sobota, 30 października 2021

#104 Historia nauczycielką życia | Zaproszenie! (wpis specjalny)

 Czyli m.in. o tym, że piszemy razem ten wpis!

Nie ukrywam, że dla mnie czymś absolutnie oczywistym jest, że głównym Autorem historii jest Bóg. Głównym, ale nie jedynym, bo każdy z nas razem z nim "współpisze" dzieje. O tym mówiliśmy sobie w trakcie minionych wakacji >>>. Na każdym kroku widać Jego prowadzenie, nawet to, że z wielkiego zła potrafi wyprowadzić dobro.

 fot. Barbara Jackson from Pixabay

Dzisiaj chciałbym zaprosić Was do czegoś, co będzie kolejnym krokiem. Zachęcam, żebyście w komentarzach kończyli tekst, który zacznę poniżej. Nie zwlekajmy zatem, tylko zaczynajmy:

Pan Bóg jest dla mnie Stworzycielem świata i głównym Autorem historii, ponieważ... 



 
A zatem: do dzieła!!! Mogę na Ciebie liczyć, prawda?

Poprzedni wpis:
 
#17 Historia nauczycielką życia | Czas ucieka..., a co nas czeka? >>>
 
 

sobota, 25 września 2021

#103 Historia nauczycielką życia | HW7 / Jakim będziesz współautorem?

Czyli m.in. o tym, że przyszłość to jest coś szalenie ważnego


Cześć!

Dzieci są w szkołach już od paru tygodni, ale to nie przeszkadza nam, żeby oddać się lekturze jeszcze jednego wakacyjnego odcinka w tym sezonie Historycznych wakacji. Studenci jeszcze "leniuchują", więc wakacje mają prawo trwać ;) 

 
Żarty żartami, ale temat dzisiejszy jest szalenie poważny. Chodzi o naszą przyszłość i to nie tylko tę kilkudziesięcioletnią w tym życiu, ale przede wszystkim tę wieczną; bo czy tego chcemy, czy też nie, czeka nas wieczny byt i to tylko od nas zależy, jak będziemy chcieli go spędzić. Do wyboru mamy wieczne szczęście i wieczną rozpacz. Aż dziw bierze, że ciągle się wahamy i niedowierzamy, a tymczasem zegar tyka nieubłaganie...

Powiedzieliśmy sobie już o tym, jak do tej pory prowadziliśmy nasze życie, a raczej współprowadzili, bo pierwszym Autorem jest Bóg. On daje nam wolność i pozwala nam współpisać z Nim dzieje naszego życia, a poprzez to całego świata. W drugim odcinku tej wakacyjnej serii analizowaliśmy jak jest teraz, w jakim miejscu teraz jest nasze życie. Czy tam, gdzie powinno...?

Ten odcinek jest po prostu zachętą, żeby przede wszystkim patrzeć do przodu. W Ewangelii Jezus mówi: "Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego" (Łk 9,62b). Jest to dla nas przestroga, że nieumiejętne patrzenie wstecz na historię, może być opłakane w skutkach. Dlatego puentą tej trylogii wakacyjnej i jak wiemy mottem przewodnim tego bloga jest hasło: "Historia nauczycielką życia". Można oczywiście patrzeć na historię na różne sposoby, ale jeden wydaje się arcyważny: trzeba nam wyciągać wnioski z tego, co było, aby lepiej przeżywać nasze dziś i nasze jutro. To jest BARDZO WAŻNE!

Zdradzę Wam coś: słowo "Historia" na tym blogu tak dokładnie rzecz ujmując nie oznacza historii sensu stricto, ale przede wszystkim Boga, który w tej historii działa.

Jaką zatem współautorką będziesz? Jakim współautorem? Jak poprowadzisz swoje życie, aby go nie przegrać? Wiecie co? Jeśli się człowiek tak dogłębnie i logicznie zastanowi i trzeźwo podejdzie do życia, to życie bez Boga, bez wiary, po prostu nie ma sensu. Moim zdaniem to, że po ludzku, ludzkimi metodami, w 100 proc. nie można udowodnić istnienia Boga nie jest tak ważne jak to, że nie można też zaprzeczyć Jego istnieniu? A zatem skoro tak, to czy naprawdę warto ryzykować utratę szczęścia wiecznego żyjąc byle jak? Nie bardzo lubię takie kalkulowanie, bo o wiele lepiej jest wierzyć z miłości, ale przecież już na logikę widać, że bezsensownie żyć nie warto i bardziej opłaca się żyć wiarą.

