środa, 23 maja 2018

#39 Historia nauczycielką życia | Nowoczesny. Czyli właściwie jaki?

Czyli m.in. o tym, czym tak naprawdę jest nowoczesność i czy warto być nowoczesnym


Pomyślałem sobie, że skreślę (wiem, że lepszym słowem byłoby „wystukam”, ale „skreślę” jest bardziej sentymentalne :) dzisiaj parę słów bardzo na czasie. Nie będę może jakoś szczególnie wyraźnie odnosił się do jednego konkretnego wydarzenia z przeszłości lub jakiejś określonej postaci, ale będzie to historia mocniej osadzona we współczesności. Nie można jednak mówić o „tu i teraz” bez „wczoraj”, a „wczoraj” ma służyć lepszemu „dzisiaj” i „jutro” i to jest w zasadzie istota tego bloga :) Pisałem o tym więcej w innym tekście. Ale ad rem.



Nowoczesność (fot. papagnoc i Couleur, Pixabay.com)

Maj to miesiąc, kiedy bardzo wielu katolików, a szczególnie w Polsce, gromadzi się przy kapliczkach i krzyżach przydrożnych, żeby śpiewać litanię loretańską i pieśni Matce Bożej. Wobec tego zjawiska można zająć jedno z trzech podstawowych stanowisk:
  • uznać majówkowiczów za jakichś kompletnie zacofanych typów rodem z ciemnogrodu średniowiecznego;
  • widzieć w tym bogaty i godny kultywowania, ale jedynie folklor, wytwór tradycji czysto ludzkich i historii;
  • traktować to jako sposób budowania coraz bardziej zażyłej relacji z Panem Bogiem przez przyczynę Jego i naszej Matki – Maryi.
Te postawy mogą się oczywiście odnosić też do bardzo wielu innych zjawisk, np. uczestnictwo w procesjach na Boże Ciało, generalnie chodzenie do Kościoła, ale także ślubowanie wierności małżeńskiej jednej osobie na całe życie czy kwestie aborcji, eutanazji, in vitro, gender, itp., itd.

Kiedyś przeczytałem w jednym z tygodników dający do myślenia tekst sugestywnie zatytułowany „Religijni żyją dłużej”. Przedstawiono tam wyniki ciekawych, co ważne, w pełni profesjonalnych badań, publikowanych w najlepszych amerykańskich pismach. I wynika z nich właśnie to, co w tytule tamtego tekstu: religijni żyją dłużej.

Tak sobie wtedy pomyślałem, że coś tu jest nie halo. Dłuższe życie jest domeną nowoczesności, a religijność kojarzy się wielu raczej z zacofaniem. A zatem jeśli mówimy o dłuższym życiu człowieka wierzącego niż ateisty, to zakrawa na jakiś paradoks. Czy aby na pewno?

Potem dla sprawdzenia sięgnąłem po definicje nowoczesności i zacofania w internetowym słowniku PWN. I oto, co tam znalazłem:
  • nowoczesny – 1. «właściwy nowym czasom»; 2. «o ludziach: postępowy; też: świadczący o takiej cesze»;
  • zacofany – 1. «opóźniony w rozwoju społecznym, gospodarczym lub kulturalnym»; 2. «wrogo nastawiony do postępu»; 3. «właściwy takim ludziom»
I gdzie tu jest mowa o tym, że człowiek nowoczesny nie może być religijny, przywiązany do historii i uświęconych tradycją wartości? A wielu niestety nowoczesność tak postrzega... Albo czy każdy człowiek głęboko wierzący od razu musi być uznany za zacofanego? Przecież to się nie trzyma kupy!

Jestem przekonany, że powinniśmy raz na zawsze zerwać z takim stereotypowym postrzeganiem zacofania i nowoczesności. Pokusiłbym się też nawet o pewne stwierdzenie, które znajduje się poniżej.

Wspólnoty pierwotne były zazwyczaj bardzo religijne. Dzieje ludzkości, poszczególne epoki historyczne, można zobrazować na znanej pewnie wielu z nas sinusoidzie Krzyżanowskiego. Możecie ją sobie obejrzeć klikając tutaj na prezentacji slajd 2.

Zauważcie, że w dziejach właściwie na przemian większą wagę przywiązywano do duchowości lub do nauki. Do tej pierwszej grupy epok należą zatem średniowiecze, barok, romantyzm, Młoda Polska, a do drugiej antyk, renesans, oświecenie, pozytywizm, 20-lecie międzywojenne. Co ciekawe, współczesność, według sinusoidy winna raczej kłaść większy nacisk na duchowość. A kładzie? A może właśnie powinna?

Możecie się z tym zgodzić albo nie, ale moim zdaniem historia uczy, że to droga duchowości jest właściwą człowiekowi. Zdecydowanie nie o to chodzi, żebyśmy teraz powrócili do czasów wspólnot pradawnych i zaczęli się na powrót kłaniać drzewom i słońcu. Nie! Jednakże w moim odczuciu zanegowanie spraw wiary i Boga jest nie tylko zaprzeczeniem prawdziwej nowoczesności, ale w dużym stopniu podpada pod zacofanie, gdyż jest swoistym opóźnieniem w naturalnym rozwoju człowieka, bo ten z natury jest religijny, co wynika też ze wspomnianych uprzednio badań – jeśli człowiek jest religijny, żyje dłużej, bo żyje w swoim naturalnym stanie. Co więcej, według mnie bardziej nowoczesny od średniowiecza nie jest renesans, ale barok, bo dopasowuje religijność do zmieniających się czasów. Uwaga: prawa „nie zabijaj”, „nie cudzołóż”, „nie kradnij” są ponadczasowe i nie należy dopasowywania religii do czasów rozumieć na zasadzie, że może teraz one nie obowiązują. One obowiązują zawsze, z tym, że zmieniać się mogą pewne detale, niuanse, sposób mówienia o nich, itp. z racji właśnie zmieniających się czasów. Przykład: współcześnie kradzieżą jest już nie tylko porwanie kozy ze stada sąsiada, ale będzie nią też nielegalne korzystanie z programu komputerowego. Nowoczesne nie jest to, że ja mam takie widzimisię, że kradzież już nie jest niczym złym i mogę kraść do woli (to jest raczej zacofanie, postawa wbrew naturze człowieka), ale to, że za kradzież uznaję też inne aspekty życia, których kiedyś nie było. W tym miejscu przyszedł mi do głowy pomysł na pewien tekst; może go kiedyś napiszę :)

