, którym to praktykom sam się oddawał. Gdy rzeczony czas miał już upłynąć biskup odprawił Eucharystię i poprosił o odkopanie grobu Piotrowina. Tak też uczyniono. Wtedy biskup w Imię Trójcy Świętej przywrócił Bożą mocą życie temuż zmarłemu. Ten stawił się zatem na sądzie królewskim i potwierdził niewinność Stanisława. Król nie miał wyjścia i uniewinnił biskupa. Co ciekawe, zmarły zapytany o swój dalszy los wybrał powrót do grobu i poprosił o modlitwę, bo już niebawem miał zakończyć odbywanie mąk czyśćcowych.


Wskrzeszenie Piotrowina (Poznańska Fara)
źródło: domena publiczna

Podobno na pamiątkę tego cudownego zdarzenia biskup zerwał gałązkę lipy i wsadził do ziemi. Rzekomo to właśnie drzewo rosło aż do 1930 r., kiedy to uległo zniszczeniu podczas burzy. Wskrzeszenie Piotrowina wykorzystano także jako cud potrzebny do kanonizacji biskupa, która została zatwierdzona przez papieża Innocentego IV w 1253 r.

Król za niedługi czas powrócił do swojej wrogiej polityki prowadzonej przeciwko biskupowi. W 1077 r. doszło do kolejnej klątwy. Monarcha ostentacyjnie jednak łamał zakaz pojawiania się w kościołach na nabożeństwach. Gdy tylko siłą wtargnął do świątyni, biskup przerywał sprawowanie Mszy aż do opuszczenia kościoła przez króla. W końcu sytuacja zaogniła się na tyle, że Stanisław musiał sprawować Msze potajemnie, bo doniesiono mu, że król czyha na jego życie.

Stosowny moment nadarzył się 11 kwietnia 1079 r. Biskup odprawiał Eucharystię w Krakowie na Skałce. Król ze swoją świtą czekał aż Stanisaw skończy Mszę. Nie wytrzymali jednak do końca i jeszcze przed Przeistoczeniem wojowie wpadli do świątyni. Gdy jednak mieli zadać Stanisławowi śmiertelny cios, padali na ziemię i strwożeni wracali do Bolesława II. Ten wyzywał ich „od bab”. Sytuacja się powtarzała, dlatego władca zdecydował się osobiście wkroczyć do akcji. Jemu już nic nie przeszkodziło i ugodziwszy biskupa w głowę, zabił go.

Wojowie, chcąc zrehabilitować się w oczach władcy, zbezcześcili ciało, gdyż rozrąbali je na tysiące małych kawałków i wypełnili rozkaz Bolesława rozrzuciwszy szczątki po całym Krakowie żeby nikt nawet nie śmiał w jakikolwiek sposób ich czcić.

Mieszkańcy miasta mogli zaobserwować jak nad Krakowem krążyły cztery wielkie orły, które jak się okazało, odganiały dziką zwierzynę od cząstek ciała Stanisława. Po zapadnięciu zmroku duchowni i pobożni świeccy wybrali się, żeby potajemnie odnaleźć rozrzucone kawałki biskupiego ciała. Znów zdarzył się cud – nad miastem można było obserwować tajemnicze, niebieskie światła, który wychodziły z różnych miejsc. Ludzie zauważyli, że każda wiązka wskazuje szczątki Stanisława. Ze czcią pozbierano zatem zwłoki i zniesiono je na jedno miejsce. Wtedy orły zleciały tam i dalej pilnowały biskupa. Potem zdarzył się współcześnie dość powszechnie znany cud – ciało Stanisława cudownie się zrosło, co miało być proroctwem zjednoczenia Polski po rozbiciu dzielnicowym.

Papież Grzegorz VII pozbawił tronu króla Polski. Bolesław II mógł dorównać swojemu wielkiemu pradziadowi Bolesławowi I Chrobremu, ale jednak fatalny finał zatargu z biskupem kosztował go bardzo wiele.

Kronikarze w nieco odmienny sposób podchodzą do opisanych powyżej zdarzeń w swoich dziełach. Najwięcej miejsca poświęcił tym wydarzeniom Jan Długosz. Zdecydowanie mniej napisał Wincenty Kadłubek. Natomiast najbardziej oszczędny w słowach był Gall Anonim. Tłumaczy się to najczęściej faktem, że ów kronikarz pisał na dworze Bolesława III Krzywoustego, który był przecież bratankiem Bolesława II. Wskrzeszenie Piotrowina opisał niejaki Wincenty z Kielczy.

Do czasów współczesnych zachowała się tylko relikwia czaszki św. Stanisława. W latach 60. XX w. przeprowadzono gruntowne jej badania i wyszło, że to czaszka mężczyzny po czterdziestce ze śladami licznych wgnieceń, zwłaszcza na potylicy. Chociaż w 100% nie można potwierdzić jej autentyczności, to jednak wyniki badań w żaden sposób nie zaprzeczają, a nawet zdają się potwierdzać pewne aspekty życia świętego biskupa.


Konfesja św. Stanisława w Katedrze na Wawelu
źródło: I, Bogitor, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=2318852

Co stało się z resztą cudownie zrośniętego ciała Stanisława? Są różne hipotezy: być może w pewnym momencie oddzielono głowę od reszty relikwii, jak często czyniono w średniowieczu; może pozostałe kości zwyczajnie uległy rozkładowi. Nie wiemy też, gdzie w ogóle pochowano biskupa. U Jana Długosza czytamy tylko, że nad grobem świętego biskupa krakowskiego wznosiła się tajemnicza smuga niebieskiego światła.


„Takie były narodziny. Owego właśnie chłopczyny”


Druga historia, którą chciałbym Wam, moi Drodzy, jeszcze dzisiaj pokrótce opowiedzieć wydarzyła się w rodzinie brata Bolesława II, który po nim został władcą. Chodzi o księcia Władysława I Hermana i jego żonę Judytę.