Zaufanie to jedna z najpiękniejszych cech. Gdybyśmy widzieli Boga tu na ziemi, nie mielibyśmy wyjątkowej okazji żyć takim zauroczeniem, tęsknotą, jak narzeczeni, którzy jeszcze nie są w pełni ze sobą i bardzo tęsknią.

Tegoroczne Historyczne wakacje pragnę zakończyć cytatem z Psalmu 78, który chyba mógłby być hymnem tego bloga.

1Pieśń pouczająca. Asafowy.

Słuchaj, mój ludu, nauki mojej;
nakłońcie wasze uszy na słowa ust moich.
Do przypowieści* otworzę me usta,
wyjawię tajemnice zamierzchłego wieku.
Cośmy słyszeli i cośmy poznali,
i co nam opowiedzieli nasi ojcowie,
tego nie ukryjemy przed ich synami.
Opowiemy przyszłemu potomstwu
chwałę Pana i Jego potęgę,
i cuda, których dokonał.
Albowiem nadał On w Jakubie przykazania
i ustanowił Prawo w Izraelu,
aby to, co zlecił naszym ojcom,
podawali swym synom,
aby to poznało przyszłe pokolenie,
synowie, co się narodzą,
że mają pokładać nadzieję w Bogu
i nie zapominać dzieł Boga,
lecz strzec Jego poleceń.
A niech nie będą jak ich ojcowie,
pokoleniem opornym, buntowniczym,
pokoleniem o chwiejnym usposobieniu,
którego duch nie dochowuje Bogu wierności (Ps 78<77>,1-8).

Jejku, jaka to piękna dla nas perspektywa - uczyć się poprzez historię cudownego działania Bożego i przekazywać je następnym pokoleniom. Bardzo bym chciał, że na tym blogu były tysiące, miliony odcinków i jeszcze więcej. Oczywiście odcinki nie zawsze muszą być niezwykle poważne, ale każdy, nawet najbardziej prozaiczny temat, niech prowadzi nas do ostatecznego celu, którym dla nas jest Niebo.

Dziękuję Wam, że dotrwaliście do końca tego chyba jednego z najważniejszych wpisów na tym blogu. Dziękuję za cały ten sezon Historycznych wakacji.


Życzę wszystkim studentom udanego wejścia w nowy rok akademicki, a uczniom przyjemnej kontynuacji roku szkolnego. 
 

 
oraz
 

Teksty na blogu z aktualnie największą liczbą odsłon (stan na 24.09.2021):


wtorek, 31 sierpnia 2021

#102 Historia nauczycielką życia | HW/6 Jakim jesteś współautorem?

Czyli m.in. o tym, że tworzysz historię tu i teraz, ale nie sam/a


Witajcie!

Ostatnio zastanawialiśmy się nad tym, jaką historię życia napisaliśmy do tej pory. Dziś o tym, co jest teraz.

fot. pen_ash, Pixabay
 
Przynajmniej od czasu do czasu warto sobie zadać pytanie: w jakim miejscu jest teraz moje życie? W odpowiedzi na to pytanie pomocna może być odpowiedź na pytania z poprzedniego odcinka: jak to było do tej pory? 

Jeśli po osobistym rozeznaniu i rozmowach z autorytetami być może okaże się, że coś nie jest tak, jak być powinno, warto nie czekając, już teraz, zmienić coś na lepsze, być może gruntownie odmienić swoje życie.
 
Dla mnie i dla miliardów ludzi na świecie najwyższym autorytetem jest Bóg. To On jest głównym Autorem historii. To z Nim współpiszemy historię. To wielka odpowiedzialność, dlatego warto w oparciu o Jego przykazania, o Jego Miłość, zasięgając opinii Jego namiestników na ziemi (duchownych) i ludzi szczególnie mu oddanych (też osób konsekrowanych czy osób świeckich), odpowiednio prowadzić swoje życie.