Myślę też, że bardzo wielu, zwłaszcza ludzi niewierzących i przeciwnych tradycyjnym wartościom robi bardzo poważny błąd, do którego, co trzeba uczciwie przyznać, mogli/mogą się nieco przyczynić także ci związani z wiarą i tradycją na co dzień. Chodzi o traktowanie wiary nierzadko jako zabobonu, mieszanie pogańskich praktyk w sprawy wiary. Zwłaszcza dawniej, ale i czasami współcześnie, niektórzy traktowali/traktują modlitwy jak jakieś magiczne rytuały i formuły. To tylko przykład. Tutaj trzeba uważać ze zbyt pochopnym osądem, bo czasami jakiś człowiek może w ten sposób, nie do końca właściwy, ale wynikający z jego charakteru i szczery praktykować wiarę. Niestety wielu od razu potępia wiarę i wierzących jako całość, odrzuca Boga i wartości, bo uważa, że to kompletna ciemnota. Tymczasem, jak mówiliśmy sobie powyżej, przejawem nowoczesności nie jest zanegowanie wiary, tradycji, zwyczajów, historii, tradycyjnych wartości (to by było bardziej zacofaniem), ale umiejętne ich propagowanie w duchu nowych czasów. To jest najważniejsza nauka, jaką chciejmy wszyscy dzisiaj wydobyć z historii.

Dodajmy jeszcze, że wielu do znudzenia mówi: nauka, nauka i jeszcze raz nauka; wiara zupełnie się nie liczy. Tymczasem znowu te dwie sfery wcale się nie wykluczają, co znakomicie potwierdzają wyniki wspomnianych wcześniej badań. Nauka potwierdza, że religijni żyją dłużej, bo wiara jest naturalnym stanem człowieka. Przepraszam może za porównanie, ale podobnie jak jedzenie naturalnych produktów jest lepsze dla zdrowia i życia niż przetworzonych dań lub niejedzenie w ogóle, tak też prawdziwa wiara jest lepsza niż jej wypaczenia i całkowita niewiara, bo jest bardziej naturalna dla człowieka.

Jeśli zatem chodzisz na majówki i do Kościoła, kochasz Pana Boga i Matkę Bożą, modlisz się oraz szanujesz historię i Ojczyznę to głowa do góry! Jesteś bardzo nowoczesnym człowiekiem tym bardziej, jeśli starasz się to robić coraz bardziej świadomie i z potrzeby serca.

Na koniec chętnych odsyłam jeszcze do tekstów z mojego drugiego bloga, gdzie obalam wiele mitów na temat Biblii. Jeśli przykładowo uważasz, że chrześcijanie twierdzą, że Pan Bóg na pewno stworzył świat w 6 dni i w raju Adam i Ewa zjedli jabłko, a nie na przykład banana, to jesteś w wielkim błędzie. Takie myślenie jest w wielkiej sprzeczności z oficjalną nauką Kościoła! O szczegółach poczytaj w tamtych tekstach. Gorąco zachęcam.


Człowiek prawdziwie nowoczesny (fot. geralt, Pixabay.com)

PS Miałem napisać dzisiaj stronkę, a wyszły dwie, ale temat ważny i pisanie o historii dla Was to dla mnie wielka frajda.





środa, 16 maja 2018

#38 Historia nauczycielką życia | Gość z zaświatów w Strachocinie

Czyli m.in. o niezwykłym przybyszu i następstwach jego wizyt


Strachocina jest wsią położoną w województwie podkarpackim, niedaleko Sanoka. Proboszczem tamtejszej parafii w latach 1970-1983 był ks. Ryszard Mucha. Po tym okresie musiał ustąpić ze stanowiska z powodu pogarszającego się stanu zdrowia. Podobno główną tego przyczyną było napięcie psychiczne związane z wizytami niezwykłego gościa. Przybysz miał na sobie czarną sukmanę. Jego cechami charakterystycznymi były też czarna broda i smukła sylwetka. Nigdy nie czynił żadnej krzywdy ks. Ryszardowi, ale czegoś wyraźnie oczekiwał.

Gdy nowym proboszczem został ks. Józef Niżnik, także i on był świadkiem tajemniczych odwiedzin. Gość przybywał kilka razy w tygodniu lub raz na kilka miesięcy. Trwało to ok. 4 lat. Duch nieustannie wzywał do „poszukiwania wyjścia z zaistniałej sytuacji”. Ks. Józef początkowo myślał, że ma do czynienia z duszą kapłana, który potrzebuje modlitwy, potem jednak uświadomił sobie, że powinien raczej modlić się o rozeznanie sytuacji, kim jest ów przybysz.

Oczywiście najlepszym rozwiązaniem byłoby po prostu nawiązanie kontaktu z tym duchem, ale ilekroć się zjawiał, ks. Józefowi brakowało odwagi, żeby cokolwiek powiedzieć. Swoją drogą trudno mu się dziwić...

Dopiero w nocy z 16 na 17 maja 1987 r. ks. Józef nabrał odwagi i zapytał kim jest tajemniczy duch. Usłyszał prostą i konkretną odpowiedź: „Jestem św. Andrzej Bobola. Zacznijcie mnie czcić w Strachocinie”. Od tamtej pory wizyty już nie miały miejsca. Proboszcz Strachociny dołożył wszelkich starań, żeby uczynić zadość prośbie Świętego. W ten oto sposób rozrastał się kult św. Andrzeja w Strachocinie i trwa on po dziś dzień.