Na początku kroniki Galla Anonima znajduje się pieśń ku czci narodzin Bolesława Krzywoustego, bo jego przyjście na świat w żadnym wypadku nie należało do zwyczajnych. Książę Władysław i jego żona przez długi czas nie mogli doczekać się dziecka. Z radą pośpieszył biskup poznański Franko, który zachęcił parę książęcą, aby wysłano poselstwo do sanktuarium św. Idziego w Saint-Gilles (Prowansja) z darami wotywnymi oraz prośbą o przemodlenie tej sprawy w tamtym szczególnym miejscu. Co ciekawe, jednym z owych darów był posążek ze złota wielkości dziecka.

Udali się zatem do Francji wysłannicy księcia i księżnej, którym przewodził kapelan Judyty, niejako Piotr. Zanieśli dary oraz list i wręczyli opatowi Odilonowi. Mnichów nie trzeba było namawiać. Przez 3 dni wytrwale błagali Boga w modlitwach oraz pościli w intencji narodzin dziecka dla polskiej pary.

Co ciekawe, nim posłowie wrócili do ojczyzny, począł się następca tronu, późniejszy książę – Bolesław zwany Krzywoustym. Miało to miejsce prawdopodobnie 20 sierpnia 1086 r. Niestety 24 grudnia tego samego roku zmarła Judyta.

Po cudownych narodzinach Bolesława kult św. Idziego szybko rozprzestrzenił się po Polsce. Dzisiaj głównym sanktuarium poświęconym temu świętemu jest Mikorzyn (diecezja kaliska).


Grób św. Idziego w kościele w Saint-Gilles
źródło: Hawobo - Fotografia własna, CC BY-SA 2.0 de, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=5901536

Wiem, że na pierwszy rzut oka takie historie wydają się jedynie legendami, co najwyżej z wartościowym przesłaniem. Czasami tak jest. Jednak nie skreślajmy zbyt pochopnie czegoś, co logicznie myśląc nie mogło (?) być prawdą, bo możemy się zdziwić.

Ktoś może zarzuci, że powyższe opowieści są tylko wytworami średniowiecznej ciemnoty i zacofania. Gorąco zachęcam Was jednak do obejrzenia poniższych filmików. Nie musicie oglądać w całości; wystarczy włączyć, bo już ustawiłem je tak, żeby odpaliły się w odpowiednim momencie; trwają razem mniej niż 10 minut. Ważne – nie neguj z założenia wartościowego przekazu filmików! Szanuj się, nie oceniaj czegoś przed obejrzeniem.





Czy średniowieczne historie są na pewno tylko legendami?

Zapraszam na kolejny odcinek poświęcony cudownej historii Polski.

PS Inne teksty do poczytania: 

To wcale nie jest żart na prima aprilis! To zdarzyło się naprawdę [wideo], https://pl.blastingnews.com/felietony/2018/03/to-wcale-nie-jest-zart-na-prima-aprilis-to-zdarzylo-sie-naprawde-wideo-002421551.html;

Czekasz na wiosnę i Wielkanoc? Pierwsza wiosna dawno przyszła, ale idą kolejne!, https://pl.blastingnews.com/felietony/2018/03/czekasz-na-wiosne-i-wielkanoc-pierwsza-wiosna-dawno-przyszla-ale-ida-kolejne-002402917.html;



piątek, 6 kwietnia 2018

#32 Historia nauczycielką życia | Share Week 2018 (wpis specjalny)

Czyli m.in. o tym, jak jedni inspirują drugich


Jakiś czas temu dowiedziałem się o akcji Share Week. I to w bardzo miłych okolicznościach :) Bardzo przyjemnym zaskoczeniem i zaszczytem było dla mnie to, że Historia nauczycielką życia została polecona w tegorocznej edycji.

Na czym polega akcja Share Week? Otóż jest ona autorskim projektem blogera Andrzeja Tucholskiego. Pierwsza edycja miała miejsce w 2012 r. i kolejne lata pokazały, że społeczność blogosfery bardzo pozytywnie przyjęła ten ciekawy pomysł. Generalnie chodzi o to, że każdy bloger może przedstawić 3 propozycje innych blogów, które szczególnie go inspirują i chce je polecić innym. Co ciekawe i ważne, uczestnicy akcji chętnie promują także (a może nawet przede wszystkim) tych, którzy jeszcze nie wypłynęli na szerokie wody blogosfery, ale to co robią ich zdaniem, winno być promowane i polecane w świecie Internetu.

Zapraszam do poczytania o szczegółach Share Week 2018, zachęcam do zgłaszania swoich propozycji (trzeba się pospieszyć, bo akcja trwa do 8 kwietnia). Póki co, poniżej przedstawiam swoje typy:


1. RozBria – blog o tematyce historycznej Bartosza Rozwadowskiego. Polecam tego bloga nie tylko dlatego, że jego Autor polecił mojego bloga, ale przede wszystkim dlatego, że podoba mi się Jego podejście do historii i pasja do niej. Widać, że Bartosz bardzo dużo wie i interesuje się tym, o czym pisze. Na szczególną uwagę zasługuje jego aktywność w mediach społecznościowych. On zdecydowanie nie jest człowiekiem, który tylko pisze, ale jeszcze aktywniej zaraża innych pasją do historii i bardzo szybko odpowiada na komentarze czy zapytania. Polecam!


2. Jola Szymańska – interesujący blog, w opisie którego Autorka pisze: „Opowiadam o świadomym życiu, pogodnej prostocie, o książkach i dorastaniu do własnego życia. O budowaniu zdrowych relacji. I o złożonych pytaniach, które bywają ważniejsze, niż łatwe odpowiedzi”. Prawda, że inspirujące? Polecam!


Grzegorz Kramer
3. Bóg jest dobry – blog o. Grzegorza Kramera SJ. Jeśli ktoś myśli, że znajdzie tam tylko poważne, suche treści teologiczne jest w poważnym błędzie. Ojciec Grzegorz, prowadzi również vloga, i w ciekawy, przystępny sposób mówi o wierze, o tym, co ważne i mniej ważne. Polecam!

Mimo, że ten wpis jest specjalny, to jednak na blogu Historia nauczycielką życia nie może zabraknąć małej nauki, jakiej uczy nas historia właśnie. Akcja Share Week, choć trwa można powiedzieć dopiero od 2012 r. uczy nas, że jest na świecie, w tym w Internecie, bardzo wiele inspirujących treści, które są godne uwagi i polecenia. Co również ważne, ludzie potrafią docenić czyjś wysiłek i wkład w czynienie świata choć trochę lepszym.

czwartek, 5 kwietnia 2018

#31 Historia nauczycielką życia | Kwietniowe nauki

    Kwiecień, kwiecień, a w kwietniu...