Życie jest zbyt poważne, żeby traktować je niepoważnie. I nie chodzi tu o to, że teraz trzeba zacząć się nerwicować, jeśli jest w nim coś nie tak jak powinno, ale żeby po roztropnym namyśle skierować życiowe koleje na właściwe tory.

Niech to będzie główny morał i historia płynąca z tego odcinka: gdzie jestem..., czy jestem na właściwym miejscu...; jeśli nie to co i jak zmienić...; jeśli tak, jak utrzymać albo najlepiej poprawić to co jest...

Prawie zawsze jest dobry czas na zmiany, ale koniec wakacji to czas szczególnie interesujący w tym względzie.

Życzę wszystkim udanego wejścia w nowy rok szkolny. W tym roku na blogach Historia nauczycielka życia oraz Biblijny Raban >>> wakacje trwają dłużej, bo do końca września :) ; to taki ukłon w stronę studentów ;) We wrześniu jeszcze jeden odcinek z tej małej wakacyjnej trylogii. Do poczytania zatem.
 

 
 

Teksty na blogu z aktualnie największą liczbą odsłon (stan na 31.08.2021):

sobota, 24 lipca 2021

#101 Historia nauczycielką życia | HW/5 Jakim byłaś/eś współautorem?

Czyli m.in. o tym, że byłaś/byłeś współautorem


Drodzy!

Lepiej się złożyć nie mogło: tym wpisem rozpoczynamy drugą secinę tekstów na tym historycznym blogu, a jednocześnie startujemy z drugim sezonem "Historycznych wakacji". W tym roku chciałbym Wam zaproponować trylogię, która chyba dotyka historii jako nauczycielki życia w sposób najbardziej osobisty.

fot. Bruno /Germany, Pixabay 

Chciałbym, żeby w przypadku tych odcinków wakacyjnych było mało gadania, a więcej działania praktycznego.

Czy tego chcemy, czy nie, każdy z nas swoim życiem pisze historię. W przypadku jednych z nas jest to historia, którą śledzą tysiące, a nawet miliony odbiorców; zdecydowanie częściej jednak z naszą historią stykają się jedynie najbliżsi. Tak czy inaczej: piszemy i co do tego nie ma najmniejszej wątpliwości. Tematem tego odcinka jest jednak nie autorstwo, ale współautorstwo. Dlaczego? Osobiście jestem zupełnie przekonany, że naszej historii nie piszemy sami, ale przede wszystkim pisze ją Bóg, który obdarowując nas wolną wolą sprawił, że my piszemy tę historię z Nim, wsółpiszemy ją razem.

Wierzę, że wakacje to właśnie doskonały czas, żeby w trakcie spaceru po lesie albo po łące zastanowić się, ale tak na serio, jaką to ja historię do tej pory napisałem? Przede wszystkim: czego mnie ona uczy?!

Mało tego: nasza historia realnie wpływa na historie życia innych ludzi. To jest niesamowite, że Ty, zapisując karty swojej historii, bardzo często niejako wchodzisz na "linijki" tekstu innych ludzi i albo coś tam poknocisz albo przeciwnie: dzięki Twoim zapiskom czyjaś historia stanie się ciekawsza i bogatsza.

Tyle gadania, a teraz czas na refleksję. Zastanówmy się nad tym, co już było i wyciągnijmy z tego praktyczne wnioski.

Życzę Wam wszystkim udanej drugiej połowy wakacji!
 



 

Teksty na blogu z aktualnie największą liczbą odsłon (stan na 24.07.2021):

środa, 30 czerwca 2021

#100 Historia nauczycielką życia | Mam marzenie... (wpis specjalny)

Czyli m.in. o tym, że mam do Was wielką prośbę



Przy takich okazjach, jak ta dzisiejsza, człowiek szczególnie sobie uzmysławia, że tempus fugit, aeternitas manet >>>. Tak, czas ucieka, wieczność czeka. To już wpis numer 100 na tym blogu. Wszystko zaczęło się 26 sierpnia 2017 r. >>>. A pierwszy wpis powstał 6 września 2017 r. >>>.

fot. Kranich17, Pixabay

Od jakiegoś czasu myślałem, o czym będzie setny odcinek. Miałem różne pomysły, ale koniec końców zdecydowałem się na to, co najważniejsze: wpis #100 będzie o tym, o czym jest cały blog. O maksymie Cycerona, z której ten blog wziął nazwę, możecie poczytać w innym miejscu >>> i gorąco zachęcam, żebyście teraz to uczynili, zwłaszcza jeśli ewentualnie tego do tej pory nie zrobiliście. Napisałem też parę słów o mnie >>>.