Wybór tematu dzisiejszego wpisu nie jest przypadkowy – mamy 16 dzień maja, a zatem w liturgii Kościoła katolickiego obchodzimy święto św. Andrzeja Boboli, prezbitera i męczennika, patrona Polski. Pochodził właśnie ze Strachociny i już jako mieszkaniec Nieba upominał się o rozwój jego kultu w rodzinnej miejscowości.

Generalnie św. Andrzej jest postacią dość wyjątkową. W sprawie szczegółów odsyłam do tekstu zamieszczonego w bibliografii. Zaznaczę tylko, że jego męczeńska śmierć była wyjątkowo okrutna; można by na jej bazie stworzyć wpis poświęcony wymyślnym torturom (może kiedyś taki powstanie). Co ciekawe, św. Bobola, jezuita, zasłynął także tym, że po śmierci kilka razy interweniował z zaświatów w sprawie swojego kultu. Opisane wydarzenia w Strachocinie nie były oczywiście jedynymi. Chociażby w 1702 r. Andrzej ukazywał się w Pińsku (45 lat po swojej śmierci) i nawoływał do odnalezienia jego ciała i rozpoczęcia kultu w Kościele. Nota bene odnaleziono jego doczesne szczątki, które nie uległy rozkładowi mimo licznych oznak męczeństwa. Potem zjawił się w 1819 r. w Wilnie i przepowiedział, że zostanie patronem Polski. Potem była Strachocina.

Chociaż pewnie osobom niewierzącym to co piszę wydaje się kompletną abstrakcją i jakimiś rojeniami, to jednak zastanawiające jest to, że choćby strachocińskie objawienia nie są jakimś starodawnymi legendami, ale opowiadał o nich naoczny świadek, stabilny emocjonalnie i psychicznie, a miały one miejsce tylko nieco ponad 30 lat temu. Przecież tak czysto po ludzku patrząc dwóch zupełnie różnych proboszczów nie mogło przeżywać jednakowych urojeń. Ten drugi przybywając do Strachociny, nawet nie wiedział, że takie tajemnicze wydarzenia miały tam miejsce.

Poza tym te historie uczą, co dość często staram się poruszać w tekstach na blogu, że historia posiada nie tylko wymiar taki czysto namacalny, mierzalny, ale składają się na nią bardzo liczne wydarzenia, które nie mieszczą się w naszej czasoprzestrzeni (np. Cova da Iria, cuda w historii Polski). Jeśli chcielibyśmy analizować historię z ich wyłączeniem, okradlibyśmy ją z czegoś arcyważnego. Czy zgodzicie się ze mną? Piszcie uwagi w komentarzach.


św. Andrzej Bobola (fot. domena publiczna)

PS Pamiętajmy też dzisiaj o naszym Prezydencie w dniu jego imienin.



środa, 9 maja 2018

#37 Historia nauczycielką życia | Futbol – fenomen historii

Czyli m.in. o najstarszym piłkarskim klubie świata i jego związkach z Polską


Wiem, że dzisiaj z racji drugiej środy miesiąca mógłby ukazać się kolejny odcinek z serii 100+ Cudowna historia Polski, ale jednak będzie inaczej. Póki co poczekam na ukazanie się kolejnych nagrań rozdziałów książki Aleksandry Polewskiej na kanale Ku Bogu. Nie wiem kiedy to nastąpi dlatego póki co oddaję w Wasze ręce wpis tym razem poświęcony piłce nożnej.

Myślę, że maj to doskonały czas na poruszenie tej tematyki. 26 maja odbędzie się wszak finał Ligi Mistrzów, a już w czerwcu początek jeszcze większej piłki – mundialowej. Ja jednak, jako pasjonat futbolu, ale również historii, chciałbym na chwilę zostawić flesze, pokaźne pieniądze i cały przepych współczesnej piłki nożnej, przenosząc się na początek do roku 1898, a potem aż do lat 50. XIX w. Oto futbol okiem historyka (fanom piłki nożnej polecam kanał Futbol okiem Pitera, do którego tutaj ukradkiem nawiązałem oraz Dominik futbolove; szczególnie jednak fanom piłki nożnej i historii jednocześnie przypadnie do gustu stronka RetroFutbol.pl).

fot. Achilles Demircan (Pexels.com)

We wspomnianym 1898 r. rozegrano pierwsze w historii mistrzostwa Włoch w piłce nożnej. Było to niemal dokładnie 120 lat temu, bo wszystkie mecze tamtego turnieju odbyły się 8 maja. Pewnie niektórzy zapytają na początek jak to możliwe, że wiele kolejek upchnięto w jednym dniu. Spieszę z wyjaśnieniem, że całe mistrzostwa składały się z... trzech spotkań – dwa półfinały i finał. Łączna liczba drużyn to cztery. Współcześni fani Serie A wiedzą zapewne, że początki włoskiej ligi nie były tak rozbudowane, co zresztą wydaje się logiczne i odpowiadające naturalnej kolei rzeczy.

Dodajmy, że pierwszym piłkarskim mistrzem Włoch został klub do dzisiaj występujący w Serie A, choć oczywiście z przerwami i nienależący do potęg włoskiej piłki – Genoa CFC (oczywiście z Genui :). W pokonanym polu zostawili trzech gospodarzy turnieju finałowego, który odbywał się w Turynie. Co ciekawe, współcześnie żaden z ówczesnych trzech turyńskich klubów już nie istnieje i to od ponad 100 lat! Byli to przodkowie wielkiego Juventusu i Torino. Genoa dziewięciokrotnie cieszyła się ze zdobycia mistrzostwa Włoch, ale to co najlepsze przytrafiło się im bardzo dawno temu, a ostatni do tej pory triumf stał się ich udziałem w 1924 r.!

Majowe wyczyny klubu Genoa z 1898 r. niech posłużą jako odskocznia do początków klubowej piłki na świecie. Pierwszy włoski mistrz narodził się w 1893 r., natomiast najstarszy piłkarski klub świata powołano do życia w Anglii już w 1857 r.! Chodzi o Sheffield FC.