… zdarzyło się bardzo, bardzo, bardzo wiele interesujących i niesłychanie ważnych zdarzeń :) Za chwilę się przekonacie, ile się działo w czwartym miesiącu roku. Na bazie dotychczas przygotowywanych comiesięcznych rocznic w mojej skromnej opinii kwiecień rządzi, jeśli chodzi o prawdziwe niezwykłości jakie się wydarzyły w kwietniu. Normalnie brak słów :) Chociażby 3 kwietnia obchodzimy według mnie drugie co do ważności zdarzenie w całej historii świata. A 5 kwietnia to najważniejsza data w dziejach!!! Jest też najważniejsza data w historii Polski! Uff, ale po kolei.



5 rocznic, o których musimy/powinniśmy pamiętać:

  1. 1 kwietnia 1656 r. (w 2018 r. przypada 362 rocznica wydarzenia) – Właśnie zaraz na początku kwietnia obchodzimy rocznicę słynnych ślubów lwowskich króla Jana II Kazimierza. To wtedy władca zawierzył opiece Matki Bożej całą Ojczyznę i obrał ją Królową Polski. Zadeklarował też walkę ze Szwedami do upadłego.
    Proponowana przeze mnie nauka z wydarzenia: Można by tutaj wypisać wiele truizmów, oczywistości, ale ja chciałbym tutaj podkreślić jedno – jesteś wielki, kiedy klękasz. Polska jako naród klęczała wielokrotnie, przyciskana do ziemi pięścią czy buciorem zaborczym lub okupacyjnym, ale wielka była zawsze wtedy, gdy klękała przed Bogiem, który zawsze pomagał jej powstawać. Tylko potrzeba troszkę wiary, że mamy w Niebie Orędowniczkę, która jest Królową nie tyle formalnie, ale pragnie być Królową naszych serc.
  2. 3 kwietnia 33 r. (1985 rocznica) – Właśnie ta data jest najczęściej podawana jako dzień zbawczej Męki i Śmierci Pana Jezusa na krzyżu (inna propozycja: 7 kwietnia 30 r.). Tak naprawdę konkretne daty w tym i poniższym Wydarzeniu są na dalszym planie. Liczy się to, co się wtedy dokonało.
    Nauka: Co tu wiele gadać. Lepiej uklęknąć i po prostu zamilknąć...
  3. 5 kwietnia 33 r. (1985 rocznica) – Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa (niektórzy podają, że było to 9 kwietnia 30 r.).
    Nauka: Czyli to, co niedawno wierzący świętowali. W Wielki Piątek warto było porozmyślać nad szaleństwem z Miłości, nad oceanem Miłosierdzia, które uczy każdego z nas, żeby chociaż spróbować przyjąć do własnej świadomości i serca to, co wtedy się wydarzyło. Natomiast 5 kwietnia to najważniejsza data w całej historii. Całej! Absolutnie całej!!! Nie było i nie będzie ważniejszej daty. Naprawdę bardzo polecam ten tekst; nie jest długi, a daje do myślenia. Uwaga: Ateisto, czytasz na własną odpowiedzialność. Grozi Ci natychmiastowa wiara w prawdziwość zmartwychwstania ;)
  4. 14 kwietnia 966 r. (1052 rocznica) – Bardzo często właśnie 14 kwietnia uznaje się za datę dzienną Chrztu Polski. Chyba większość historyków uważa, że wtedy wypadała Wielka Sobota, czyli dzień, gdy udzielano chrztu. Zapraszam też do poczytania o Mieszku w innym tekście.
    Nauka: Wiadomo, że wśród historyków nie ma zgodności czy to rzeczywiście był 966 r., a tym bardziej 14 kwietnia. Jedno jest pewne: To był absolutnie wyjątkowy dzień w naszej historii. Dla mnie, a zapewne nie jestem w tym względzie osamotniony, to z kolei najważniejsza data w całej historii Polski.
  5. 23 kwietnia 997 r. (1021 rocznica) – Męczeńska śmierć św. Wojciecha.
    Nauka: Przelana krew św. Wojciecha (za Zachodzie znanego jako Adalbert) nie poszła na marne. Wiemy jak to się potoczyło: kanonizacja Wojciecha, pielgrzymka Ottona III, Biskup męczennik patronem Polski, itd. Wiele ciekawostek o św. Wojciechu można znaleźć we wpisie ze specjalnej serii.

Pamiętajmy też m.in. o:
2 kwietnia 2005 r. – śmierć Jana Pawła II;
3 kwietnia 1940 r. – rozpoczęły się masowe egzekucje polskich jeńców wojennych z obozów w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku, dokonane przez NKWD;
9 kwietnia 1241 r. – bitwa pod Legnicą;
10 kwietnia 1941 r. – początek oblężenia Tobruku;
10 kwietnia 2010 r. – katastrofa smoleńska;
11 kwietnia 1079 r. – męczeńska śmierć biskupa św. Stanisława ze Szczepanowa;
15 kwietnia 1912 r. – zatonął Titanic;
16 kwietnia 2003 r. – tzw. Traktat ateński poświęcony wejściu 10 państw (w tym Polski) do UE;
19 kwietnia 1943 r. – wybuch powstania w getcie warszawskim;