Na bazie powyższego zrodziło się we mnie pragnienie, żeby historia, będąca dla nas wszystkim nauczycielką życia, była szczególnie pod tym kątem bardziej znana i ceniona. To jest moje marzenie, stąd w tytule aluzja do jednego z najsłynniejszych przemówień w dziejach ludzkości. Do pójścia w tym kierunku zachęcam Was właściwie w każdym odcinku, ale dziś chciałbym to bardzo mocno zaakcentować i o to zaapelować; bardzo konkretnie.

Tak naprawdę dla mnie za określeniem historii jako nauczycielki życia kryje się najgłębiej coś w moim odczuciu najważniejszego: historia uczy życia, ale przede wszystkim życia uczy Bóg Trójjedyny, który jest prawdziwym Panem historii i dziejów. Gdy uczymy się od historii, to w gruncie rzeczy rozpoznajemy Boże działanie w dziejach i na tej podstawie właśnie uczymy się jak żyć jako jednostki, małżeństwa, rodziny, społeczności, narody, państwa itd. O historii można mówić i pisać w wieloraki sposób i jeśli tylko to jest godziwie, jak najbardziej warto. Ale ciągle zbyt mało mówi się o tym, co wydaje się kluczowe - czego historia nas uczy?

W związku z powyższym do Ciebie, która albo który czytasz ten tekst; nie do kogoś tam, ale właśnie do Ciebie, zwracam się z OLBRZYMIĄ prośbą, abyś włączył się w dzieło propagowania tej idei. Jak to zrobić? W zasadzie dowolnie: napisz tekst, zrób filmik lub jakoś inaczej i taki materiał oznacz hasztagiem #HistoriaNauczycielkaŻycia. Jeśli tylko masz podobne spojrzenie na historię jak ja, to gorąco Cię do tego zachęcam. Ważne: podeślij mi linka do Twojego materiału, np. poprzez formularz kontaktowy na stronie głównej albo pisz na adres bibliaihistoria@gmail.com. Chętnie opublikuję! Być może powstanie zakładka, w której takie materiały będę zamieszczał albo osobna seria. Zobaczymy!

Jeśli jeszcze mogę Cię dodatkowo prosić, to będę wdzięczny za wzmiankę w Twoim materiale o blogu historianauczycielkazycia.blogspot.com. Nie jest to z mojej strony żadna prywata, ale głęboka nadzieja, że wpisy tu się ukazujące mogą być przydatne dla coraz szerszego grona odbiorców.

A teraz zacytuję końcówkę tekstu "O maksymie Cycerona" >>>, która nic nie straciła z aktualności, a od tego wpisu nr 100 staje się nawet jeszcze bardziej aktualna:

"O tym, że w dziedzinie uczenia się od historii jest wiele do zrobienia przekonywał już kiedyś... Georg Wilhelm Hegel ( 27 VIII 1770 – 14 listopada 1831). Otóż mówił on, że „historia uczy, że ludzkość niczego się z niej nie nauczyła” (źródło: http://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/1659986,Georg-Hegel--filozof-pesymista). Choć zapewne trudne czasy w jakich żył sprzyjały w pewnym stopniu tak pesymistycznemu ujęciu zagadnienia, niemniej coś w tym jest... Zdaniem Erika Marii Ritter von Kuehnelt-Leddihn (1909–1999) – austriackiego konserwatysty i myśliciela katolickiego – „człowiek rzadko wyciąga lekcje z historii, a narody nigdy” (źródło: https://pl.wikiquote.org/wiki/Historia).