Co ciekawe, prapoczątki Sheffield sięgają nawet 1843 r. Pojawiło się wtedy trochę zamieszania, gdyż nie brakowało wówczas zwolenników... futbolu à la rugby. Dopiero po kilku latach wyraźnie oddzielono od siebie te dwie dyscypliny, dzięki czemu piłka nożna mogła rozpocząć niezależny bieg własnej historii. W takich warunkach przyszedł też na świat klub Sheffield.

Dodatkowym smaczkiem futbolu są tzw. derby, czyli mecze dwóch lokalnych zespołów. Odwiecznym rywalem Sheffield stał się nieznacznie młodszy klub FC Hallam, które to ekipy mierzyły się w tzw. Sheffield derby lub inaczej Rules derby.

Z biegiem czasu powoływano do życia coraz to inne zespoły: FC Barnes, Christal Palace, Richmond Club, Crusades, Kilburn, War Office Club, Blackheath czy Epping Forest Club. Innymi piłkarskimi „staruszkami” są też: Cray Wanderers FC, Wanderers FC, Worksop Town, Brigg Town FC, Wrexham FC (pierwszy klub walijski).

Mniej zaawansowanym pasjonatom piłki nożnej więcej zapewne mówią nazwy Notts County (1862 r. założenia), Nottingham Forest (1865 r.) i Stoke City (1863 r.). Te ekipy to również prawdziwi weterani brytyjskiej, ale także światowej piłki nożnej. Co ciekawe, Notts County uznawany jest za najstarszy profesjonalny klub piłkarski na świecie, choć oficjalnie to Sheffield jest tym numerem jeden w zestawieniu FIFA.

Obecnie na poły legendarny klub Sheffield pogrywa sobie na bardzo niskim poziomie rozgrywek i trudno komukolwiek zestawiać go z możnymi brytyjskiego i światowego futbolu. Chociaż „Antyczni” (tak, trzeba przyznać, bardzo wymownie brzmi przydomek FC Sheffield :) nigdy nie zwojowali niczego wielkiego w brytyjskiej piłce ani nawet nie wzbili się na sportową przeciętność. Warto dodać, że w 2007 r. (150-lecie istnienia klubu) rozegrali towarzyskie spotkania z Interem Mediolan i Ajaxem Amsterdam, a w 2009 r. gościli w Polsce (!) i zmierzyli się z Hutnikiem Kraków, przegrywając 1:3.

Nie ulega wątpliwości, że współczesną piłkę trudno porównywać z tą sprzed 150, 160 lat, choć już wtedy powoli rodził się profesjonalny futbol. Niewątpliwie kopanie piłki stało się prawdziwym fenomenem historii, jak głosi tytuł tego tekstu. To bez wątpienia sport globalny, najpopularniejszy, dostępny właściwie od zaraz dla każdego, nieprzewidywalny, wielopoziomowy, jednocześnie taktycznie skomplikowany, a z drugiej strony banalnie zrozumiały dla każdego i uniwersalny (można grać nawet między autem i garażem :). W obecnych czasach przyciąga kosmiczne sumy pieniędzy, jest nierzadko czymś w rodzaju świeckiej religii. Pomimo rozwoju technologii (jak np. systemy goal-line czy VAR) piłka ciągle jednak w bardzo dużym stopniu przesiąknięta jest czynnikiem ludzkim, który z jednej strony stanowi o jej nastrojowości, ale z drugiej przyczynia się często do powstawania poważnych sporów („jak on mógł podyktować tego karnego, przecież tam nic nie było!!!” :). Gwiazdy piłki nożnej to rozpoznawalne ikony popkultury, co najczęściej nie ma miejsca w przypadku nawet bardzo wybitnych postaci innych dyscyplin, a przynajmniej nie na taką skalę.

W pierwszym zdaniu powyższego akapitu napisałem, że „współczesną piłkę trudno porównywać z tą sprzed 150, 160 lat”. Przyznam, iż jest to stwierdzenie paradoksalne – jednocześnie prawdziwe i fałszywe. Owszem, piłka przechodziła ewolucję na przestrzeni dziejów, ale jej istota ciągle pozostaje właściwie niezmienna – 11 gości kopie piłę i chce strzelić gola 11 przeciwnikom. Proste :)

Z tego, o czym sobie dzisiaj mówiliśmy, wynika, dlaczego piłka nożna jest tak niezwykłym sportem, absolutnie wyjątkowym wśród innych dyscyplin. Dla mnie jednak szczególnym czynnikiem jest historia – ten klimat, ten nastrój, z którego piłka wyrosła i który po dziś dzień ma swoje niebagatelne znaczenie. Futbol ma w sobie to coś...

Historia uczy, że w dziejach rodzą się niezwykłe zjawiska, fenomeny, które na niespotykaną, globalną skalę, ogarniają umysły i kradną serca milionów, by nie powiedzieć miliardów ludzi na świecie.

Choć futbol polega tylko na tym, żeby umieścić piłę w bramce tych drugich, jest czymś znacznie więcej, czymś co stanowi o jego ponadczasowości i niezwykłości.


Tymczasem to tyle na dzisiaj. Skoro już lektura tego wpisu za nami, to dobry czas, żeby wziąć futbolówkę i rozegrać mały meczyk :)


Drużyna Sheffield FC w roku 1857 (fot. domena publiczna)


PS Komu mimo wszystko jeszcze mało piłki zachęcam do lektury innego wpisu na blogu, gdzie poświeciłem trochę miejsca m.in. znakomitemu graczowi, który nie kłaniał się wielkim tamtych czasów.

Odsyłam też do lektury mojego tekstu na Blasting News:




środa, 2 maja 2018

#36 Historia nauczycielką życia | Majowe nauki

    W maju

Każdy Polak pamięta przynajmniej jedną datę majową – 3 maja. Okazuje się jednak, że godnych zapamiętania dat z tego miesiąca jest sporo.
Zapraszam na nasze comiesięczne spotkanie rocznicowe w wyjątkowym dniu – wszak 2 maja to Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej.