5 rocznic, o których możemy pamiętać:
  1. 15 kwietnia 1848 r. (w 2018 r. przypada 170 rocznica wydarzenia) – Miała miejsce największa próba ucieczki niewolników w USA. To wydarzenie wpłynęło na wypracowanie kompromisu między Północą a Południem. Było też inspiracją dla Harriet Beecher Stowe do napisania powieści „Chata wuja Toma”.
    Proponowana przeze mnie nauka z wydarzenia: Wpisałem to wydarzenie tutaj też dlatego, że bardzo lubię wspomnianą książkę. Kiedy pierwszy raz ją czytałem, byłem zachwycony. Polecam. W historii znamy koncepcje nadludzi, podludzi, itd. Tego było wiele. Jedni ważniejsi, inni mniej ważni. Biali, czerwoni, żółci, czarni... C' est la vie. Patrząc jednak tak trzeźwo, to jaki sens ma wartościowanie ludzi? No jaki? Przecież każdy z nas rodzi się i umiera. I jak mawia Szymon Hołownia, jaki sens ma to czy będziesz miał wystukane więcej tytułów na cmentarzu i najpiękniejszy pomnik? Nie o to chodzi, że nie warto się uczyć, pracować i starać. Nawet trzeba! Ale wartościowanie nie ma sensu. Dla wierzących ważne jest to, jakie wartości pójdą za nami na Drugi Brzeg.
  2. 15 kwietnia 2013 r. (5 rocznica) – Zginęły 3 osoby, a 264 zostały ranne na skutek zamachu podczas trwania maratonu bostońskiego.
    Nauka: Tak to czasem bywa, że wydarzenia sportowe czy jakiekolwiek całkiem szczytne inicjatywy, które powinny wyzwalać (i wyzwalają) w ludziach pozytywne emocje nawet mimo wysiłku i poświęcenia, są często zatruwane i niweczone przez przejawy zła w jakiejkolwiek postaci. Czy człowiek może tu na ziemi uciec od cierpienia? Czy może zasłodzić rzeczywistość? Czy może osiągnąć szczęście już tu na ziemi?
  3. 21 kwietnia 753 r. p.n.e. (2771 rocznica) – Założenie Rzymu przez Romulusa – tak twierdził Marek Terencjusz Warron. Nie chcę skłamać, ale to chyba najstarsza data, jaką przywoływałem w trakcie comiesięcznych rocznicowych nauk :)
    Nauka: Jakoś tak to się przewija w tych naszych rocznicach, że coś się zaczyna, coś się kończy. Ktoś się rodzi, ktoś umiera. Imperia się rodzą i upadają. Tempus fugit, aeternitas manet...
  4. 26/27 kwietnia 1943 r. (75 rocznica) – Rotmistrz Witold Pilecki uciekł z niemieckiego obozu zagłady Auschwitz, przekazując światu słynne raporty o sytuacji panującej w „piekle na ziemi”.
    Nauka: Ilekroć czytam czy słyszę o Pileckim, po prostu nie mogę uwierzyć... To jest nie do pomyślenia, jak można dać się dobrowolnie schwytać i przewieźć do obozu, gdzie jeszcze wówczas nawet nie wiedziano, jak to tam wygląda. Jakie szanse Pilecki sobie dawał, że stamtąd kiedykolwiek wróci? Spędził tam trzy lata i wkręcił w tajną sieć o nazwie Związek Organizacji Wojskowej (ZOW) ok. 1000 ludzi! Jak ja, Ty, zachowalibyśmy się na jego miejscu? Ja odpowiadam sobie w duchu na to pytanie i ze wstydem pochylam głowę upamiętniając rotmistrza Pileckiego i innych bohaterów...
  5. 30 kwietnia 1993 r. (25 rocznica) – Na sztandary Wojska Polskiego została wprowadzona słynna dewiza „Bóg, Honor, Ojczyzna”.
    Nauka: Przeżytek? Średniowiecze? Ciemnogród? Prapisiory? Ci od Rydzyka? A może po prostu normalni i ci, którzy naprawdę trzeźwo myślą?

Wilczyca kapitolińska. To ona miała wykarmić Romulusa i Remusa...
źródło: domena publiczna

Można też pamiętać m.in. o:
3 kwietnia 1973 r. – Motorola wprowadziła na rynek prototyp współczesnego telefonu komórkowego – DynaTAC;
3 kwietnia 1948 r. – Harry Truman podpisał ustawę wprowadzającą Plan Marshalla;
5 kwietnia 1573 r. – pierwszy stały most w Warszawie projektu Erazma z Zakroczymia;
6 kwietnia 1917 r. – Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę Cesarstwu Niemieckiemu;
9 kwietnia 1993 r. – zakończenie produkcji montowanego w samochodach Warszawa, Żuk, Tarpan i Nysa polskiego silnika S-21 (coś dla miłośników historii motoryzacji :);
18 kwietnia 1518 r. – koronacja królowej Bony Sforzy na Wawelu;
22 kwietnia 1908 r. – urodziła się Ludwika Wawrzyńska – pedagog, bohaterka, która uratowała z pożaru czworo dzieci, sama umierając w wyniku poparzeń;
22 kwietnia 1908 r. i 1940 r. – urodziła się i została zamordowana w Katyniu najprawdopodobniej w dniu swoich urodzin Janina Lewandowska – jedyna kobieta-ofiara tamtej zbrodni;
27 kwietnia 1993 r. – katastrofa samolotu wiozącego piłkarską reprezentację Zambii; zdarzenie miało miejsce u wybrzeży Gabonu. Nikt nie przeżył...;
30 kwietnia 1598 r. – Henryk IV wydał edykt nantejski;
30 kwietnia 1945 r. – samobójstwo Adolfa Hitlera i jego kochani Evy Braun.



Martin Cooper, zwany ojcem telefonii komórkowej, trzyma Motorolę DynaTAC

Myślę, że na bazie powyższych rocznic widać, że kwiecień to miesiąc wyjątkowy w historii świata i Polski. Pewnie wielu nie zgadza się z takim stanowiskiem, ale to w niczym nie zmienia faktu, że tak wiele, naprawdę kluczowych zdarzeń, miało miejsce właśnie w czwartym miesiącu roku. 

A ja Was ściskam i pozdrawiam, zapraszając oczywiście już za tydzień na kolejne spotkanie z Historią nauczycielką życia.