Widzimy więc, Kochani, że wielkie zadanie przed nami – w kontekście każdej pojedynczej osoby jak i całych narodów. Do dzieła!!!".
 
A zatem: do dzieła!!! Mogę na Ciebie liczyć, prawda?

Poprzedni wpis:
 
#17 Historia nauczycielką życia | Czas ucieka..., a co nas czeka? >>>
 
 

czwartek, 27 maja 2021

#99 Historia nauczycielką życia | CH/8 Czegoś mi brak...

Czyli m.in. o tym, że człowiek to istota nienasycona



Oddaję w Wasze ręce 99. odcinek na blogu. Ta okazja zainspirowała mnie do pewnej refleksji.
 
fot. Myriams-Fotos, Pixabay
 
 
Na przestrzeni dziejów aż roi się od królestw, księstw, władztw, itp. Ileż to już przeszło po ziemskim padole koronowanych głów, które dwoiły się i troiły, żeby wzmacniać swoją pozycję i podnosić znaczenie własnego państwa. Z jednej strony takie poczynania są zrozumiałe, ale z drugiej strony jeśli weźmie się pod uwagę przypadki intryg i dosłownie chodzenia po trupach do celu, wszystko to nabiera jakiegoś tragikomicznego wydźwięku. Życie jest tak krótkie, że dziw bierze, iż my ludzie, także królowie, żyjemy w dużej mierze intrygami i skupiamy się na tym, co widoczne. Nawet siwiejące włosy nas nie przekonują, że tutaj jesteśmy tylko przelotem. Tymczasem poza granicą życia i śmierci jest ON...
 
Każdy człowiek, nawet król, posiada w swoim wnętrzu mniej lub bardziej uświadomione poczucie braku czegoś. W związku z tym dzieje świata przypominają coś w rodzaju życia na 99,(9) procent. Człowiek może wszelkimi sposobami dążyć do 100 procent, ale jest to dla niego nieosiągalne.

Ową "stówką" może być bardzo wiele spraw i kwestii. Powiedzmy, że w takim podstawowym ujęciu jest nią tajemnica życia i śmierci. Pomimo potęgi swojego rozumu i olbrzymiej wiedzy, poza Bogiem człowiek śmierci nie przeskoczył i nie przeskoczy. Ba! Tak naprawdę nawet do tego 99 człowiekowi daleko.

Jestem głęboko przekonany, że uczenie się życia od Historii, będącej jego nauczycielką, może pomóc w maksymalnym zbliżeniu się do tych 100 procent.

A co Ty o ty myślisz?
 
PS Nietrudno policzyć, że kolejny wpis będzie tym wyjątkowym, bo setnym. Będę miał dla Was specjalny prezent.

Dzięki za uwagę i do następnego poczytania.
 
#17 Historia nauczycielką życia | Czas ucieka..., a co nas czeka? >>>
 
 

czwartek, 29 kwietnia 2021

#98 Historia nauczycielką życia | Pani z Nowolipek

 

  Czyli m.in. o tym, co niezwykłego wydarzyło się na Nowolipkach

 
Ten wpis jest owocem tego, że jakiś czas temu obejrzałem film "Cud na Nowolipkach". Wcześniej już gdzieś tam kiedyś o tym słyszałem, ale dopiero ten kontakt z filmem szczególniej zwrócił moją uwagę na to, co zdarzyło się na Nowolipkach w Warszawie (dzielnica Muranów niedaleko Śródmieścia). Było to w październiku 1959 r.
 
Kościół św. Augustyna w Warszawie, Autorstwa Adrian Grycuk - Praca własna, CC BY-SA 3.0 pl, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=47826903