5 rocznic, o których musimy/powinniśmy pamiętać:

  1. 3 maja 1791 r. (w 2018 r. przypada 227 rocznica wydarzenia) – Tej daty chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Tylko gwoli formalności: uchwalenie Konstytucji 3 Maja.
    Proponowana przeze mnie nauka z wydarzenia: Dużo, dużo można by tutaj napisać. Ograniczę się tylko do jednego – 3 maja jest m.in. dowodem na to, że nawet w obliczu pogarszających się warunków zewnętrznych, może zrodzić się coś godnego uwagi i to nie tylko w mikroskali, ale także w kontekście ogólnoeuropejskim czy ogólnoświatowym. Była to jak wiemy pierwsza w Europie i druga na świecie konstytucja, pomijając tzw. Konstytucję Korsyki powstałą w 1755 r., nie przez wszystkich uznawaną za oficjalną.
  2. 7 maja 1945 r. (73 rocznica) – Alfred Jodl i Hans-Georg von Friedeburg podpisali w Reims akt bezwarunkowej kapitulacji Niemiec.
    Nauka: Upadek III Rzeszy jest doskonałym dowodem na to, jak rozbuchane ambicje i utopijne wizje rozsypują się wniwecz. Szkoda tylko, że wpierw często sieją spustoszenie i wyrządzają ogrom zła.
  3. 12 maja 1983 r. (35 rocznica) – Zatrzymanie i pobicie przez funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej w komisariacie przy ul. Jezuickiej na Starym Mieście w Warszawie maturzysty Grzegorza Przemyka. Zmarł dwa dni później.
    Nauka: Przypadki bł. ks. Jerzego Popiełuszki, Stanisława Pyjasa, Grzegorza Przemyka i wielu innych, to jasne punkty na ciemnej mapie PRL, które zataczając coraz większe kręgi budziły sumienia i pociągały do przeciwstawiania się nieżyciowemu systemowi. Ile jest we mnie wdzięczności dla bohaterów? Wieczny odpoczynek...
  4. 15 maja 1926 r. (92 rocznica) – Zakończył się przewrót majowy.
    Nauka: Bohaterstwo i jedynie słuszne posunięcie Józefa Piłsudskiego, zbawienne dla Polski czy błędne założenie, że tylko ja mam rację, a inni są do niczego? W tej kwestii polecam wykład prof. Andrzeja Nowaka z cyklu „Węzły polskiej pamięci”.
  5. 29 maja 1453 r. (565 rocznica) – zdobycie Konstantynopola przez Turków
    Nauka: Niektórzy uznają tę datę za koniec średniowiecza. Innych kandydatów, na czele oczywiście z odkryciem Ameryki przez Kolumba, jest zdecydowanie więcej. To dowodzi, że w historii wiele jest spraw, których nie da się rozpatrywać w systemie 0-1. Często trzeba tworzyć rozbudowane listy argumentów za i przeciw oraz dochodzić do kompromisów.

Jean-Joseph Benjamin-Constant, Wjazd Mehmeda II do Konstantynopola
źródło: domena publiczna

Pamiętajmy też m.in. o:
9 maja 1573 r. – we wsi Kamień pod Warszawą zakończyło się zbieranie głosów w pierwszej wolnej elekcji (wybrano Henryka Walezego na pierwszego elekcyjnego króla Polski);
12 maja 1935 r. – zmarł Marszałek Józef Piłsudski;
18 maja 1920 r. – urodził się Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II;
18 maja 1944 r. – rankiem ułani podolscy wchodzą do zrujnowanego klasztoru na Monte Cassino;
20 maja 1940 r. – transport pierwszych więźniów do Auschwitz;
25 maja 1948 r. – wykonano wyrok śmierci na Witoldzie Pileckim, rotmistrzu kawalerii Wojska Polskiego, żołnierzu podziemia, który zasłynął m.in. organizacją ruchu oporu w Auschwitz-Birkenau