PS A może masz ochotę jeszcze coś poczytać?
To wcale nie jest żart na prima aprilis! To zdarzyło się naprawdę [wideo];
Czekasz na wiosnę i Wielkanoc? Pierwsza wiosna dawno przyszła, ale idą kolejne!;
Czy to on jest zamieszany w spór wokół nowelizacji ustawy o IPN? [wideo]


środa, 28 marca 2018

#30 Historia nauczycielką życia | Wielkanoc razy dwa

Czyli m.in. jak pewien król rozwiązał spór o datę Wielkanocy



Ostatnio oddałem w Wasze ręce tekst wiosenny, dzisiaj z kolei będzie (zgodnie z zapowiedziami) świątecznie. Wszak przeżywamy Wielki Tydzień, a 1 kwietnia obchodzić będziemy Wielkanoc. Mimo to Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest faktem, nie żadnym primaaprilisowym żartem :)


W okresach poświątecznych dość często spotykamy się z wyświechtanym hasłem: „Święta, święta i po świętach”, którego bardzo nie lubię. A co byście powiedzieli, gdyby brzmiało ono „święta, święta i jeszcze nie po świętach”? Tak się składa, że byłoby ono jak najbardziej zgodne z prawdą, gdybyśmy je zastosowali w 501 r. na terenie Królestwa Ostrogotów. Ale po kolei.

Od czasów wczesnochrześcijańskich, a zwłaszcza od II w., chrześcijanie nie mogli dojść do porozumienia w kwestii daty świętowania Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Jeszcze na długo zanim oficjalnie doszło do schizmy wschodniej (1054 r.) Kościoły Wschodu i Zachodu miały różne zdania na ten temat. Ci pierwsi sądzili, że Wielkanoc należy świętować w dniu żydowskiej Paschy; powoływali się na Pismo Święte: „Chrystus (…) został złożony w ofierze jako nasza Pascha” (1 Kor 5,7). Ich zachodni współbracia woleli kłaść większy nacisk właśnie na fakt z martwych powstania Chrystusa, a zatem przesuwali Wielkanoc na niedzielę po Passze żydowskiej.

Problemów było więcej. Nie wnikając w szczegóły dodajmy, że ustalenie daty Wielkanocy było trudne także z powodu stosowania różnej rachuby czasu, w tym rachuby świąt ruchomych, w kręgach chrześcijańskich (chodziło o tzw. cykle księżycowe). Różniono się także w kwestii tego, jakie przyjąć daty początkowe i końcowe, czyli czas, kiedy może wypadać Wielkanoc. Nie dość, że uznawano to wszystko za wielce niestosowne z teologicznego i praktycznego punktu widzenia, to jeszcze data Wielkanocy jak wiemy dzisiaj i wtedy pociągała za sobą wiele innych, jakże ważnych dla chrześcijan, dat, np. Środy Popielcowej czy Zesłania Ducha Świętego. Przez dług czas próbowano to wszystko rozstrzygać na drodze kompromisów (np. ustalenia soboru w Nicei – 325 r.).

W połowie V w., za czasów papieża Leona I (440-461), doszło do kolejnej modyfikacji w obliczaniu daty Wielkanocy. Powstał tzw. kanon Wiktoriusza. Jego nazwa nawiązywała do twórcy nowatorskiej metody rachuby dnia Wielkiej Nocy. Oficjalnie nigdy jej jednak nie zatwierdzono.

Największy galimatias nastąpił po śmierci Ojca Świętego Anastazego II (498 r.). Mało tego, że nie można było dojść do porozumienia w kwestii daty Wielkanocy, to jeszcze wybrano dwóch papieży! Duchowieństwo opowiedziało się za Symmachem, natomiast za sprawą arystokracji „godności antypapieskiej” dostąpił Wawrzyniec. Dwaj papieże opowiedzieli się za dwoma różnymi datami świętowania Wielkanocy: Symmach poparł wspomniany kanon Wiktoriusza, natomiast Wawrzyńcowi przypadła do gustu stara rachuba rzymska. Koniec końców problem na zasadzie kompromisu rozwiązał ówczesny władca Królestwa Ostrogotów, które wówczas obejmowało swym zasięgiem m.in. Italię – Teodoryk Wielki (471-526). Najzwyczajniej w świecie zezwolił, aby na drodze wyjątku tamtego roku 501 na przestrzeni miesiąca dwukrotnie świętowano Wielkanoc na terenie jego państwa. Tym sposobem właśnie Zmartwychwstanie Jezusa świętowano wówczas 25 marca i 22 kwietnia.

Całe zamieszanie zostało dopiero właściwie rozwiązane za papieża Jana I (523-526) w 525 r. To z jego inicjatywy niejaki Dionizy Mniejszy opracował nowe tablice paschalne, które zostały zaaprobowane przez Kościoły Wschodu i Zachodu. Nota bene chodzi o tego Dionizego, który niestety błędnie oszacował datę narodzin Jezusa, ale to już jest opowieść na inną okazję.

Współczesne rozbieżności w świętowaniu Wielkanocy są wynikiem tego, że prawosławie nie przyjęło kalendarza gregoriańskiego z 1582 r., o czym już trochę mówiliśmy sobie ostatnio. Więcej na ten temat napisałem też w tekście na Blasting News, do którego lektury serdecznie zapraszałem już na początku tego wpisu.

Jaka byłaby to Historia nauczycielka życia, gdybyśmy nie poświęcili chociaż dwóch, trzech zdań na naukę tudzież nauczkę :) Jezus zmartwychwstał – prawdziwie zmartwychwstał – i co do tego nie ma żadnych wątpliwości, chociaż my ludzie często poddajemy się różnym wątpliwościom i na wszelkie sposoby grzebiemy za rozlicznymi „dowodami” naukowymi, które mają te prawdę obalić. Jednakże fakt faktem i nie ma uproś – Jezus zmartwychwstał! Tak sobie myślę, że także spór o datę Wielkanocy dowodzi ludzkich słabości, ale koniec końców nie to jest tak naprawdę ważne, jaką datę ostatecznie uznamy za oficjalną. Wielu ludzi postrzega Kościół właśnie przez pryzmat tych różnych słabostek, sporów, grzechów, które często są niegodne wyznawanej wiary. I to też prawda. Trzeba jednak zawsze patrzeć, jak wiele dobra wydarzało się, wydarza i będzie wydarzać, a Kościół jest mocny nie własną mocą, ale mocą Tego, który w nim aktywnie działa.