Otóż, jak się wydaje, od 7 października do końca tego miesiąca w 1959 r. miała miejsca seria niezwykłych zdarzeń na wieży kościoła pw. św. Augustyna na Nowolipkach. Bardzo wielu ludzi twierdziło, że widzieli jaśniejącą ludzką postać właśnie na wieży wspomnianego kościoła. Ówczesne władze komunistyczne robiły w zasadzie wszystko, żeby ośmieszyć ludzi, którzy tłumnie przybywali na miejsce cudu. Na dodatek oświetlano wieżę reflektorami albo próbowano zamalować jej górne fragmenty farbą, żeby zlikwidować rzekomo naturalnie powstające zjawisko odblaskowe. Jednakże wszelkie zabiegi władz kończyły się niczym i bynajmniej nie uzyskano pożądanego przez nich efektu. Jasna postać, identyfikowana z Maryją, była ciągle bardzo dobrze widoczna. Władze starały się nawet wymóc na władzach kościelnych urzędowy zakaz odwiedzania tego miejsca. Poniekąd to się udało, bo w tym względzie wykorzystano naturalny sceptycyzm Kościoła wobec rzekomych cudów, co ma służyć uniknięciu zbyt pochopnego zatwierdzenia nadnaturalnego zjawiska jako cudu. W praktyce jednak w okolice kościoła św. Augustyna przybywało ciągle bardzo wielu ludzi i powszechne było przekonanie, że coś takiego nie może być zjawiskiem naturalnym.

Tablica upamiętniająca Cud na Nowolipkach wmurowana z okazji 50-lecia wydarzenia w nawie bocznej Kościoła św. Augustyna na warszawskim Muranowie, Autorstwa Mateusz Opasiński - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=25369722

Fakt faktem, że nie wszyscy widzieli Maryję, ale z bardzo dużej liczby świadectw z tamtego okresu, zarówno mówionych jak i listownych, nawet ze strony milicjantów, wynika, że tam doszło do cudu, bo owe świadectwa były nadzwyczaj zgodne; m.in. ludzie opisywali ze szczegółami ubiór Maryi i koronę na Jej głowie.

Nie zachowały się zdjęcia cudu (zakaz ich robienia), ale udało się uchwycić ludzi intensywnie obserwujących zjawisko.
 
Warto jeszcze dodać, że istnieją przypuszczenia, dlaczego Matka Boża ukazała się właśnie tam. Otóż Muranów poważnie ucierpiał w czasie II wojny światowej. Był w zasadzie jednym wielkim gruzowiskiem, a właściwie samotnym obiektem, który przetrwał, był właśnie kościół św. Augustyna. W trakcie wojny zginęło tam bardzo wielu Żydów. Z wieży kościoła rozciągają się doskonałe widoki na dzielnicę i Warszawę. Może więc Maryja, o radosnym, ale też trochę zatroskanym obliczu, jak relacjonują świadkowie, wybrała to symboliczne miejsce, aby na nowo zachęcić do wiary, pokuty i nawrócenia, nie wypowiadając tym razem ani jednego słowa?
 
Świątynia wśród gruzów getta po wojnie, wikimedia w domenie publicznej

O tych wydarzeniach powstała książka "Cud na Nowolipkach" autorstwa Witolda Dąbrowskiego oraz film o tym samym tytule >>> w reżyserii Michała Górala na podstawie scenariusza wspomnianego Dąbrowskiego.

Nowolipki to jedno z naprawdę bardzo wielu miejsc na globie, a szczególnie w Europie i Polsce, gdzie jakże często dochodziło do zjawisk, wobec których nauka jest bezradna, a sporo do powiedzenia ma wiara. I to nie jest wiara naiwna, ale oparta o mocne dowody, niesprzeczne ze sobą świadectwa ludzi, postawę wrogów paradoksalnie potwierdzającą autentyczność zdarzenia, itp. To tylko od każdego z nas zależy nasz stosunek do tego wydarzenia.
 
Ja wierzę, a nie wiem jak Ty, jak Wy?

Dajcie znać w komentarzach jak postrzegacie te wydarzenia. Dzięki!

bibliografia:
wspomniany w tekście film oraz Cud na Nowolipkach. Na wieży kościoła ukazała się Matka Boża, misyjne.pl
 

Inne podobne teksty:
 
 


Poprzedni wpis:


 
  
Teksty na blogu z aktualnie największą liczbą odsłon (stan na 03.02.2021):

1. #34 Historia nauczycielką życia | „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono >>> 

2. #3 Historia nauczycielką życia | Gdy szkiełko i oko wymiękają >>> 

3. #46 Historia nauczycielką życia | "Nic ponad sandał, szewcze!" >>>