5 rocznic, o których możemy pamiętać:
  1. 2 maja 1729 r. (w 2018 r. przypada 289 rocznica wydarzenia) – Tego dnia w Szczecinie, wówczas pruskim garnizonie na prowincji, przyszła na świat księżniczka anhalcka Zofia Fryderyka Augusta znana dzisiaj jako caryca Rosji Katarzyna II Wielka.
    Proponowana przeze mnie nauka z wydarzenia: Któż by się spodziewał, że ta dziewczynka stanie się jedną z najpotężniejszych koronowanych głów Europy, która wpisała się także w dzieje Polski, tyle że niechlubnie. To się przewija w moich zestawieniach rocznicowych, ale to jest jedna z największych zagadek i zarazem pociągających prawd historii: nigdy nie wiadomo czy gdzieś nawet niedaleko nas, nie urodził się ktoś wielki. A może niestety odwrotnie, ktoś kto wyrządzi wiele zła... Mimo to osobiście uważam, że historia każdego z nas jest wielka, bo niepowtarzalna, bylebyśmy tylko godnie przeżyli doczesność, wcale nie musimy piastować nie wiadomo jakich urzędów.
  2. 22 maja 1951 r. (67 rocznica) – Polskie władze komunistyczne wydały komunikat o zmianie granic z ZSRR na podstawie umowy z 15 lutego 1951 r.
    Nauka: „Wielki brat” ze Wschodu obdarował nas kawałkiem Bieszczad w zamian za bogate tereny tzw. „kolana Bugu”, które obfitowało w węgiel kamienny. Rosjanie czerpali później wielkie zyski z tego obszaru. Czy po upływie lat i zmianach rządu nie powinno się modyfikować umów kiedyś zawartych zważywszy na to, kto wówczas zasiadał za sterami władzy? Czy tego typu decyzje można uznawać za wiążące. Podobnie ma się sprawa reparacji wojennych.
  3. 23 maja 1618 r. – Miała miejsce tzw. defenestracja praska: posłowie cesarscy zostali wyrzuceni przez okno zamku na Hradczanach, co stało się bezpośrednią przyczyną wybuchu wojny trzydziestoletniej.
    Nauka: To chyba jeden z najbardziej nieszablonowych przykładów okazywania dezaprobaty stronie przeciwnej. Historia uczy, że pomysłowość ludzi w zasadzie nie ma granic.
  4. 24 maja 1988 r. (30 rocznica) – W Środzie Śląskiej, w czasie trwania prac rozbiórkowych pewnej kamienicy, odkryto i częściowo rozgrabiono drugą część tzw. skarbu średzkiego; to jeden z najcenniejszych zbiorów skarbów w skali Europy, wśród których wymienić można średniowieczne monety i klejnoty monarchów czeskich. Złota korona zdobiona kamieniami szlachetnymi to zapewne najcenniejsze znalezisko.
    Nauka: Tego typu historie uczą przede wszystkim, że jakże często w całkiem przypadkowy sposób można się natknąć na wyjątkowe znaleziska. To jest właśnie urok historii i jej piękno, w co szczególnie wpisane są tzw. kapsuły czasu, ale to też doskonały temat na odrębne opowiadanie.
  5. 26 maja 1828 r. (190 rocznica) – Niejaki Kaspar Hauser pojawił się na norymberskich ulicach. Ten tajemniczy człek został okrzyknięty „sierotą Europy”. Zginął również w tajemniczych okolicznościach. Do dzisiaj tak naprawdę nie udało się tak na 100% ustalić jego tożsamości.
    Nauka: Oto coś, co rozbudza wyobraźnię i jest szczególnie pociągające w historii – niewyjaśnione tajemnice. Czasami znaczą one więcej niż dobrze udokumentowane fakty. Może to właśnie jest piękniejsze w historii niż w matematyce: nie zawsze 2+2=4. Oczywiście nie mam nic do matematyków i wszystkich serdecznie pozdrawiam, ale historia ma to coś :)

Johann Georg Laminit (1775–1848) - Johannes Mayer, Peter Tradowsky: Kaspar Hauser, Stuttgart 1984, p. 306
Kaspar Hauser (1812?-1833)  to bez wątpienia jedna z najbardziej tajemniczych postaci w historii
źródło: domena publiczna


Można też pamiętać m.in. o:
11 maja 1939 r. – początek bitwy nad Chalchyn gol (ZSSR i Monoglia kontra Japonia i Mandżukuo);
15 maja 1928 r. – ukazał się pierwszy animowany film z Myszką Miki;
18 maja – Międzynarodowy Dzień Muzeów;
25 maja 1963 r. – w Addis Abebie (stolica Etiopii) powołano Organizację Jedności Afrykańskiej zrzeszającą niemal wszystkie państwa Afryki (bez Maroka); przetrwała ona do 2002 roku, kiedy to w jej miejsce powołano do życia Unię Afrykańską; 25 maja przypada Dzień Afryki;
27 maja 1653 r. – w Tournai odkryto grób panującego w V wieku króla Franków Childeryka I z dynastii Merowingów; znaleziono w tym miejscu 300 złotych pszczół – to właśnie zainteresowany skarbem Childeryka Napoleon umieścił te owady w herbie Cesarstwa 150 lat później;
28 maja 1905 r. – druzgocąca klęska floty rosyjskiej w dwudniowej bitwie morskiej przeciwko Japonii pod Cuszimą;
29 maja 1953 r. – Edmund Hillary z Nowej Zelandii i Nepalczyk Tenzing Norgay jako pierwsi w historii zdobyli najwyższy szczyt Ziemi – Mount Everest; wyprawą kierował John Hunt.

Dzięki, że dotrwaliście do końca.
Już teraz zapraszam za tydzień, na kolejne spotkanie z Historią nauczycielką życia. Oczywiście możecie tu wpadać kiedy tylko chcecie i czytać starsze teksty.

PS Coś jeszcze do poczytania:
To wcale nie jest żart na prima aprilis! To zdarzyło się naprawdę [wideo]



środa, 25 kwietnia 2018

#35 Historia nauczycielką życia | Jak cię widzą, tak cię piszą 2 – najdziwniejsze przydomki władców Francji

    Czyli o tym, jak dziwne przydomki nosili niektórzy władcy Francji (subiektywny ranking)

W dwunastym wpisie na tym blogu zamieściłem m.in. subiektywne zestawienie najdziwniejszych przydomków władców. Tamta lista była ogólna, nie koncentrowałem się na przedstawicielach Polski czy jakiegokolwiek innego państwa albo regionu.

Doszły mnie słuchy, że dobrze byłoby poświęcić tym kwestiom jeszcze przynajmniej jeden wpis. W konsekwencji pomyślałem sobie: być może urodzi się z tego nawet jakaś miniseria. Tak czy inaczej dzisiaj oddaję w Wasze ręce wpis o znamiennym tytule – „Jak cię widzą, tak cię piszą 2 – przydomki władców Francji”. Jak nietrudno się domyślić, dzisiaj przedstawię subiektywną listę „ksyw” francuskich koronowanych głów. Oczywiście to stwierdzenie dość ogólne, bo przy sporządzeniu rankingu biorę też pod uwagę władców frankijskich.

Nie pominę też pewnej małej nauki, do której zainspirował mnie bodaj najwierniejszy Czytelnik moich blogów znający język francuski, ale o tym za chwilę.