Z racji Wielkiej Nocy życzę Wam, moje drogie Czytelniczki i szanowni Czytelnicy, abyśmy coraz bardziej interesowali się historią, a może w niektórych przypadkach dopiero się nią po raz pierwszy zainteresowali. Życzę też, żebyśmy skupiali się nie tylko na ciekawostkach, sensacjach, tematach lekkich, łatwych i przyjemnych (choć to właściwie i zdrowo rozumiane też oczywiście jest pożyteczne), ale żebyśmy wyciągali wnioski z tego co było na dziś i jutro. Gdyby tak było zawsze, może nie powstało by przysłowie, że „Polak (…) przed szkodą i po szkodzie głupi”. Jan Kochanowski nie musiałby tych słów napisać :)

A przede wszystkim życzę, żebyśmy odkrywali ciągle na nowo, że historia to nie jest jakiś tam zlepek przypadków czy wynik walk jakichś tajemnych sił, ale że za tym wszystkim stoi Ktoś, Kto to wszystko stworzył i tym wszystkim kieruje.

PS Spotkał mnie niedawno wielki zaszczyt i wyróżnienie. Autor znakomitego skądinąd bloga rozbria.pl polecił mojego bloga w akcji Share Week 2018. Jeśli zatem uważacie, że Historia nauczycielka życia jest w porządku zagłosujcie na mnie tutaj. Znajdziecie tam w komentarzach stosowny link Bartosza Rozwadowskiego. Z góry wielkie dzięki :)

A jeśliby w sercu kogoś z Was zrodziło się jeszcze inne, jakże szczytne pragnienie, żeby wręczyć mi mały upominek świąteczny to zaznaczam, że nie trzeba :) Tym bardziej żadnych pieniędzy :) Będzie mi jednak bardzo miło, jeśli udostępnicie i przeczytacie moje najnowsze teksty na Blasting News. I oczywiście jeśli będziecie dalej czytać moje blogi :) Choćby kwietniowe nauki już w przyszłą środę :) Z góry wielkie dzięki za wszystko!





Bibliografia wpisu:

środa, 21 marca 2018

#29 Historia nauczycielką życia | Wiosenne porządki

Czyli m.in. o tym, jak po 4 nastał 15 października


Wczoraj o 17:15 powitaliśmy wiosnę. Okazuje się, że to niejedyna wiosna :) Ale po kolei.

Ze swoich lat szkolnych pamiętam, jak na sprawdzianach przewijało się pytanie dotyczące pierwszego dnia wiosny. Wy też pewnie mieliście (lub macie) podobnie. Wiemy, że trzeba było udzielić następującej odpowiedzi – 21 marca. Jednak nie tylko przyrodnik czy geograf, ale także historyk może tutaj wsadzić pewne „ale”. O jakie „ale” chodzi?


Był rok 1582. Na Stolicy Piotrowej zasiadał papież Grzegorz XIII. To właśnie z jego inicjatywy w październiku tamtego roku powstał tzw. kalendarz gregoriański. Wyparł on używaną dotąd wersję juliańską (obowiązującą od 45 r. p.n.e.; wprowadzoną przez Juliusza Cezara). A w czym ona komu przeszkadzała? Ano przeszkadzała i to coraz bardziej! Całe zamieszanie było szczególnie dotkliwe w kontekście wiosny i Wielkanocy.

Obrót Ziemi wokół Słońca trwa dokładnie 365,2422 dni. W kalendarzu juliańskim posłużono się małym zaokrągleniem. Nie musimy tutaj wnikać w szczegóły, ale zaznaczmy, że na mocy takiego posunięcia raz na 128 lat, początek każdej pory roku przypadał 1 dzień wcześniej niż w roku poprzedzającym. O ile jeden śmiertelnik nie miał szans odczuć takiej „drobnostki” w swoim życiu ziemskim, to jednak kolejne pokolenia mogły się cieszyć choćby nadejściem wiosny coraz wcześniej. To chyba dobrze? Nie do końca... Zauważmy, że w 45 r. p.n.e. wiosna rozpoczęła się 21 marca, natomiast w połowie XVI w. był to już 10 marca. Narastał też problem z ustalaniem daty Wielkanocy, która wypada w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca. Oprócz tego data uroczystości musi być zbieżna z datą śmierci krzyżowej Jezusa Chrystusa, która przypada w 14 lub 15 dniu miesiąca Nisan (wedle kalendarza żydowskiego). I tutaj właśnie z odsieczą przybył wspomniany papież Grzegorz XIII ze swoją świtą.

Wybawieniem z kłopotu okazało się nie co innego jak kalendarz gregoriański, którego wprowadzenie w życie było naprawdę niecodzienne. Aby zniwelować zaległości wynikające z poprzedniej, jak wiemy juliańskiej odmiany kalendarza, papież postanowił, że po 4 października 1582 r., nastanie... 15 dzień tegoż miesiąca. Znaczy to, że dni od 5-14 października nie istniały w roku 1582 r.! Ci, którzy są niezbyt przychylnie nastawienie do historii, mogą przekornie powiedzieć, że mają chociaż tyle dat mniej do zapamiętania...

Znowu darujmy sobie wnikanie w szczegóły i ograniczmy się do stwierdzenia, że dzięki reformie gregoriańskiej wprawdzie nadal nie udało się zniwelować postępującego opóźnienia, ale odtąd wynosi ono już tylko 1 dzień na 3322 lata. Widzimy zatem, że w najbliższym czasie nie musimy spodziewać się poważnych reform kalendarza :) Odnotujmy jeszcze, że Polska za Stefana Batorego była wśród pierwszych państw, które wprowadziły u siebie kalendarz gregoriański. Natomiast przykładowo Turcja zrobiła to dopiero w 1927 r.!

Jak to się wszystko ma do daty rozpoczęcia wiosny? Jeśli chodzi o wiosnę kalendarzową, to właściwie nic. Ona zawsze rozpoczyna się 21 marca, bo tak oficjalnie sobie przyjęliśmy i koniec kropka. Natomiast kalendarz ma kolosalne znaczenie dla tzw. wiosny astronomicznej, czyli tej, której początek wyznacza dość naukowo brzmiąca równonoc wiosenna (długość dnia jest w przybliżeniu równa długości nocy). Dzięki reformie, jej data do roku 2044 będzie wypadać 20 marca, potem ewentualnie 19 lub 20. Co ciekawe, w 2102 r. daty wiosen kalendarzowej i astronomicznej znów się spotkają 21 marca. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w 2011 r.