Władcy oprócz korony musieli też najczęściej nosić wszelakiego typu przydomki


A oto zapowiadana, moja subiektywna lista najdziwniejszych przydomków władców Franków i Francji:

  1. Karol III Prostak (fr. Charles III le Simple) – król zachodniofrankijski z dynastii Karolingów (lata panowania: 898–923). Przypadek przydomka tego władcy dowodzi, że trzeba uważać na tłumaczenia. Tego uczy nas historia i to jest główna nauka, a właściwie nauczka, którą powinniśmy wyciągnąć z dzisiejszego posta. Na to właśnie zwrócił uwagę wierny Czytelnik moich blogów. Francuskie „simple” może oznaczać też bardzo pozytywne cechy, jak np. kogoś, kto jest prosty, prostolinijny, skromny. Spotkałem się też z innymi wyjaśnieniami: mówiący prawdę prosto w oczy, wyprostowany, trzymający się prawych zasad, mający dobry, prosty charakter, itp. Ciekawe, że jednoznacznie negatywne określenie „prostak”, jakoby król był kimś nieokrzesanym, ewentualnie wywodzącym się z nizin społecznych, przyjęło się chyba najpowszechniej.
  2. Ludwik XV Ukochany (fr. Louis XV le Bien-Aimé) – władca z dynastii Burbonów, prawnuk i następca Ludwika XIV (1715-1774). Z tego co wiem, nie należał do najwybitniejszych władców; był krytykowany przez wybitne umysły swoich czasów. Jego żoną była Maria Leszczyńska, córka polskiego króla Stanisława. Skąd taki a nie inny przydomek? Może wyjaśnieniem jest liczba minimum 30 kochanek króla... Co więcej, podobno w wieku 31 lat był dziadkiem!
  3. Karol VI Szalony (fr. Charles le Fol) – z dynastii Walezjuszów (1380-1422). Może i ten przydomek brzmi zabawnie; być może nawet w głowie pobrzmiewa nam weselny przebój z szaloną w roli głównej, ale realia panowania tego władcy na pewno nie napawały radością. Poza tym cierpiał sam król, który zmagał się z chorobą umysłową, co odbijało się na coraz gorszej sytuacji gospodarczo-politycznej Francji. Co ciekawe, zwykły lud Francji nazywał go podobno „Ukochanym” (fr. le Bien-Aimé; jak monarcha w punkcie drugim). Być może paradoksalnie dzięki swojej chorobie budził sympatię ludzi.
  4. Ludwik V Gnuśny (fr. Louis V le Fainéant) – przedstawiciel Karolingów (986-987). Jako że panował bardzo krótko próżno szukać w jego życiorysie wielkich dokonań. Toteż kronikarze średniowieczni ochrzcili go mianem tego „qui nihil facit” – „który nic nie zrobił”. Można się zatem spierać, przy przydomek „gnuśny” jest wynikiem tego, że władca miał wszystko gdzieś czy może raczej po prostu nie zdążył wsławić się niczym szczególnym.
  5. Ludwik II Jąkała (fr. Louis II le Bègue) – z dynastii Franków Zachodnich (877-879). Znakomity przykład na to, jak określona wada lub przypadłość staje się punktem wyjścia dla przydomka. Skwituję to kolokwialnie: takie to fajne i nie fajne... Prócz słabego zdrowia był podobno władca lubianym, dobrym i miłym, choć nie odegrał jakiejś znaczącej roli na arenie międzynarodowej. Inna sprawa, że rządził krótko.

Karol III Prostak, portret z serii władcy Francji (zwycięzca dzisiejszego rankingu :) - autor obrazu Georges Roguet
źródło: domena publiczna

A oto jeszcze inni interesujący władcy w kontekście najdziwniejszych przydomków: Ludwik IV Zamorski, Karol II Łysy, Karol Otyły, Ludwik X Kłótliwy

W kolejnym wpisie z tej miniserii (ukaże się może w którąś środę w następnym miesiącu) sprezentuję też drugą listę, która z kolei będzie poświęcona najpiękniejszym, w sensie pozytywnym, przydomkom francuskich władców.

Zachęcam Was, żebyście w komentarzach wpisywali swoje propozycje najdziwniejszych „ksyw” królów Francji; wpisujcie też z wyprzedzeniem swoje propozycje najpiękniejszych przydomków. Zobaczymy czy wstrzelicie się w moją listę, którą przed chwilą zapowiedziałem :)

A zatem do następnego poczytania! Za tydzień majowe nauki. Serdecznie zapraszam.

PS Ten obiekt wzbudza wiele kontrowersji, ale pewien film daje do myślenia [wideo], https://pl.blastingnews.com/felietony/2018/04/ten-obiekt-wzbudza-wiele-kontrowersji-ale-pewien-film-daje-do-myslenia-wideo-002453007.html;

To wcale nie jest żart na prima aprilis! To zdarzyło się naprawdę [wideo], https://pl.blastingnews.com/felietony/2018/03/to-wcale-nie-jest-zart-na-prima-aprilis-to-zdarzylo-sie-naprawde-wideo-002421551.html;

Bibliografia wpisu:

W przygotowaniu wpisu oparłem się głównie na wikipedii, ale nie obawiajcie się – informacje tam zamieszczone weryfikowałem w encyklopedii.pwn.pl, słowniku francusko-polskim i kilku innych źródłach internetowych, jak np. ciekawostkihistoryczne.pl czy histmag.org. Ciekawych informacji dostarczyło także forum historycy.org.

środa, 18 kwietnia 2018

#34 Historia nauczycielką życia | „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”

Czyli m.in. o tym, jak zwyczajni bywają niezwyczajni


Urodziła się 22 kwietnia 1908 r., a zatem za kilka dni minie 110 lat od tamtego momentu. Przyszła na świat w mieszczańskiej rodzinie, która nie należała do zamożnych. W związku z trudną sytuacją materialną, została zmuszona do przerwania studiów humanistycznych na Uniwersytecie Warszawskim i zarabiania na życie w składach aptecznych.

W okresie II wojny światowej udzielała się w tajnym nauczaniu, a w 1945 r. już jako żona Stanisława Wawrzyńskiego (AK-owca i więźnia Pawiaka) dokształcała się w liceum nauczycielskim. Przez kilka lat pracowała na etacie nauczycielki szkoły podstawowej. Na rok przed śmiercią z powodu choroby strun głosowych, musiała zerwać z nauczaniem, ale zajęła się pracą w świetlicy szkolnej przy ul. Młynarskiej 2 w Warszawie.


Zmarła 18 lutego 1955 r. Ludwika Wawrzyńska z domu Koralewska, bo to jej poświęcony jest ten tekst, stała się symbolem, choć dzisiaj już chyba niestety trochę zapomnianym. Tym bardziej warto dowiedzieć się tudzież przypomnieć co wydarzyło się 8 lutego 1955 r. w baraku hotelowym „Metrobudowy” przy ul. Włościańskiej 52 w Warszawie.


Ludwika Wawrzyńska (fot. domena publiczna)

Tamtego dnia, 8 lutego, pani Wawrzyńska spakowała kanapki do torby i otworzyła drzwi żeby jak zawsze udać się do pracy. Jednakże po chwili zorientowała się, że w jednym z mieszkań baraku, w którym wraz z mężem pomieszkiwała, wybuchł pożar. Okazało się, że sytuacja była jeszcze bardziej tragiczna z powodu tego, że w płonącym mieszkaniu znajdowała się czwórka małych dzieci – zamkniętych tak, iż nie było mowy żeby mogły one wydostać się stamtąd o własnych siłach.

Ludwiki Wawrzyńskiej nie trzeba było długo instruować, jak powinna się zachować w takiej sytuacji. Chwyciła za siekierę i z jej pomocą rozkruszyła kłódkę blokującą wejście do mieszkania, w którym płakały dzieci. Dostała się do środka i wyniosła na zewnątrz półroczną Anię i dwuletniego Rysia. Wawrzyńska wróciła do mieszkania po trzyletnią Elę i również ją uratowała (niektórzy twierdzą, że to właśnie Rysiu był uratowany teraz, a Elka i Ania wcześniej; kolejność nie jest jednak w tym wszystkim najważniejszą kwestią). Ciągle w środku znajdował się jeszcze najstarszy, 3,5-letni Marek. O nim także pani Ludwika nie zapomniała – po chwili i on był już bezpieczny na zewnątrz.

Pomoc udzielona dzieciom nie wystarczyła – Wawrzyńska postanowiła udać się raz jeszcze do coraz bardziej płonącego i zadymionego mieszkania; chciała uratować coś z dobytku, którego wielkością nie mogli się poszczycić sąsiedzi Wawrzyńskich. Wtedy jednak strop się zawalił. Ludwika uszła co prawda z życiem, ale jej poparzenia były bardzo poważne.

Trafiła do szpitala Instytutu Hematologii przy ul. Chocimskiej 5 w Warszawie. 10 dni walczyła o życie, ale jednak odeszła z tego świata 18 lutego 1955 r. Pochowano ją na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie. Na nagrobku Wawrzyńskiej możemy przeczytać takie słowa: „Ludwika Antonina z Koralewskich Wawrzyńska ur. 1908 zm. 1955. Nauczycielka Szkoły T.P.D. nr 10. Wzór szlachetności, bohaterstwa i patriotyzmu, oddała życie ratując dzieci z pożaru, odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Cześć Jej pamięci”.

Ludwika Wawrzyńska zyskała odznaczenie – Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. Wiele szkół nosi również jej imię, także ulic. Mogliśmy jej podobiznę znaleźć na dwóch polskich znaczkach pocztowych (1956 r.).

Pewnie wielu z nas już nie pamięta, że na cześć Ludwiki Wawrzyńskiej powstały przynajmniej dwa wiersze: „Uratowała z ognia dzieci czworo” Leopolda Staffa oraz „Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej” Wisławy Szymborskiej. Tytuł tego naszego dzisiejszego spotkania z Historią zaczerpnąłem właśnie z wiersza naszej noblistki. Zachęcam do poczytania wierszy (linki w bibliografii) i dzielenia się w komentarzach refleksjami.

Warto wspomnieć jeszcze o dwóch kwestiach: jednej tragicznej, drugiej obiecującej. Ta pierwsza dotyczy dramatu, jakiego nie przeżyła matka trojga spośród uratowanych przez Wawrzyńską dzieci. Kobieta wróciła, gdy dzieci były już uratowane, ale nie wiedząc o tym, podejrzewała, że to przez nią spłonęły w pożarze, dlatego też z rozpaczy rzuciła się w ogień i spaliła żywcem.

Druga sprawa dotyczy wytrzymałości, a raczej jej braku, przeciwpożarowej materiałów, z których w tamtych czasach budowano. Co ciekawe, po ok. 5 latach od śmierci Ludwiki niemal zupełnie wyeliminowano materiały palne w budownictwie oraz w prawie pojawił się zakaz zostawiania dzieci samych w sytuacjach zagrożenia pożarowego. A zatem ofiara Wawrzyńskiej nie poszła na marne.

A co na to historia? A no, historia jak zawsze uczy. A czego dzisiaj? Najpewniej wielu rzeczy, jak choćby tej, że historia dostarczała, dostarcza i będzie dostarczać przykładów ludzi, których bohaterstwo jest trudne do ogarnięcia zwyczajnym umysłem (pamięta ktoś program „Zwyczajni niezwyczajni”?). Historia Ludwiki Wawrzyńskiej uczy też, jak słusznie zanotowała to już Wisława Szymborska, że „tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. Nasuwa się tu też oczywiście skojarzenie z aborcją, której zapewne wielką przeciwniczką byłaby Wawrzyńska, która oddała życie, by dzieci mogły żyć. Niektórzy w tym kontekście przywołują też przykłady zdarzeń, gdy nauczyciele nie zawsze stają na wysokości zadania w obronie dzieci w szkole.


Nie będę nic więcej w tym kontekście dodawał. Po prostu uczcijmy Ludwikę Wawrzyńską minutą ciszy...


Grób Ludwiki Wawrzyńskiej na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach
źródło: Lukasz2 - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=18779478


Zapraszam Was gorąco do komentowania treści wpisu i dzielenia się własnymi spostrzeżeniami. Ubogacajmy i inspirujmy się nawzajem.

PS Macie ochotę jeszcze trochę poczytać?