To jednak nie wszystkie rodzaje początków wiosen jakie w ogóle występują. Nie jest to już zbytnio temat historyczny, ale wspomnijmy jeszcze kilka innych. Wyróżnia się bowiem np. wiosnę klimatyczną (trwa już od 1 marca!), wiosnę fenologiczną (liczoną od momentu rozpoczęcia wegetacji i kwitnienia przebiśniegów i krokusów) oraz wiosnę termiczną (okres, gdy temperatury średnie dobowe wahają się w przedziale 5-15 stopni Celsjusza).

W demografii i historii pewnie doszukamy się jeszcze innych, nieco bardziej symbolicznych, wiosen – mówimy wszak o wiośnie życia, o Wiośnie Ludów, Arabskiej Wiośnie, itp. Czego nas uczy dzisiejsze, bardzo wiosenne, spotkanie z historią? Chciałbym zwrócić przede wszystkim uwagę na względność (zależność choćby od czyichś decyzji) czasu. Jakże to pojęcie jest nierozerwalnie związane z naszą kochaną historią! Czas – tysiąclecia, wieki, dekady, lata... Te elementarne pojęcia w historii przywołują mi na pamięć pierwsze lekcje tego przedmiotu w podstawówce, pierwsze zafascynowanie historią, które trwa po dziś dzień i daj Boże będzie trwać po najdłuższe lata, a może i kiedyś w wieczności, bo przecież historia wcale się nie kończy...

Zacząłem dziś sentymentalnie i zakończyłem :) Jeśli macie chwilkę, odsyłam jeszcze do innego tekstu poświęconego pojęciu czasu oraz do październikowych rocznic, gdzie znalazła się również data wprowadzenia kalendarza gregoriańskiego.

Za tydzień nasze kolejne, świąteczne, spotkanie z historią. Serdecznie zapraszam.

Jeszcze małe co nieco dla chętnych:


PS Macie ochotę jeszcze trochę poczytać?




Bibliografia wpisu:
  1. KALENDARZ HISTORYCZNY 24.II CZAS NA NOWO - KALENDARZ GREGORIAŃSKI, https://www.youtube.com/watch?v=-Jw8mnA7D6I;
  2. Kiedy jest przesilenie wiosenne w 2018 roku? Data równonocy wiosennej, http://www.radiozet.pl/Co-gdzie-kiedy-jak/kiedy-jest-przesilenie-wiosenne-2018-rok-data-rownonocy-wiosennej;
  3. Kiedy pierwszy dzień wiosny? Dzisiaj. Naprawdę! To nie żart!, https://sadeczanin.info/wiadomosci/kiedy-pierwszy-dzien-wiosny-dzisiaj-naprawde-nie-zart;
  4. Papież zabrał nam 10 dni! Problemy z pierwszym dniem wiosny, http://polimaty.pl/2017/03/pierwszy-dzien-wiosny/;
  5. dr hab. Piotr Sułkowski, Data równonocy, https://zapytajfizyka.fuw.edu.pl/pytania/data-rownonocy/;
  6. Wprowadzenie w Polsce kalendarza gregoriańskiego, http://muzhp.pl/pl/e/51/wprowadzenie-w-polsce-kalendarza-gregorianskiego


środa, 14 marca 2018

#28 Historia nauczycielką życia | 100+ChP/3 Niezwykłe polowanie i wdowi grosz

Czyli m.in. o tym, co spotkało króla Chrobrego na polowaniu i jak w czasach św. Wojciecha przestało na jakiś czas obowiązywać prawo ciążenia


Witam serdecznie i zapraszam do lektury kolejnego wpisu z serii „100+ Cudowna historia Polski”. W stosownej etykiecie znajdują się poprzednie. Przypomnę tylko, że informacje tutaj prezentowane czerpię głównie z książki Aleksandry Polewskiej „Cuda w historii Polski” (za pośrednictwem kanału Ku Bogu).

Każdy Polak przynajmniej słyszał o królu Bolesławie Chrobrym, który jest odpowiedzią na jedno z pewnie najczęściej zadawanych w szkole pytań: „Kto był pierwszym królem Polski?” Ach, przypominają się czasy szkolne... :)

Czy jednak słyszeliście o Piecie Chrobrego i tajemniczym proroctwie dla króla? Jeśli nie, to tym bardziej powinniście przeczytać dalszą część tego tekstu.

Skulsk, niegdyś miasto, jest obecnie wsią położoną w województwie wielkopolskim, w powiecie konińskim. Co ciekawe, istniejąca tam parafia jest uważana za jedną z najstarszych w diecezji włocławskiej, a najpewniej także w całej Polsce, a jej początków niektórzy upatrują już w prastarej diecezji kruszwickiej (istniała w latach ok. 1015 – maks. początek XII w.), choć sam Skulsk powstał najprawdopodobniej zdecydowanie wcześniej.

W 1760 r. niejaki ks. Grzegorz Pastyński, ówczesny proboszcz Skulska, spisał pewne niezwykłe wydarzenie (prawdopodobnie na bazie zaginionego prastarego manuskryptu), o którym próżno szukać wzmianki w znanych polskich kronikach. Miało ono miejsce w czasach panowania Bolesława Chrobrego.

Pewnego razu zdarzyło się, że monarcha rezydował na zamku w Kruszwicy wraz ze swoją świtą. Zapragnął udać się na polowanie w okolice jezior skulskich. Jak postanowił, tak też uczynił. Psy myśliwskie, towarzyszące polującym, przedostały się na wysepkę. W pewnym momencie zaczęły donośnie skomleć. Rycerze przypuszczali, że powodem takiego zachowania czworonogów jest wytropiona przez nie zwierzyna. Udali się w tamtym kierunku. To co, a raczej Kogo, zobaczyli wprawiło ich w nie lada zdumienie. Oto ujrzeli skulone (zdaniem niektórych, to właśnie od skulonych psów pochodzi nazwa Skulsk) psy, a nieopodal nich Matkę Bożą z umęczonym Jezusem na kolanach (tzw. Pieta). Oddali pokłon i posłali po króla. Ten przybył na miejsce i również pokłonił się Maryi i Jej Synowi. Zawierzył siebie i poddanych opiece Najświętszej Panny. Nie poprzestał jednak na tym. Ufundował także kaplicę na miejscu objawienia oraz sam ofiarował pierwsze wotum – królewski pierścień. Ks. Pastyński odnotował, że kamienna kaplica łudząco przypominała kruszwicką katedrę. Jakiś czas później na jej miejscu powstał kościół, który najprawdopodobniej konsekrowano w 1271 r. (ta data widniała na chrzcielnicy, która zachowała się do XVIII w.).

Wspomniałem o starym manuskrypcie, zaginionym już w czasach ks. Pastyńskiego. Informacje o nim znalazły się w aktach wizytacji biskupiej, przechowywanych w Archiwum Archikatedralnym w Gnieźnie z 1791 r. Odnotowano tam, że w prastarym manuskrypcie opisane zostało cudowne objawienie Matki Bożej królowi Chrobremu i jego rycerzom.

Herb wsi i gminy Skulsk nawiązuje do cudownego objawienia;
źródło: domena publiczna

Z biegiem lat kult Piety szybko się rozwijał, co potwierdzały liczne pielgrzymki tam przybywające. Warto zaznaczyć w ramach ciekawostki, że przed słynną wyprawą do Turcji właśnie skulskiej Piecie zawierzył się król Władysław Warneńczyk. Wynalazłem jeszcze informację, że w 1938 r. w Skulsku modlił się ks. Stefan Wyszyński, któremu właśnie wtedy ówczesny proboszcz ks. Antoni Bogdański miał przepowiedzieć niezwykłą przyszłość, którą znamy z historii Polski okresu PRL.

Podsumowując historię spotkania króla Chrobrego z Pietą odnotujmy, że wielu w tym objawieniu dopatruje się proroctwa dotyczącego dziejów Polski. Podobnie jak Maryja trzymała na rękach umęczone Ciało Syna, tak i dzieje naszej Ojczyzny naznaczone były jak wiemy przykrymi zdarzeniami. Chrystus jednak zmartwychwstał i Polska także trwa po dziś dzień i daj Boże, żeby trwała aż do skończenia świata.


Druga historia (cud), którą chciałbym Wam jeszcze dzisiaj pokrótce przedstawić jest zdecydowanie bardziej znana, ale chyba nie do końca w kwestii ciekawych epizodów. Chodzi mianowicie o męczeńską śmierć św. Wojciecha.

Gall Anonim pisze o tym zdarzeniu zdawkowo; więcej szczegółów przytacza Jan Długosz. Pamiętamy, że Prusacy zgodzili się wydać królowi Bolesławowi ciało męczennika (głowę przywiózł do Polski już wcześniej nieznany Pomorzanin), ale w zamian za taką ilość pieniędzy (chyba nie ma zgodności o jakie konkretnie monety chodziło, choć mówi się dość powszechnie o srebrnych), która zrównoważy ciało Wojciecha. Pojawił się problem, bo król nie miał aż tak dużo monet. Zdarzył się jednak cud. W trakcie, gdy ważono ciało, znalazła się tam tajemnicza wdowa, która rzuciła swój pieniążek na szalę. Okazało się, że grosz przeważył ciało. W konsekwencji nie tylko udało się królowi odzyskać relikwie, ale na dodatek zaoszczędził wiele pieniędzy, bo sam cudowny grosik i trochę innych monet wystarczyło, żeby przeważyć ciało męczennika.

Czy kojarzycie Urbana Thelena? W 1941 r. zaistniało poważne zagrożenie ze strony gestapo – obawiano się, że relikwie św. Wojciecha w Gnieźnie zostaną przez Niemców zarekwirowane i zniszczone. Niejaki ks. Paul Mattausch (po wojnie zmienił nazwisko na Paweł Matausz) poprosił o pomoc znajomego żołnierza Wehrmachtu – Urbana Thelena. Ten zgodził się potajemnie przewieźć paczkę z relikwiami z Gniezna do Inowrocławia, gdzie zamurowano je w posadzce zakrystii kościoła św. Mikołaja. Po wojnie wróciły do Gniezna.

Popatrzmy, jak niezwykle potoczyły się opisane pokrótce losy doczesnych szczątków św. Wojciecha. Pamiętamy, że w 1000 r. oddał im hołd w czasie pamiętnej wizyty w Polsce cesarz Otton III (o tym wydarzeniu pisałem m.in. w marcowych naukach :). W czasie II wojny światowej, jak czytaliśmy, relikwie uratował Niemiec, a na dodatek w 1992 r. uroczyście złożono część relikwii w Kleve, niemieckim mieście, gdzie urodził się właśnie... cesarz Otton III. W uroczystościach uczestniczył Urban Thelen, który w 1997 r. spotkał się z papieżem Janem Pawłem II. Niemiec (nazywany na pamiątkę swojego wyczynu „kurierem kardynała”) został bowiem zaproszony do Gniezna na uroczystości 1000-lecia męczeńskiej śmierci św. Wojciecha.

Zbliżamy się do końca naszego dzisiejszego spotkania z historią. Przyznam, że czasy wczesnopiastowskiej Polski to jeden z moich ulubionych wycinków historii naszej Ojczyzny i nie tylko. Ilekroć mam przyjemność czytać lub pisać o tamtych wydarzeniach, oczyma wyobraźni przenoszę się do tych lasów, pól, nieprzebranych kniei, gdzie wszystko się zaczęło, skąd „nasz rodowód, nasz początek hen od Piasta, Kraka, Lecha”...

Posłuchajmy raz jeszcze i przenieśmy się w tamte czasy:





Dzięki za dzisiaj i do poczytania następnym razem!

Bibliografia wpisu:  
5. Z dziejów kultu Skulskiej Piety
6. wikipedia.pl (wiem, że dla wielu to niezbyt profesjonalne źródło wiedzy; pewnie jest w tym sporo prawdy, są lepsze źródła ;), jednak wikipedia jest znakomitym uzupełnieniem wiedzy; można sobie coś tam na szybko znaleźć i potem pogłębić wiedzę z innych źródeł, choćby i tych książkowych, które podaje również sama wikipedia; dlatego nie bójmy się wikipedii aż tak bardzo :) tylko po prostu korzystajmy z niej z głową; uważam, że skoro z niej korzystam, to powinienem ją wpisać do bibliografii; w przeciwnym razie mogłoby to podchodzić pod kradzież wiedzy :)